Autor Wątek: W jaki sposób praktykuję rozwój duchowy - moja droga i technika  (Przeczytany 25413 razy)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-03, 12:10:15 »
Inga

Nie przejmuj sie ja tez ostatnio dowiedzialam sie tutaj na forum,ze opisujac swoje problemy i uwazajac je za wazne,zachowuje sie jak 3 letnie dziecko ,ktore chce misia:)))

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-03, 12:02:33 »
Ja tak samo się czuję, jak małe dziecko które musi się wszystkiego uczyć od podstaw.
Bo tak naprawdę to ja nie umiem nic, a wszystko co teraz robię, robię na zasadzie naśladownictwa, przymusu, w lękach, nie rozumiejąc tego.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-03, 11:53:17 »
Inga,

Twój opis sytuacji jest mi bardzo bliski. Moi rodzice w podobny sposób traktowali mnie. Teraz nie potrafię odpoczywać, próbuję coś osiągać dziwnymi sposobami. Tylko się męczę, zamiast konkretnie, dobrze posprzątać. Denerwuję się i robię to mało efektywnie, bo mam emocje. Najbardziej pomogło mi uświadomienie sobie i zaakceptowanie, że mogę popełniać błędy i mam prawo do tego, aby się uczyć. Uczyć się wszystkiego od podstaw; życia, sprzątania, gotowania. I tak sobie pozwalam, aż to wszystko zaczęło nabierać większego tempa, moje emocje i lęki przed ukaraniem uwalniają się. Nie jest to temat do końca uzdrowiony, ale już jest znacznie pozytywniej. Ostatni tydzień był lepszy niż zwykle.

U Ciebie super, że też widać i czuć realne zmiany :)

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-09-03, 11:24:07 »
Inga,
gratulacje i do przodu! :))
fajnie poczytać o takich realnych zmianach

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-03, 10:43:29 »
Jestem zadowolona bo ta zmiana jest rzeczywista. Wczoraj jak nigdy dotąd udało mi się bardzo dużo zrobić w domu, bo wczesniej silne ataki lęku nie pozwalały mi na pracę, którą musiałam przerywać. Wczoraj też się cały czas bałam, wchodziłam w te lęki, one mijały o potem pojawiały się nowe. I tak przez wiele godzin, przez cały okres pracy. 

Róznica była taka że tym razem nie byłam cofana do dzieciństwa a lęki były lżejsze. I jestem zadowolona że pozwoliłam sobie na wykonanie tak dużo pracy, z tego że mogłam nadrobić wszystkie zaległości, że sobie posprzątałam ładnie mieszkanie i teraz mam tak czysto i przyjemnie. Jakie to wspaniałe że chce się cos zrobić i udaje się to zrobić.
Chcieć i móc. To jest to o co mi chodzi.
Dlatego ja nie bardzo wierzę że jest coś takiego jak lenistwo. Wg mnie niechęć do pracy wynika z jakichs zakazów lub czegoś podobnego.
Dzisiaj chciałabym zakisić buraki i zmielić skorupki. Sama myśl o tym mnie przeraża, bo nie wiem czy dam radę. Mam silne zakazy robienie tego co nie jest konieczne do przetrwania i bez czego mogłabym się obejść. Dlatego sprzątać mogę tylko przed swiętami, bo wiem że wtedy wolno bo wszyscy tak robią i tak trzeba a do jedzenia mogę sobie robić tylko to co zjada się na posiłek.
Mama krzyczała żebym sprzątała a ojciec klął za to że sprzątam. A teraz cokolwiek zrobię to zawsze jest źle.

