Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189694 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 14:32:04 »
To może ja też wyjaśnię dokładnie (a właściwie powtórzę moje słowa, bo już to pisałam), o co chodzi z tą moją niechęcią do wybaczania.
Otóż absolutnie nie mam niechęci do samego wybaczania (jako skutku), wręcz przeciwnie. Wiem, że  jest ono NIEZBĘDNE na ścieżce RD i ja akurat bardzo często odczuwam tę piękną energię. Mam natomiast niechęć do powszechnie przyjętego (np. przez większość religii i przez sporą część adeptów różnych szkół RD) podejścia do wybaczania. Zresztą dałam temu wyraz w ostatnich słowach mojego wpisu na ten temat (ale nie tylko, bo cała moja wypowiedź na to wskazuje):

To dlatego napisałam, że dla mnie przebaczenie to bzdura. Choć właściwie powinno być tak: Takie podejście do przebaczenia, jakie jest powszechnie promowane to jedna wielka bzdura.
Bo przebaczenie jest skutkiem, a nie drogą do celu.

W związku z powyższym insynuacje, jakobym twierdziła, że nie chcę uzdrowić zranienia, czy wybaczyć "bo nie", jak napisała Iustitia, wynikają nie tyle z nieporozumienia, co – jak podejrzewam – ze złej woli z jej strony, albo z niemożności wyciągnięcia logicznych wniosków z czyjejś wypowiedzi. Bądź też z jednego i drugiego.


Lynd,
nasze sposoby nie różnią się od siebie aż tak bardzo, jak wygląda to na pierwszy rzut oka :) Wszystko wskazuje na to, że różnią się przede wszystkim formą (choć na pewno nie tylko). Zaraz napiszę, dlaczego tak sądzę.


***
Przede wszystkim chcę podzielić się z Wami tym, co mi się nasunęło, gdy czytałam nasze wypowiedzi (zresztą pojawiły się tu już podobne spostrzeżenia :)
Zobaczcie, ile tutaj sposobów doświadczenia wybaczenia (uwolnienia). I każdy skuteczny (nie piszę tutaj o wypowiedzi Sylvii, bo co do jej sposobu nie mam takiej pewności), choć w pewien sposób różnią się od siebie (ale nie aż tak bardzo, bo wszystkie one mówią o tym, że nie da się wybaczyć tłumiąc emocje i co jeszcze – wszystkie one są powiązane z zagadnieniem czucia się bezpiecznym).
To fajnie pokazuje, że nie jest tak, że jeden problem da się rozwiązać tylko w jeden sposób.
Jak pisze J. Leonard w skiążce "Twoje najskrytsze marzenie, czyli jak władać własną mocą twórczą" każdy problem ma nieskończenie wiele rozwiązań. To my, będąc dziećmi, nauczyliśmy się w szkole, że na jedno pytanie istnieje tylko jedna, właściwa odpowiedź i tę regułę przenieśliśmy na życie. To bardzo blokuje naszą twórczość.
Dlatego cieszę się, że nasza dyskusja pozwala spojrzeć na ten problem inaczej, bo to burzy ograniczenia umysłu :)

Druga rzecz to kwestia bezpieczeństwa.
Uświadomiłam sobie (a Wasze wypowiedzi zdają się to potwierdzać), jak ważna – w temacie wybaczania - jest kwestia bezpieczeństwa.
Tak jak napisała Grażynka, po coś trzymamy urazę. Po co? Żeby nie być ponownie zranionym. Czyli wystarczy poczuć się bezpiecznie (zyskać pewność, że to się nie powtórzy), by przebaczyć.
Jak pokazują wypowiedzi w tym wątku, bezpieczeństwo może zapewnić akceptująca grupa, dojście do przyczyny problemu, czy zrozumienie, a dokładniej uświadomienie sobie prawdy.
Ale – jak wynika z mojego doświadczenia – są takie przypadki, gdy to, co wymieniłam wyżej wcale nie jest potrzebne, a i tak wybaczamy.
Tak się dzieje wtedy, gdy zmienimy do siebie podejście na całkowicie akceptujące, gdy zyskamy pewność, że w każdej sytuacji (lub tylko w danej sytuacji, z daną osobą) możemy na siebie liczyć, że zawsze staniemy po swojej stronie i choćby nie wiem, co się stało, będziemy się kochać i bronić. Wtedy dochodzenie do przyczyn nie jest konieczne. Przebaczenie (puszczenie emocji, urazy) przychodzi jakby samo.
A potem to już nawet nie trzeba przebaczać, bo gdy nie obwinia się nikogo o nic (w tym siebie), gdy całkowicie się wszystko akceptuje, to nic nie trzeba przebaczać :)
No ale to można zastosować na dalszym etapie zbliżania się do siebie-prawdziwego. Bo jeśli są w nas ukryte, albo całkiem jawne urazy, to nie da się tego zaakceptować bez wybaczenia (czyli procesu dostrzeżenia w sobie emocji i pozwoleniu sobie na ich puszczenie, w momencie, gdy poczuję się bezpiecznie).
To by w sumie fajnie wpisywało się w pogląd (który podzielam od pewnego czasu), że nie jest konieczne szukanie przyczyn, ale wystarczy zmiana podejścia do siebie i otaczającego nas świata.
Ale jest to możliwe dopiero wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi, gdy już mamy za sobą pewne doświadczenia dochodzenia do przyczyn :)
Choć tak na bank to nie jestem pewna, czy nie da się tego zastosować wcześniej.

