Autor Wątek: W jaki sposób praktykuję rozwój duchowy - moja droga i technika  (Przeczytany 25271 razy)

deva

  • Wiadomości: 41
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-23, 19:13:30 »
Tak, zależy co się za oświecenie uznaje, ale to słowa samego Yoganandy a nie jego uczniów. Yogananda mówił o sobie, że jest oświecony, bo zrealizował najwyższy stan oświecenia za który w systemach jogi uchodzi nirvikalpa samadhi.

Drogi i techniki rozwoju duchowego są bardzo różne. Można kroczyć drogą Mistrzów np. drogą Kriya Yogi. Mistrz daje praktykę, a uczeń następnie dzięki tej praktyce się realizuje. Techniki kriya jogi prowadzą bardzo szybko do oświecenia w porównaniu do innych ścieżek, co sam Yogananda często podkreślał.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-10-23, 03:41:34 »
Jogananda był i nie byl oświecony. ZALEŻY OD TEGO, co się uznaje za oswiecenie.
Jeśli miarą oświecenia są opinie uczniów, to był oswiecony. :))
Jeśli miarą oswiecenia jest nieuwarunkowany niczym stan świadomości, to oświecony nie był. 

A poza tym ten wątek ma tytuł:
W jaki sposób praktykuję rozwój duchowy - moja droga i technika
A nie W jaki sposób praktykują Mistrzowie :))
« Ostatnia zmiana: 2012-10-23, 03:45:58 wysłana przez Leszek.Zadlo »

deva

  • Wiadomości: 41
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-23, 00:07:47 »
Tak Yogananda o tym pisał w swojej autobiografii.......

W kilka dni później udarem się rano do pustego pokoju Mistrza. Zamierzałem medytować, lecz moje nieposłuszne myśli nie chciały uczestniczyć w tym chwalebnym zamiarze. Rozpraszały się jak ptaki przed myśliwym.
- Mukunda! - Głos Jukteśwara dochodził do mnie z odległego zewnętrznego balkonu.
Popadłem w stan równie buntowniczy jak moje myśli. Mistrz zawsze zachęca mnie do medytacji, mruczałem do siebie. Nie powinien mi przeszkadzać, gdy wie, po co przyszedłem do tego pokoju.
Mistrz wezwał mnie ponownie; uporczywie milczałem. Za trzecim razem w tonie jego zabrzmiała nagana.

- Panie, medytuję! - wykrzyknąłem z protestem.
- Wiem, jak medytujesz! - zawołał mój guru - masz umysł rozproszony jak liście w czasie burzy! Chodź tu do mnie.
Zburczany i zdemaskowany, poszedłem do niego zasmucony.
- Biedny chłopcze, góry nie mogły ci dać tego, czego pragnąłeś.
Mistrz mówił pieszczotliwie i pocieszająco. Spokojne jego spojrzenie było niezgłębione. - Pragnienie twego serca się spełni.

Sri Jukteśwar mówił w sposób zagadkowy; byłem tym nieco oszołomiony. Uderzył mnie łagodnie w pierś powyżej serca.

Ciało moje znieruchomiało całkowicie, jakby potężny magnes wyciągnął powietrze z mych płuc. Dusza i świadomość uwolniły się momentalnie ze swych fizycznych więzów i jak jakiś świetlisty fluid wypłynęły ze wszystkich porów mego ciała. Ciało było niby martwe, niemniej w głębi intensywnej
świadomości wiedziałem, że nigdy przedtem nie żyłem w pełni. Moje poczucie tożsamości nie ograniczało się teraz do samego ciała, lecz ogarniało także wszystkie atomy. Ludzie na dalekich ulicach poruszali się łagodnie na odległej mej peryferii. Korzenie drzew i roślin były widoczne dzięki mglistej przejrzystości gleby; dostrzegałem wewnętrzny przepływ ich soków.

Cała okolica jakby obnażona znajdowała się przede mną. Mój zwykły frontalny sposób widzenia zmienił się teraz na rozległe sferyczne widzenie, dostrzegające naraz wszystko. Przez tył głowy widziałem ludzi przechodzących ulicą Rai Ghat; zauważyłem również białą krowę, która powoli się zbliżała. Gdy znalazła się przed otwartą bramą aszramy, obserwowałem ją także fizycznymi oczami. Gdy przeszła dalej poza ceglaną ścianę, widziałem ją nadal wyraźnie.

