Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 190578 razy)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-06-11, 17:09:02 »
Dramat udanego dziecka - Alice Miller
Powrót do swojego wew. domu - John bradshaw
Twoje ocalone życie - Alice Miler

i 2 jeszcze mam w PDF-ie z neta.
generalnie to te same kore polecala Felicite w pierwszym poscie tego watku i tam pozniej jeszcze pisala jakie sa dobre ksiazki na poczatek. Te co ona polecala to wlasnie zamowilem ale jednej akurat niebylo.
Widze ze i tak musze zamowic wiecej tych ksiazek na temat samego wychowania dziecka zeby miec na ten temat szersza wiedze.
Przynajmniej tak poleca Felicite.

Uzdrawianie mi idzie jak krew z nosa. Ostatnio trochę znieprzytomnialem, koledzy mnie wyciągali a to do klubu albo na domówki, na plaże i trochę za bardzo zaszalałem. Z jednej strony tak chce uzdrowić te swoje blokady mowy związane ze strachem dzieciństwa ze aż łzy mi same ciekną z determinacji gdy się nad tym głębiej zastanowie a z drugiej strony mam opór niesamowity żeby zacząć czytać w ogóle na ten temat.

Wpadłem na ten temat - uzdrawianie wewnętrznego dziecka bo mam problemy wywodzące się najbardziej z dziecinstwa i zdałem sobie sprawę że przerobienia dzieciństwa będzie wyzwalające, ale chciałbym najbardziej przerobić te lęki powiązane z blokadami mowy. Na tym mi najbardziej w  życiu zależy. Tylko sie zastanawiam czy musze przerabiać dzieciństwo tak jak w książkach pisze = po kolei, czy mógłbym sie zabrać za to co mnie trapi najbardziej ?

Ah, muszę poczytać, dużo poczytać tutaj ten temat i książki to bardziej ogarnę o co biega.



Inga

  • Gość
[#]   « 2013-06-10, 08:18:52 »
Możesz się podzielic jakie to książki?

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-06-08, 20:49:04 »
Fajnie to się w życiu układa. Gdy czymś zaczynamy się zajmować to życie przysyła nam pod ten temat sytuacje które mogą nas czegoś nauczyć.
Np. ja przymierzam się ostatnio do uzdrawiania dzieciństwa. Mam już sporo książek które kupiłem na ten temat 2 tyg. temu ale jeszcze nie zacząłem ich czytać.
W każdym razie tak się złożyło że zacząłem spotykać często dzieci.
Mam spory kontakt z 4-letnią córką kolegi którą teraz zacząłem bardziej świadomie obserwowac i się z nią bawić. Przed wczoraj pojechałem z kolegą do jego pracy, ogromnej hali gdzie jest restauracja połączona ze światem dla dziecka czyli liny, trampoliny, pokoje pełne plastikowych kulek że można się w nich kąpać, zjeżdżalnie, miśki i inne duperele. Pojechałem tam zeby popilnować małej bo niemiał z nią kto zostać. Spędziłem tam 8 godzin w ciągu których przewineła się tam masa dzieci. To było super jak oni sie nieczym nie przejmowali. Nie wstydzili się swojego płaczu jak któreś z nich się potkneło. Bawiłem się tam razem z nimi jak dziecko. Zanim się obejrzałem mineło 7 godzin. Na końcu była taka sytuacja że jeden murzynek zaczął rozkazywac mojej podopiecznej i zauważyłem że niemiała odwagi mu się przeciwstawić. Podeszłem do niego i powiedziałem że jeśli ona niechce tam wchodzić to tam nie wejdzie. Murzyn powiedział ok i uciekł :)
Niektóre dzieci już od małego przejawiają sie w ten sposób że chcą dominować lub że są uległe. Te cechy muszą więc kształtować się bardzo wcześnie

