Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189707 razy)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-18, 13:23:32 »
Dzięki, cieszę się, że moje powiedzonka Ci się podobają, ja mam tego dużo ;))))

Indra, super! To dawaj je tutaj :)) Coraz częściej :))

W tym wszystkim jest takie uczucie, że owszem, to nadal będę ja, ale mogę to być nieszczęśliwa ja- samotna, zgorzkniała, poblokowana, zamknięta na wszelką bliskość i miłość i jeszcze niedoruchana w dodatku ;P

To uczucie to lęk, to on przez Ciebie przemawia :P
To on powoduje, że Ty sobie tylko wyobrażasz jakbyś się wtedy czuła, a nie faktycznie to czujesz. No ale faktem jest, że ten lęk blokuje odczuwanie tego i z tym dobrze jest się pogodzić.
Jak jest, to niech sobie jest, zaakceptuj go, albo zwyczajnie - olej (i pozwól się sobie bać) :) Takie podejście sprawi, że on kiedyś zniknie.
Nic na siłę :)

Tutaj jednak nasunęła mi się wątpliwość- wiele potrzeb emocjonalnych sama mogę sobie zaspokoić, ale niektóre potrzeby można spełnić tylko z innymi osobami, chodzi mi właśnie o tą potrzebę czyjejś fizycznej bliskości, przytulania, czułości i dotyku, tego, żeby mnie ktoś dostrzegał. Trochę mnie to przygnębiło, bo nie mam i pewnie długo miała nie będę z kim tych potrzeb realizować.
Czy one choć trochę się zminimalizują podczas przerabiania braków z dzieciństwa? Zrobię sama tyle, ile będę umiała i potrafiła, ale ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia.

Najważniejsze jest to, żeby przestać oglądać się na innych i dać sobie samej to, czego potrzebujesz. Czyli innymi słowy - żeby dać sobie chociaż trochę więcej miłości, tyle, ile jesteś w stanie i to, co jesteś w stanie sobie dać.
Czyli nie patrzeć na to, że nie możesz sobie dać fizycznej biskości takiej, jaką mogą dać Ci inni, tylko dawać sobie to, co możesz. A możesz np. sama siebie pogłaskać, sama siebie nakarmić dobrym jedzonkiem, być dla siebie czuła, ubierać się w wygodne i piękne ubranie z naturalnych materiałów, przemawiać do siebie czule, nie karać się za nic, współczuć sobie i ngradzać za wszystko, itp. Zobacz, jak wiele można sobie dać samemu! I tak coraz więcej i więcej :)
Takie podejście sprawi, że inni zaczną dawać Ci to, czego chcesz.
Dlaczego tak jest? Bo gdy zmieniasz podejście do siebie, to wtedy pozwalasz innym, by traktowali Cię dobrze, tzn. tak, jak sobie tego życzysz. I ludzie wokół Ciebie zmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki. A Ci, którzy nie chcą się zmienić, są zastępowani przez takich, którzy chcą i traktują Cię dobrze, z miłością. I wtedy dostajesz od innych to, czego potrzebujesz (dotyk, czułość, itp.). A wszystko tylko (albo AŻ) dlatego, że sama sobie na to pozwoliłaś. Czyli zmieniłaś do siebie podejscie (inaczej - intencje). Czyli pozwoliłaś sobie na miłość do siebie.
A dopóki skupiasz się tylko na innych, oczekujesz, by to inni dali Ci to, czego potrzebujesz, a sama sobie tego odmawiasz, to nic się nie zmiania. Bo jak ma się zmienić, skoro to Ty nie dopuszczasz do siebie czułych gestów ze strony innych?
Tak to właśnie działa :) Rób więc swoje, skupiaj się na sobie, daj innym przykład (daj im szansę ;), a oni pójdą w Twoje ślady :))

Ja to sobie uświadomiłam jakiś czas temu i widzę, że tak to działa w moim życiu :)))

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-17, 23:09:44 »
Feli
Dzięki, cieszę się, że moje powiedzonka Ci się podobają, ja mam tego dużo ;))))
W tym wszystkim jest takie uczucie, że owszem, to nadal będę ja, ale mogę to być nieszczęśliwa ja- samotna, zgorzkniała, poblokowana, zamknięta na wszelką bliskość i miłość i jeszcze niedoruchana w dodatku ;P
Też pomyślałam o tym, żeby w to wejść na zasadzie TU- wyobrazić sobie swój najczarniejszy scenariusz i poczuć ten cały lęk i emocje, jakie bym mogła poczuć, gdyby ta sytuacja sie faktycznie zdarzyła.
Generalnie to wywala mi po prostu brak miłości i szukanie tego na zewnątrz i to głupie poczucie, że jeśli nie będę miała fajnego związku partnerskiego, to nie zaznam spełnienia. Choć powolutku coś jakby puszczało, znaczy odpuszczam pewnej konkretnej osobie i coś tam schodzi. Dlatego też to dzieciństwo mi weszło na tapetę, zapewne stąd te moje braki, a raczej BRAKI. Ciekawie było wczoraj wejść z tym w kontakt, choć nie powiem, żeby to było super przyjemne.

