Tak, boję się konfrontacji jak cholera... Tyle, że te konfrontacje już były... Ostatnia wyglądała tak, że sprzeciwiłem się całej rodzinie, będąc jeszcze na utrzymaniu rodziców i mieszkając z nimi. Pracę miałem dopiero od tygodnia i nie wiedziałem czego się po niej spodziewać i na ile bezpieczna ona jest. Grożono mi wypieprzeniem z domu, kiedy z dziewczyną razem mieliśmy oszczędności na ledwie miesiąc życia. A ja się im postawiłem, powiedziałem co myślę i trzymałem się swego. Byłem przekonany że naprawdę każą mi spadać z domu, więc w panice załatwiałem różne opcje awaryjne, gdyby mi się mieszkania nie udało tak szybko wynająć. Było mi głupio i wstyd prosić różnych ludzi o pomoc, ale to robiłem, zaliczyłem nawet nieco poniżającą rozmowę z osobą, z którą wcześniej urwał mi się kontakt.
Miałem odwagę patrzeć ojcu w oczy i mu się sprzeciwić, czego on nigdy nie tolerował. Nie uległem presjom i zastraszaniu. A gdy ten próbował ze mną rozmawiać (po swojemu oczywiście) to mu mówiłem szczerze co czuje i jak widzę moje dzieciństwo. On się bronił i wypierał, ale ja miałem odwagę mu powiedzieć co myślę. Miałem odwagę go potem przytulić, gdy się popłakał przypominając sobie coś z dzieciństwa i dać mu kolejną szansę.
No, ale Wy wiecie lepiej co ja myślę, co czuję i czym się kieruje. Nawet mnie nie znacie w realu, oceniacie tak ważne decyzje życiowe przez pryzmat urywków, które rzucałem tu na forum.