Również dziś niedawno poznana znajoma przyprowadziła na plaże swojego 5-letniego synka kórego tez miałem okazje poobserwowac i się z nim pobawić.
Chłopiec był bardzo pobity przez swojego ojca gdy był mały że miał siniaki na twarzy. Ojciec się go wyrzekał mówił to wprost do niego że go niechciał a dziecko na to że znajdzie sobie innego ojca i że on nie jest jego tatą.
Córka kolegi jest wyraźnie radośniejsza, spokojniejsza, mądrzejsza podczas gdy ten chłopiec sie na mnie kładł chciał żebym go podniósł poświęcił mu czas którego pewnie nie daje mu ojciec.
Nie wiem czego te sytuacje mają mnie nauczyć ale napewno dobrze że zaistniały jako takie wprowadzenie do tematu który chce ruszyć.

zly_zajac

  • Wiadomości: 94
  • Płeć: Mężczyzna
  • duszpasterz podwórkowy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-19, 15:15:31 »
Mam identycznie.
Najgorsze jest to, że kiedy przychodzi napad tych lęków a ja muszę stanąc w obliczu jakieś sytuacji społecznej, tj. wyjśc do ludzi, na zewnątrz i jak tu wytłumaczyć że poprostu nie jest się w kondycji psychicznej :D

Nie wiem jak to będzie jak już znajde prace,
zazwyczaj kiedy coś takiego mnie łapie, to nie idę już dnia nastepnego..

Chyba to idzie jak domino: lęk ---> kompromitacja  - jeszcze większy lęk, wstyd i buch, dziura w brzuchu

Ok, teraz co zrobić z tym wewnętrznym dzieckiem ? Uzdrowić mu nogi bo głowe już pózno ? ;)

Kurcze, jaką człowiek ma śmieszną tendencje do zakopywania takich rzeczy pod dywan, a potem to dopiero się okazuje, ych..
« Ostatnia zmiana: 2013-05-19, 15:18:26 wysłana przez zly_zajac »

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-18, 18:33:46 »
Cześć Zając.

To co opisałem to tylko taki zarys mojej historii. Każdy człowiek mógłby inaczej przeżyć te wydarzenia. Dlatego ciężko mi sobie wyobrazić że ktoś ma podobnie. Ja np. przejawiam się jako taki zablokowany koleś. Z wyglądu jak gdyby nigdy nic ale jestem totalnie zablokowany na wyrażanie siebie, nieśmiały, lękliwy. Cała przebojowość, swoboda, ekspresja jest u mnie zablokowana. Coś jakby przyszedł taki wielki stwór na początku mojego żcyia i na mnie ryknął i od tamtej pory siedzę na tyłku taki skulony i przestraszony, bojąc się żyć i mówić z obawy że znowu przyjdzie stwór i zrobi mi krzywdę. Ale są i lepsze dni.

A Ty czemu przyzwyczaiłeś się do lęków ? Cały czas je odczuwasz ? 

Miewam takie same drgawki jak ty od brzucha w nogi i często nogi się przy tym trzęsą. Ostatnio jednak zacząłem próbować rozluźniać nogi podczas takich sytuacji i to pomaga. Tylko że to można robić tylko jak siedzi się w miejscu.
Z tym brzuchem to fakt. tam jest konkretne siedlisko lęków i wstydu.

No cóż trzeba pracować nad sobą nie ma innego wyjścia.
Szkoda że wcześniej nikt mi nie podsunął pomysłu żeby pracować nad dzieciństwem. Jak się uzdrowi dzieciństwo to uzdrowi się swoje życie. Potem to już kosmetyka.





zly_zajac

  • Wiadomości: 94
  • Płeć: Mężczyzna
  • duszpasterz podwórkowy
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-18, 15:11:14 »
Doktor, miałem niemalże identyczną sytuacje i też lęk był fundamentem wszystkiego. Teraz już się tak bardzo do niego przyzwyczaiłem że już nie pamiętam, jak to jest żyć bez niego.

Powiedz, w stresujących sytuacjach miewasz może drgawki które rozchodzą się od brzucha po nogach ?

