To już wiem i nie boję się że kogoś stracę (oprócz dzieci) i że tylko ktoś inny może mi pomóc. Ja się boję głównie o zdrowie i życie moich dzieci i siebie. Na regresing kiedyś chodziłam i w moim wypadku nie był skuteczny.
Tod
tresura matrixa jest super i ich nastawienie do świata, ale zaakceptowanie że moje dzieci mogą umrzeć - ciężkie. Przed wakacjami próbowałam, po czym moja córka miała wypadek, w opinii wielu osób nic się nie stało, natomiast dla mnie to była tragedia i kompletnie nie potrafiłam sobie z tym poradzić.
Kaja,
ja miałam bardzo podobnie. Jeżeli chodzi o moje dziecko. Bardzo się bałam, że je skrzywdzę czymś, ale nie wiedziałam czym. Że cos zrobię, ze będę chciała coś polepszyć, a pogorszę. Że moje dziecko zapłaci za moje błędy albo za moja chęc polepszenie sobie. Lęki było potworne.
To sa wzorce karania sie i moga być autodestrukcji, więc rzeczywiście warto być ostrożnym.
Jak to zrobiłam tak, że na jakiś czas odstawiłam drażliwy temat i w tym czasie powierzałam zdrowie mojego dziecka opiece boskiej. Bo stwierdziłam, że jak Bóg nie ochroni ta ja sama nie dam rady. Nie wiem czy masz przepracowana relacje z Bogiem, ale warto uwierzyć, że boska opieka i ochrona sa znaczne potężniejsze niz wszystkie wzorce i mechanizmy razem wzięte.
Potem zabrałam sie za te tematy, które odłożyłam. Co jakis czas nastepowała sytuacja, w której wybuchały moje silne lęki, ale potem zawsze okazywało się, że sytuacja była tylko pozornie niebezpieczna. I w każdym dekrecie który stosowalam były zdania, ze "Ja i moje dziecko jestesmy bezpieczne, gdy.... (uwalniam sie od czegoż lub otwieram sie na coś)" W końcu zauważyłam, że nie musze juz tego pisać. Delikany lek pozostał, ale nie paraliżuje juz mojego życia i działań.
W każdym razie da to się przepracować. Moze to trochę potrwać, jak sa silne leki, ale to jak najbardziej wykoanlne.