Wszystkie przedmioty w obrębie mego panoramicznego widzenia drgały i wibrowały jak szybko zmieniające się obrazy filmu. Moje ciało i Mistrza, dziedziniec kolumnowy, meble i podłoga, drzewa i światło słoneczne w pewnej chwili gwałtownie się poruszyły, aż wszystko się roztopiło w świetliste morze, podobnie jak kryształy cukru wrzucone do szklanki wody rozpuszczają się, gdy się je
porusza. Jednoczące wszystko światło pojawiało się kolejno po materializacjach form w metamorfozach ujawniających działanie prawa przyczyny i skutku w stworzeniu.

Ocean radości uderzył o spokojne, nieskończone brzegi mej duszy; Duch Boga, zrozumiałem, jest niewyczerpaną szczęśliwością; ciało Jego to niezliczone tkanki światła. Wzbierająca we mnie wspaniałość delikatne mgławice unoszące się w przestworzach wszechświata. Cały kosmos, łagodnie jaśniejący, jak miasto widziane w nocy z dala, migotał w nieskończoności mej istoty. Ostro zarysowane linie globów nieco zanikały na najdalszych krańcach, widziałem tam łagodne promieniowanie, nigdy nie słabnące. Było ono nieopisanie subtelne; obrazy planet tworzyły się z gęstego światła.

Boskie promieniowanie wylewało się z Wiecznego Źródła, rozpalając się w Mleczne Drogi,
przeobrażając się w nie dające się opisać aury. Wciąż na nowo widziałem, jak twórcze promienie zagęszczały się w konstelacje gwiazd, a potem rozpływały się w płaty przejrzystego płomienia. Dzięki rytmicznemu zanikaniu sekstyliony światów przechodziły w stan przeźroczystej światłości, firmament stawał się ogniem.

Dostrzegłem centrum najwyższego nieba jako punkt intuicyjnego postrzegania w mym sercu. Promienisty blask szedł od jądra mojej istoty ku każdej części struktury wszechświata. Błoga amrita, nektar nieśmiertelności, pulsowała we mnie z płynnością żywego srebra. Słyszałem rozbrzmiewający twórczy głos Boga jako Aum; wibrowanie Kosmicznego Motoru.

Nagle powietrze wróciło do mych płuc. Z rozczarowaniem niemal nie do zniesienia zrozumiałem, że moja nieskończona niezmierzoność przepadła. Z powrotem byłem zamknięty w upokarzającej klatce ciała, niełatwo dającej się przystosować do potrzeb Ducha. Jak marnotrawny syn musiałem porzucić swój makrokosmiczny dom i uwięzić się w ciasnym mikrokosmosie.

Mój guru stał przede mną nieruchomy, upadłem do jego świętych stóp, pełen wdzięczności za doświadczenie kosmicznej świadomości, którego od dawna namiętnie szukałem. Guru podniósł mnie i powiedział spokojnie i bezpretensjonalnie:
- Nie możesz się upić ekstazą. Czeka cię duża praca na świecie. Chodź, zamieciemy balkon, a potem przejdziemy się nad Ganges."

Przyniosłem miotłę; zdawałem sobie sprawę, że Mistrz uczy mnie tajemnicy zrównoważonego życia. Dusza musi się unosić nad kosmogonicznymi otchłaniami, podczas gdy ciało wypełnia swoje codzienne obowiązki. Gdy wyszliśmy później na przechadzkę, wciąż jeszcze Pozostawałem w stanie niewyrażalnego zachwytu. Widziałem nasze ciała jako dwa obrazy astralne poruszające się po drodze nad rzeką, obrazy, których istotę stanowiło czyste światło.

- Duch Boga aktywnie podtrzymuje każdą formę i siłę we wszechświecie; On sam jednak jest transcendentalny i daleki w błogiej, nieogarnionej próżni poza światami wibracyjnych zjawisk - objaśniał Mistrz. - Święci, którzy rozumieją swą boskość, nawet będąc w ciele, wiedzą o swym podwójnym istnieniu. Starannie wykonują swą ziemską działalność, pozostają jednak pogrążeni w wewnętrznym stanie szczęścia. Pan stworzył wszystkich ludzi w bezgranicznej radości Swego bytu. Chociaż ludzie są boleśnie skrępowani swoim ciałem, to jednak Bóg oczekuje, że dusze stworzone na jego obraz wzniosą się ostatecznie ponad wszelkie utożsamienie się ze zmysłami i z powrotem z nim się zjednoczą.

