Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189670 razy)

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-07-15, 01:23:58 »
Dokladnie,po chuj co kolwiek pisac jak nie chce sie byc szczerym i prawdziwym:)Szacun ja chyba jeszcze nie jestem gotowa na takie wpisy na forum chociaz juz sobie spokojnie leza zapisane w zeszycie:)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-15, 01:20:31 »
Ja przez niego pójdę o godzinę później spać :P

btw. Właśnie się skapnąłem, że część posta była pisana celowo w dość obrazowy i dramatyczny sposób, aby wzbudzić litość. Nie pierwszy raz zresztą zastosowałem takie zabiegi literackie.

Jak już szczerość, to po całości, co nie?

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-07-15, 01:12:51 »
Clint

Przez Ciebie pojde spac 20min pozniej przez tego posta:)))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-15, 01:11:43 »
Oho, coś się rzeczywiście mocniej uzdrawia. Wiem o tym, bo zawsze jak coś mocniej ruszam z dzieciństwem to ojcu się zbiera na wielkie rozmowy. Tym razem jednak rozmawiał sobie przez 95% czasu ze siostrą, a ja tylko siedziałem na ziemi bawiąc się z psem i obserwując. Nie odczuwałem w ogóle chęci na to, aby włączać w tą pozbawioną sensu rozmowę, ale za to z wielkim zainteresowaniem się przysłuchiwałem. W szczegóły wchodzić nie będę, ale generalnie siostra miała ciśnięte nieco odnośnie jej stosunku do facetów, związku i posiadania dzieci, a potem oczywiście były wielkie zapewnienia, że on nie miał na myśli tego co mówił. Klasyka. :D Potem było jeszcze ciekawiej, bo się zebrał na wspominanie dzieciństwa, wyśmiewanie innych znajomych rodziców jak zjebali wychowanie, bo pozwalali na zbyt dużo i dzieci wyrosły kolejno na: dreso-menela i zdzirę. Oczywiście dał nam nie wprost do zrozumienia, żeby gdyby nas tak nie kontrolował to byśmy skończyli podobnie. Było też wyśmiewanie różnych domowych "perypetii", które wtedy, dla nas dzieci, były prawdziwymi dramatami i traumami. Nie mogło oczywiście zabraknąć zapewnienia jak bardzo nas kochał i porównywania się z innymi rodzicami, tak aby wypaść na super tatę.

W końcu przerzucił się też na mnie. Najpierw zaczął od tekstu, że jestem skąpy, a gdy zapytałem czemu tak uważa to wywlókł sytuacje sprzed ponad tygodnia, kiedy to kupiłem sobie colę i miałem czelność nie poczęstować (o czym już pisałem, bo się czepiał o to z kilka razy, pogodzić się z tym nie może chłopak). Potem się roześmiał, że ja pewnie dlatego na randki nie chodzę, bo mi szkoda siania, a gdybym już poszedł to bym zapłacił tylko za siebie. Roześmiał się jeszcze bardziej, gdy z pełną powagą odpowiedziałem, że zamierzam na randkach płacić tylko za siebie. Potem zaczął mnie po raz enty o pracowanie wypytywać i kiedy mu odpowiedziałem, że zamierzam na ostatnim roku się za to poważnie wziąć i zresztą już działam, bo mam robotę na całe wakacje, to tylko z takim lekceważeniem rzucił, że mi to przecież znajomy załatwił. Sprostowałem tylko, że nikt mi tego nie załatwił choć miała być taka możliwość, ale ostatecznie sam zdobyłem tą pracę (tu się we mnie nieco emocje wzburzyły). Nic już nie odpowiedział, tylko pogapił się tępo w przestrzeń i po chwili rzucił prowokująco, że mi to ciężko. Odpowiedziałem, że nieszczególnie. To on walnął już prowokacją do awantury z całej rury, rzucając z uśmieszkiem, że ja przecież takiego złego ojca miałem. Nie zamierzałem w ogóle wchodzić w te jego gierki i wplątywać się w kolejne dyskusje i awantury, więc zręcznie wyminąłem temat kończąc rozmowę i się zmyłem.

Najciekawszą obserwacją wyniesioną z tej całej szopki jest to co się działo i jak się działo. Gdybym miał to opisać metaforycznie, to bym powiedział że między mną i siostrą, a ojcem była kolorowa, zakrzywiająca obraz szyba. Kiedy mówił to z jego ust wychodziły różne obrzydlistwa, ale przez szybę wyglądały one jak piękne kwiatki. On sam przez tą szybę też wyglądał jak uśmiechnięty, dobry tatuś rozmawiający ze swoimi pociechami o życiu, wspominającym stare, dobre czasy kiedy to robiliśmy różne głupotki, a teraz możemy się z nich pośmiać. Ha ha.

