Jaskier,
Takich dowodów nie znajdziesz z prostego powodu: gdyby były, uczyłbyś się ich w szkole, a Twój komputer działałby zgodnie z ich zasadami.
Jedyne dowody jakie znajdziesz będą subiektywne i, prędzej czy później, ułomne. Czyli ludzie uwierzą w życie po życiu dlatego że tak jest napisane w książce, albo że kiedyś wyobrazili sobie że zostali ścięci na gilotynie i od tego czasu nie boją się występować publicznie, albo że widzieli jak wąsaty Rusek nakleja sobie talerze na cycki. Albo w wyniku całkowicie własnych, subiektywnych doświadczeń wewnętrznych.
I w momencie kiedy znajdziesz sobie taki dowód, z zewnątrz będzie też bezsensowny. Jak moja astrologia

(Chociaż OK, na życie po życiu tylko wskazuje, ale go nie dowodzi.)
Każdy sobie z dysonansem poznawczym i lękiem przed śmiercią walczy po swojemu. Sam mówiłeś że już byłeś w dwóch obozach i Ci było fajnie, tylko to nie znaczy że problem został rozwiązany. Na pewno jakaś część Twoich rozmówców doświadczy tego, że tylko uciekali przed lękiem przed śmiercią. Tylko... po co przed nim uciekać? Boisz się, i to normalne. Więc może problem leży jednak w strachu. Tyle że to dość paskudny strach, bo konfrontacja z nim wymaga odrzucenia wielu założeń. I nie wystarczy tu tylko "Kiedy odliczę od 3 do 0, przypomnę sobie kiedy pierwszy raz moja nieśmiertelna dusza zaczęła bać się śmierci i uwolnię się od tego lęku i zobaczę swoją nieśmiertelną naturę raz na zawsze." Aby naprawdę skonfrontować się z lękiem przed śmiercią, trzeba naprawdę móc zanegować wszystko w co się wierzyło.
Korzyść z tej konfrontacji będzie taka, że uzyskasz pełny luz w kwestii tego, w co wierzyć. Jasne, nadal będziesz mógł sobie wierzyć w 40 dziewic, ale ta wiara nie będzie już gwarantem Twojego psycholoicznego istnienia. Kiedy ktoś powie że są 42 dziewice, nie będziesz miał z tym problemu.
Trochę radykalnego sceptycyzmu jeszcze nigdy nikogo nie zabiło:
http://deoxy.org/evasion/toc.htmPS Ważniejsze pytanie to: czy możemy praktykować rozwój duchowy bez Najświętszej Maryi Panny Jasnogórskiej?
EDIT:
PS 2: Lepsze własne głupoty niż cudze głupoty, bo swoje możesz bynajmniej prześledzić.