,,Tristen 1. wg mnie postawa "należy mi się" musi mieć realne podstawy; samo wyobrażenie i poczucie "należy mi się" bez jednoczesnych konkretnych i realnych działań urealniających tę postawę jest wg mnie skazana na niepowodzenie lub frustrację. Choć jeśli ktoś jednocześnie ma w pełni zdrowe poczucie własnej wartości - to potrafi zrobić wiele, nawet wcześniej danej rzeczy nie znając czy nie ucząc się z wyprzedzeniem, tylko na bieżąco. Wtedy podstawą jest zdrowa samoocena. Bez działań jednak też nie przyniesie upragnionych skutków."
->Tak, chodzilo mi o zdrowe podejscie, nie o narzucanie sie i wymaganie, aby to inni tylko cos dawali od siebie dla mnie.
,,Wcześniej sam się przyznałeś, ze nie chce Ci się działać, wolisz się zaszyć i czytać książki; że reagujesz chorobliwie na jakiekolwiek zasady współżycia (czyli - nie zjem z rodziną posiłku, bo nie! nie będę się do niczego i nikogo przystosowywał! nie będę akceptował potrzeb innych, moje potrzeby są najważniejsze! - tak to przynajmniej zapamiętałam z tego, co czytałam w wątku na "Cudzie".) Negowanie wszystkiego dookoła, każdego kompromisu, każdej zasady (nawet wspólnie ustalonej, nie społecznej) nie jest w pełni zdrowe moim zdaniem. Dla mnie wygląda to tak, jakby wypływało to z lęku, że jak się na coś zgodzisz, to stracisz np.: własną wyjątkowość, to, co odróżnia Cie od innych i pozwala Ci myśleć o samym sobie, jako kimś unikalnym."
->Zgadza sie, ale u mnie ta zamknietosc wynika wlasnie z tego, ze nie zaznalem tej akceptacji i ucieklem w swoj swiat. No i naprawde nie umiem zakceptowac tych zasad, ktore sa naokolo. Dusze sie wsrod nich. I dobrze pojmujesz to, ze jak sie dostosuje to strace swoja wyjatkowosc, bo rzeczywiscie ja lubie bardzo wyrzac sie nie tylko poprzez tym, kim jestem wew wnetrzu ale rowniez poprzez zachowanie, ubior itp. Mam potrzebe duzej ekrpesji zewnetrznej a u nas spoleczenstwo jest bardzo skonsolidowane, zbite. Malo miejsca na roznosc.
,,2. w wątku seks przyznałeś, że głównie chciałbyś seksu od kobiety, z którą jesteś - i nawet jak dziewczyna będzie naprawdę lubić seks i będzie otwarta, to żeby stworzyć dobrą bliską relację potrzebne jest coś więcej (samo uwielbienie i otwartość w seksie wystarczą tylko do stworzenia mniej lub bardziej przelotnej relacji seksualnej).
Dlatego możesz "płoszyć" ludzi i płeć przeciwną w szczególności, bo możesz stwarzać wrażenie, przez swoje postawy "anty-", iż relacja z Tobą to będą z Twojej strony ciągłe "Nie (bo nie)", a "dobrze" będzie tylko wtedy, kiedy będzie się spełniać Twoje wyobrażenia i Twoje potrzeby. To odstrasza. Być może jednak jest to tylko takie wrażenie, a realnie potrafiłbyś być otwarty również na poznanie drugiej strony, jej potrzeb, marzeń i wyobrażeń i wspólne urealnianie ich w życiu :-) Tego Ci życzę. Wrażenia jednak i emanowania czymś takim warto się jednak pozbyć

"
-Nie

Napisalem, ze chcialbym udanego wspolzycia ale nie to, ze seks jest dla mnie najwaznieszy. Jest wazny ale przede wszystkim prane ciepla i zrozumienia od drugiej osoby. A rzeczywscie te postawy antyspoleczne plosza ludzi ode mnie ale tak jak mowie - ja nie potrafie sie do nich dostosowac i cicho siedziec. Po prostu nie potrafie tak. I dlatego jest mi tu zle bo nie spotykam osob z podobnym nastawieniem, brakuje mi dzis wsrod ludzi jakiegos zbuntowania, niezgadzania sie na to co nas otacza a z tego, co obserwuje przytlaczajaca wiekszosc godzi sie na te warunk, ktore sa. Taka chora pokora wedlug mnie, brak checi zmiany, jakis ukryty strach ze jak sie zbuntuje to dostane po lbie i skoncze pod mostem. Ja nie umiem z takimi ludzmi znalezc kontaktu wspolnego.