Moze i mogloby ale czemu nie widze siebie w zadnym kraju?
Ja mam cos takiego, ze za nic w swiecie nie potrafie dzialac w grupie. Przebywanie dluzej wsrod innych osob sprawia mi meke. Nie rozumiem, jak mozna mieszkac w jednym mieszkaniu z kims jeszcze i ciagle zwazac na to, aby nie przeszkadzac tej drugiej osobie. Przeciez to istna meka ciagle uwazac, ze muzyka za glosno, ze swiatlo gdzies zapalone, ze ktos lazi a ty chcesz spac. Kto w ogole wymyslil mieszkania w blokach? Powinni tego zabronic

. To samo z praca - jak mozna w ogole pracowac razem, dostososowywac sie do tempa, do wymogow.
Ja chcialbym byc calkowicie wolny, tak jak sa wolni ludzie z olbrzymimi spadkami i po prostu zajmowac sie wylacznie tym, co akurat mnie interesuje. W ogole u mnie nie ma checi uczestniczenia w czymkolwiek, w byciu czescia czegos. Kazda proba zaszeregowania mnie do jakis struktur powoduje u mnie olbrzymi bol, bunt i poczucie zabierania mi wolnosci.
Kiedys myslalem, ze Zachod jest takim miejscem ale kiedy tam pojechalem, okazalo sie ze to mit. Tam ludzie zyja podobnie jak my, jest wszechogarniajaca konsumpcja i ped zycia w dazeniu do pozycji, hierarchii itp.
W ogole nie wiem, po co mam placic jakies podatki, skoro ja z tych rzeczy w ogole nie korzystam. Mnie nie sa potrzebne jakies telewizje, mistrzostwa w Euro, super szybkie autostrady, wielkie sklepy...w ogole nie potrafie pojac, skad u mnie to niedopasowanie. Nie ma we mnie zadnej nienawisci do ludzi, ze robie to im na zlosc, mszcze sie za cos. Zupelnie na odwrot - brak zrozumenia. Dziwie sie, ze ludzie tak lakna wciaz materializmu, ze przypisuja rzeczom materialnym taka cene zamiast zyc spokojnie. To samo z przyrostem naturalnym - wrecz odczuwam, ze ludzie chca miec dzieci wylacznie dla podniesienia swojego mniemania, ze to spelnianie osobistych zachcianek, jakas forma rekompensaty a nie prawdziwa milosc do nich. Po co tyle ludzi na Ziemi jakby nie bylo zbyt wielu jeszcze. Wszedzie sa ludzie, nawet juz w Bieszczadach czy innych odstepach jest ich pelno. Mieszkanie w miescie meczy mnie - ciagly tlok, tempo, zgielk, brud, inne syfy.
Wiem, ze Wam moze sie moja postawa wydawac skrajnie egoistyczna - ze ja ciagle czegos chce, ale nie daje nic w zamian. Problem w tym, ze ja w ogole nie czuje jakiejs wiezi z tym, co daje spoleczenstwo. Moglbym na palcach jednej reki wyliczyc to, za co jestem wdzieczny innym ludziom. Inne rzeczy sa mi calkowicie obojetne.
Co do tego wcielenia sie po nacpaniu ja mam inna teorie - ja od bardzo dawna sie w ogole nie wcielalem i jst to chyba moje pierwsze lub drugie wcielenie (bo czuje zwiazek z Ameryka konca lat 60-tych jakis) z rzedu w tym okresie. U mnie poczucie przynaleznosci do swiata konczy sie gdzies na poczatku ery chrzescijanstwa, potem w ogole czarna dziura, zero fascynacji kultura, historia itp. Pamietam ze dla mnie wrecz meka bylo uczenie sie o sredniowieczu czy epokach pokrewnych bo tam nie czulem niczeo interesujacego, zero wspomnien, odczuc. Przerazal mnie tylko w tym stan cywilizacji wtedy, pelno zabobonow, wszechobecna wladza Kosciola, jakies wojny. Syf i tyle.
Ja odnosze wrazenie, ze jestem bardzo stara dusza, ktora wiekszosc swoich wcielen miala jeszcze przed tzw. znanymi cywilizacjami bo niby skad te wspomnienia, ktore dokladnie pasuja do opisow Lemurii czy Atlantydy czy glebokiej starozytnosci?