J034
Nigdy nie miałem problemu z tym żeby wdrażac coś w życie - potrafiłem samemu, wbrew reszcie otoczenia, iść w kierunku który uważałem za dobry, potrafiłem dziesiątki godzin poświęcać na pisanie afirmacji, sesje regresingu i samoobserwację, potrafiłem zaryzykować i iść za przeczuciem, potrafiłem wiele godzin pracować fizycznie żeby zarobić pieniądze i móc zainwestować je w mój własny rozwój, potrafiłem poznawać ludzi, tworzyć kontakty, po to żeby iść do przodu, z dużą determinacją.
W pewnym momencie zacząłem czuć się naprawdę wypalony, i czuć chęć odpoczynku. Coraz więcej uczyłem się balansu w życiu, jednocześnie balans przynosił mi nowe pomysły i nowe cele, które realizowałem. W tej chwili dotarłem do miejsca, w którym żadna konkretna "praca" wydaje sie nie mieć sensu, poza słuchaniem i robieniem tego co przychodzi mi w chwili obecnej. Dużo zwolniłem, wydaje się że nic nie robię, ale praca wykonuje się sama. Co jakiś czas dostaję od pozornie losowych ludzi inspirację, czym mógłbym się zająć, i zmierzam w ten sposób troche po omacku, ucząc się zaufania, w stronę równowagi życiowej.
Wydaje mi się, że ludzie, którzy są prowadzeni, przez konkretną osobę, i bazują tym prowadzeniu, w pewnym momencie albo będą musieli zburzyć wielką część swojej osobowości, która powodowała, że potrzebowali tej drugiej osoby która ich prowadziła, albo cofną się parę etapów. I wydaje mi się że nie pomógłbyś iść tym osobom dalej, choćbyś wymyślił najlepsze techniki, bo od tamtej pory może oni potrzebowali słuchać siebie - być może spadli kilka erdów w dół, po to żeby nauczyć się iść swoją drogą, z całkiem swojego wyboru.
To tak zwane Ego mistrza - mi też się zdarza błyszczeć charyzmą, mimowolnie, karmicznie i zdarza się że ludzie mnie słuchają. Kiedy spotykam ludzi pijących, ćpających, siłą rzeczy wywiązuje się rozmowa w której tłumaczę że nie piję alkoholu i nie ćpam - i wielu jest zdumionych, zafascynowanych i wtedy sami delkarują że oni już też, oni tylko troche, a tak w ogóle chcą przestać. A potem patrzę na facebooku jak cieszą się wczorajszą libacją. Czasem szkoda słów, i szkoda przywiązania do tego, że wywiera się pozytywny wpływ na innych, a lepiej zadbać o siebie.