Ta szyba to nasze bezpieczeństwo, to śliczna iluzja szczęśliwej rodziny, która chroni przed tym co jest za tą szybą. A za tą głupią szybą jest nieobliczany, skrzywdzony i nie panujący nad sobą potwór. Dzieci wolą patrzeć się w szybę i nie zmazując uśmiechów ze swych prze-szczęśliwych twarzy, udawać że nie widzą tego, co prześwituje przez tę szybkę. Potwora nie można obudzić za żadne skarby. Dopóki postrzega iluzje samego siebie, dopóki myśli że jest szczęśliwym, uśmiechniętym tatusiem - dzieci są bezpieczne, mogą spać spokojnie i nie muszą drżeć ze strachu.

Dzieci mają ochotę zwymiotować na tą szybę i rozbić ją kamieniem, ale nie są na tyle odważne, a raczej na tyle głupie. Ryzykowanie, że mogłoby wrócić to co było w przeszłości jest daleko zbyt niebezpieczne. Od lat jest względny spokój za cenę grania swojej roli w teatrzyku i wszelkie instynkty odpowiedzialne za przetrwanie jasno dają do zrozumienia, żeby grać dalej.

Kłamliwe uśmiechy, kłamliwe gesty, kłamliwe deklaracje, kłamliwe słowa - tym jest nasza rodzina. To jest jedno, wielkie kłamstwo. Czwórka skrzywdzonych ludzi. Czwórka uśmiechniętych ludzi. Czwórka ludzi udająca, że wszystko jest w porządku. Czwórka ludzi, dla których jedyną wspólną rzeczą jest wielkie kłamstwo, wspólnie podtrzymywana iluzja.

Ta iluzja jest pułapką. Nie można jej rozbić, bo to oznacza najgorsze. Nie można się spokojnie odciąć, bo w trakcie procesu zostanie zachwiana jej stabilność, a to oznacza możliwość przebudzenia potwora. Stąd pojawia się jedno rozwiązanie - szybkie i bezwzględne odcięcie. Ucieczka od tej chorej rodziny i urwanie wszelkiego kontaktu. To wymaga jednak przygotowania.

Lęk przed tym, co by było bez tej iluzji paraliżuje ciało i umysł. Gardło się ściska, oddech staje się szybki i płytki, z ust wydobywa się bezdźwięczna panika. Przypominam sobie jak tata wrzeszczy i wyzywa. Mam wrażenie, że jego furia mnie rozsadzi od środka i zdmuchnie. Spinam się cały, żeby mnie nie rozerwało na kawałki. Czuje przeraźliwie nieprzyjemne uczucie w brzuszku. To strach, panika, paraliżujący lęk. Nie mogę się ruszyć, robi mi się słabo i zaczynam widzieć żółto białe kropki przed oczami. Tak, to tylko kolejny dzień mojego dzieciństwa. Tak, zrobiłem straszną rzecz pisząc brzydko w swoich szkolnych zeszytach. Jestem złym dzieckiem, bo mam brzydki charakter pisma. Jestem złym dzieckiem, bo się urodziłem.

Z czasem zaczynam się znieczulać, żeby mnie ten ból nie zabił. Złapuje się na tym, że już czasami nawet nie do końca słucham dłuższych opieprzów. Uciekam w świat fantazji. Pojawia się poczucie przyzwyczajenia, zniechęcenia do życia i beznadziejnej bezradności. Jestem dzieckiem w domu rządzonym przez psychopatę. Nic nie mogę. Nie mam dokąd uciec. Nikt inny się mną nie zajmie. Jestem w pułapce bez wyjścia. Pojawia się marzenie, żeby umrzeć. Chciałbym umrzeć, bo to jedyna nadzieja ucieczki. Aż do początków liceum, gdzie na poważnie zdecydowałem się zabić, a co mi ojciec wybił z głowy przemocą słowną, podświadomie oczekuje śmierci jako wybawienia. Od tego czasu aż do moich początków z rozwojem poddaje się i czekam, aż mi się życie samo skończy. Ojciec odebrał mi już nawet tą nadzieje, więc liczę że może chociaż będę miał nieco farta i mnie rozjedzie tramwaj.

