Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 190383 razy)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-01-09, 21:23:14 »
Cieszę się też, że fajnie sobie pracujesz i skutecznie ci się uzdrawia :)
Gratuluję :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-01-09, 21:05:28 »
Felicite
Dzięki za piękny wpis i podzielenie się metodami pracy nad sobą. :)
Na razie tyle tylko napiszę: zobaczę czy na męskie wcielenia te metody okażą się skuteczne. A naprawdę jest co uzdrawiać.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-01-09, 19:15:11 »
Hahaha, Leszek, fakt ;)

Mateusz,
"Tak się zastanawiam, czy używasz też innych metod poza pracą z emocjami. Ciekaw jestem, jak wygląda praca z emocjami według Was."

Praca z emocjami to po prostu oczyszczanie podświadomości z niepotrzebnych programów. Dalej opiszę, jak ja sobie z tym radzę :)
Oprócz tego czasem się modlę, medytuję, kontempluję, choć ostatnio, od kiedy pracuję przede wszystkim nad dzieciństwem, dużo częściej tylko oczyszczam. I przy tej okazji wchodzę w stan medytacyjny. Skuteczny proces uwalniania zakończony jest wejściem w ten stan (emocjonalnego niewzruszenia), bo wtedy znikają emocje, które oddzielają mnie od prawdziwej natury.

Generalnie (od jakiegoś czasu) do oczyszczania podświadomości używam techniki uwalniania nieco zmodyfikowanej pod siebie (jak to robię można poczytać w wątku o technice uwalniania; nie opisałam tam tylko dokładnego łączenia emocji z pragnieniami). Poza tym dodałam element z EFT (likwidacja odwrócenia psychicznego), który świetnie działa w przypadku, gdy nie chcę czegoś puścić. Po prostu masuję punkt wrażliwy i używam formułki: "Nawet jeśli…, to i tak kocham i akceptuję siebie całkowicie". To zawsze świetnie działa, "rozmiękcza" problem i powoduje, że mogę uwolnić daną emocję, czy pragnienie.

Jeśli coś mi "wywala", albo chcę rozpracować coś, co mi przeszkadza, a czego przyczyny nie znam (czyli robię to prawie codziennie) wchodzę w relaks i puszczam sobie "Zmianę ograniczających przekonań" Z. Królickiego (ćw. z kursu Metody Silvy II stopnia). Tak wyćwiczyłam podświadomość, że w tym procesie zawsze wychodzą odpowiednie wzorce, które stoją za danym problemem.
Sam proces jest świetny. W skrócie wygląda tak, że najpierw wymyślasz, tzn. powtarzasz sobie  swoje stwierdzenia na temat danego problemu, zdajesz sobie sprawę z tych stwierdzeń, identyfikujesz uczucie, które wtedy się pojawia, a potem jest polecenie: "A teraz pomyśl o czymś, co uważasz za niemożliwe do wykonania, nie do osiągnięcia. Wyraźnie zdaj sobie sprawę z tego, jakie uczucia wywołuje w tobie to przekonanie. To jest właśnie to przekonanie, które cię ograniczało lub przeszkadzało". Potem myślisz, kiedy powstało to przekonanie i takie tam.
Następnie jest część pomagająca zlikwidować to ograniczające przekonanie. Ja najczęściej wtedy odpuszczam to sobie techniką uwalniania, albo zostawiam do rozpracowania tego na potem. Najważniejsze jest dla mnie uświadomienie sobie przyczyny problemu.

Oczywiście nie mogę tutaj nie wspomnieć o wypalaniu węzłów karmicznych. Świetnie działa u mnie ta metoda, tylko że tutaj to raczej Leszek pracuje nade mną, a nie ja sama ;)

