Hydrozagadka @ dzieki za podpowiedzi. Napisze, co mi wyszlo po spokojnym przemysleniu Twoich slow:
---
Żeby być akceptowanym, warto samemu potrafić akceptować. Skupiając się głównie na tym czego nie akceptujesz, sam również przyciągasz nie akceptację. Tak to działa, choć może wydaje się dziwne.
->Bo ja to rozumiem na poziomie mentalnym, na cialach wyzszych. Natomiast ciagle wali mi w splot sloneczny. Tutaj jest cos takiego, ze nib akceptuje ale jak zaczyna sie jakas sytuacja skierowana w moim kieruku to automatyznie wlacza sie splot i zaczyna sie walka, bol emocjonalny. To wyglada tak, ze np. znajdujac sie w sytuacji dla mnie niepozadanej (dajmy na to, wykonujac jakas czynnosc czy przebywajac w srodowisku ludzi, gdzie jestem swiadomy ze to nie moje miejsce ale mam cos do rozbienia w takim miejscu) na sytuacje ktore potencjalnie moga wywolac konflikt zamiast reagowac z poziomu stania z boku i wlasnie zaakceptowania tego na zasadzie, ze to cos dzieje sie poza mna, moj splot wlacza sie i zaczyna sie jazda. Zreszta to sie dzieje jakby poza mna, nie kontroluje tego.
Ok, wszystkie zasady,jakie widzisz dookoła są złe? Czy może skupiasz się głównie na tych, które Cię drażnią i poprzez ten filtr zacząłeś odrzucać już wszystkie zasady i wszystko dookoła, co nie jest dokładnie takie, jakie byś chciał na dzień dzisiejszy? Może dlatego też zagranicą masz, jak piszesz "zero odrzucenia z jakiejkolwiek strony" - nie tylko dlatego, ze są tam inne zasady, ale też dlatego, ze i Ty mniej się tam skupiasz na odrzucaniu otoczenia?
->Nie, nie wszystkie zasady sa zle i masz racje, ze skupiam sie przede wszystkim na tych, ktore mnie draznia z jakis osobistych pobudek. I z ta zagranica tez masz racje, bo ta, rzeczywiscie mniej sie skupialem i przez to otoczenie wydawalo mi sie bardziej przyjazne ale tez i po trochu dlatego, ze tam podobal mi sie ten luz w relacjach, czulem sie jak u siebie.
Nie namawiam Cię do bycia, jak inni i zatracania samego siebie, swojej ekspresji, ale jednocześnie chcę zauważyć, że nadmierne skupianie się na podkreślaniu swojej inności i indywidualności często świadczy o lęku i sztucznie podnoszonej w ten sposób samoocenie, która nie jest w samym sednie siebie zdrowa. Zobacz, jak to jest u Ciebie, czy Twoje wyrażanie i podkreślanie inności, ma czyste podstawy, czy też jednak podnosisz sobie za pomocą "jestem inny, jestem oryginalny" poczucie własnej wartości.
Z własnego doświadczenia powiem, ze lepiej skupić się na pełnym uzdrowieniu samooceny niż skupiać się na własnej inności i czerpania pś satysfakcji z tego faktu.
->Chyba bardziej u mnie to jest naturalne i przez to, ze bylem przez takie zachowanie nieakceptowany teraz wywala mi na splocie, w emocjach bo one zostaly gdzies gleboko zranione. A z tym skupianiem sie masz racje ale u mnie jakby od urodzenia to dzialalo wlasnie w ten sposob, po prostu jakos tak naturalnie przejawialem swoja innosc, to ze mnie wychodzilo.