Wizja kosmiczna nauczyła mnie wiele w sposób trwały. Codziennie po uciszeniu myśli mogłem się uwolnić od złudnego przekonania, że jestem masą ciała, krwi i kości chodzącą po twardym gruncie materii. Obserwowałem, że oddech i niespokojny umysł podobne są do gwałtownych burz, które przekształcają ocean światła w fale materialnych form - w ziemię, niebiosa, istoty ludzkie, ptaki, zwierzęta, drzewa. Nie można ujrzeć Nieskończonego jako Jedynego Światła dopóki się nie uciszy tych burz. Ilekroć uciszyłem te dwie formy zamętu, obserwowałem jak niezliczone fale stworzenia roztapiały się w jedno świecące morze, podobnie jak fale oceanu, gdy ustaje burza, w jasności odzyskują swą jedność.

Mistrz obdarza ucznia boskim doświadczeniem kosmicznej świadomości, gdy z pomocą medytacji uczeń wzmocni swój umysł w takim stopniu, że ten ogrom perspektywy go nie przytłoczy. Doświadczenia tego nie można nigdy nikomu użyczyć na podstawie samej tylko intelektualnej jego gotowości lub otwartości umysłu. Tylko należyte jego wzmocnienie z pomocą ćwiczeń jogi i nabożnej bhakti może przygotować umysł na przyjęcie wyzwalającego wstrząsu wszechobecności. Przychodzi on jako naturalna i nieunikniona konieczność do każdego prawdziwie pobożnego człowieka. Intensywne pragnienie zaczyna pchać człowieka ku Bogu z nieodpartą siłą. Pan, jak wizja kosmiczna, zostaje przyciągnięty przez magnetyczny zapał człowieka, który szuka go w kręgu swej świadomości.

Sri Jukteswar nauczył mnie przeżywać to święte doświadczenie zależnie od mej woli, jak również przekazywać je innym, jeśli tylko kanały ich intuicji są dostateczne rozwinięte. W ciągu wielu miesięcy wchodziłem w ekstatyczne zjednoczenie; zrozumiałem, dlaczego Upaniszady mówią, że Bóg jest rasa, czyli "najbardziej przypadającym do smaku". Pewnego dnia jednak postawiłem Mistrzowi pytanie:
- Chciałbym, panie, wiedzieć, kiedy znajdę Boga?
- Już go znalazłeś.
- O nie, panie, nie sądzę!

Mój guru uśmiechnął się.
- Jestem pewny, że nie szukasz czcigodnej Osobistości, zdobiącej tron w jakimś aspetycznym zakątku wszechświata! Widzę jednak, że wyobrażasz sobie, że posiadanie cudownych władz jest poznaniem Boga. Absolutnie nie. Człowiek może mieć cały wszechświat, a jednak przekonać się, że Pan mu się wymyka! Postępu duchowego nie mierzy się zewnętrznymi władzami, lecz tylko głębią szczęśliwości człowieka podczas medytacji.

Odnawiająca się wciąż radość jest Bogiem. On jest niewyczerpany, w miarę jak uprawiasz medytację w ciągu lat, uszczęśliwia cię On z nieskończoną pomysłowością. Ludzie pobożni, którzy tak jak ty znaleźli drogę do Boga, nie marzą nigdy o zamienieniu Go na jakąś inną szczęśliwość; pociąga On nas tak bardzo, że nie można nawet pomyśleć, aby mogło coś z Nim rywalizować.

Jakże szybko bywamy znudzeni ziemskimi przyjemnościami! Pragnienie rzeczy materialnych nie ma końca; człowiek nigdy nie jest w pełni zadowolony i wciąż dąży do nowego celu. Tym "czymś jeszcze" jest jedynie Pan, który może go obdarzyć trwałą radością.

