Laka
Ja mam tylko jedno pytanie: dlaczego te nasze cechy mamy traktowac jako obciazenia? A moze zamiast ciagle ,,obwiniac" sie o to, ze cos z nami nie tak warto spojrzec na to z drugiej strony - ze to z wiekszoscia ludzi jest cos nie tak.
Co jest zlego w zyciu na lonie natury i w tym, ze posrod murow, zgielku czujemy sie zle? Jakie to jest ociazenie bo ja tu nie dostrzegam zadnego, wrecz przeciwnie - tendencje do powrotu do swojej naturalnej postawy, naturalnego srodowiska dla nas.
Mowisz ze nie mozesz funkcjonowac. Fakt, skoro przytlaczajaca wiekszosc ludzi poza cywilizacja rozumiana w naszym kartezjanskim, zachodnim pojeciu nie widzi nic innego ale czy to znaczy, ze mamy sie do tego dostosowac? Jakim kosztem, ja sie pytam i jakim prawem zmusza sie nas do dostosowania?
Wzorzec nie zangazaowania sie...a moze nie wzorzec tylko gleboka swiadomosc, ze przebywajac w tak ograniczonym i obciazonym srodowisku nie ma sensu spalac sie i angazowac skoro i tak nie zostanie to nalezycie docenione i zrozumiane.
Ja tez marze o partnerce, ktora spelni moje oczekiwania i ja jej i nie widze w tym nic zlego. Na tym polega dojrzalosc w zwiazku, w relacjach. Po co sie oklamywac i byc ze soba z jakis innych pobudek np. typu zaspokajanie potrzeb seksualnych bez glebszej wiezi czy innych?
Wiesz dlaczego nie moemy tacy jak my sie spelnic w tej materii? Bo wiekszosc ludzi nie rozumie naszych potrzeb i tym samym nie stawrza samoistnie warunkow dogodnych do egzystencji dla takich istot, jak my.
Nie rozumiem troche tego o czym piszesz w sensie leku przed ugruntowaniem. Ja postrzegam to jako ciagly rozwoj. Poznaje jedno i potem szukam czego innego, aby poszerzac moja swiadomosc. Niestety, wiekszosc poszerzac jej nie chce i dlatego ciagle twki w tym samym i w dodatku jeszcze wmawia, ze tak byc powinno (ze trzeba ciagle nad czyms jednym pracowac itp.). Po co wchodzic w te ograniczajace wzorce?
Wywala Ci ta niechec do obowiazku i pracy bo to, jak obowiazki czy praca sa pojmowane w naszej cywilizacji jest chore, nieproporcjonalne do prawdziwej natury czlowieka. A ze Ty czy J aczy inne tego typu osoby sa bardziej swiadome i przez to wrazliwe, to maja tego dosc.
Ja w glebi wiem, ze gdybym mogl egzystowac na swoich zasadach, moglbym i przede wszystkim chcialbym duzo dawac od siebie, bo widzialbym glebszy sens takich dzialan. A tak...rzeczywiscie w kolko, bo ja jedno a oni drugie, I jak grochem o sciane.
Dlatego dla mnie ten caly regresing i ciagle doszukiwanie sie, ze to z nami akurat cos nie tak skoro nie pasujemy do wiekszosci jest mocno naciagany.
A w tym wszystkim dostrzegam u Ciebie (i u mnie tez) lek przed zginieciem, jesli nie dostosujemy sie. I to nie jest sprawa slabo dzialajacej pierwszej czakry. To jest sprawa innej wrazliwosci, tego ze jestesmy niejako innymi istotami (dzialamy bardziej na ,,wzyszych" plaszczyznach, cialach subtelnych stad i mniejsza czakra podstawy bo dla nas rzeczy materialne nie maja juz takiego znaczenia, wymiaru postrzegania). Ja sie tylko pytam-jakim prawem in ni zmuszaja nas czy nie daja nam zadnego wyboru? Bo chyba tylko z czystego egoizmu, zaparcia i wszechobecnej manipulacji w ktorej upatruja wciaz nowych korzysci.