Czesc Olga!
Teraz to juz trudno mi sobie przypomniec, dlaczego jako dziecko tak mowilem ale pamietam, ze czulem ze chcialbym byc sam, miec wolna przestrzen, aby mi nikt nie przeszkadal i dopiero niedawno wpadlem na ,,pomysl", ze przeciez owo ,,nieprzeszkadzanie" scisle moglo sie wizac z praktykami pokutniczymi etc. Zreszta do dzis jestem sporym indywidualista, samotnikiem, ominely mnie rowniez przygody mlodego wieku typu mieszkanie w akademiku czy na stancji (co jest jak gdyby atrybutem mlodego czlwieka wchodzacego w zycie, i gdzie pojawiaja sie realne szanse na poznanie drugiej osoby). Zreszta schodzac tutaj bylem do tego stopnia przekonany o potrzebie kontynuowania ascezy, ze wzialem (zapewne z ostatniego wcielenia bo tez co smi tam lata po glowie w tym temacie) obciazenia zwiazane z tym, ze w poprzednim zyciu zylem w USA i bylem hipisem. Idealnie wpasowalem sie w dom rodzinny, gdzie moi rodzice jak na tamte czasy dosc mozno liberalizowali, ojciec nosil dlugie wlosy i sluchal wlasnie takiej muzyki. Zwazywszy na to, ze urodzilem sie pod koniec lat 7-tych, to bylo jakby nieco pomieszanie epok jesli idzie o mode i w odroznieniu od wiekszosci rowniesnikow, bedac pod duzym wplywem starszego pokolenia nie mialem z nimi zbyt dobrego kontaktu (nie mam do dzisiaj).
Krotko mowiac dosc dobrze mi wyszla ta ponowna ucieczka od ludzi, od rowiesnikow wlasnie po to, aby ciagle byc samemu ale teraz przynajmniej uswiadomilem sobie, ze to byl blad, ze nie chce tak zyc dluzej.
Co do drugiej osoby to jeszcze tak z kilka lat temu nie myslalem na powaznie o tym, aby sie z kims zwiazac, choc juz wtedy cos kolatalo sie po glowie, ale teraz juz wiem, ze nie ma nic przyjemniejszego niz dzielenie zycia z druga osoba, kochanie tej osoby i dostawanie tego samego (taka jednosc jakby). Nie mialem nigdy wstretu do seksu (wrecz przeciwnie) choc przez bardzo dlugi czas w ogole nie chcialem miec dzieci i kategorycznie zaprzeczalem, podkreslajac gdzie sie tylko da, ze miec ich nie chce (bo to obowiazek, bo to rezygnacja z siebie itp.). Dopiero rowniez niedwno zdalem sobie sprawe, ze wcale nie musi tak byc. Owszem, narazie jeszcze nie jestem gotowy na potomstwo (chocby z tego wgledu ze mam problemy z praca - tu osobny temat do przepracowania bo przez moja wolnosciowa postawe wlasciwie do tej pory nie widze nic ciekawego na rynku pracy a w podsiwadomosci ciagle marzy mi sie hipisowanie na calego, palenie trawy i ogolnie nic nie robienie, wglednie wolne artystyczne zawody), ale poczulem cos takiego niedawno, ze tak jakos smutno bedzie bez rodziny na starsze lata. Poza tym chyba zaczyna dzialac jakis instynkt wrodzony, ze w pewnym wieku zarowno kobieta jak i mezczyzna dorastaja do roli, gdzie zazyna myslec sie o tym. Ale narazie to jeszcze przyszlosc. Sukcesem jest, ze juz przestalem odrzucac na wstepie tego typu mysli, ze poczulem ze posiadanie dziecka tez moze byc ciekawe, rozwijac, dawac cos fajnego.
U mnie natomiast z tymi zwiazkami to teraz inne ,,kwiatki" wyszly, bo ciagle gdzies w podswiadomosci obija mi sie po lbie takie cos, ze skoro nie mam stalej pracy, ze w ogole roznie sie od moich rowiesnikow (niestety ze wgledu na warunki materialne ciagle nie stac mnie na samodzielne mieszkanie a w tym wieku juz raczej nie chcialbym mieszkac z kims obcym, chyba ze bylyby to jakies fajne osoby, zaufane) to ze przet to zadna dziewczyna nie zechce ze mna wejsc w powazniejszy zwiazek i mam to co przyciagam: jakies liche romanse czy zwiazki obciazone karmicznie (po ktorych zostaje tylko cierpienie i niespelniona nadzieja na to ze ta osoba jednak wroci choc doskonale wiem, ze tak nie bedzie). I tutaj jest sporo syfu do oczyszczenia, do przekonania ze jednak pomimo moze nienajlepszego stary materialnego w dorosle zycie ja takze zasluguje na milosc i cieplo drugiej sooby i ze pora uswiadomic sobie (wbic do glowy doslownie), ze nie kazda kobieta patrzy wylacznie na zasobnosc portfela i zaradnosc mezczyzny od razu, a szuka przede wszystkim przyjazni i ciepla (czyli stabilnosci emocjonalnej).
Tak to u mnie wyglada w duzym skrocie.
Pzdr

.