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-16, 18:56:26 »
:) Dziękuje

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-05-16, 14:16:10 »
Doktor, wielki szacun za tamten poprzedni post sprzed 2 dni. I powodzenia na twojej drodze do uzdrowienia.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-05-16, 14:01:28 »
Doktor X.
Wcale nie dramatyzowałeś.
Choć może ktoś miał ciężej to nie znaczy że twoje cierpienia były małe i że powinieneś je bagatelizować.

"W domu awantury, alkochol i hałas był codziennością."
To są duże i  trudne do wytrzymania cierpienia. W dzieciństwie miałeś bardzo ciężko.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-15, 21:30:50 »
hehe nerwica toaletowa, coś poniekąt też to znam na przykładzie mojego kota :) który często sadzi do kuwety w najmniej odpowiednim momencie. 90% przypadków to akurat wtedy gdy wreszcie siadam albo zaczynam jeść.
Też widze na przykładzie kota jakie emocje się we mnie pojawiają. Z pewnością był bym okropnym ojcem dlatego nigdy niechce mieć dziecka.

Sami narzekamy na to jak nas wychowali a robilibyśmy prawie to samo naszym dzieciom.

Dziecko napewno Cie kocha. Jesteś dla niego wzorem do naśladowania, jesteś wszystkim. Ale z drugiej strony my tez niemamy lekko. Tak zostaliśmy wychowani i robimy co możemy. Nie da się być dobrym rodzicem jeśli samemu miało się kiepskich rodziców i nieuzdrowione dzieciństwo dlatego masz prawo popełniać błędy wychowawcze.

Jak się denerwujesz na dziecko że np. narobiło tam gdzie nietrzeba :) to możesz się przyzwyczaić do reagowania w ten sposób że zawsze gdy się na dziecko denerwujesz to uświadamiasz sobie to co czujesz, wiesz że czujesz to co czujesz i niepoddajesz się tej emocji tylko robisz to co jest słuszne odczuwając np. to wkużenie. Słuszne, czyli podejście z akceptacją do tego co się dzieje.
Ja tak robiłem z kotem i potem czułem się o wiele lepiej z tą świadomością że nieuległem tej emocji tylko świadomie ją obserwowałem i zachowałem się miło w stosunku do kota.
Wiesz.. niemówie że odrazu się uda ale można przetestować. Myśle że warto sobie udowodnić że ma się władze nad emocją. To daje poczucie siły gdy się jej nieulega.

Ja jakoś niemam teraz ostatnio żalu do ojca za to co mi zrobił. Spojrzałem tez na jego dzieciństwo. Niemiał matki, umarła gdy miał 5 lat. Jego ojciec był takim samym dupkiem co on. Oschły, surowy, wymagający ciągle zły i podenerwowany furiat.
Nienawiść do ojca u mnie siedzi bardziej ze względu na zasżłości karmiczne z jego duszą niż za to wychowanie. Wychowanie moge mu wybaczyc bo rozumiem że to taka kolej rzeczy a na te inne sprawy będe musiał poświęcić czas żeby te emocje przerobić.

Tobie też polecam porządnie się zabrać za prace nad dzieciństwem. Nie poczyniłem jeszcze żadnych postępów ale mam coś takiego jak wgląd w to co będzie po uzdrowieniu. ZObaczyłem jaki będe gdy to przejdę i to było tak cudowne że w ciągu dnia codziennego niedoświadczam takich uczuć, nie potrafie sobie tego wyobrazić. Naprawde warto to zrobić. Bynajmniej u mnie, nareszcie widze że to jest bramka do lepszego życia, do postępu jakiego nigdy przed tem niedoświadczyłem i zamierzam w to wejść. Zamówiłem już wszystkie książki na ten temat, pościągałem te które były dostępne w d pdf na necie i powoli zaczynam czytać.

Ostatnio akurat trafiła mi sie praca z pompą ciepła i całe dnie mnie niema, jak na złość :) ale przynajmniej będzie kasa na węzły.

