niby tak, ale dzisiejsze slonce przedzierajace zza chmur i lekko powyzej zera temperatura na termometrze nie jest w stanie zniwelować niepokoju jaki w sobie odczuwam po wczorajszym odkryciu jakiego dokonalam wieczorem.
Uswiadomilam sobie po prawie 3 miesiacach od calego zdarzenia-dobrze, ze teraz mam w planie przeprowadzenie ponownego, że źle zrozumialam pewne polecenie w pracy i wykonalam akcje ktora nie miala prawa sie powiesć no i sie nie powiodla. Tragedii nie ma, bo w zamian za to zrobilam wtedy co innego i przynioslo to jakis zysk (choc sama tego nie wymyslilam), nikt wysoko postawiony tez nie bedziemi mial tego za zle, ale ja zalamuje rece nad swoja glupota i tym, co pomysla koledzy, bo zamierzam im powiedziec, wyjdzie, ze jestem malo kumata. wszystko to przez to, ze za malo chodzilam po hali i stalam przy procesie zeby to zalapać, ale dlatego ze nie mialam roboty i czulam sie zdemotywowana i niepotrzebna.
Ale zmierzam do tego, ze przez to cholerne BPD mam beznadziejna pamiec, w porownaniu z tym co bylo kiedyś, luke w łbie wypełniona jakimś syfem która powoduje zezintegracje, kociokwik i to, ze mój umysł zaskakuje cos o wiele wolniej, mniejsze zdolnosci asymiliacji wiadomości a mój umysl jak sie na cos zafiksuje, nie widzi okoliczności pobocznych i przez to nieraz traci rzeczywisty obraz sytuacji. generalnie nie moge sie doczekac by ten syf w koncu zszedł. Mam nadzieje, ze kiedys to nastapi, bo smuci mnie to bardzo i martwi, ze tak jest i nieraz już tracę nadzieję, ze łeb będzie sprawny jak dawniej.