Jestem dzieckiem pustym w środku, zamkniętym w pustym pokoju. Wszystko jest pustką. Buddyjskie marzenie sprzed wielu wcieleń w końcu spełnione, choć nie czuje radości, a raczej... pustkę.

Czuje dumę ze swojego popieprzonego dzieciństwa. Czuje że jestem teraz taki głęboki, wielowymiarowy i doświadczony. Czuje dumę ze swojego windywidualizowanego indywidualizmu przekraczającego zdolności wielu istot (choć czy aby na pewno?). Wydaje mi się że coś osiągnąłem, że zdobyłem doświadczenia, które poszerzą moje zdolności rozumienia wszechświata. Wydawało mi się, że to będą cenne, wartościowe i pouczające doświadczenia. Myślałem, że dzięki nim lepiej zrozumiem istnienie tego co nieboskie i uda mi się zrozumieć, co inni w tym widzą, dlaczego to wybierają, dlaczego mając do dyspozycji coś takiego jak Bóg, wolą właśnie to. Chciałem wiedzieć, chciałem rozumieć. Myślałem, że może czegoś nie widzę, że może tracę coś bardzo fajnego. Boga nikt się nie trzymał z takim fanatyzmem jak cierpienia, więc coś musiało w tym być - tak przynajmniej twierdzili Przedwieczni.

O, jeszcze się poczułem dumny ze swoich możliwości poświęcenia wszystkiego co cenne, dla osiągnięcia swoich celów. Niesamowity jestem jak nic.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-07-15, 01:07:03 »
Iustitia

No co Ty:)Ja Cie nie znam,nigdy nie korzystalam z cudu.A bardzo lubie Twoje posty i wiele z nich korzystam:)

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-15, 01:01:24 »
Iustitia, jesteś [zmodyfikowane przez administrację]..... z Cudu, prawda?
Tak. Już nie pozwolę. żeby Ktoś mi z życia robił jazdy pod hasłem RD, dlatego to mój ostatni wpis. Dlatego chciałam być anonimowa. Na Cudzie do tej pory są ludzie, którzy mają jazdę na moim punkcie, dlatego tak mi na anonimowości zależalo...tym bardziej, że to forum ma więcej obserwatorów niż użytkowników. Nie zamierzam też nikogo uczyć, to również był powód anonimowości, bo po odejściu stamtąd sporawo osób chcących by ich prowadzić sie zgłosiło.
Co się u mnie zmieniło? nadal jestem studentką, teraz mam stypendum naukowe, przymierzam sie do doktoratu, wciągnęło mnie życie naukowe:)mi jest dobrze:)
Pozdrawiam serdecznie Wszystkich, ktorzy mnie znali i znają:)
Pa:)
« Ostatnia zmiana: 2012-07-15, 12:03:25 wysłana przez almighty »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-15, 00:41:43 »
Iustitia, jesteś [zmodyfikowane przez administrację]..... z Cudu, prawda?
« Ostatnia zmiana: 2012-07-15, 12:03:12 wysłana przez almighty »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-07-15, 00:40:39 »
Jestem też dzisiaj niespodziewanie bardzo szczery ze sobą :)

Clint, super! Bardzo mi się podoba Twoja szczerość. Tak trzymaj :))



Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-15, 00:03:52 »
Ja się w ogóle wkopalam, bardzo długo uzdrawiałam relacje z Tatą...tyle że kompletnie niepotrzebnie. Moja Mama posunęla się do tego, że najpierw zamanipulowala na tyle, że wszyscy uwierzyli, że ona jest adekwatna do wyłącznej opieki nade mną, a następnie mi wmowila, że...tylko ona ze mną wytrzymuje. Zadziałało, bo dokonało się na etapie niemowlęctwa i sączyła mi truciznę do 7 roku życia. Jak zajełam się RD to mialam tak zaburzone widzenie, że ja w ogóle nie za bardzo wiedziałam, jak świat wygląda. I kolejne lata zajęlo konsekwentne z jednej strony uzdrawianie wlasnej karmy,  z 2 autentyczne wydefiniowanie wlasnego życia. Dużo slów ja nie rozumiem właściwie. Najpierw myślałam, że to zupelnie z innego powodu, przerobiłam, a to nie bylo to. Cały paradox mojej historii, ze ja wiecznie nie mogłam trafić o co chodzi mając całkiem fajnie rozwinięte jasnowidzenie, sama dla siebie nie potrafilam postawić diagnozy. Wiem, że karmiczną przeszlość mamy uzdrowioną, trzyma jeszcze obecne wcielenie i czasem az mnie zatyka, jak patrzę jaką osobą jest moja mama. Kasetę z przebaczeniem mamie-zdarlam, autentycznie słuchałam jej tak dlugo, że się nie nadaje do użytku. Nie jestem w stanie obdarzac miloscią kogoś, kto ma do mnie pretensje, że jestem mądra, ładna i jest zazdrosny patalogicznie, że nie jest mną, tym bardziej, że świadomie zrobila zawsze wszystko, żeby mi się nie udalo. 