Tak jak pisałam, od kilku miesięcy pracuję nad dzieciństwem i muszę stwierdzić, że to był kamień milowy w mojej pracy nad sobą. Jestem zdania, że przepracowanie tego, nawiązanie kontaktu i zaopiekowanie się wewnętrznym dzieckiem to podstawa. Większość ludzi nie jest nawet świadoma, jak dużo programów powstaje w dzieciństwie i jak wiele krzywd wyrządzono nam jako dzieciom starając się nas dostosować do życia w społeczeństwie (a to dlatego, że - jak pisze A. Miller - w mózgu małego dziecka, które jest źle traktowane, powstają jakieś zmiany, coś na kształt blokady pamięci). I nie mówię tutaj tylko o rodzinach dysfunkcyjnych, ale o prawie wszystkich.
Większość wzorców, które odkryłam u siebie związanych z takimi abstrakcyjnymi rzeczami, jak np.. upadek, relacja z Bogiem, itp., miały (i mają) swoje przełożenie na stosunki rodzinne. I mogę powiedzieć, że te kilka miesięcy pracy nad dzieciństwem dały mi dużo więcej niż lata pracy nad samymi tylko sprawami związanymi z pierwotnymi przyczynami oddzielenia od Boga.
Myślę, że jest tak dlatego, że w tym życiu (w jego historii) zawierają się prawie wszystkie elementy, które są potrzebne do uzdrowienia moich problemów. Często pracując nad abstrakcyjnymi kwestiami wypiera się te prozaiczne przyczyny, które mają korzenie w dzieciństwie. A tymczasem wzorce z obecnego życia (które są najczęściej tylko kontynuacją wcześniejszych) są najbardziej odczuwalne i najcięższe do zlikwidowania.
Nie wiem, czy u każdego będzie podobnie. Piszę tylko z własnego doświadczenia, choć podejrzewam, że u większości może tak być.

Ponieważ jesteśmy w wątku o pracy z wewnętrznym dzieckiem (nieprzypadkowo nas tu przeniesiono :), to polecam gorąco książki Alice Miller, którymi od jakiegoś czasu się zaczytuję. Bardzo wiele uświadamiają.

Jeśli chodzi o coś innego niż praca nad emocjami, to muszę wspomnieć też o stosowaniu się do wskazówek Deepaka Chopry (z książki "Siedem duchowych praw sukcesu"), czyli miedzy innymi praktykowaniu uważności, życzliwości, nie oceniania, akceptowania ludzi, zdarzeń, świadomej intencji. Oczywiście nie do końca mi się to jeszcze udaje, ale się staram :)
Od niedawna kontempluję też rady Melody Beatty zawarte w książce „Język wyzwolenia. Jak sobie radzić w trudnych związkach”.
Tytuł jest bardzo mylący – książka to zbiór tematów do rozważań/kontemplacji na każdy dzień roku, zwłaszcza dla ludzi z problemami. Cos wspaniałego).


A propos tych 4 kroków pracy nad emocjami, które podałeś, to mniej więcej na tym polega moja sposób radzenia sobie z nimi, tyle że nie zgadza się w punkcie 3, ponieważ ja nie oceniam tego co wychodzi. Chodzi o to, żeby akceptować to, co wychodzi i siebie z tym co wychodzi, a nie żeby zużywać energię na nie identyfikowanie się z tym. Na taki wniosek przychodzi czas później, to przychodzi samo. Oczywiście ja mam świadomość, że to co wychodzi nie jest mną, ale czując to, wchodzę w to całkowicie tak, jakby było zupełnie moje.
Nawet można powiedzieć, że ja robię coś zupełnie przeciwnego do wskazówki z 3 punktu. Mianowicie próbuję się zidentyfikować z daną emocją po to, żeby wypłynęła cała i żebym wreszcie zobaczyła po co ona była (nie zawsze muszę, ale czasami jest to konieczne). Na tym moim zdaniem polega całkowita akceptacja emocji.

"Miałem więc do wyboru albo długi proces przeżywania tych męczących emocji, albo zastosowanie konkretnych metod: odreagowanie i przeafirmowanie."