Wczoraj troche za bardzo pojechałem z tym postem, napisałem to w dramatyczny sposób a wiem że wielu ludzi miało GORZEJ niż ja np. Inga z forum i to chce zaznaczyć bo mi sie głupio zrobiło że tak dramatyzowałem z tym.
A twardzielem nie jestem, nigdy nie byłem i nie będe :) i co więcej chyba niemam już na to ochoty.
« Ostatnia zmiana: 2013-05-15, 21:33:42 wysłana przez Doktor-X »

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-14, 22:57:40 »
Ja mam codziennie w relacji z synem wywałki, czasami gorąco się robi. Już czasami mam myśli,że wolałabym nie mieć syna bo te wywałki mnie wykańczają i wydają się czasem przez chwilę lub dłuższą chwilkę bardzo realne.
Znów mi wywala ,że nie jestem dość dobra- bo np. mi wywali coś i zarreaguję nie tak jak chciałabym- np. teraz mamy tematy treningu czystości. A z moją nerwicą to wywala mi nawet ten temat. Tak. I w zasadzie mój codzienny rozwój to świadome wchodzenie w uczucia, emocje z dzieciństwa przy nim. Dziś mi wywaliło gniewem,że zrobił kupe obok zamiast do środka i jeszcze prawie mi wymazał łóżko. Pewnie matka tak reagowała na mnie. ;] I trochę mocniej go złapałam i wzięłam szybko- zamiast powiedzieć nie podchodź bo zostanie wybrudzone łóżko. To takie proste. A jak mi wywali mocno to czuje się jak zahipnotyzowana(czasem). teraz już przeważnie sobie radze i w wiekszosci reaguje spokojem bo ciągle jestem czujna na moje wywałki- i wiem,że wywala i włączam spokój. Ciągle się tego uczę. Reagowania spokojem.
A wywali i energia mocno leci a poźniej jestem jak przebity balon po tych emocjach to już jestem spokojna bo nie mam siły.
Czasem wale w poduszki, gdy on coś tam robi. Płaczę, wtulam się w misia. Wywala mi poźniej p.winy wobec niego- jak zareaguje nie prefekt wg. mnie.
To dziecko to cud dla mnie bo daje mi miłośc, jak nikt w tym życiu. NIkt mi tyle razy kocham nie mówił. On akceptuje mnie ze wszystkim:) po prostu kocha:) ale czasami te wywalanki mnie przerastają :) ciągle wywala ale tak działa miłość wszystkie szambo wychodzi na wierzch.
:) A ja po prostu chce go kochać na tyle na ile potrafię,bo na to zasługuję. I mam zamiar zaciskać zęby i dalej uczyć się spokoju w reagowaniu- coraz lepiej mi idzie. :))Przynajmniej mi nerwica toaletowa odpadnie:) jacie normalnie etapy2-3 latka:) masakra:)) to są właśnie patologiczne domy:) murowane nerwice

A ta wywałka co czuję się jak w hipnozie to wywala mi silną agresją. W zasadzie tą agresją powinnam się zająć. Coś tam siedzi głęboko
« Ostatnia zmiana: 2013-05-14, 23:00:19 wysłana przez muszka91 »

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-14, 22:44:20 »
Doktorze,
Ja Cię rozumiem bo sama sobie podobną fazę wybrałam. I nie jestem jakaś tam mega obcykana w relacji karmicznej. Matka to mój kat, wiele razy mnie zabijała. A może ja jej coś naskrobałam,ze tak mnie lubiła trzaskać. :)
Ale do rzeczy- taka patologia bardzo osłabia. Ty żyjesz i udowodnileś sobie,że jesteś twardziel skoro takie sytuacje udało CI się przejść. Możesz sobie pogratulować.
Tak ja też tak mówiłam. A teraz marzy mi się fajna mama , taka normalna , dość dobra. Niedoścignione marzenie. Chciałabym zaznać spokoju, może się przerobię w tym wcieleniu to obudzę się w fajnej rodzince co mnie będą nosić i całować jak boginię. Tego nie ma a ja jestem nienasycona. I wolałabym się nasycić normalnie jak przystało na człowieka aniżeli przepracowywać:) ale cóż też sobie chciałam udowodnić,że ja wszystko wytrzymam i na łatwiznę nie będę chodzić:)
3mam za Ciebie kciuki  za twoje uzdrowienie. Pomogłeś mi swoją tragedią [jak zawsze]-  terapeutycznie. Że ktoś podobny syf przeżywał i nie jestem sama na świecie. Też żyję, przeżyłam. Ale czy w życiu chodzi o przeżycie czy o życie? :)
A mi też wali i może zaraz napiszę co :)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-05-14, 22:15:33 »
No to może czas bym ja się tu podzielił swoimi pierwszymi odkryciami, doświadczeniami.

