Autor Wątek: Mam pytanie... - czyli do wszystkich "guru" :))  (Przeczytany 717117 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-10-02, 13:07:57 »
Jaskier
Na tym forum odpowiem na twoje pytanie. Takim człowiekiem który osiągnął sukces pomimo choroby psychicznej jest  Friedrich Wilhelm Nietzsche. Chorował na depresję i jakieś inne zaburzenia,  z pewnością silniejsze od nerwicy.
Cz y ta informacja zredukowała twoją nerwicę?

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-10-02, 11:48:04 »
Dzięki tod.
Dla mnie tacy rodzice co całkowita abstrakcja. Zupełnie nie do wyobrażenia.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-02, 09:02:16 »
tod
Pięknie opisałeś tę metodę.
Widzę że to jest podejście psychologiczne.
Może byś założył nowy wątek i przekleił to co tu napisałeś?
Jak konkretnie wygląda taka sesja i jak potem należy pracowac z tymi rodzicami? Czy udało ci się ich sobie wyobrazić? Jakie mają serca? Czy ta metod jest łatwa do wykonania? Ile razy trzeba chodzić na takie sesje?
Dziękuję Inga to miłe co piszesz. :)
Tak, to jest takie psychologiczne podejście.
Tak, dobry pomysł z tym nowym wątkiem.

Jak konkretnie wygląda taka sesja i jak potem należy pracowac z tymi rodzicami?
Wydaje mi się, że to jak wygląda sesja to sprawa bardzo indywidualna, bo ludzie są różni i każdy może potrzebować czegoś trochę innego. Ja na swojej sesji prawie nic nie mówiłem, głównie słuchałem. Z tymi rodzicami pracuje się rozmawiając z nimi - mi te rozmowy nie wychodzą zbytnio, dlatego ja bazuję na odczuciach i na przepływie uczuć między mną a tymi 'rodzicami'.

Czy udało ci się ich sobie wyobrazić?
Nie, nic nie widziałem. Jedynie miałem jakieś odczucia i myśli z nimi związane, ale nie pojawiły mi się w wyobraźni żadne obrazy. Ale u mnie tak jest, że ciężko mi sobie coś wyobrazić wyraźnie.

Czy ta metod jest łatwa do wykonania? Ile razy trzeba chodzić na takie sesje?
Trudno powiedzieć, myślę że to sprawa indywidualna, u każdego może być inaczej. Najlepiej przekonać się na własnej skórze jak to jest i wtedy będzie wiadomo (o ile czuje się taką potrzebę).
Na pierwszej sesji 'generuje się' tych swoich rodziców, a później na kolejnych już jest praca konkretna. Po tej sesji jest praca domowa: analiza wizji, snów i tego co dzieje się w materii w otoczeniu. A na kolejnych sesjach jest konkretna praca z tym co się dzieje.

A wszystko sprowadza się do Serca, czyli do tego kim jesteśmy w głębi swojej duszy. Jak się żyje w zgodzie z Sercem, to nawet inaczej patrzy się na to co się wydarza, bo wszystko co się dzieje może być tak naprawdę lekcją dla nas, żebyśmy poznali siebie i żebyśmy nauczyli się kochać siebie takimi jakimi jesteśmy. Bez zmieniana siebie, ale z przyjęciem siebie takim jakim się jest.



To podejście to jest poziom świadomości: Miłość wg skali D. Hawkinsa.

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-02, 08:54:57 »
Jest energia, która może jest ogólną boską intencją, albo zbiorową intencją boskości w nas, albo wszystko na raz, która ma pewien kierunek i stan. I chociaż jest neutralna to jak się w nią wejdzie to można ją poczuć, tak jak się wchodzi w wodę w ocenie i ta woda jest ciepła, przyjemna i ma pewien prąd i kierunek i można się w niej wspólnie zrelaksować, pochlapać, pobawić czy na desce pojeździć.

Myślę o tym w kategoriach bardzo subtelnych, jakby pewny naturalny bieg rzeczy. Tak samo mógłbym powiedzieć, że

słońce chce świecić, woda płynąć a trawa rosnąć - w pewnym sensie ;>

Mam nadzieje że bardziej rozjaśniłem niż zamotałem. Tak to mniej więcej czuje.

Jak najbardziej rozjaśniłeś :) Ja to czuję jako energie miłosci, taką siłę, która dąży do rozwoju czy rozkwitu.

Ale w kontekście tego o co pyała furyah, czy taka siła czy intencja mogłaby "sprowadzić" chorobę? Wydaje mi się, że to jednak wzorce.
Może w ostateczności... jak by ktoś sie tak zapędził w kierunku samodestrukcji (np pracoholik) to może choroba byłaby szansą na zatrzymanie. I wtedy byłoby to dla niego korzystne.