A dzisiaj pomyślałam o tym że powinnam przyjmować siebie i uświadomiłam sobie że to się wiąże z tym że tak samo będę musiała przyjmować ludzi. Bo ja bedąc całkowicie odcięta od siebie równocześnie tak samo jestem odcięta od ludzi. I z tego powodu tak się ich boję.
No i poczułam niechęć, bo ja nie chcę przyjmować ludzi, nie chcę się do nich zbliżać, nie chcę ich akceptować, nie chcę od nich uczuć. Tak jakbym czuła obrzydzenie do uczuć.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-02, 17:05:09 »
Inga
Duży krok do przodu. Fajnie że sobie to uświadamiasz i dzielisz się.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-09-02, 11:23:49 »
Mam podobnie z tymi emocjami - z tym, że z początku nie czułem się z tym dobrze i swobodnie z powodu moich białych wzorców i udawania lepszego niż się jest. W dodatku z początku szły jeszcze pociski od mojego karmicznego mistrza, że jak tak wchodzę w te emocje to są jakieś moje niebieskie jazdy, że wcale nie uzdrawiam a jedynie się nakręcam, itp. Wierzyłem w te przekonania i przez dość długi czas źle się czułem ze swoimi wywalankami emocjonalnymi, z częstymi huśtawkami nastrojów. Myślałem, że jestem ostro popieprzony skoro potrafię tak często przechodzić od skrajnej radości do skrajnej depresji - tu oczywiste była kwestia DDA, ale problem nie był aż tak wielki, jak to co sobie ubzdurałem.

Z czasem jednak mi się stosunek do tego wszystkiego uzdrawiał, a ja coraz bardziej pozwalałem sobie na przejawianie swoich negatywnych emocji, dzięki czemu na co dzień czułem się coraz lepiej i lepiej. Teraz pozwalam sobie swobodnie na uzdrawiające odreagowywanie swoich emocji, które dla osoby postronnej wyglądałoby tak, jakbym miał jakieś problemy psychiczne. Pozwalam sobie wchodzić w swoje emocje, poczuć je całym sobą, naprężać z całych sił ciało, wrzeszczeć z całych sił w myślach, bić poduszkę i co tam jeszcze mi się zachce w granicach rozsądku. Wszystko to przy jednoczesnym obserwowaniu całego procesu i dochodzeniu do źródła tych emocji. Idę sobie w ten sposób od emocji do emocji, aż poczuje ulgę - czasami wspomagam się modlitwą, EFT czy regresingiem, a ostatnio także wahadłem OM, które jest naprawdę super do tego typu odreagowań.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-02, 11:00:32 »
W moim rozwoju duchowym o tyle dobre było to, że zawsze chciałam być szczera ze sobą. Gdy czułam depresję, to po prostu byłam depresją i chodziłam tak, dopóki coś do mnie nie dotarło, dopóki nie zrozumiałam. Nie hamuję emocji, uczuć - coraz naturalniej je wyrażam. Nie potrafię się nie złościć w sytuacji gdy czuję właśnie złość. To chyba sprawiło, że przez te wszystkie lata nie rozchorowałam się. Uświadomiłam sobie, że mam słabe mechanizmy obronne. Nie potrafię czegoś tłumić, wypierać, bo zaraz to do mnie wraca, chce się oczyścić, wydostać. Nie potrafię tego długo utrzymać. Wybucham płaczem, złością, wchodzę w swoje przeżycia. Partner powiedział, że jest to rzadkie, że dziwi się, temu jak odreagowuję. Nauczyłam się takiego sposobu, bo najczęściej byłam sama z tym co mnie boli. Siedziałam przed komputerem i płakałam wieczorami. Przywiązałam się do takiego sposobu przynoszenia sobie ulgi. Dlatego bliskie jest mi rozładowanie emocji, nie mogę długo z czymś wytrzymać. Chcę o tym rozmawiac, mówić, wyrzucać z siebie.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-02, 10:44:38 »
Dzisiaj zaczęłam tak wchodzić w odczucia i emocje podczas codziennych czynności - przy sprzątaniu zaczęła mi wychodzić silna samotność i porzucenie...miałam takie poczucie, że jestem zupełnie sama z moim życiem, że sama muszę sobie poradzić, zorganizować przyszłość, bo inaczej nikt oprócz matki mi nie pomoże. Dzisiaj spróbuję to dalej rozbić, doświadczyć głębiej o co chodzi. Czasami chciałabym to wszystko rzucić - schować się, wyjechać i zapomnieć o tym, że trzeba zarabiać, sprzątać, być w codzienności. Jeszcze piszę artykuł na zlecenie i nie mam na to weny.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-09-01, 18:14:10 »
Inga - dziękuję, że to napisałaś.