Zostałem wychowany w nieprawdopodobnym zaszczuciu i poczuciu wszechogarniającego lęku. Gdy byłem w łonie matki, moja matka bywała bita przez mojego ojca gdy ten był pijany, zawsze się go bała a szczególnie wtedy gdy pił bo był agresywny. Wogule była i jest życiową ofiarą. Jej rodzinny dom można opisać 3 słowami : alkochol, krew, patologia.
Czyli przeniosła to samo do swojego związku ale już nie tak hardcorowo. U niej był prawdziwy sajgon w domu jeśli wierzyć jej opowiadaniom.
Zaraz po urodzeniu mojej matce zmarła mama. Panicznie się bała, wychodzenie do toalety było dla niej koszmarem. Jej ciągłe lęki trwały ponad pół roku. Domyślam się jak wspaniały obraz otaczającego świata wtedy kodowałem nie mówiąc już o tym że moja matka wogule bała się wszystkiego.
 Dalej gdy byłem małym chłopcem polował na mnie jeden starszy chłopak z osiedla. Ewidentnie jakaś karma kata i ofiary. Nienawidził mnie. Miałem zaledwie 7 lat, on miał wtedy może z 18 więc był dla mnie o wiele starszy. Często łapał mnie jak mnie tylko widział np. gdy wracałem sam ze sklepu i mnie bił i kopał. Pamiętam jak raz uciekałem przed nim z jajkami po które wysłali mnie w domu. Ścigał mnie jak dziki kot swoją zwierzyne. Udało mi się wlecieć do klatki schodowej i na 1 piętro. On był na rolkach i zdążył tylko wlecieć do klatki i mnie opluć w twarz grożąc że następnym razem mnie zabije. Wleciałem do domu. Pamiętem że dziadek zaczął się na mnie wydzierać i wyzywac mnie od kretynów bo całe jajka były stłuczone. Zacząłem płakać. Pamiętam że chciałem coś powiedzieć ale niemogłem z siebie wydusić słowa i w efekcie zdusiłem to w sobie.
Domyślam sie że dla takiego małego chłopca był to szok gdy ktoś obcy nagle go złapał i sprał tak za nic.
Teraz to było by normalne ale wtedy niebyło.
Potem pojawiali się sporadycznie jacyś starsi którzy mnie prali np. za to że osikałem ich garaż. Tak :) lubiałem dokuczać i broić.
Jako 6 letnie dziecko już się jąkałem ale pomimo to nadal byłem rozbrykany.
W domu awantury, alkochol i hałas był codziennością. W sumie nadal jest ale da rade wytrzymać

Ojciec nigdy nieakceptował mojego lęku i wady wymowy. Już jako ten mały chłopiec bałem się przyznawać do odczuwania emocji bo ojciec traktował mnie z pogardą gdy pokazywałem "słabość". Miałem być silny, odważny, twardy, odporny na ból. Miałem być nadczłowiekiem bo innaczej dostawałem dezaprobate, nieakceptacje i pogarde ze strony ojca.
Ojciec lubiał się chwalić moją siłą przed swoimi kolegami. Często kazał mi pokazywac jak wymiatam munchako lub jak się umiem bić.(chodziłem na karate kilka lat)

Gdy stałem się starszy zacząłem panicznie się bać... bać. Bo jak się bałem i ktoś to widział to byłem skończony. Pewnie to działo się stopniowo. Pierw ojciec mi pokazał że niewolno się bać a potem już tym torem to się rozwijało.
Stąd brał się ogromny wstyd w moim póżniejszym życiu który go stopniowo przepełniał w każdej dziedzinie aż do teraz.

