Piotrze, dziękuję za tak obszerną wypowiedź. Już wiem kim jesteś. Niestety 
Ciekawi mnie, kim według Ciebie jestem, JenKo. Napisz, proszę.
Lilliole,
Sam stawiasz tezy i sam na nie odpowiadasz :-)
A kto powiedział. że mężczyzna nie może mieć własnego zdania? Oczywiście, że może. A nawet powinien. Jak każdy człowiek. Posiadanie swojego zdania jest naturalna cechą każdego dorosłego i dojrzałego człowieka.
Teza, że jakis czlowiek jest zły, bo na własne zdanie jest całkowicie niedorzeczna. Nie wiem skąd ja wytrzasnąłeś.
przecież wytrzasnąłem ją z Twojej (i nie tylko Twojej) insynuacji, jakobym chciał narzucić innym swoje zdanie. Bo na to wyszło: że jeśli wyrażam tu własny pogląd na relacje męsko-żeńskie, to znaczy, że narzucam go innym.
A elastyczność nie polega na braku własnego zdania, ale na tym, że nie zawsze i nie w każdej sytuacji ma sens je wygłaszać. Zwłaszcza po raz enty.
I elastycznośc polega tez na tym, że czasem możemy to zdanie zmienić pod wpływem czyichś argumentów lub sytuacji. Bo na tym polega komunikowanie sie między ludźmi. A nie tylko na wygłaszaniu swojego zdania.
Uznałem, że jest sens napisać tutaj o innym niż dziś przyjęte spojrzeniu na relacje między kobietą a mężczyzną. A jak już zacząłem, to trzeba to jakoś doprowadzić do końca. Zresztą, ostatnio stwierdziłem, że napisałem już chyba wszystko, co miałem napisać. Nie mogłem jednak pominąć milczeniem wpisu Ingi (na temat: jaki to straszny los Piotr chce zgotować kobietom).
Co do zmiany poglądów - jeśli ktoś zaproponuje mi lepszy pogląd od mojego, to z chęcią go zmienię. W innym razie - dlaczego miałbym to robić?
Walka to walka. Do walki potrzebujemy przeciwników.
Moim zdaniem głównym naszym celem z życiu jest poznanie siebie, rozwój SIEBIE. Żeby walczyć musisz wejść na cudze podwórko i wtedy zajmujesz sie innymi. Dlatego walkę uważam za jeden ze sposobów unikania siebie, unikania własnych trudnych emocji i konfrontacji ze sobą.
To jednostronne spojrzenie na walkę.
Żeby walczyć, nie musimy wchodzić na cudze podwórko - możemy ją toczyć na własnym (tak dzieje się zazwyczaj). I zajmować się przede wszystkim sobą, a nie przeciwnikiem. Wtedy walka wcale nie jest unikaniem siebie. Jak na treningu karate: walczysz z przeciwnikiem i dzięki temu rozpoznajesz swoje mocne i słabe strony. Nie tylko cielesne. Widzisz, jakie emocje budzi w tobie przeciwnik. Jak reaguje twoja psychika, co czujesz. Mało tego: taka świadoma walka pozwala rozwinąć szacunek i miłość do przeciwnika.
Walka to rodzaj konfrontacji, a konfrontacja z innymi istotami pomaga nam poznać siebie. Spójrz na naszą rozmowę: to też konfrontacja. Dlaczego właściwie ją prowadzimy, zamiast 'zajmować się sobą'?
Dlatego napisałam, że zamiast walczyć lepiej kreować. Żeby cos kreować trzeba wejść w harmonię ze Wszechświatem. A w harmonii nie mamy przeciwników tylko pomocników.
Tak czy owak cały czas kreujemy. Zgoda: kiedy jesteśmy w harmonii z Wszechświatem, to mamy tylko pomocników - gdyż wtedy mamy świadomość, że nasi przeciwnicy są także naszymi pomocnikami. Oni są naszymi sparring-partnerami, pomagają nam się rozwijać.
Wtedy Wszechświat daje nam wszystko co potrzebne do realizacji NASZYCH celów. Naszych czyli takich, które bezpośrednio dotyczą nas a nie innych.
On tak naprawdę w każdej chwili daje nam to, co potrzebne do realizacji naszych celów. Tylko póki nie jesteśmy z nim w harmonii, to tego nie dostrzegamy. Nie widzimy też, że NASZE cele i cele INNYCH tak naprawdę są zbieżne. Przecież intencje zawsze się dogrywają.
Jak ma się do tego walka? To też dogrywanie się intencji, jak każda inna relacja. W porządku: to ja wykreowałem, przyciągnąłem sobie swoich przeciwników. Sam ich zaprosiłem do swojego życia. Kiedyś wydawało mi się to straszne: dopóki nie obudziłem w sobie mężczyzny.
Z mojego punktu widzenia to bardzo dobrze, że nie chcesz walczyć, Lilliole. Jesteś kobietą i walka nie leży w Twojej naturze. Męska natura jest inna. Warto ją zrozumieć i zaakceptować. I polubić: )
Przykładowo zamiast usilnie zmieniać cały świat, wszystkich mężczyzn i kobiety lepiej przyciągnąć do naszego życia takich, którzy odpowiadają naszym potrzebom. I kreować własny wycinek świata. Zamiast wyszukiwać gdzie to jeszcze na świecie sa tacy co nie pasują do mojej wizji i próbować ich zmieniać.
Jeśli moje wpisy na forum były próbą usilnej zmiany świata, to zapłaciłem za to zmęczeniem i frustracją. I zrozumiałem, że nie warto tego robić.
Co do przyciągania odpowiednich ludzi: miałbym tylko siedzieć w domu i wizualizować sobie, że ich przyciągam? Ja działam. Na przykład na forum. Tu przecież też są ludzie do przyciągnięcia.
Lilliole: ja kreuję swój kawałek świata. Znamy się z forum i możemy odnieść wrażenie, że forum to sól życia Piotra. I że najważniejsze jest dla niego nawracanie innych. A to tylko taka wirtualna iluzja. Zawsze powtarzam, że na forum w gruncie rzeczy piszę niewiele. Chociaż jest to dla mnie ważne i cieszę się, gdy zachodzi reakcja na moje wpisy, nawet jeśli to reakcja negatywna.
Proszę jeszcze raz o zrozumienie: ja niczego nikomu nie narzucam. Ci, którzy tak twierdzą, najczęściej mają bardzo niepoukładane w głowie w temacie relacji płciowych i akceptacji płci - zarówno swojej, jak i przeciwnej. Dlatego moje pisanie ich dotyka, smuci, śmieszy, oburza, drażni itp. I podczas kiedy ja piszę o harmonijnych relacjach, to oni widzą tylko przemoc. Ja to rozumiem.
Tylko w takim razie: kto tu ucieka przed samym sobą? Kto nie chce zająć się swoim podwórkiem, a jedynie ocenia moje?