I gratuluję :-)

"I efekty się pojawiły. Czuję się lepiej i jestem bardziej zmiękczona, łagodniejsza.
W w nocy miałam sen inny niż dotąd, bo byłam w nim na wyższym poziomie astralnym a ja też byłam inna.
Śniło mi się że miałam męża, człowieka pozytywnego i uczciwego, ubranego w jasną koszulę. I miała go zapytać jak to się stało że on się ze mną ożenił, że mnie chce, pomimo że ja mam tak silne wzorce odrzucenia i nie pozwalam się do siebie zbliżyć. Jak to się dzieje że mu to nie przeszkadza.
Cieszę się że udało mi się zrobić kolejny krok do przodu (...)"

Fajny ten sen:) Coś mi uświadomił, tzn. to co mi sny w tym temacie przekazują i chyba już wiem dzięki tej inspiracji, co sama warto bym uzdrowiła :)

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-09-01, 17:03:41 »
Inga
nie wroci to co uwolnilaś tak jak nie zmienisz sie z powrotem przykladowo w niemowlaka choć dzieki temu odzyskujesz utraconą w tym przykladowym niemowlęctwie część Ciebie. A docenienie tego co zrobilaś-możesz mieć opory, zwlaszcza jeśli szczędzono Ci pochwał. Właśnie dlatego chwal Siebie i nie bądź dla Siebie tak surowa tak jak byli inni. Nie wykazuj się przed Sobą, nie podnos Sobie poprzeczki ale ukochaj Siebie najpiękniej, najmądrzej i najczulej jak potrafisz. Wiem, że  potrafisz:)To nie zamyka, to otwiera i to bardzo. Otwiera na energię wsparcia. Już nie jesteś tym przestraszonym dzieckiem, jesteś Kobietą, którą daje się  kochać z jej przeszlością. O tym był też ten sen

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-01, 13:27:29 »
Dla mnie spocząć na laurach znaczy poczuć sie lepiej i odpuścić sobie pracę nad sobą. A wtedy wszystko stare powróci.
A to co ja robię jest naprawdę nieprzyjemne i daltego muszę się zmuszać do tej pracy nad sobą.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-09-01, 13:22:42 »
Inga
gratulacje:)
jedno mnie zdumialo-dlaczego dalej u Ciebie "spoczęcie na laurach" jest tożsame z upadkiem?
spocząć na laurach to ukochać Siebie tą nową bez lęku i tą, która sie bala i tą Boską.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-01, 11:37:16 »
Bardzo dużo przez ostatnie tygodnie pracowałam nad sobą tą moją metodą wchodzenia w negatywne emocje, które się pojawiały w trakcie normalnych codziennych czynnośći.  Dzięki temu wchodziłam w swoje dzieciństwo i ponownie przeżywałam tamte straszne lęki a przy tym miałam dużo uświadomień i odkryć. Przypominały też mi się moje metody pracy nad sobą jakie stosowałam w poprzednich wcieleniach. I teraz już wiem że to one mnie doprowadziły do mojej obecnej rodziny.

Mój obecny ojciec- strzyga, bywał moim nauczycielem duchowym. Mam z nim m.in. guru-jogę.

Przypomniało mi się jak mnie uczył, będąc moim przełożonym w zakonie, że wystarczy jeden błąd, jeden grzech a na wieczność pójdę do piekła gdzie się będę smażyć w ogniu piekielnym. A ja codziennie siedziałam i medytowałam nad tymi słowami, bo on mi kazał nad tym rozmyślać po to aby mnie w ten sposób ochronić przed piekłem. A wbijałam to sobie do głowy, ponieważ trzeba być posłusznym przełożonym, bo nieposłuszeństwo jest grzechem.
W tym wcieleniu wystarczył jeden błąd, jeden grzech nieposłuszeństwa, a karą była śmierć z rąk ojca.