A tak w ogóle to lubię owczarki alzackie ;)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-17, 22:46:37 »
Indra,
hihihi, bardzo lubię te Twoje soczyste "wstawki" :))) (najbardziej mnie ujęła marszcząca się dupa, hahaha) :D
bo jeśli nie zrobię tego szybko to utknę w tym na zawsze i się poblokuję i zawsze będę samotna, nigdy nie zaznam spełnienia i zostanę starą, zgorzkniałą panną i zjedzą mnie owczarki alzackie :P

Wyobraź sobie, że to się już stało: utknęłaś w tym na zawsze, poblokowałaś się okrutnie i już na zawsze będziesz samotna, nie zaznasz spełnienia i zostałaś starą panną. A na dodatek zjadły Cię te owczarki. No i co? Coś się zmieniło? ;) To nadal jesteś Ty i nadal chodzi o to, żebyś zawsze czułą się ze sobą dobrze. Nawet zjedzona przez owczarki ;))
A tak serio, to co by się nie stało, to i tak zawsze będziesz... taka sama (nigdy Cię nie ubędzie). Dlatego nie ma się czego bać. Bo strach ma zawsze wielkie oczy :) Dlatego dobrze jest w to wejść, dać sobie to poczuć i przekonać się na własnej skórze, że to wcale nie jest takie straszne, jak Ci się wydawało :) To tylko lęk blokuje widzenie tego, jak jest naprawdę i tym samym nie pozwala na wyjście z gów..a :)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-17, 22:21:07 »
Felicite
Dziękuję Ci bardzo za wskazówki:) Ok, to mam jasność w jakiej mniej więcej kolejności pracować z tymi ksiązkami. Właśnie dziś dostałam solidne zasilanie fachową literaturą, za które jestem bardzo wdzięczna. Trochę mnie przeraża ogrom pracy, jaki mnie czeka, ale może trochę nie bedzie aż tak zle, jak mi się wydaje.
To prawda, że często kieruje nami strach przed emocjami- strach, że się w nich ugrzęznie na zawsze. Troche czuję ten lęk obecnie- jeszcze się delikatnie presjuję, żeby puścić emocje/oczekiwania/pragnienia do osoby X., bo jeśli nie zrobię tego szybko to utknę w tym na zawsze i się poblokuję i zawsze będę samotna, nigdy nie zaznam spełnienia i zostanę starą, zgorzkniałą panną i zjedzą mnie owczarki alzackie :P

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-17, 20:20:27 »
Clint, cieszę się :))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-17, 19:56:04 »
Felicite

Lubię to co piszesz o pozwoleniu i akceptacji w przeżywaniu uczuć i emocji. Kiedyś pod płaszczykiem rozwoju realizowałem kontrolę tego co czuje przez niepozwalanie sobie za bardzo na bycie w negatywnych stanach i próby wypierania tego na siłę pozytywami. Nie było to do końca złe, bo otwarło mnie na zauważanie możliwości wpływania na swoje samopoczucie i moc pozytywnego nastawienia, ale w pewnym momencie zaczęło mnie to ograniczać.

Dzięki Twoim postom zwróciłem po raz pierwszy większą uwagę na nieco inne podejście do tego i choć z początku miałem opory i broniłem się przed tym, to od jakiegoś czasu zacząłem samoistnie dążyć w tym kierunku.

Efekty są takie, że w bardzo dużym stopniu zanikła we mnie potrzeba w codziennych sytuacjach do kontroli swojego nastroju. Nie zmuszam się do entuzjazmu i radości, pozwalam sobie czuć się przeciętnie, nijako, a nawet źle. No i z tego powodu czuje się na co dzień bardzo fajnie :) Nawet jak gorszy nastrój, coś mi wywala to już nie ma wewnętrznej walki z tym, takie spięcia, a co za tym idzie - to wszystko jest znacznie lżej odczuwane i też dużo łatwiej się rozpuszcza.

Mogą wyjść jakieś ciężkie emocje, drama, płacz i ok, są sobie, wypłaczę się, porzucam czy co tam chce i za godzinę już normalnie cieszę się słoneczkiem jakby nigdy nic. Tak jak kiedyś miałem gorsze dni czy nawet tygodnie, to teraz mam co najwyżej gorsze godziny :D

Tak więc dzięki Feli za pisanie na forum o istotnych rzeczach :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-17, 19:31:40 »
Dopiszę jeszcze coś do tego, co kilka stron dalej pisałam o wybaczeniu, bo nie skupiłam się wtedy na kwestii nieprzywiązywania się do emocji, a to moim zdaniem jest bardzo ważne.

