No to może czas bym ja się tu podzielił swoimi pierwszymi odkryciami, doświadczeniami.
Zostałem wychowany w nieprawdopodobnym zaszczuciu i poczuciu wszechogarniającego lęku. Gdy byłem w łonie matki, moja matka bywała bita przez mojego ojca gdy ten był pijany, zawsze się go bała a szczególnie wtedy gdy pił bo był agresywny. Wogule była i jest życiową ofiarą. Jej rodzinny dom można opisać 3 słowami : alkochol, krew, patologia.
Czyli przeniosła to samo do swojego związku ale już nie tak hardcorowo. U niej był prawdziwy sajgon w domu jeśli wierzyć jej opowiadaniom.
Zaraz po urodzeniu mojej matce zmarła mama. Panicznie się bała, wychodzenie do toalety było dla niej koszmarem. Jej ciągłe lęki trwały ponad pół roku. Domyślam się jak wspaniały obraz otaczającego świata wtedy kodowałem nie mówiąc już o tym że moja matka wogule bała się wszystkiego.
Dalej gdy byłem małym chłopcem polował na mnie jeden starszy chłopak z osiedla. Ewidentnie jakaś karma kata i ofiary. Nienawidził mnie. Miałem zaledwie 7 lat, on miał wtedy może z 18 więc był dla mnie o wiele starszy. Często łapał mnie jak mnie tylko widział np. gdy wracałem sam ze sklepu i mnie bił i kopał. Pamiętam jak raz uciekałem przed nim z jajkami po które wysłali mnie w domu. Ścigał mnie jak dziki kot swoją zwierzyne. Udało mi się wlecieć do klatki schodowej i na 1 piętro. On był na rolkach i zdążył tylko wlecieć do klatki i mnie opluć w twarz grożąc że następnym razem mnie zabije. Wleciałem do domu. Pamiętem że dziadek zaczął się na mnie wydzierać i wyzywac mnie od kretynów bo całe jajka były stłuczone. Zacząłem płakać. Pamiętam że chciałem coś powiedzieć ale niemogłem z siebie wydusić słowa i w efekcie zdusiłem to w sobie.
Domyślam sie że dla takiego małego chłopca był to szok gdy ktoś obcy nagle go złapał i sprał tak za nic.
Teraz to było by normalne ale wtedy niebyło.
Potem pojawiali się sporadycznie jacyś starsi którzy mnie prali np. za to że osikałem ich garaż. Tak

lubiałem dokuczać i broić.
Jako 6 letnie dziecko już się jąkałem ale pomimo to nadal byłem rozbrykany.
W domu awantury, alkochol i hałas był codziennością. W sumie nadal jest ale da rade wytrzymać
Ojciec nigdy nieakceptował mojego lęku i wady wymowy. Już jako ten mały chłopiec bałem się przyznawać do odczuwania emocji bo ojciec traktował mnie z pogardą gdy pokazywałem "słabość". Miałem być silny, odważny, twardy, odporny na ból. Miałem być nadczłowiekiem bo innaczej dostawałem dezaprobate, nieakceptacje i pogarde ze strony ojca.
Ojciec lubiał się chwalić moją siłą przed swoimi kolegami. Często kazał mi pokazywac jak wymiatam munchako lub jak się umiem bić.(chodziłem na karate kilka lat)
Gdy stałem się starszy zacząłem panicznie się bać... bać. Bo jak się bałem i ktoś to widział to byłem skończony. Pewnie to działo się stopniowo. Pierw ojciec mi pokazał że niewolno się bać a potem już tym torem to się rozwijało.
Stąd brał się ogromny wstyd w moim póżniejszym życiu który go stopniowo przepełniał w każdej dziedzinie aż do teraz.
Z biegiem lat wyparłem się siebie i swoich odczuć przyjąłem postawe twardziela. Zacząłem kumplować się z huliganami, nosić dresy, pić palić brac dragi.
Przejąłem od ojca przekoniania jaki powinien być prawdziwy mężczyzna. Sam zacząłem się karać za to że się boje. Długo uważałem się za totalną ciotę, pizde i wogule mięczaka że świat niewidział ale z całych sił musiałem to ukrywać.
Na uwage zasługuje tutaj wiara w to że jestem bezwartoścowy tak naprawde bo niemam jaj. Przekonania odnośnie kobiet również miały tu swój destrukcyjny wpływ. Uwierzyłem że niemogę mieć kobiety jeśli będe takim mięczakiem. Czułem totalny dołek gdy widziałem jakąś pare idącą za ręke lub całującą się. Widziałem że ja niemam szans mimo iż byłem przystojny i wiele dziewczyn się mną interesowało.
Od zawsze zresztą miałem powodzenie ale wszystkie potencjalne kandydatki odprawiałem i cholernie mnie to bolało.
Pragnąłem kogoś mieć z drugiej strony wiedziałem że niemoge pokazać jakie mam słabości. Taki konflikt wewnętrzny.
Ale dzisiaj widze że to nie jest prawda o mnie. Nikt nie rodzi się twardzielem. Taka ilość lęków i traum której doświadczyłem w tylko tym życiu całkowicie usprawiedliwia mnie i moje słabości i kto tak nie uważa temu kij w oko. A co dopiero traumy z innych wcieleń, zażynanie, zabijanie, rzezie, tortury, klątwy czy ostatnie wcielenie w wietnamie gdzie też zostałem rozpruty ??
Z tego punktu widzenia wg mnie i z takim bagażem traum które przechowuje moja dusza nikt niema prawa mówić mi że jestem leszczem. Niech sam przejdzie tyle co ja to zobaczymy czy będzie taki twardy.
Tyle chyba na dzisiaj. Troche sobie dzisiaj uświadomiłem, troche już wiedziałem i skompletowałem z tym co sobie uświadomiłem
Niemiałem większego zamiaru wzbudzać tu niczyjej litości bo własna litość, mnie samego do siebie samego została dzisiaj wzbudzona i mnie wystarcza.
A historia przyda się dla przyszłych pokoleń. Zawsze podobna historia którą można odnieść do samego siebie cieszy i wzrusza.
A jeszcze co jest ważne.
Dopiero spojrzenie na siebie jako na to małe przestraszone biedne dziecko sprawiło że poczułem do siebie litość i dałem sobie troche miłości.
Ciągle jeszcze niepotrafie płakać ale czuje że wkońcu lody się przełamią i wyrycze się jak dziecko za wszystkie czasy.