Michał -a propos chodzenia po ogniu
Swojego czasu myślałam,że do tego trzeba być super przytomym, zaawansowanym duchowo,ble, ble, ble. Otóż byłam kiedyś na wyjeździe służbowym,mocnym wieczorem, wszyscy prawie w 3 dupy pijani i atrakcja wieczoru -chodzenie po węgielkach... Ja trochę spękałam,ale kumple pod mocnym aniołem ani trochę. Nie ma to jak ufność w bożą opiekę :-D.Towarzystwo ochoczo potruchtało za "szamanem"jeden wpadł w trans i nie chciał złazić
Nikomu nic się nie stało. No gdybym nie widziała na własne oczy, to bym w życiu nie uwierzyła.
To mi dało b.dużo do myślenia. Może to akurat nie bardzo rozwojowe... ale mnie akurat zainspirowało jak dużo znaczy absolutna wiara że nic złego się nie stanie. Oczywiście jeszcze większą wiarą wykazał się organizator imprezy i prowadzący "owieczki "-ten był niewątpliwie trzeźwy i widać było że to dla niego dzień jak co dzień. Pozdro.