mniejsza o większość tej histori, poprostu samą esencje napiszę, dzisiaj mocno poruszyłem to żeby dostać od boga to co najlepsze, no i wyszło mi że trzeba sie wysilić na to... ale czułem że to nie to drążę temat dalej... że nie zasługuje ale coś nie tak jest... nareszcie stwierdziłem że bóg mi daje ale ja nie biorę bo jest mi to nie na rękę, że destrukcja jest lepsza, że ja świadomie wybieram destrukcje, jest to we mnie tak zakorzenione że nawet świadomnie teraz wybieram destrukcje. I to akurat wiąże się z kilkoma tematami na raz że no cóż, nawet nie uzdrowie tego bo świadomnie tego nie chce. Mogę teraz stwierdzić że mam nasrane w głowie. Najgorsze że ta indywiualizacja i desturkcja odbiła się mocno w moim ddowym dziecińswie, co już w ogóle tworzy bigos i pomieszanie i pieprznik w głowie, no teraz wiem dlaczego mam takie życie jakie mam.
No i wiadomo czemu inspiracje nic mi nie dają, i jak troche coś uzdrowie i czuje sie dobrze i fajnie to i tak zaraz spadam w dół, i jest jeszcze gorzej bo to boli jak jest miło i przyjemnie i nagle walnie i pieprznie i wszystko się sypie.