W zakonach tak mnie nakłaniali do  przebaczania innym:  zobacz, ty też nie jesteś doskonała, ty też popełniasz błędy, dlaczego jemu nie chcesz przebaczyć błędu? Ty też jesteś winna, to dlaczego jego obwiniasz? Obecnie mama to samo mi powtarzała i tak samo kazała przebaczać. Efekt był taki że czułam się winna i atakowałam siebie.

Zawsze mam tak że jak się pochwalę to potem albo to tracę albo spotyka mnie za to jakaś kara.  Zaplanowałam sobie że się czymś pochwalę na forum i poczułam lekki lęk. Zawsze taki lęk natychmiast zduszam. Tym razem weszłam w niego z wielkim trudem i ten lęk okazał się ogromny. Przypomniałam sobie że za chwalenie się byłam bita do nieprzytomnośći. Sama to bicie zlecałam bo tak bardzo chciałam się uwolnić od pychy, przechwalania się i chełpliwośći. A że wcześniej byłam magiem ogromną ilość razy więc te cechy miałam bardzo silne i nie mogłąm sobie z nimi poradzić. Teraz na myśl o chwaleniu się, byciu lepszą od innych czuję nieprzytomny strach, bo zapamiętałam że za chwalenie się jest bicie do nieprzytomnośći. Moja rodzina bardzo pilnowała aby nie była w niczym lepsza od nich.

Usłyszałam szybką muzykę i pomyślałam że takiej muzyki słuchają głupole i poczułam lęk. Weszłam w ten lęk głębiej i przypomniało mi się jak byłam bita po głowie,  też na moje zlecenie, za to że innych uważam za głupich. W ten sposób sama chciałam się oduczyć wywyższania się i myślenia że jestem od innych mądrzejsza.  W tym wcieleniu ojciec mnie bił po głowie.

Najdłuższą historię ma moja walka z pychą oraz niedoskonałością. Bo jak chciałam być doskonała to od razu włączała mi się pycha, a jak chciałam być pokorna to przestawałam być doskonała.

Ten dylemat pomiędzy pychą i doskonałością dziecko musi rozwiązać w pierwszych latach swojego życia. Ja nie miałam warunków aby sobie z tym problemem poradzić w dzieciństwie i dlatego ten konflikt tkwił we mnie do tej pory.
 
Ja nadal nie potrafię sobie radzić z własną niedoskonałością i nie potrafię znieść tego że taka jestem. Udało mi się wejść w uczucia 2-3 letniego dziecka które wie że jest doskonałe a z drugiej strony widzi że robi błędy czyli widzi że jest niedoskonałe co jest dla jego narcystycznej natury źródłem wstydu i upokorzenia.  Ja też byłam przekonana o własnej doskonałości a tu życie pokazywało cos innego co  uwłączało mojej godności i było dla mnie nie do zniesienia.  W kochającej się rodzinie dziecko pokonuje ten etap rozwoju i godzi się ze swoją niedoskonałością, akceptując siebie takim.
Ja nie potrafiłam się pogodzić z tym jaka jestem i staram się zmusić siebie do bycia doskonałą strachem, groźbami i atakami na siebie. Dawno temu obiecałam sobie że zabiję siebie za każdą niedoskonałość.  Teraz tak bardzo nienawidzę siebie za tę niedoskonałość że miałam ochotę walić siebie po głowie z całej siły.
 Boję się że jak nie będę doskonała to sobie nie poradzę.

Mój ojciec karał mnie za każdy błąd a ja za każdym razem się bałam że mnie zabije.
Gotując ryż doszłam do tego lęku.
Chciałam włożyć torebkę ugotowanego ryżu do zlewu, patrzę a tam jest woda której nie spuściłam. Poczułam lęk bo popełniłam błąd, jakim było zapomnienie o niespuszczonej wodzie. Wiadomo, należała mi się kara. Dopuściłam ten lęk do siebie i poczułam się jak mała 2 letnia dziewczynka która popełniła błąd i teraz ojciec ją za to zabije. Bo ojciec tak jak Bóg, karał za grzech śmiercią. Ten lęk był tak straszny że wtedy prawie traciłam przytomność z teraz cos dziwnego zaczęło mi się dziać w głowie.
„ Malutka …… źle zrobiła i trzeba ją za to zabić, bo niegrzeczne dzieci są zabijane.  Tatuś …… tylko ciupnie głowę, tak jak kogutowi, zaprowadzi ją do klocka i tam ją ciupnie, jak będzie niegrzeczna”
Taką karę mi ojciec obiecał za bycie niedoskonałą, taką jaką ja sama kiedyś sobie obiecałam.

