Siedzę dziś wieczorem w domu przy laptopie i nagle mnie naszło, że trzeba zamknąć uchylone okno w sypialni, bo poczułam jakby ktoś chciał się tam wedrzeć. Zamknęłam, wróciłam do kompa. Po chwili sobie ubzdurałam, że jednak wdarł się jakiś zbój, stanął między ścianą, a drzwiami, zaczaił i czeka na dogodny moment. Poszłam tam jeszcze raz, drzwi były do połowy otwarte i je tak powoli przybliżałam do ściany, żeby się przekonać, że nikogo za nimi nie ma i nagle słyszę syk, chociaż wtedy wzięłam to za trzepot skrzydeł. Po paru minutach zebrałam się w sobie i zajrzałam jednym okiem a tam jakaś poczwara o nieokreślonym kształcie siedzi na podłodze. Nie byłam do końca pewna co to, za to byłam pewna, że to musi zniknąć. Wezwałam pomoc, poczwara okazała się nietoperzem, syczącym i szczerzącym kły. Nawet nie chcę myśleć co by było, gdybym go nie zauważyła, poszła normalnie spać, a on by mnie obudził w nocy jakoś. Zawał murowany.