"A, o kobiecości, czyli co kobiety robą kobietom?

"
hahaha
"Największym wrogiem kobiety jest inna kobieta".
i choć to nieładne z mojej strony, to zgadzam się z tobą, choć wiem, że jest to wynik moich wzorców, intencji i wychowania. W swoim życiu spotkałam tylko..., hm... Jedną kobietę, za którą mogę ręczyć nogą, i ręką, i głową i czym ja tam jeszcze mam. A młodziutka nie jestem, więc trochę już żyję

i nie jedną kobietę poznałam. Najcudowniej dogaduję się tylko z mężczyznami.
Choć przyznam, że od kilku miesięcy szukam kobiet w moim otoczeniu i w sobie, bo są jednak rzeczy, których mężczyzna nie zrozumie, a druga kobieta łapie w mig i nie trzeba tracić czasu na znajdowanie wspólnej płaszczyzny, bo w pewnych sprawach, między kobietami, ona już jest.
Znalezienie kobiecości w kobiecie jest ważne. BARDZO!
Kobiety mają naprawdę ogromne możliwości i cudowne moce, tylko często są zagubione i nie potrafią ich ogarnąć i wykorzystać. Dlatego czasem im odwala. Są nieprzewidywalne, bo są zagubione. Nie okiełznały tego co w nich siedzi, a siedzi wiele
Mężczyźni ich tego nie nauczą, a ich matki albo nie chciały, albo nie umiały. Jak się zbierze kilka kobiet, które są świadome, zgodne i nie mają intencji walki między sobą, to potrafią zdziałać cuda. Dobra, trochę czarostwo przeze mnie przemawia, ale ..., dobra, ani to miejsce ani czas na takie gadanie

"Ja bym dodał, że największym wrogiem kobiety jest ona sama. Z tej wrogości wobec siebie często kreuje sobie wrogów na zewnątrz."
Smutne i prawdziwe.
Tak się teraz zastanawiam, czy gdyby kobieta nie miała kompleksu bycia gorszym gatunkiem, nie miała odciśniętych myśli "męskiego rozumowania" (to nie przytyk), czyli patrzenia i szukania na zewnątrz, gdyby zaczęła działać tak jak ona potrafi najlepiej i najnaturalniej, czyli patrząc w siebie? Czy rozwiązałoby to problem walczenia ze wszystkim co nie zdąży przed nią uciec?
No w sumie to trochę logiczne. Pokonasz demony w sobie to okaże się, że nie ma ich wokoło i nie ma już z czym walczyć, bo wewnątrz jest spokój.
Brakuje mi tej integracji. Nie mam wrogów, nie walczę ze światem zewnętrznym, ale wciąż staram się ogarnąć to co panuje wewnątrz mnie. Myślałam, że jeśli znajdę przyjazne środowisko kobiet, to zauważę przyjazne środowisko we mnie, bo nie mam pozytywnych wzorców w tym temacie. Ale to chyba nie działa w tą stronę. Zresztą chyba trochę boję się kobiet

Nie do końca wiem jak one rozumują i o co im chodzi
"Ale czy to jest kobiecość?
NIE. To są efekty negatywnego myślenia!
A negatywnie myśli tyle samo kobiet, co mężczyzn."
Ano. Nic dodać nic ująć.
"Myślenie pozytywne jest rzadkością u obu płci. Nie wyróżnia ani mężczyzn, ani kobiet. Tyle, że w prasie kobiecej głos kobiet jest bardziej słyszalny. A w prasie męskiej głos mężczyzn jest zagłuszany grą w bycie macho. W ten sposób nie da sie osiągnać porozumienia. Takie stawianie sprawy służy wywalaniu żalów i pretensji, a nie rozwiązaniu problemu.
Problem można rozwiazać dopiero wtedy, kiedy sie uczciwie odpowie:
NA CZYM POLEGA MÓJ INTERES W ROLI KOBIECEJ? "
hm... Na czym polega interes w roli kobiecej?... Przyznam, że zupełnie nie rozumiem twojego pytania. To jest jakiś interes w ROLI kobiecej? Nie rozumiem. Możesz rozwinąć? Nie patrzyłam na bycie kobietą jako rolę, nie wiedziałam, że jest jakaś. Wiem co uwielbiam w byciu kobietą, czy to o taki interes chodzi? Wyjaśnij:)