Prawdziwe przebaczenie to umiejętność przeżywania wszystkich uczuć, które w nas są, ale bez przywiązywania się do nich.
Uczucia/emocje/odczucia są ok, ale nie są nami, o tym należy pamiętać i być uważnym dając im odejść, kiedy jest się na to gotowym. Czyli wtedy, gdy wzbierają w nas inne uczucia. Trzeba być elastycznym i czujnym, by nie blokować zmiany. Czyli trzeba być po prostu szczerym ze sobą i otwartym.
Działać jak dzieci: czuję złość na kogoś, przeżywam ją (do końca, nie wypieram jej nawet w najmniejszym stopniu), jeśli mam taką potrzebę, ale nie przywiązuję się do niej, puszczam ją w momencie, gdy najdzie mnie ochota na jakieś inne uczucie, np. radości, chęć zabawy, czy co tam tylko.
Na tym polega umiejętność prawdziwego wybaczania. Z jednaj strony na nie blokowaniu własnych uczuć, na pogodzeniu się z tym, że są, że są do czegoś potrzebne i na ich odpowiednim przeżywaniu, a z drugiej strony na pogodzeniu się z ich zmiennością, na łatwym i szybkim ich puszczaniu, gdy się "przeterminują" i na otwarciu na zupełnie inne, pozytywne uczucia.

Zauważyłam, że spora część osób boi się wyrażać, przeżywać, czy w ogóle dopuszczać do siebie emocje dlatego, że boją się uwięznąć w tym stanie na zawsze. Boją się przyznać do złości np. na rodziców i ją przeżyć, bo wydaje im się, że utkną w tej złości i staną się zgorzkniali i niestabilni emocjonalnie.
Z początku może być takie odczucie, bo tego, co wychodzi jest bardzo dużo. Ale warto pamiętać o tym, że wystarczy pozwolić na zmianę, nie przywiązywać się do żadnego stanu (ani do szczęścia, ani do złych, niemiłych emocji), a to, co nie jest nami po prostu odejdzie. Po drodze emocje będą się zmieniać, np. ze smutku zrobi się złość, albo odwrotnie, ale wystarczy tego procesu nie zatrzymywać, obserwować się uważnie, po to, żeby zauważać zmiany i dopuszczać nowe uczucia oraz dawać sobie wsparcie (akceptować się) niezależnie od tego, co się dzieje. I to przejdzie.

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-17, 19:07:16 »
Aghhhhhhrrrrrrrrr !!!

Znów dziś miałam do czynienia z sytuacją,kiedy ktoś zlekceważył moje prośby i pragnienia...Cholera???Czy ja naprawdę jestem tak mała,niezauważalna i przezroczysta???

Noż KUUU.....A !!! Do uzdrawiania marsz!

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-17, 17:58:20 »
Miałem dzisiaj dziwną sytuację, jak rano ojciec wyszedł do mnie z drobnym gestem, który wziął się wzięcia pod uwagę moich potrzeb - moja reakcją była lekka konsternacja , że on przecież jest ten zły i nie myślących o moich potrzebach, więc jakim prawem wyłamuje się z tych schematów. Odezwała się we mnie taka DDA'owa potrzeba szufladkowania na czarne i białe.

Tak jakby nie liczyły się moje odczucia co do osoby, a zamiast tego musiałbym mieć poukładane i logicznie uzasadnione wyobrażenia o nim, które usprawiedliwiały by moje ewentualne decyzje odnośnie jego (np odcięcie się) i dawałyby mi poczucie niewinności z tymi decyzjami.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-17, 15:47:49 »
Napiszę jeszcze, dlaczego warto jest zacząć od książek A. Miller (bo teraz przyszło mi to na myśl).
Mianowicie chodzi o to, że opisuje ona sposób, w jaki powinno się podchodzić do siebie w trakcie terapii, jak powinna wyglądać terapia i jaki powienien być terapeuta (jasno to wykłada w swojej ostatniej książce). Jest to bardzo ważne zarówno wtedy, gdy szuka się odpowiedniego terapeuty, jak i wtedy, gdy pracuje się ze sobą samodzielnie.
Gdy zaczynałam pracę nad dziecinstwem, miałam tyle do zrobienia, że mnie to przerażało i szukałam kogoś, kto by mi w tym pomógł.
Stąd wiem, że są tacy terapeuci, którzy ogłaszają się, że pracują metodami Alice Miller (tj. nie chodzi o konkretną metodę, ale o podejście do klienta). I o taką osobę mi chodziło. Niestety, w swoim otoczeniu nie mogłam nikogo takiego znaleźć (ale długo nie szukałam, bo lubię wszystko robić sama ;p), więc musiałam rozpocząć auto-terapię.
No i dobrze, bo zaoszczędziłam kasę, a poza tym wzrosło mi poczucie mocy (samodzielności, zaradności), bo wiem, że sama byłam w stanie sobie poradzić. I z każdą rzeczą mogę poradzić sobie sama :)