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-14, 21:57:19 »
No oby. Ja mam nadzieje, że jeszcze uda mi się spotkać jakąś fajną, wspierającą partnerkę, tak jak Tobie się udało z Twoim partnerem :)

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-07-14, 20:44:49 »
Clint,
dobrze mi się Ciebie czyta, masz wiele podobnych odczuć w stosunku do rodziny, co ja.

Obyśmy szybko się szybko z tego wyplątali :)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-14, 20:42:50 »
 Clint
Dałeś radę tym postem! :)

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 20:08:38 »
Iustitia


Właśnie jestem w trakcie :-)...

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-14, 20:08:14 »
Co do tego przebaczania - jakiś czas temu słuchałem sobie medytacji na uzdrawianie relacji z mamą i tam było dużo o przebaczaniu, a nawet przytulaniu jej i posyłaniu jej miłości. Dwa miesiące próbowałem się przebić przez opory, ale nie mogłem - kompletnie się wyłączałem przez większość czasu, a od czasu do czasu mnie nosiło. W końcu odpuściłem sobie i wziąłem się za coś innego z myślą o powrocie do tej medytacji jak będę na nią gotowy. Teraz widzę jak pewne części tej medytacji były nieodpowiednie dla mnie na ten moment.

Miałem tam sobie wizualizować jak przez moje serce płyną do niej wszelkie dary Boże, jak ją przytulam, itp. Mnie szlag trafiał, że z jakiego niby ja powodu mam dwa razy dziennie skupiać się ma dawaniu jej czegoś, czego ona mi całe życie odmawiała, a co mi jako matka powinna była zapewnić.

Było też dużo o odpuszczaniu, uwalnianiu i przebaczaniu, a tymczasem na wierzchu była ogromna warstwa negatywnych odczuć czekająca na prawo do odczucia ich. Tyle złości, żalu, smutku, niechęci, nienawiści, pretensji, chęci dokopania jej, a ja miałem tak po prostu przebaczyć i odpuścić? We mnie gotowały się te wszystkie odczucia do których nigdy nie miałem prawa, a podświadomie marzyłem o tym, żeby móc otwarcie ją nienawidzić, aby ją poniżyć i usunąć bezwzględnie ze swojego życia jak niepotrzebnego śmiecia, tak żeby ją to zabolało. Chciałem jej zrobić to co ona robiła mi. Chciałem jej uświadomić jaką s*ką była opowiadając o tym jak szczuła mnie ojcem czy nie karmiła piersią jako niemowlę, obracając to w śmieszną anegdotkę. Chciałem, żeby sobie uświadomiła jak straszliwie mnie krzywdziła przez całe życie, żeby przejrzała na oczy i nie obracała tego wszystkiego w żart.

A najbardziej mnie chyba boli coś, co niechętnie przyznaje - to, że przejąłem od niej część toksycznych zachowań. Boli mnie to, że bardzo często, automatycznie i bezmyślnie używam złośliwych i raniących tekstów przede wszystkim wobec siostry. Boli mnie to, że potrafię być takim dupkiem jak moi rodzice. Zdarza mi się być cynicznym, złośliwym hipokrytą niewidzącym swoich błędów, tkwiącym w potrzebie bycia przekonanym o swojej zajebistości i wyższości. Potrafię być zwykłym frustratem wyżywającym się słownie na siostrze lub przypadkowych ludziach w Internecie (nie mam odwagi startować do innych). Jestem tchórzem, bojącym się bliskich relacji i nowych sytuacji. Jestem też dzisiaj niespodziewanie bardzo szczery ze sobą :)

Zapędziłem się w swojej roli ofiary tak daleko, że już nie potrafiłem dostrzegać swojego udziału w tym całym nieudanym dzieciństwie. Chciałem widzieć tą biedną dwójkę, kompletnie pogubionych ludzi jako bezwzględnych katów, którzy z zimną krwią robili mi wszystko co najgorsze. Tak strasznie bałem się zobaczyć jak bardzo upodobniłem się do nich, że tak naprawdę w pewnym momencie przestaliśmy się jakoś szczególnie różnić od siebie, a ja dołączyłem do szacownego grona dorosłych, pogubionych dupko-dzieci. Nie zamierzam usprawiedliwiać teraz moich rodziców, bo mimo wszystko byli zwykłymi dupkami, ale zaczynam dostrzegać swój udział w tym wszystkim.