Twórczy bunt i wprowadzanie sensownych zmian we własnym zakresie, w sobie samym i swoim otoczeniu - to jest dobra rzecz. Jednak bunt dla buntu, nawet z elementami twórczymi u podstaw, raczej wymaga pewnego przetrzeźwienia. Warto tez uwolnić się od lęku, ze żyjąc inaczej, wedle tego, co uważasz za słuszne (i nie krzywdzi aktywnie innych), narażasz się na potępienie, odrzucenie, zranienie itp. Mając taki kod w pś, będziesz do siebie takie sytuacje przyciągał lub w ten sposób widział zdarzenia, które same w sobie mogą być neutralne.
->Tez mnie to zastanawia, czemu moi znajomi, ktorzy sa tez jakby outsiderami nie przyciaga takich sytuacji a ja tak. Ten lek mogl rowniez pojawic sie przez to odrzucenie za dziecko i sie stopniowo potegowal, umacnial bo to dzialalo chyba na takiej zasadzie, ze jako dziecko nie rozumialem dlaczego jestem odrzucany (i walilo mi w splot, trzecia czakre, zranione emocje) a pozniej, np. w okreslie dorastania, jako nastolatek ciagle majac z tym problemy i wchodzac w interakcje z ludzmi, socjalizujac sie, nabralem przekonania ze cos ze mna jest nie tak i zrodzil sie ten lek, ze bedac innym bede czul zagrozenie. Chyba to tak wygladalo.
Przecież sam jesteś dumny z tego, ze jesteś inny, sam to podkreślasz. Ba! Sam się nawet ranisz, skupiając się na nieakceptacji i przyciągając ludzi, którzy pokazują Ci, czym jest nieakceptacja. Oczywiście nie jest tak, ze tylko Ty się ranisz, a ich działania są w porządku. Oni tez Ciebie mniej lub bardziej świadomie ranią, podobnie jak Ty ich.
Kluczem dla mnie jest, po pierwsze - pełne zaakceptowanie samego siebie i zdrowe podniesie własnej samooceny, oraz poczucia bezpieczeństwa; po drugie - twórcze działanie, zmienianie w samym sobie i w swoim otoczeniu (tym należącym i zależnym od Ciebie realnie, z poszanowaniem wolnej woli i wyborów innych) tego, co chcesz zmienić, bez zbędnego negowania rzeczy, które są neutralne lub w porządku.
Możesz pewnie szybciej to uzyskać za granicą, w środowisku, w którym sam bardziej się otwierasz i mniej kontestujesz, i w którym tez bardziej czujesz się akceptowany - ale jeśli nie przerobisz własnych obciążeń i nie uzdrowisz w pełni samooceny, to nawet tam po jakimś czasie zaczniesz doznawać nieakceptacji i samemu odrzucać również. Warto byś sam sobie odpowiedział na to, czy nie ma takiej możliwości.
->Ciagle sie ,,bije" z tym wyjazdem, bo naprawde za granica czuje sie bardzo dobrze ale czuje ze cos mi ciazy, jakby siedzialo cos w srodku i to mi nie daje spokoju.
Patrzenie przez pryzmat walki się kłania

Jakby nie mogło być współdziałania oraz dialogu, wzajemnego szacunku i akceptacji własnych inności, na miejsce korzenia się czy ustępstw.
->No wiem, sam wyczuam tutaj walke ale to tez przenioslem z dziecinstwa, gdzie musialem wlaczyc o to, aby nie dac sie zdeptac, zastraszyc przez tych, co mnie nie akceptowali.
Fajnie by było, gdybyś i Ty potrafił zaakceptować inność i wybory innych. Nawet te szkodliwe czy głupie z Twojego punktu widzenia.
->Bo u mnie to dziala w ten sposob, ze nie umiem zaakceptowac tego, ze czyjesz wybory w sposob posredni lub bezposredni determinuja mi moje zycie. Tu jest sedno problemu. Np. dzialam w szarej strefie, poniewaz nie godze sie na placenie podatkow na rzad, poniewaz nie zgadzam sie na to ze spora czesc pieniadzy idzie na np. zbrojenia czy diety poselskie. To samo z innymi przepisami czyli sytuacjami ktore w sposob posredni determinuja mnie.