Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 190692 razy)

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-12-05, 23:51:04 »
Moje wewnętrzne dziecko bardzo lubi jogę, ożywia się wtedy do zabawy i czuję się jak na placu zabaw, nawet jak jest tak mocna jak dzisiaj:)
Było niby ostro fizycznie (kilkadziesiąt powitań słońca, a zaraz po tym 6 mostków, a później kolejne pozycje), a wróciłam z jogi rozbawiona i błogo. Odpoczęłam na innych poziomach:))

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-05, 23:14:38 »
Clint,
mnie też takie pozwolenie sobie na przejawianie się emocji daje baardzo dużo.
Przytulas dla Twojego małego Łukaszka :))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-05, 17:17:59 »
Dzisiaj mnie wzięło coś na przejrzenie zdjęć z dzieciństwa, więc mi zaczęło dość szybko wywalać. Skorzystałem z tego, że byłem sam w domu i pozwoliłem sobie wyrzucić z siebie nagromadzone emocje. Tym razem nie poświęcałem w ogóle uwagi na to, że to trzeba uwolnić, puścić, itd. W pełni skupiłem się na samym przejawianiu tych emocji dokładnie tak jak mam na to ochotę - po prostu pozwoliłem temu być i nie presjonowałem odpuszczenia.

No i to był strzał w dziesiątkę dla kogoś, komu nigdy nie pozwalano wyrażać swobodnie swoich emocji. Dawno nie czułem takiej ulgi. :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-05, 13:54:30 »
Sylvia,
"Bo uzdrawiając wewnętrzne dziecko warto zwrócić uwagę na wewnętrznego rodzica i dorosłego, jaki "mają" stosunek do wewnętrznego dziecka i innych, zewnętrznych dzieci."

Dobrze to ujęłaś.

Faktycznie, stosunek do zewnętrznych dzieci też bardzo wiele mówi. Zauważyłam, że u mnie, w miarę pracy z w. dzieckiem, bardzo zmienił się sposób postrzegania dzieci. I mimo tego, że nie zamierzam mieć dzieci, to dostrzegam radość i możliwości rozwojowe jakie niesie ich obecność w życiu rodzica.

Natomiast odnośnie wewnętrznego rodzica, to ja bym nawet powiedziała, że terapia wewnętrznego dziecka to w zasadzie praca nad uwewnętrznionymi rodzicami w nas. W dniu, w którym przestaniemy traktować nasze wewnętrzne dziecko tak, jak byliśmy traktowani przez otoczenie, będziemy uzdrowieni. Nasze wewnętrzne dziecko jest już wspaniałe i cudowne, ale nie może tego w pełni ujawnić właśnie przez wewnętrznego, krytykującego i nieakceptującego wewnętrznego rodzica.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-12-05, 10:36:19 »
Clint
Bo uzdrawiając wewnętrzne dziecko warto zwrócić uwagę na wewnętrznego rodzica i dorosłego, jaki "mają" stosunek do wewnętrznego dziecka i innych, zewnętrznych dzieci. Czy odgrywają nauczone role wcześniej od otoczenia, czy mają inne nastawienie i intencje. Otoczenie to nie tylko rodzice, ale też dziadkowie, nauczyciele, dalsza rodzina, inni dorośli w dzieciństwie.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2011-12-04, 20:59:33 »
To też dobra wskazówka dla mnie :)

Ja tam przy uzdrawianiu dość brutalnie przechodziłem do swojej odpowiedzialności za dane sytuacje bez etapów pośrednich i potem właśnie było we mnie dużo złości i żalu za to, że to sobie robiłem. Na szczęście ostatnio mi się to podejście zmienia i jestem dla siebie coraz mniej bezwzględny i wymagający, co się bezpośrednio przedkłada na lepsze czucie się z samym sobą i znacznie większą gotowość do realne uzdrowienie różnych traum z dzieciństwa. Coś ostatnio dojrzewa we mnie gotowość do głębszego zajęcia się właśnie tymi tematami.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2011-12-04, 20:16:01 »
Karina
Mi tez się podoba;)