Felicite
Rozbawiłaś mnie swoim wpisem, że wybaczanie to jedna wielka bzdura:D

Mogłabym powiedzieć – na zdrowie (bo przecież śmiech to zdrowie), ale nie powiem, bo czuję, że Twoja wypowiedź nie jest szczera.
A nieszczere rozmowy mnie nie interesują. Szkoda mi na nie czasu i energii.
Co do mojego stwierdzenia "wybaczanie to bzdura" to: patrz wyżej (pierwsze słowa mojego wpisu).
« Ostatnia zmiana: 2012-07-22, 02:37:27 wysłana przez ptah »

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-21, 11:08:48 »
Lynd
zranienie dziecka nie czyni nikogo mniej rozwinietym duchowo. Tylko, że można to zranienie uzdrowić, niż dziecinnie /z lekka/ twierdzic, że nie bo nie i już:D A po uzdrowieniu zranienia z łatwością odpuscić i wybaczyć. Of course:)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-21, 08:37:34 »
Jako że wywlekłem temat przebaczania, to czuję że powinienem wyjaśnić o co mi chodziło w kilku słowach...

Pisałem tylko jak to jest u mnie. Rozumiem niechęć do wybaczania Felicite i wręcz skłaniam się ku twierdzeniu, że nie czyni jej to niżej rozwiniętą duchowo ;) Ba, jej rozwiązanie jest lepsze od przebaczania (i nauki przebaczania) dla wielu ludzi, którzy również nie są niżej rozwinięci duchowo ;)

I przebaczanie i poczucie-aż-wyjdzie to metody prowadzące do tego samego celu. Z tych dwóch nawet nie wiem czy druga nie jest bardziej "zaawansowana", bo wymaga większej pewności siebie, czucia się niewinnie i w porządku z własnymi odczuciami, nawet jeśli działamy "wbrew" naszej kulturze mającej obsesję na punkcie przebaczania.

Pisałem po prostu jak to wygląda z mojej strony.

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-07-20, 23:08:02 »
Sylwia
Przypuśćmy że mamy początkującego adepta rozwoju, który próbuje przebaczać ale mu nie wychodzi.
Czy jemu zaproponowałabyś takie sposoby poradzenia sobie z tym problemem jakie podałaś?

To zależy od przyczyny dlaczego nie wychodzi, konkretnie.
To co podałam może być wskazówką.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-20, 10:57:28 »
Myślę, że przyczyny problemów z wybaczaniem są różne i u każdego indywidualne.

Takie dzielenie się metodami podejścia daje innym (i nam też :)) możliwość znalezienia odpowiedniego sposobu na poradzenie sobie z tym :)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-20, 09:56:36 »
Nie mówię, że tak jest zawsze, ale że czasem tak bywa.
Napiszę z własnego doświadczenia: pewnej osobie przebaczyłem i nie czułem do niej emocji. Ale pojawiały się sytuacje, kiedy ktoś inny mnie wkurzył i pś od razu wskazywała mi przyczynę tego wkurzenia. Była nią osoba, której wybaczyłem do której już nic nie czułem. 

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-20, 09:54:16 »
Ty masz wrażenie :)
 A ja własne doświadczenie, które w moim przypadku mówi, że aby wybaczyć czasem wystarczy rzeczywiści uzdrowić przyczynę, ale są przypadki kiedy jest to za mało i trzeba sprawdzić jakich emocji się trzymamy i dlaczego i je puścić. Wtedy wybaczenie przychodzi samo.