Książki A.M. nie są łatwe. Nie są to podręczniki, które wchodzą łatwo, lekko i przyjemnie. Zrozumienie ich w pełni wymaga czasem kilkakrotnego przeczytania, ale naprawdę warto je przeczytać i zastanowić się nad ich sensem, bo demaskują fałsz otaczającej "rzeczywistości" i pomagają zobaczyć prawdę :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-17, 14:55:16 »
Indra,
praktyka jest bardzo ważna, ale najpierw trzeba wiedzieć, co praktykować i po co ;) To dlatego polecam A. Miller na początek.
Czytałaś mój pierwszy post w tym wątku? Tam dość szeroko to opisałam.
Ja napisałam o Cermaku na początek, bo mam w zwyczaju pracować z kilkoma ksiązkami na raz :) Ale żeby było jaśniej to ujmę to tak: na początek polecam A. Miller (pierwszą i ostatnią jej książkę). Tam jest bardzo dużo zwłaszcza o tym, skąd się biorą probmelmy z brakami (zwłaszcza w "Dramat udanego dziecka") i jak sobie z nimi poradzić (zwłaszcza w "Twoje ocalone życia"). Cermak to konkretne ćwiczenia dla DDA, bardzo pomocne, ale wydaje mi się, że mogą dać więcej po wcześniejszym dogłębnym rozpoznaniu tematu.
A na deser Bradshaw :)
Zresztą z tymi książkami można pracować róznocześnie. Zwszcza z "Powrotem do swego wewnętrznego domu", bo jej nie da się przerobić w kilka miesięcy :P Tzn. da się, ale po łebkach. Jeśli chce się temat przerobić od postaw i bardzo gruntownie, to jest to praca na dłuzej. Bo w końcu powrót do siebie prawdziwego może trochę potrwać, no nie? :))

No ale ja piszę z mojego doświadczenia. Tobie z jakichś względów może to nie odpowiadać, więc wybieraj, co Ci się podoba i w kolejności, w jakiej podpowiada Ci intuicja :)
Z książek, w których zawarte są pomocne ćwiczenia, polecam jeszcze "Toksyczni rodzice" S. Forward. Można ściągnąć w formie elektronicznej.


Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-17, 14:17:56 »
Aha, rozumiem, czyli zaczęłam od dupy strony ;) No ok, mnie chodzi póki co jak najbardziej o praktykę, a najlepiej zacząć od początku, nie od końca.
Zatem książka Cermaka, potem Alice Miller, a Bradshaw jako wisieńka na torcie na koniec ;) Ciekawa jestem, jak mi to pójdzie... wiem jedno- bardzo mi zależy na uzdrowieniu tego braku.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-17, 14:07:03 »
Indra, spokojnie możesz zacząć od książki Cermaka, Rutzkiego, poleconej przez Iustitię. Jest naprawdę świetna i to na początek pracy nad tematem DDA. Są tam podane bardzo praktyczne i mocne ćwiczenia.
A. Miller świetnie opisuje różne mechanizmy i schematy, wg których działamy szkodząc sobie. I pod tym względem jej dzieła są The Best, bo ujawniają rzeczy, których na codzień nie dopuszczamy do świadomości. Natomiast jeśli chcesz konkretnie poćwiczyć, to sięgnij też po Cermaka.
A Bradshaw to jak już trochę brudów z pś wypłynie. Sama jego książka może nie wystarczyć, bo pewne podświadome rzeczy mogą się w ogóle nie ujawnić.
Tzn. ja tak miałam. "Przerabiałam" Bradshawa jakiś czas temu (dość dawno) i na wiele to się nie zdało. Dopiero jak sięgnęłam po niego po przeczytaniu książek A. Miller i kilku innych książek "rozgrzebujących" temat, jego ksiązka okazała się bardzo pomocna :))

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-17, 13:51:24 »
Iustitia
 Dziękuję :) Czyli po prostu czas sie uzdrawiać, a w miarę przerabiania tematu moja otwartość powinna wzrosnąć i jakiś fajny przepływ sam się pojawi. Mam taką nadzieję :)
Na początek pożyczyłam sobie Bradshawa, "Powrót do wewnętrznego domu", pewnie żeby lepiej temat przepracować powinnam również poznać ksiązki Alice Miller. Z tytułem podanym przez Ciebie też się zapoznam :)