Z biegiem lat wyparłem się siebie i swoich odczuć przyjąłem postawe twardziela. Zacząłem kumplować się z huliganami, nosić dresy, pić palić brac dragi.
 Przejąłem od ojca przekoniania jaki powinien być prawdziwy mężczyzna. Sam zacząłem się karać za to że się boje. Długo uważałem się za totalną ciotę, pizde i wogule mięczaka że świat niewidział ale z całych sił musiałem to ukrywać.

Na uwage zasługuje tutaj wiara w to że jestem bezwartoścowy tak naprawde bo niemam jaj. Przekonania odnośnie kobiet również miały tu swój destrukcyjny wpływ. Uwierzyłem że niemogę mieć kobiety jeśli będe takim mięczakiem. Czułem totalny dołek gdy widziałem jakąś pare idącą za ręke lub całującą się. Widziałem że ja niemam szans mimo iż byłem przystojny i wiele dziewczyn się mną interesowało.
Od zawsze zresztą miałem powodzenie ale wszystkie potencjalne kandydatki odprawiałem i cholernie mnie to bolało.
Pragnąłem kogoś mieć z drugiej strony wiedziałem że niemoge pokazać jakie mam słabości. Taki konflikt wewnętrzny.

Ale dzisiaj widze że to nie jest prawda o mnie. Nikt nie rodzi się twardzielem. Taka ilość lęków i traum której doświadczyłem w tylko tym życiu całkowicie usprawiedliwia mnie i moje słabości i kto tak nie uważa temu kij w oko. A co dopiero traumy z innych wcieleń, zażynanie, zabijanie, rzezie, tortury, klątwy czy ostatnie wcielenie w wietnamie gdzie też zostałem rozpruty ??

Z tego punktu widzenia wg mnie i z takim bagażem traum które przechowuje moja dusza nikt niema prawa mówić mi że jestem leszczem. Niech sam przejdzie tyle co ja to zobaczymy czy będzie taki twardy.
 

Tyle chyba na dzisiaj. Troche sobie dzisiaj uświadomiłem, troche już wiedziałem i skompletowałem z tym co sobie uświadomiłem :)
Niemiałem większego zamiaru wzbudzać tu niczyjej litości bo własna litość, mnie samego do siebie samego została dzisiaj wzbudzona i mnie wystarcza.

A historia przyda się dla przyszłych pokoleń. Zawsze podobna historia którą można odnieść do samego siebie cieszy i wzrusza.


A jeszcze co jest ważne.

Dopiero spojrzenie na siebie jako na to małe przestraszone biedne dziecko sprawiło że poczułem do siebie litość i dałem sobie troche miłości.

Ciągle jeszcze niepotrafie płakać ale czuje że wkońcu lody się przełamią i wyrycze się jak dziecko za wszystkie czasy.
« Ostatnia zmiana: 2013-05-14, 22:20:27 wysłana przez Doktor-X »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-05-13, 19:45:57 »
Doktor-X

Ty nie masz starać się wchodzić w emocje, tylko w uczucia - w tym przypadku w uczucie bezpieczeństwa. Nad nim pracuj i na nim się koncentruj, a kiedy będą wychodzić emocje nie pozwalające Ci czuć to bezpieczeństwo, dopiero wtedy w nie wchodź, tak głęboko aż się przebijesz i znowu będziesz mógł czuć bezpieczeństwo.

dscorpio10

  • Wiadomości: 88
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-05-13, 19:43:07 »
ja mam akurat podobnie w temacie samodzielnosci - to znaczy problemy z samodzielnoscia ale bez pijanego ojca i mieszkania u rodzicow, na poczatku lecialem na temacie samodzielnosci ale jesli pod tym sa jakies inne przekonania ktore blokuja temat to lepiej zejsc jeszcze glebiej bo to raczej przyblokuje temat. U mnie doszedlem do tego ze przerabiam przekonania na temat swiata i ludzi bo moja podswiadomosc dalej ma watpliwosci czy sobie na takiej niebezpiecznej planecie samodzielnie poradze.