A odnośnie jasnego pisania to napisałeś całkiem jasno i może czas sie pozbyć tego przekonania, że coś motasz, które prawdopodobnie ktoś ci kiedyś wcisnął.
Sorry za nieproszona radę. Jakby co to zignoruj. Albo napisz, że sie czepiam :)

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-02, 08:40:14 »
A to ciekawe. To może coś się zmieniło w sesjach z TM. Bo jak ja byłam to miałam przywoływać tych co mam i ich akceptować. Co wzbudziło mój wewnętrzny sprzeciw. Widocznie ta metoda zmienia się wraz ze wzrostem doświadczenia prowadzących :-)

Może też zależy z kim pracują. Dla mnie osobiście o wiele większe efekty przyniosła praca z prawdziwymi rodzicami.

Chyba zostawię sobie tę sesje choćby z ciekawości.

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-10-02, 07:39:46 »
tod
Pięknie opisałeś tę metodę.
Widzę że to jest podejście psychologiczne.
Może byś założył nowy wątek i przekleił to co tu napisałeś?
Jak konkretnie wygląda taka sesja i jak potem należy pracowac z tymi rodzicami? Czy udało ci się ich sobie wyobrazić? Jakie mają serca? Czy ta metod jest łatwa do wykonania? Ile razy trzeba chodzić na takie sesje?

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-01, 21:31:49 »
A to ciekawe. To może coś się zmieniło w sesjach z TM. Bo jak ja byłam to miałam przywoływać tych co mam i ich akceptować. Co wzbudziło mój wewnętrzny sprzeciw. Widocznie ta metoda zmienia się wraz ze wzrostem doświadczenia prowadzących :-)
Tak, możliwe że coś się zmienia. :)
U mnie było tak, że miałem najpierw wyobrazić sobie rodziców i zobaczyć jak oni wyglądają a później miałem zobaczyć ich serca - jak je widzę.

BlueEyes

  • Gość
[#]   « 2015-10-01, 18:04:44 »
BlueEyes,
a co wg Ciebie jest to najwyższe dobro? bo z tego co piszesz to jakby to był jakiś odrębny byt, który ma intencje.

Dla mnie najwyższe dobro to tylko sformułowanie. W dekretach jest przeważnie takie zdanie: "dla najwyższego dobra mojego i innych", ale dla mnie to jest tylko sformułowanie, które ma pokazać podświadomości, żeby kreowała tak, żeby to było najkorzystniejsze dla osoby kreującej i otoczenia.
I tyle. Intencje to ma człowiek. To człowiek chce i  to człowiek kreuje.

Bo ja nie umiem pisać jasno, a już jak źle słowa pokręcę to już w ogóle miazga.

Może powiem o co mi chodziło.

Jest energia, która może jest ogólną boską intencją, albo zbiorową intencją boskości w nas, albo wszystko na raz, która ma pewien kierunek i stan. I chociaż jest neutralna to jak się w nią wejdzie to można ją poczuć, tak jak się wchodzi w wodę w ocenie i ta woda jest ciepła, przyjemna i ma pewien prąd i kierunek i można się w niej wspólnie zrelaksować, pochlapać, pobawić czy na desce pojeździć.

Myślę o tym w kategoriach bardzo subtelnych, jakby pewny naturalny bieg rzeczy. Tak samo mógłbym powiedzieć, że

słońce chce świecić, woda płynąć a trawa rosnąć - w pewnym sensie ;>

Mam nadzieje że bardziej rozjaśniłem niż zamotałem. Tak to mniej więcej czuje.


Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-01, 14:40:22 »

Pracując z rodzicami trzeba odwoływać się do swoich idealnych rodziców w sobie, najpierw trzeba ich odkryć czy też wygenerować jak to się robi w Tresurze Matrixa.


A to ciekawe. To może coś się zmieniło w sesjach z TM. Bo jak ja byłam to miałam przywoływać tych co mam i ich akceptować. Co wzbudziło mój wewnętrzny sprzeciw. Widocznie ta metoda zmienia się wraz ze wzrostem doświadczenia prowadzących :-)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-01, 11:30:26 »
czyli w takim razie można sobie spokojnie olać w afce/dekrecie to "najwyższe dobro" jeśli mi nie rezonuje w PŚ

Ja bym olała :) Albo zamieniła na cos co podświadomość rozumie i akceptuje. Np. wybieram rozwiązanie i sposób najkorzystniejszy dla mnie i dla innych.
To podświadomość kreuje. To ona ma to rozumieć, a jeszcze lepiej lubić. To ją warto przekonać do współpracy. I warto jej tez słuchać, żeby nie narzucać czegoś czego ona absolutnie nie zaakceptuje na ten moment.
Chodzi mi o to, że najlepsze efekty osiąga się, gdy się z podświadomością  współpracuje, a nie z góry narzuca zasady, których ona nie rozumie i nie czuje. A żeby był współpraca to trzeba też jej słuchać i dopasowywać się, ewentualnie dopasowywać jakieś zasady lub nawet czasem z nic zrezygnować.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-01, 11:08:12 »
Kaja, jeśli nie czujesz potrzeby to chyba nie ma co iść. ;)

Ja właściwie jak szedłem to też nie miałem jakiegoś konkretnego tematu nad którym chciałbym pracować, ale po prostu czułem potrzebę by pójść, jakoś ciągnęło mnie do tego, żeby pójść. No i okazało się, że rzeczywiście było to tym, czego potrzebowałem.
Wynika z tego, że jak mnie ciągnie w jakimś kierunku to muszę dać się pociągnąć i będzie fajnie. :)