Felicite
"A. Miller bardzo podkreśla rolę „akceptującego świadka” w terapii, czyli takiej osoby, która uznaje ból  skrzywdzonego dziecka, jego prawo do odczuć, która po prostu go wspiera, jest wobec niego prawdziwa. Zawsze stoi po stronie dziecka, a nie rodziców. Ponieważ wiele osób w dzieciństwie nie miało takiej osoby blisko, tak ważne jest żeby teraz ją znaleźć, żeby pozwolić sobie na bycie sobą (całkowicie) przy tej osobie. Wtedy proces uzdrawiania nabiera właściwego tempa. Jednak znalezienie takiej osoby nie jest łatwe, bo musi to być ktoś, kto sam uporał się z bólem pierwotnym (z problemami z dzieciństwa). Może to być terapeuta, ale także ktoś z rodziny lub przyjaciel.
U Bradshawa taką rolę zdaje się spełniać po części partner, z którym się pracuje lub grupa. Dlatego dobrze jest, gdy pracuje się nad tematem razem z kimś."

Kluczowy aspekt w poczuciu bycia akceptowanym, chcianym, kochanym, niewinnym, bezpiecznym, zrozumianym, zintegrowanym.

I to też dobra wskazówka dla regreserów, ze jak trafi się osoba z wzorcami krzywdy z dzieciństwa, to ważna jest taka postawa akceptującego świadka, bycia po stronie wewnętrznego dziecka tej osoby.
I dopiero po uzdrowieniu bólu i krzywd, można przejść do odreagowań typu
"uświadom sobie jak do tego prowokowałaś/eś, jaki miałaś w tym interes, że np. rodzice atakowali, bili, krzyczeli" i absolutnie nigdy wcześniej, bo może to doprowadzić do pogłębienia traumy i poczucia winy za to co się stało, a wtedy więcej szkody, niż pożytku (to jak kopanie leżącego), bo nie ma miejsca na wsparcie, czyli tzw. kotwicę, która ratuje z tego co przeżyło wewnętrzne dziecko i wyprowadza z ciemnego pokoju na światło. Czyli najpierw koło ratunkowe, żeby ktoś się poczuł bezpiecznie i akceptowany, a później uwalnianie przyczyn tego, że tak się wybrało toksycznych rodziców/opiekunów.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-02, 23:45:18 »
Karina,
ja nie o tym zdaniu pisałam, tylko o moim komenatrzu do tego zdania z godz. 22:26.
Natomiast jeśli dla Ciebie to zdanie o czymś świadczy, to ok, skoro to dla Ciebie ważne.
Dla mnie to zwykłe zdanie. Nic więcej.

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-02, 23:39:39 »
"żeby ewentualnie jakiś pedofil nie miał używania."
 Nie żartuj ten komentarz napawa Cię radością ?

Dla mnie świadczy, ze masz coś jeszcze sporego do uzdrowienia w temacie wewnetrznego dziecka.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-02, 23:33:48 »
Karina,
to chyba kwestia filtrów przez jakie przepuszczamy komentarze czytając je, bo mnie on napawa prawdziwą radością :)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-02, 23:30:28 »
Fel,

nie oczekuję, zebyś zamieściła zdjęcie małej Hani na golasa, ale ten komentarz, no jakiś smutny strasznie ...

Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-02, 22:26:01 »
Karina,
"OMG - ugruntuj jeszcze niewinność i bezpieczeństwo.:))"

To się przyda, w moim przypadku, jak najbardziej :)
Jednak jeśli chodzi o kwestię niewystawiania zdjęcia nagiego niemowlaka, to nie zgodzę się z twierdzeniem, jakoby takie działanie można było sklasyfikować jako wynikające z braku ugruntowania bezpieczeństwa i niewinności. Zastanawiałam się nad tym (bo taki ruch doradził mi mąż, a teraz dbam o to, żeby nie sugerować się zdaniem innych i samodzielnie podejmować decyzję) i stwierdziłam, że to jest właśnie dowód na zachowanie "zdrowego rozsądku" oraz wyraz szacunku i opieki nad moim wewnętrznym dzieckiem.
Ugruntowanym bezpieczeństwem nie załatwi się sprawy oglądania i podniecania się na swoje ciało przez inne osoby. Można jedynie czuć się z tym bezpiecznie i niewinnie. Ale to inna sprawa. Ja nie chciałabym, żeby ktoś używał mojego ciała (czy tylko jego wizerunku) w ten sposób, nawet jeśli będę czuła się z tym niewinnie. To kwestia szacunku do siebie. Tak to czuję :)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2011-12-02, 22:11:37 »
"żeby ewentualnie jakiś pedofil nie miał używania."

