Jestem dosyć raczkujący w temacie ale moja droga do życia ze sztuki w pewnym sensie rozbijała się o afirmację i wizualizację więc może pomęcze temat..
"2. uwolnienie się od tego przekonania o niemożliwości przeżycia ze sztuki - skupiając się na wyrobieniu w sobie stałej podstawy bezpieczeństwa materialnego plus otwartości na klientów, odbiorców, sponsorów, marszandów itp
- uwolnienie się od przekonania, ze praca na zamówienie musi być nudna i odtwórcza, nie kreatywna - oraz od negatywnego nastawienia do takiego typu kreacji (często sami artyści gardzą utworami, dziłąmi robionymi na zamówienie -a przecież wiele dzieł w przeszłych wiekach zostało w ten sposób stworzonych)."
U mnie zadziałało coś takiego -> wchodzę na level umiejętności na którym moje odpowiedniki (inne osoby których rzeczy mi się podobały) pracują dla najlepszych marek / klientów. Oczywiście były to rzeczy niezwykle pasjonujące, takie chciałem robić. Przestaję być też ofiarą - typem van gogha i nikifora, malującego do szuflady i odkrytego po śmierci..nie o to mi chodzi.
"3. uwolnić "wenę" od uzależnienia emocjonalnego (kiedyś im bardziej w smętno-filozoficznym nastroju byłam, tym łatwiej uciekałam w "swój" świat i tworzyłam) - teraz w końcu zaczynam tworzyć bez nakręceń emocjonalnych, bardziej poprzez otwartość na WJ"
Jeśli nie ma emocji w sztuce to na nikogo nie zadziała, u mnie tworzenie to wynikowa obserwacji i wewnętrznego głosu. Swego czasu najbardziej znaną moją pracą była rzecz nie najlepsza technicznie z mojej galeryjki ale praca najmocniej wyładowana emocjami (dziewczyny, żyletki..

).
"- od uzależnienia od chemicznych poszerzaczy świadomości (z tym nie miałam nigdy problemu, ale wiem, że są osoby, co jak nie wypiją, nie sztachną się, to cierpią na posuchę twórczą)."
Obeszło się bez.
"- uwolnienie się od blokerów typu: - "to od razu musi być dzieło!" (nadmierna samokrytyka i nadmiernego perfekcjonizmu, odmawianie sobie możliwości błędów i tworzenia czegoś w przemyśleniu i etapami) - poprzez akceptację, ze nie wszystko od razu musi być genialne, ze niekiedy do tego dochodzi się stopniowo"
Stopniowość dostrzegałem zawsze po pewnych odcinkach czasu, wtedy tez zauważa się progres. Ale przyznaję że każdą kolejną rzecz traktowałem jako dzieło życia

Wydaje mi się że nie chodzi tu o założenia przed projektem tylko sposobu myślenia podczas pracy. Wtedy z zasady nigdy nie odpuszczam.
Dla mnie jest pewna różnica między "daję z siebie wszystko" a "pozwalam sobie na błędy". Owszem pozwalam, ale dając z siebie wszystko

Polecam też wizualki miejsca pracy, studia, altelier - mi to bardzo pomogło

A tu taki ostatni art dla podsumowania
http://4.bp.blogspot.com/-t5MeV_nRO_s/TyiIEvopnyI/AAAAAAAAAXg/hjyVdIWvtJk/s1600/szaman1fin.jpg