Sebastian,
rozumiem, że chodziło ci o to, że sam musiałeś dorosnąć do tego by ojcu to powiedzieć. Natomiast nie każda sytuacja jest taka jak twoja, ja nie czuje już potrzeby mówienia mu o tym jak bardzo mnie skrzywdził. Kiedyś tak zrobiłam, ale że to mały psychopata to stwierdziłam, że szkoda mojej energii. Po prostu, z niektórymi się nie da. Niekoniecznie chodzi o to, że nie dorosłam do tego, a raczej o to, że z pewnymi osobami nie warto nawet zaczynać takich rozmów, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie, więc po co?
Chodziło mi też o to, żeby taka rozmowa miała sens (oprócz wyrzucenia tego z siebie), to druga strona czyli osoby typu mój czy twój tata, żeby coś skumać z tego, co do nich mówisz, musi do tego dojrzeć.
Tak, możesz się lepiej poczuć kiedy powiesz ojcu o wszystkim i to też jest ok, ale on niekoniecznie cię zrozumie i zmieni swój stosunek do tego. To, że wyrobiłeś sobie dzięki temu postawę asertywną wobec ojca to plus dla ciebie.
Można też to uzdrowić bez konieczności mówienia o swoich żalach drugiej stronie, ja mam nadzieję na pełne uzdrowienie właśnie w ten sposób.