No i właśnie o to chodzi, żeby na konkretny problem znaleźć taką metodę, która zadziała. Jeśli dzięki tym konkretnym metodom dochodzisz do przyczyn i uwalniasz się od problemów, to wszystko ok :)
Emocje nie są po to, żeby je przeżywać, ale po to, żeby przekazać jakąś informację. Gdy przekażą, a ta informacja zostanie zaakceptowana przez posiadacza emocji ;) i wprowadzona w życie, to emocje znikają.
Gdy mam wypalankę i już nic nie działa (albo mi się nie chce stosować jakichś konkretnych metod), to często się poddaję, odczuwam na maxa, staram się określić to, co czuję i gdy już to zidentyfikuję, to pytam siebie, po co mi jest np. to poczucie winy. I kiedy już uświadomię sobie po co, to poczucie winy po prostu znika.
Czasem robię tak, a czasem inaczej. Zależy od sytuacji. A sposób postępowania (metodę) dobieram intuicyjnie :)

"Jak nie chce coś odpuścić to np. afirmuję przeciwieństwo (tak postępuje większość)."

Tak jak pisałam – afirmowanie nie jest gorszym sposobem radzenia sobie z emocjami od innych (jak tylko ktoś to lubi i w jego przypadku jest to skuteczne). Przecież przy afirmowaniu też wychodzą emocje i też chodzi o to, żeby w kolumnie reakcji pokazało się, o co tak naprawdę chodzi. Tylko że trzeba właściwie postępować. Bo afirmowanie to tylko narzędzie i tak jak każde inne może być niewłaściwie użyte (np. afirmacje można stosować tylko po to, żeby wmawiać sobie pozytywne rzeczy, czyli zamydlać sobie oczy).

Ja nie piszę afek. Nie lubię :) Za to czasami słucham ułożonych przez siebie dekretów afirmacyjnych. No i stosuję coś podobnego, tyle że w innej formie: piszę sobie "Pozwalam sobie na (tutaj pozytywna treść)" i wsłuchuję się w siebie. To co wychodzi puszczam techniką uwalniania. Dużo szybsza metoda niż tradycyjne pisanie afek :)

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-01-08, 23:42:34 »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-01-07, 23:14:56 »
Mateusz,
przemyślę i jutro napiszę, jak to wygląda u mnie. Bo zrobiło się późno, a ja mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-01-07, 23:03:59 »
Felicite:)
Dzięki za opisy.
To co piszesz jest jak najbardziej słuszne. Wiele wyjasnia, najbardziej podoba mi się to doprecyzowanie.
Tak się zastanawiam, czy używasz też innych metod poza pracą z emocjami. Ciekaw jestem, jak wygląda praca z emocjami według Was. Czy to chodzi o to, co Felicite:) opisałaś w swoich postach?

Może ja mam inaczej, trudniej? Wiem, że wiele osób tak pracuje z emocjami i to przynosi im efekty. 

Co do mnie, jakiś spory czas temu czytałem o pracy z emocjami. Autor podawał 4 kroki:
1. Uświadomić sobie istnienie negatywnych uczuć- wejść z nimi w kontakt.
2. Zaakceptować fakt, że te uczucia istnieją we mnie, a nie na zewnątrz mnie- w sensie przyczyn.
3. Nie identyfikować się z tymi uczuciami.
4. Ja się muszę zmienić a nie świat wokół mnie.

Porównując z Twoim opisem, wynika, że w tym zestawie brakuje procesu akceptacji i roli jaką te emocje mają do wypełnienia czyli dotarcie do przyczyn.

W sumie to łatwo było mi to zastosować w moim życiu.
Z czasem działało to u mnie szybko, ale niektóre emocje ciągle tkwiły we mnie i nie chciały "wyparować". Miałem więc do wyboru albo długi proces przeżywania tych męczących emocji, albo zastosowanie konkretnych metod: odreagowanie i przeafirmowanie.
Jak nie chce coś odpuścić to np. afirmuję przeciwieństwo (tak postępuje większość).



Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-01-07, 16:23:45 »
Mateusz,
doprecyzuję jeszcze kwestię akceptacji, bo chyba wiem, co miałeś na myśli pisząc: „Z pewnością to jest początek, jak piszesz, ale czy zawsze to wystarczy?”.
Jak pisałam, emocje zawsze na coś wskazują. Najczęściej (jeśli nie zawsze) wskazują na nie zaspokojenie podstawowych potrzeb, takich jak potrzeba miłości, szacunku, bycia rozumianym. Żeby uzdrowić siebie, potrzebne jest ich zaspokojenie, czyli pokochanie siebie, zrozumienie, otaczanie szacunkiem, słuchanie siebie, itd.
Całkowita akceptacja emocji powoduje dostrzeżenie i zaakceptowanie tego, co się za nimi kryje, czyli tak naprawdę powoduje dostrzeżenie tych potrzeb i pozwolenie na ich zaspokojenie. Dlatego napisałam, że kluczem jest akceptacja.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-01-07, 08:18:57 »
Felicite
To bardzo ważne co napisałaś, bo wiele osób  nie wie, jak dobre skutki przynosi praca z emocjami.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-01-06, 23:13:47 »
Mateusz,
"Z pewnością to jest początek, jak piszesz, ale czy zawsze to wystarczy?"

Z mojego doświadczenia wynika, że kluczem jest właśnie pozwolenie sobie na zaistnienie emocji, tzn. całkowita ich akceptacja. A właściwie całkowita akceptacja siebie z tymi emocjami. Dopiero gdy ten warunek zostanie spełniony, może przyjść zrozumienie, że ja jestem kimś innym niż moje emocje, moja przeszłość, a nawet niż moja płeć itd. Dopiero wtedy przychodzi wyzwolenie. Wtedy te emocje nie są już potrzebne, bo one miały tylko coś sygnalizować.
Oczywiście emocje będą pojawiać się nadal. Dopóty, dopóki będą miały „zadanie do wykonania”, czyli dopóki będzie na nas jakaś sztuczna warstwa do odrzucenia,  coś co nie jest nami. Bo szeroko pojęte emocje to tylko narzędzie wskazujące, że coś jest nie tak, że coś oddziela nas od Boga.
Oczywiście swoje uczucia trzeba sobie w pełni uświadomić, to się nie dzieje od razu, wymaga czasu, ale jeśli ktoś ma intencję, by się uzdrowić, to zaakceptuje to, że do tego potrzebny jest czas i ten czas sobie da.

"Jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że te urazy, poczucie skrzywdzenia itp. są w nas i wiemy jakie intencje je spowodowały, czyli rozumiemy dogłębnie całą zaistniałą sytuację, a mimo to jesteśmy wkurzeni i obrażeni to dalej mamy problem.
Co wtedy według ciebie?"

Jeżeli nadal jesteśmy wkurzeni, czy obrażeni, tzn. że jednak nie zrozumieliśmy dogłębnie całej sytuacji. Właśnie tym zachowaniem, uczuciem, itd. coś chcemy zakomunikować, na coś ukrytego wskazać. Pozostaje tylko odkryć, co to jest.
Czasem faktycznie wydaje się, że poznaliśmy dokładnie sytuację, swoje intencje, no i w ogóle wszystko, co się z tym wiąże. I tylko nasze odczucia nam się nie zgadzają.
Ale jednak nie, nasze uczucia nie są irracjonalne. Ostatnio uświadomiłam sobie, że nie ma czegoś takiego, jak irracjonalne odczucie, irracjonalnie zachowanie, itp. Wszystko czemuś służy, wszystko jest po coś. Zawsze jest przyczyna, tylko że bywa ona dobrze ukryta. Warto zaufać sobie, uszanować siebie i pójść śladem tych uczuć. Czyli je zaakceptować. Wtedy wyłoni się przyczyna.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-01-06, 22:22:08 »
OK, Felicite
Piszesz:
"Czyli co - wg mnie - jest drogą do uzdrowienia? Pozwolenie sobie na prawdziwe uczucia. Zaakceptowanie ich. Nic na siłę. Nawet jeśli te emocje aktualnie są złe (tzn. powszechnie uważane za złe). Emocje nie są mną. A skoro to nie jestem ja, tzn. że one przejdą. A gdy miną, pozostanie to, co jest moją istotą, czyli miłość, akceptacja, wdzięczność. I tutaj dopiero można mówić o prawdziwej wdzięczności. Ale jako o skutku uzdrowienia jakiegoś problemu, a nie o drodze do jego uzdrowienia."