To było moje ostatnie wspomnienie z bardzo wielu, po którym poczułam się zmęczona i zirytowana brakiem spodziewanych zmian.
To mały wycinek z tego co ostatnio przerobiłam i mysłałam że dzięki temu poczuję się lepiej.

Cały czas myślałam że to co robię, to wchodzenie w lęki,  to jest przyjmowanie moich emocji.

Wczoraj byłam już bardzo sfrustrowana brakiem zmian i czułam się okropnie, bo nie wiedziałam co jeszcze innego mogę zrobić. Moja droga zmian dobiegła do konca i nie było przede mną drogi do przodu. Moja frustracja z tego powodu sięgła zenitu, bo ja nadal się bałam przy wykonywaniu każdej czynnośći  i nadal bardzo się bałam ludzi, tak że się musiałam od siebie odcinać całkowicie.
Po wielu godzinach takiej frustracji, zniechęcenia, cierpień i poczucia że nic nie dam rady zrobić więcej, doszło do mnie że powinnam zacząć przyjmować te moje brzydkie, niechciane emocje i siebie wraz z nimi. To dla mnie coś zupełnie nowego, nieznanego  i bardzo bardzo trudnego. Musiałam do tego się zmusić bo inaczej się nie dało. Nie znalazłam innego wyjścia, innego sposobu aby poczuć się lepiej. I zaczęłam przyjmować te emocje bez dochodzenia do ich przyczyn powstania, czyli przyjmować siebie z tymi emocjami które mi się pojawiają. To takie trudne, bo ja takiej siebie niedoskonałej nie chcę, ale muszę to robić, bo inaczej się nie da.
I efekty się pojawiły. Czuję się lepiej i jestem bardziej zmiękczona, łagodniejsza.
W w nocy miałam sen inny niż dotąd, bo byłam w nim na wyższym poziomie astralnym a ja też byłam inna.
Śniło mi się że miałam męża, człowieka pozytywnego i uczciwego, ubranego w jasną koszulę. I miała go zapytać jak to się stało że on się ze mną ożenił, że mnie chce, pomimo że ja mam tak silne wzorce odrzucenia i nie pozwalam się do siebie zbliżyć. Jak to się dzieje że mu to nie przeszkadza.
Cieszę się że udało mi się zrobić kolejny krok do przodu, ale nie mogę spocząć na laurach tylko cały czas próbować przyjmowac te moje lęki  i siebie z nimi.

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-08-17, 19:25:15 »
Inga
świetnie:) jak to Leszek pisal w Związkach Milości
"Twoją naturą jest czystośc, dopóki tego nie zrozumiesz stosujesz praktyki oczyszczające
Twoją naturą jest zdrowie i szczęśliwośc, dopóki tego nie zrozumiesz będą Ci potrzebni uzdrowiciele i cudotwórcy
Twoją naturą jest mądrośc dopóki tego nie zrozumiesz potrzebni będą Ci nauczyciele i przewodnicy
Twoją naturą jest miłośc dopóki tego nie zrozumiesz niezbędni są Ci inni ludzie.
Poprzez zwiazki i każdą praktykę oczyszczasz się. Dopóki wierzysz, ze jesteś nieczysty grzebiesz się w brudach. Brudach z przeszłości, brudach urojonych.
Dopóki wierzysz, że miłości nie ma albo że znajdziesz ją na zewnątrz-wikłasz się w zależności, manipulacje, emocje i przywiązania i jeszcze nazywasz to związkami. Robisz wszystko aby udowodni sobie dokładnie to w cco wierzysz. Nie są Ci potrzebne żadne więzy, ani żadne miłosne kajdany abyś odkrył, że jesteś kochany, że jesteś miłością"