Mam to samo, jeśli przyczyna jest uzdrowiona, często przychodzi samo. Ale czasem przyczyna nie jest taka oczywista, można uzdrowić taką pół przyczynę, i zastanawiać się dlaczego jeszcze trzyma - i mówić okej dotarłem do źródła i nie puściło. Trzeba się zastanowić czy faktycznie się dotarło. Emocje też czasem trzymają, ale z uzdrowioną przyczyną praca z nimi jest już dużo lżejsza.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-20, 09:48:39 »
Ja mam wrażenie, że skoro nie ma już przyczyny-źródła, to są programy, które pozostały po cały zajściu.

Ty masz wrażenie :)
 A ja własne doświadczenie, które w moim przypadku mówi, że aby wybaczyć czasem wystarczy rzeczywiści uzdrowić przyczynę, ale są przypadki kiedy jest to za mało i trzeba sprawdzić jakich emocji się trzymamy i dlaczego i je puścić. Wtedy wybaczenie przychodzi samo.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-20, 09:38:17 »
Ja mam wrażenie, że skoro nie ma już przyczyny-źródła, to są programy, które pozostały po cały zajściu.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-20, 09:33:49 »
Spotkałem się już nie jeden raz z sytuacją, że przyczyna była usunięta a jeszcze była złość i po to dalej trzeba przebaczać.

Najczęściej po coś tych emocji się trzymamy. Trzeba sobie odpowiedzieć po co? Co one nam dają, co gwarantują? a potem to puścić. Wtedy wybaczenie przyjdzie samo.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-20, 09:27:28 »
Właśnie dlatego są afirmacje wybaczania, żeby przez wiele lat nie trzymać urazy, ale dotrzeć do jej przyczyny i w końcu wybaczyć.
Ale nie o samą przyczynę chodzi, choć  ona jest głównym problemem.
Spotkałem się już nie jeden raz z sytuacją, że przyczyna była usunięta a jeszcze była złość i po to dalej trzeba przebaczać. Można wybaczać używając różnych metod, niekoniecznie muszą to być afirmacje, choć u mnie one najlepiej działają.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-07-20, 01:01:09 »
Lukasz,

ale oczywiscie, masz racje, zgadzam sie z tym co napisales :-)

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-07-20, 00:56:28 »
Lukasz,

no ja wlasnie mam to zrozumienie, skad sie to bierze we mnie, ta trudnosc wybaczenia, dotarlam do przyczyny, i jestem swiadoma, ale nie pracuje z tym co znalazlam u zrodla. Moze jest to dla mnie zbyt bolesne...?Znalazlam to zrodlo, uswiadomilam je sobie niedawno. Bez uzdrowienia tamtych zamierzchlych zdarzen, doswiadczen, wybaczenie tego co jest teraz, z zupelnie inna osoba w roli glownej, nie nastapi. A zeby uzdrowic tamto zranienie, to pierwotne, musze JE z kolei zrozumiec, uzasadnic jego zaistnienie, usprawiedliwic osoby biorace w tym udzial. I musze podniesc samoocene tak, aby byla na stalym poziomie, a nie - raz wzrastala, raz opadala. 

lukaszlm

  • Wiadomości: 734
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-07-20, 00:43:01 »
Amelka,

trzeba sięgnąć na tyle głęboko, aby było pełne zrozumienie, bez żadnych wątpliwości, wtedy znika poczucie skrzywdzenia, a raczej słabnie i można łatwo puścić.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-07-20, 00:24:27 »
Wybaczenia nie mozna wywolac sztucznie, to sie po prostu nie uda. Nie wystarczy intencja ze chce sie wybaczyc. Ja chce wybaczyc swiadomie od przynajmniej 2 lat i ciagle sie okazuje ze sie nie udalo. Emocje wracaja jak nic. Nawet zrozumienie na niewiele sie zda jesli wciaz wraca poczucie krzywdy...Po prostu trzeba siegnac glebiej, cokolwiek to oznacza: i TO uzdrowic. Bo najczesciej jest tak ze to czego nie umiemy wybaczyc to cos wtornego, piata woda po kisielu, ktory zalal nas od srodka i przysechl. Dawne rany.
A przede wszystkim, trzeba  podniesc samoocene i pokochac siebie tak naprawde! Jesli naprawde siebie kochasz to masz gdzies, co ktos ci tam kiedys zrobil. Jesli naprawde siebie kochasz, to te cudowne uczucia jakie masz dla siebie, rozprzestrzeniaja sie jak drozdze :-)) i zalewaja tez innych, a na uraze nie ma juz wtedy W OGOLE miejsca...

To takie moje refleksje..