Z pewnością to jest początek, jak piszesz, ale czy zawsze to wystarczy?
Jeśli zdajemy sobie sprawę z tego, że te urazy, poczucie skrzywdzenia itp. są w nas i wiemy jakie intencje je spowodowały, czyli rozumiemy dogłębnie całą zaistniałą sytuację, a mimo to jesteśmy wkurzeni i obrażeni to dalej mamy problem.

Co wtedy według ciebie?


Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-01-06, 20:57:58 »
Ostatnio przyparłem mamę do muru i ona wreszcie uznała że ojciec całe życie mnie gnębił, uzależniał od siebie, nie pozwalał mi się rozwijać. Wcześniej jak poruszałem temat to dostawałem odpowiedź, że mój ojciec mnie kocha i chce dla mnie jak najlepiej. Teraz czas żebym ja to uznał całym sobą, że tak było.

Szafirowy Błękit

  • Wiadomości: 617
  • Płeć: Kobieta
  • W "wątku numerologicznym" nie wykonuję analiz dat urodzenia.
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-01-06, 19:51:26 »
Felicite :)
Świetny post :)
Zgadzam się z tym w pełni, najpierw musi nastąpić oczyszczenie się z bólu, żalu, negatywnych emocji. Uznanie że to jest w porządku odczuwać to co się odczuwa a potem może przyjść pełne uzdrowienie, przebaczenie.

« Ostatnia zmiana: 2012-01-06, 19:57:25 wysłana przez Szafirowy Błękit »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-01-06, 19:28:49 »
Ola,
dziecko, które nie doświadcza zrozumienia, miłości, akceptacji, ale czegoś zupełnie przeciwnego ze strony najbliższych (tj. rodziców), żeby przeżyć, musi wyprzeć pojawiające się wtedy uczucia złości, krzywdy, gniewu na rodziców itp. Bo nie może sobie wtedy na nie pozwolić. Zamiast tego kocha rodziców, "przebacza" im, jest im wdzięczne, po prostu ich idealizuje. Całą winę bierze na siebie. Zresztą zgodnie z trendem panującym w rodzinie. Kto jest winny temu, że dziecko dostało lanie? Ono, bo było niegrzeczne, itp. itd.
Prawdziwe uczucia: np. gniew na rodziców za to, co wyrządzili dziecku, są tak wyparte, że dorosły człowiek zupełnie nie zauważa ich przyczyn. Ale one są i ujawniają się, tylko że nie wobec tych, którzy są ich przyczyną, ale wobec innych osób, nazwijmy ich kozłami ofiarnymi, czyli wobec partnera, własnych dzieci, przygodnie spotkanych ludzi. A rodziców chroni czwarte przykazanie i tabu społeczne (na rodziców nie wolno powiedzieć nic złego, trzeba ich szanować, być im wdzięcznym, itd.). To siedzi tak głęboko w podświadomości, że trudno to dostrzec.

I teraz - wracając do dziecka z dysfunkcyjnej rodziny - gdy dorośnie, nie stanie się w pełni dojrzałe. Bowiem nadal będzie w nim siedziało to malutkie zagubione dziecko, którego potrzeby nie zostały zaspokojone w dzieciństwie. Nie będzie wiedziało, że - jako dorosły człowiek - może sam zaspokoić te potrzeby, a także że może spotykać ludzi, którzy będą w stanie go pokochać, akceptować, zrozumieć. Zamiast tego będzie się domagać zrozumienia zazwyczaj tam, gdzie nikt nie jest w stanie go zrozumieć (a to dlatego, że ludzie, od których się tego domaga, sami są skrzywdzonymi dziećmi). Czyli będzie odtwarzał sytuację z domu rodzinnego i udowadniał sobie, że nikt nie jest w stanie go zrozumieć i pokochać. Bo tak naprawdę przez nikogo nie był rozumiany, kochany, nikt nie uznał jego bólu, nikt nigdy nie powiedział mu, że to normalne, że tak się czuje, bo każdy normalny człowiek na jego miejscu czułby się tak samo (czyli byłoby mu źle i czułby złość).
Zamiast tego jego problemy były lekceważone, a może nawet wyśmiewane, czy zawstydzane. Zamiast tego kazano mu być wdzięcznym rodzicom za to, co mu dali. A przecież dali niemało: życie, nieprawdaż?