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-01, 10:56:39 »
Dzięki Tod za podzielenie się, czekałam na nie :)

Ja się też umówiłam po tym jak ostatnio pisałeś, do Andrzeja.
Ale w międzyczasie mi się tyle spraw poukładało że nie za bardzo wiem z czym mam do niego iść i zastanawiam się nad odwołaniem wizyty. :)

To o czym napisałaś też wiem, więc nie wiem czy coś nowego to wprowadzi na tym etapie którym jestem.

furyah

  • Wiadomości: 571
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-01, 09:44:44 »
czyli w takim razie można sobie spokojnie olać w afce/dekrecie to "najwyższe dobro" jeśli mi nie rezonuje w PŚ

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-10-01, 09:24:30 »
z tą różnicą że ego chce tego kosztem innych, a najwyższe dobro chce tego dla Ciebie z korzyścią dla innych.


BlueEyes,
a co wg Ciebie jest to najwyższe dobro? bo z tego co piszesz to jakby to był jakiś odrębny byt, który ma intencje.

Dla mnie najwyższe dobro to tylko sformułowanie. W dekretach jest przeważnie takie zdanie: "dla najwyższego dobra mojego i innych", ale dla mnie to jest tylko sformułowanie, które ma pokazać podświadomości, żeby kreowała tak, żeby to było najkorzystniejsze dla osoby kreującej i otoczenia.
I tyle. Intencje to ma człowiek. To człowiek chce i  to człowiek kreuje.

tod

  • Wiadomości: 261
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-10-01, 09:17:35 »
To już wiem i nie boję się że kogoś stracę (oprócz dzieci) i że tylko ktoś inny może mi pomóc. Ja się boję głównie o zdrowie i życie moich dzieci i siebie. Na regresing kiedyś chodziłam i w moim wypadku nie był skuteczny.

Tod
tresura matrixa jest super i ich nastawienie do świata, ale zaakceptowanie że moje dzieci mogą umrzeć - ciężkie. Przed wakacjami próbowałam, po czym moja córka miała wypadek, w opinii wielu osób nic się nie stało, natomiast dla mnie to była tragedia i kompletnie nie potrafiłam sobie z tym poradzić.
Byłem na sesji indywidualnej Tresury Matrixa i wychodzi na to, że wszystko sprowadza się do pracy ze swoim 'wewnętrznym dzieckiem'. Wewnętrzne dziecko to jest można by powiedzieć symbol tego kim jesteśmy tak naprawdę, kim jesteśmy w swoim sercu.
Na sesji przeprowadzany jest proces, w którym dąży się do wygenerowania w sobie swoich idealnych rodziców, z którymi później się rozmawia, wchodzi w kontakt i z którymi się pracuje. Ci idealni rodzice pomagają w pokochaniu, zaakceptowaniu i zrozumieniu tych wewęntrzych dzieci w nas.

Usłyszałem, że dziecko we mnie to jedyne dziecko, jakie będę kiedykolwiek miał i to na nie pownienem zwracać głównie uwagę, bo nawet jeśli będę miał własne dzieci to będą one tylko i wyłącznie dawać odzwierciedlenie dla tego mojego wewnętrznego dziecka. Bo to jest połączone.

Ważna jest obserwacja świadomości (wizje), podświadmości (sny) i materii. Obserwacja tego, co wydarza się w materii jest ważna, bo w materii przejawia się to, czego nie uświadomiliśmy sobie w porę. Tak jakby różne sytuacje, czy zdarzenia próbują zwrócić nam uwagę na jakieś nasze uczucia, czy części nas samych o których zapomnieliśmy, których nie widzimy, lub których nie chcemy widzieć.
W taki sposób można poznawać siebie i dzięki temu dążyć do tego, by pokochać siebie i by doświadczać tego co jest dla nas najlepsze. A to co jest dla nas najlepsze jest sprawą idnywidualną, dla każdego to może być coś innego. Dla mnie może być potrzbne do szczęścia zamieszkanie w szałasie w lesie, a dla kogoś innego posiadanie dużego domu.

Sprawy związane z uczuciami, z tym czy umiemy o siebie się zatroszczyć, poświęcić sobie uwagę są związane z matką.
Sprawy związane z relacjami z ludźmi, z działaniem, z inicjatywą są związane z ojcem.
Pracując z rodzicami trzeba odwoływać się do swoich idealnych rodziców w sobie, najpierw trzeba ich odkryć czy też wygenerować jak to się robi w Tresurze Matrixa.

Rodzice tworzą dla nas tzw. bramę życia, czyli po prostu dają nam wszystko to czego potrzebujemy do tego by wieść życie takie jakie chcemy.
Trzeba stać się takimi idealnymi rodzicami dla siebie samego. Trzeba samemu się troszczyć o to dziecko w nas, a to dziecko w nas wie wszystko o tym co jest dla nas najistotniejsze, najważnejsze, wie wszystko o tym co powinniśmy robić a czego nie powinniśmy.