Pragnienie rzeczy zewnętrznych odciąga nas z wewnętrznego Edenu: ofiarowuje nam ono fałszywe przyjemności, które nie uosabiają szczęścia duszy. Raj utracony można jednak szybko odzyskać z pomocą boskiej medytacji. Ponieważ Bóg jest nie dającą się nigdy przewidzieć nieustanną nowością, nie jesteśmy Nim nigdy znudzeni. Czyż możemy się przesycić szczęśliwością, która rozkosznie się zmienia przez całą wieczność?

- Teraz, panie, rozumiem, dlaczego święci nazywają Boga niezgłębionym. Nawet wiecznie trwające życie nie może wystarczyć, aby poznać Jego Wartość.
- To prawda, lecz jest On również bliski i drogi. Gdy z pomocą kriya-jogi umysł jest już oczyszczony z przeszkód zmysłowych, medytacja dostarcza nam podwójnego dowodu Boga. Dowodem jego istnienia, dowodem przekonywującym nas do sedna każdego atomu, jest odnawiająca się wciąż radość. W medytacji również znajdujemy nieustanne Jego kierownictwo. Jego trafną odpowiedź na każdą Trudność.

- Tak, mój drogi Gurudźi. Rozwiązałeś mój problem. - Uśmiechnąłem się z wdzięcznością. - Rozumiem teraz, że znalazłem Boga, ilekroć bowiem w ciągu mych zajęć podświadomie powraca radość medytacji, zawsze jestem tak subtelnie kierowany, iż wybieram właściwą drogę we
wszystkim, nawet w drobnych szczegółach.
- Życie ludzkie pełne jest smutku, dopóki nie nauczymy się harmonizować je z Wolą Bożą, której "właściwa droga" krzyżuje zamiary naszej egoistycznej inteligencji. Bóg tylko może udzielić nieomylnej rady, bo nikt inny, tylko On dźwiga brzemię kosmosu.

deva

  • Wiadomości: 41
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-22, 23:56:21 »
Cytuj
ok rozumiem...myslalam, ze to moze troche jak mysloksztalty...;)  ale to dobrze, ze dusza zdaje sobie sprawe, ze ludzie sie do niej modla....ale czy on byl oswiecony?


Tak, Yogananda był oświecony.
 

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-17, 19:24:21 »
Semira

Extra....czyli dobrze, ze sie z tym wszystkim uporalas.Ale masz racje...wiele ludzi nie wie...w co sie bawili kiedys i ze maja cos do uzdrowienia.
Ja sama tez musze zaczac uzdrawiac moje blokady i inne bajery...napewno wyjda jesze inne ciekawe bzdury, w ktore wierze jeszcze podswiadomie.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-17, 19:11:34 »
Ja to odczuwalam jako kompletne zaszczucie.Mialam szczescie,poniewaz zostalo po mnie wiele materialow,ktore napisalam i wiedzialam dokladnie co mam odreagowywac bo wiedzialam jakie wtedy mialam nastawienie w co wierzylam itp.Obciazenia katolickie to jest najwieksze gowno.Mialam oczyszczanie astralne ,wezly i teraz moge powiedziec ze juz jest lajtowo.Ale ja doszlam do tego skad to mam i moglam to odreagowac,a ile jest takich ludzi co nie maja zielonego pojecia o takich obcizeniach i sie z tym mecza brrr nigdy wiecej sie juz nie bede bawic w takie pseudo-swiete.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-17, 19:05:44 »
Semira
 
jak to oczuwasz? mysle, ze ludzie nie zawsze maja do Ciebie uczciwe intencje i wysylaja Ci nie tylko modlitwy ale i cale obciazenia....wychodzi na to, ze bycie swieta to tylko kula u nogi....
zawsze mialam na to inne spojrzenie..pora zmienic zdanie gruntownie...dzieki za Twoje uwagi..;)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-17, 18:55:03 »
Jola16

Jak to jest byc swieta?Przejeb... do dzis dnia ponosze tego konsekwencje i nikomu nie zycze aby Go kiedys takim ogloszono.
Ja pochodze z miasta gdzie urodzil sie Karol Wojtyla i naprawde czasem jak patrze na tych ludzi jaka szopke odwalaja(kolejne pomniki,ulice poswiecone JP2)to mi sie chce smiac.
« Ostatnia zmiana: 2012-10-17, 18:58:41 wysłana przez Semira »