Musiałem nienawidzić moich rodziców, ukierunkowywać swoją złość na nich, żeby to w nich widzieć źródło swoich problemów. Gdzieś tam w środku strasznie się bałem, że jeżeli zauważę w sobie ich obecność, ich mentalność i ich wzorce to znienawidzę siebie tak samo jak ich i że będę takim samym dupkiem jak oni. Moja nienawiść do rodziców była ukrytą nienawiścią do siebie. Nie akceptowałem tej części siebie i bałem się jej. Bałem się bliskich relacji, bo wiedziałem, że to wyjdzie na wierzch, a ja zacznę ranić bliskie mi osoby. Możliwość stania się czyimś katem, skrzywdzenia kogoś i świadomość, że ktoś mógłby mieć wobec mnie taki sam żal, jaki miałem wobec rodziców - przerażała mnie. Wolałem zrezygnować z bliskich relacji, żeby nie krzywdzić i nie być krzywdzonym.

Gdzieś tam w środku mnie jest skrzywdzona, sfrustrowana i wściekła na cały świat osoba, która chce bezmyślnie ranić, choć jednocześnie tego nie chce i źle się z tym czuje. Czuje złość na siebie za to całe emocjonalne pomieszanie, czuje złość na swoją niekompletność, niedoskonałość i braki. Nie lubię tego pomieszania w sobie, nie mam ochoty się do niego przyznawać, bo czuje że ono jest powodem do wstydu oraz wykluczenia z kręgu zdrowych i szczęśliwych ludzi. Czuje wściekłość, bo nie mam ochoty akceptować tego gówna w sobie i nie mam zamiaru nikomu pozwolić na to, aby miał czelność mnie akceptować z tym wszystkim. Muszę się tego pozbyć za wszelką cenę, a niechęć, nienawiść i poniżenie ze strony innych mają być moją motywacją do tego.

A czemu muszę się tego pozbyć? Bo razem z tym nie mogę doświadczać w pełni Boga. Moje serce pęka z bólu oddzielenia do Niego i dobrze wiem, że te wszystkie negatywne emocje mnie od Niego oddzielają. Nienawidzę więc tych emocji za to, że mnie oddalają od mojego kochanego Boga. Nienawidzę ich za to, że nie pozwalały mi one wrócić do miejsca z którego przybyłem. Nie pozwalały mi one wrócić do moich kochanych aniołków, które tam zostały i które nigdy nie upadły. Nienawidzę więc siebie, że wlazłem w to bagno i nie potrafiłem z niego wyjść. Utraciłem Boga, utraciłem kontakt z ukochanymi istotami. Zostałem sam ze swoim popieprzeniem, z tą cholerną kotwicą i całą resztą idiotów mających swoje kotwice.


...


Dlaczego nikt mi nie powiedział kilka tysięcy lat temu, że wystarczy się poczuć dobrze ze sobą, ze swoimi emocjami, zaakceptować to sobie i przebaczyć, a kontakt z Bogiem i harmonijnymi, kochającymi istotami się odnowi? Tyle niepotrzebnego szarpania się... :P

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 19:31:38 »
Feli


     A znasz może patent,jakiś myk na POZWOLENIE SOBIE uwolnienia tych negatywnych emocji?  Nie wchodzę w nie całkowicie,nie do końca sobie je uświadamiam,a możliwe,że trochę oszukuję i zaciemniam obraz...Miałaś tak na jakimś etapie?Możesz coś podpowiedzieć?
Freefaliling
A próbowalaś zacząć od zwolnienia dominującego na początek /albo obojga razem/ z panowania nad Twoim życiem.
Na etapie niemowlęctwa "łykamy wszystko" tylko potem nie wiadomo skąd te wrzody.

Wiem, pytanie nie do mnie, ale tak jakos skojarzylam, możesz pominąć:-)
« Ostatnia zmiana: 2012-07-14, 19:34:05 wysłana przez Iustitia »