Piotrze,
wiesz co jest dobre a co złe, wiesz co się wmawia ludziom, wiesz jakie są kobiety i mężczyźni, wiesz jak powinna wyglądać i zachowywać się idealna kobieta i jak powinien się zachowywać prawdziwy mężczyzna. Pozostaje jeszcze to wszystko narzucić innym.
Lilliole, to nie do końca tak. Coś już wiem. Mam też świadomość, że bardzo wiele muszę się jeszcze nauczyć. A z tym narzucaniem, ech... ten zarzut powtarza się często. Tu właśnie widać, jak traktuje się dziś męskość: konkretne poglądy nie mają racji bytu. Mężczyzna nie może mieć własnego, silnego zdania - musi być elastyczny i dopasowywać się. Inaczej jest zły.
Widzę, ze masz swoja misję Piotrze 
I silną potrzebę walki. A ten kto chce walczyć potrzebuje przeciwników, wiec na nieświadomym poziomie ich wspiera, zasila ich. Bo bez przeciwników nie ma walki.
Owszem, mam misję - misję społeczną. Misja nie musi stanowić obciążenia. Staje się nim, kiedy tracimy czas i siły na udowadnianie czegoś innym kosztem własnego rozwoju.
Mężczyźni są odpowiedzialni nie tylko za siebie - także za społeczeństwo. Dziś prawie wszyscy rozwijają się po kobiecemu, więc oceniają to jako misję - obciążenie. Mnie z tym nie jest ciężko, wręcz przeciwnie. Po prostu rozprzestrzeniam informacje.
Frisky jest jaki jest. Ale z kim byś dyskutował gdyby go nie było? Kogo jeszcze jesteś w stanie sprowokować do dyskusji i potyczki na słowa?
Z Tobą i kilkoma innymi osobami. Mnie Frisky nie jest potrzebny do dyskusji, chociaż część jego komentarzy spełniła pozytywną rolę - dała mi okazję do rozwinięcia tematu.
Czy ja potyczkuję się na słowa? Chcę rozmawiać merytorycznie, ale nie zawsze się da, bo inni reagują na moje wypowiedzi emocjonalnie.
Niestety walka jest najgorszym z możliwych sposobów użycia swojej własnej energii. Zamiast walczyć o to by inni dopasowali sie do mnie i moich poglądów, można kreować SWOJE życie. Niestety to nie jest juz takie ekscytujące.
Ja nie walczę o to, żeby inni dopasowali się do mnie, chociaż niektórzy mogą to tak postrzegać - wszak każdy mierzy swoją miarą. Jeżeli z czymś walczę, to z kłamstwem.
Z walką jest podobnie, jak z misją. Jeśli zużywamy na nią siły kosztem swojego rozwoju - staje się obciążeniem.
Dla mężczyzny walka jest czymś naturalnym. Sama walka nie jest czymś złym - chodzi o nastawienie do niej. To instrument, który można wykorzystać dobrze lub źle.
Rzeczywiście, najwyższą formą walki jest 'walka bez walki'.
Tak jak dzielenie świata na tych dobrych i na złych. My - ci dobrzy i ci co mają rację, a oni to źli lub w najlepszym wypadku ci co błądzą. To dowartościowuje, ale nie rozwiązuje żadnego z problemów.
Zgoda. Nie ma złych i dobrych, ale są białe i czarne - jak w szachach. Ja gram po stronie białych, tak jak Ty. I mam świadomość, że wszyscy gramy po to, aby coraz lepiej rozumieć zasady tej gry.