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-17, 18:14:25 »
okey to ja przepraszam.....jeszcze wyjdzie, ze ja tez bylam kiedys swieta i zasluzona dla sprawy :)

Tylko dla mnie to niepojete jak to jest...wiedziec, ze jest sie swieta ( albo poznac poprzednie wcielenia i zyciorysy) i myslec...o jacie to bylam ja??? Nie znam jeszcze tego uczucia...choc wiem, ze jesli nawet dowiem sie o swich zaslugach albo powiem...ja bylam ta/tym - to i tak nikt oprocz was mi nie uwierzy..ha ha  zreszta nic mi po tym, bo teraz jestem soba..i bede w nastepnym wcieleniu tez juz kims innym..choc ta sama dusza...

wracajac do papierza...co sprawialo, ze mial tyle sily i charyzmy..umial  z ludzi wyciagac tyle dobrego...no i fakt, ze wybrali go papierzem byl juz wyjatkowy....dla ludzkosci przysluzyl sie...ale i tak kosciol i ksieza podupadaja..bo celibat to nie jest dobry pomysl, albo zakazywanie atykoncepcji....

Semira, a jak to jest byc swieta?

Witek

zgadzam sie z Toba...swiety ma zaslugi i wierni chca z niego swietego zrobic...ale patrzac trzezwo nikt nie bada im ERD i ukrywane sa wpadki papierzy i kleru w calosci po ksiezy i biskupow. Jak ksiadz ma dziesko alimenty placi kuria..i jest smiech po pachy...no ale tak to bywa...ha ha

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-17, 18:05:45 »
Ogłoszenie świętym to zawsze efekt decyzji władz kościelnych, mających też na względzie to na ile daną osobę jako świętą, chce widzieć społeczność wyznaniowa:) Ma to związek z tymi dwoma rzeczami, nie musi mieć związku z poziomem rozwoju duchowego. Jeśli chodzi o Jana Pawła II to jego wizerunek jest przedstawiany wyłącznie w dobrym świetle, pewnie z tego względu że jego osoba dla wielu Polaków, była "azylem" w państwie będącej pod wpływem komunizmu. Można spojrzeć na media - nie da się o nim złego słowa powiedzieć. Dlatego że nikt nie chce się narażać społeczeństwu które wcześniej zostało przekonane, że papież już w zasadzie jest jak święty (pytanie jednak - czyli jaki?).

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-10-17, 17:41:52 »
Jola

Ja tez bylam ogloszona swieta..i nawet przez naszego papieza:))))Jan Pawel nigdy nie byl oswiecony,wiele osob na tym forum ma wyzsze  erd niz On w czasie smierci.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-17, 17:38:44 »
Witek

masz na mysli papierza? myslalam, ze tacy jak on ogloszeni swietymi musieli juz daleko zajsc....wiec tak sie zastanawialam....bo mam dobre zdanie o papierzu, to gdzie bedzie chcial inkarnowac nastepnym razem i czego dokona teraz.....jak to jest....z takimi duszami...teraz zawsze beda juz startowaly z rozmachem, czy np. bedzie biedym pastuszkiem gdzies w gorach....(moze i tak chciec)  ;)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2012-10-17, 17:30:30 »
Jeszcze wiele razy inkarnuje :)

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-10-17, 17:12:36 »
Deva

ok rozumiem...myslalam, ze to moze troche jak mysloksztalty...;)  ale to dobrze, ze dusza zdaje sobie sprawe, ze ludzie sie do niej modla....ale czy on byl oswiecony?
 
Wczoraj zastanawialam sie nad papierzem Janem Pawlem II, czy byl oswieconym do smierci, czy moze jeszcze  raz inkarnuje  na ziemi? Albo kim byl wczesniej...kiedys sobie takich pytan nie stawialam....teraz ciekawia mnie te tematy....reinkarnacyjne....;)

deva

  • Wiadomości: 41
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-10-15, 21:53:06 »
Jolanta

Może o tym nie wie właśnie z powodów, które wymieniłaś? :-)

Co do Swamiego, to nie ma znaczenia do jakiej formy modlą się ludzie, ponieważ zwracają się bezpośrednio do Duszy Mistrza, która na duchowym poziomie pozostaje taką samą. Ciało to tylko tymczasowe ubranko dla duszy i każdy Mistrz jest tego stanu zawsze świadomym.