OMG - ugruntuj jeszcze niewinność i bezpieczeństwo.:))


Felicite

  • Gość
[#]   « 2011-12-02, 19:20:55 »
Karina,
u mnie w pokoju wisi bobasek całkiem nagi - to dopiero wygląda rozkosznie (widać, że jest dziewczynką, hihi) :)) Ale do zdjęcia zmieniłam fotkę, na "ubraną", żeby ewentualnie jakiś pedofil nie miał używania.

Katharina,
rodzice zazwyczaj zachowują się w ten sposób w stosunku do dzieci, bo sami kiedyś zostali skrzywdzeni, są po prostu dużymi, skrzywdzonymi dziećmi. Często zachowują się tak z automatu. Robią dzieciom to, co chcieliby zrobić rodzicom. Oczywiście nie są tego świadomi (bo zostali wychowani tak, żeby pod żadnym pozorem nie występować przeciwko rodzicom), dlatego „kozłem ofiarnym” najczęściej staje się dziecko (a czasem też partner i inni ludzie). Ono jest najbardziej bezbronne i na nim najłatwiej się wyładować.
Poza tym zachowanie dziecka jest bardzo często katalizatorem wyzwalającym emocje rodziców, których się boją lub wstydzą, więc muszą jak najszybciej zlikwidować to, co powoduje ich dyskomfort. Najłatwiej jest wpłynąć na zachowanie dziecka (zbić je, zawstydzić, wystraszyć), bo z własnymi emocjami ciężko im sobie poradzić. Przede wszystkim dlatego, że zostały one zepchnięte do nieświadomości, a wyciągnięcie ich stamtąd wiąże się z ogromnym bólem.
Jak widać rodzice nie są winni tego, że tak postępują, co nie zwalnia ich z odpowiedzialności za swoje postępowanie. Twoja matka nie miała prawa tak postąpić, wręcz przeciwnie: miała obowiązek chronić swoje dzieci. Jej zachowanie jest oburzające. I choć zrobiła to, bo sama była skrzywdzonym dzieckiem, to ponosi za to pełną odpowiedzialność, a Ty masz prawo się na nią złościć i opłakiwać swoją krzywdę.

Dobrze mieć też świadomość, że "to nie chodziło o Ciebie". Nigdy nie chodziło o Ciebie, tylko o przeszłość Twojej mamy. Postępowała w ten sposób, bo sama została skrzywdzona, a nie dlatego, że Ty byłaś "zła", czy że robiłaś "coś złego".
Dziecko - idealizując rodziców (musi tak robić, żeby żeby przetrwać) - myśli, że jeśli jest źle traktowane, to musi być jego wina, bo jest z nim coś nie tak. Tak się rodzi toksyczny wstyd za to, kim się jest i poczucie winy za samo istnienie. Dlatego warto sobie uświadomić powody, dla których byliśmy traktowani tak, a nie inaczej. To wcale nie chodziło o nas :) Myśmy się tam akurat znaleźli, bo mieliśmy takie intencje. I tylko tyle :)

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2011-12-02, 14:26:26 »
Katharina
Za co to niekoniecznie potrzeba wiedzieć, bo głupota może mieć dowolną motywację:)
Dla mamy pewnie główną motywacją był lęk przed konsekwencjami (dla niej) tego, jakby wam się coś stało.

Brat został pewnie obity w "szale" mamy i po to żeby na przyszłość zapamiętał (żeby nie podejmować się działań na własną rękę). No i pewnie też po to żeby wzmocnić w Tobie poczucie winy - co też miało Cię powstrzymać przed działaniami na własną rękę - takimi, których skutków, przebiegu, twoja mama nie potrafi przewidzieć - a za które jednocześnie czuła się ona odpowiedzialna.

PS. Mama stworzyła sobie z was takie właśnie więzienie własnego lęku - że dzieci to takie "cosie" których działania są zagrożeniem dla niej samej, więc musi ona cały czas te zachowania kontrolować. Pewnie była wychowana tak samo.
« Ostatnia zmiana: 2011-12-02, 14:28:52 wysłana przez Witek D. »