Taka jest sytuacja dorosłego dziecka z rodziny dysfunkcyjnej. Ono całe życie usprawiedliwiało rodziców, starało się "wybaczyć" (czyli w tym przypadku wyprzeć swoją złość i gniew) i być wdzięcznym. Było nierozumiane, a jego problemy wyśmiewane i ignorowane.
A zatem co dla takiego dziecka oznacza rada, by wybaczyć, być wdzięcznym, nie skupiać się na negatywnych stronach?
Pogłębienie problemu, który polega na wypieraniu swoich prawdziwych uczuć i coraz większej izolacji i rozpaczy z powodu bycia niezrozumianym.
Dlatego pierwszym krokiem w terapii jest nie zaprzeczanie uczuciom takiej osoby, pozwolenie sobie na ich odczucie ze zrozumieniem, że to jest w porządku. Bo żeby można było przebaczyć, trzeba najpierw pozwolić sobie na wypłynięcie wszelkich negatywnych emocji, które uniemożliwiają prawdziwe przebaczenie. Kiedy one odejdą, kiedy zniknie uraza, wtedy okazuje się, że wybaczanie nie jest potrzebne. Bo nie ma czego wybaczać.
Doświadczyłam tego na własnej skórze (oczywiście na razie jeszcze nie we wszystkich obszarach moje życia emocjonalnego), więc wiem o czym piszę. I dlatego napisałam, że wybaczenie powinno być skutkiem uzdrowienia, a nie drogą do wyzdrowienia. Bo gdy jest traktowane jak droga, to bardzo często (jeśli nie zawsze) przekształca się w wyparcie.

Czyli co - wg mnie - jest drogą do uzdrowienia? Pozwolenie sobie na prawdziwe uczucia. Zaakceptowanie ich. Nic na siłę. Nawet jeśli te emocje aktualnie są złe (tzn. powszechnie uważane za złe). Emocje nie są mną. A skoro to nie jestem ja, tzn. że one przejdą. A gdy miną, pozostanie to, co jest moją istotą, czyli miłość, akceptacja, wdzięczność. I tutaj dopiero można mówić o prawdziwej wdzięczności. Ale jako o skutku uzdrowienia jakiegoś problemu, a nie o drodze do jego uzdrowienia.

Zauważyłam, że ludzie, którzy sami wypierają pewne uczucia, chcą pominąć ten etap "wychodzenia emocji". Chcieliby załatwić sprawę w białych rękawiczkach, m.in. wybaczeniem i wdzięcznością, czyli jakby odwracają ten proces, o którym pisałam wyżej. Prawdopodobnie boją się bólu związanego z wyjściem na wierzch nieprzyjemnych odczuć. Poza tym pewnie powoduje nimi strach, że gdy pozwolą sobie na odczuwanie tych negatywnych emocji, to już im tak zostanie. A tymczasem jest odwrotnie - im bardziej się pozwala, tym szybciej to odchodzi. I zostaje to, co nigdy nie może odejść, bo stanowi naszą istotę :)

>"No to może pora zmienić swój sposób postępowania (albo przyjrzeć się chęciom/intencjom) skoro dotychczasowy się nie sprawdził?"
> Ale poważnie :) To był żart :)

Ja natomiast nie żartowałam.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-17, 19:32:36 »
"Próba przebaczenia bez oczyszczającego przeżycia gniewu okazuje się nader często nieudanym i frustrującym przedsięwzięciem. Pływanie po nie oczyszczonej rzece wiązać się będzie z ciągłymi kolizjami: na dnie bowiem wciąż znajduje się rdzewiejące żelastwo!"
Całość artykułu tutaj:
http://mateusz.pl/duchowosc/od-dg.htm
To przytomne spojrzenie katolika na kwestię oczyszczającego gniewu. Może się przydać osobom, na które religia zadziałała destrukcyjnie, ale nie tylko im. Polecam.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-12, 11:44:28 »
Grażynka,
dzięki za polecenie książki. Jest dostępna w mojej bibliotece, niedługo bedzie moja :))