Autor Wątek: Terapia wewnętrznego dziecka  (Przeczytany 189717 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 13:33:59 »
Chodzi o to że nikt nie pisze że zanim podejdzie się do wybaczania, najpierw trzeba przestać się tej osoby bać i trzeba się przestać czuć od niej zależnym.

Ja w ogóle nie myślę o wybaczaniu komukolwiek. Jestem skoncentrowana na uzdrawianiu relacji. Jeżeli poczuję taką potrzebę, to ten proces przebaczenia zajdzie samoistnie.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 13:29:26 »
Grażynko
 Czuję, że moje powody, dla których nie mogę czegoś puścić są bardzo podobne do Twoich. Również działa lęk przed ponownym zranieniem... Jak to ugryzć? Przerobić bezpieczeństwo? ale to jest tak ze sobą wzajemnie zapętlone, że nie wiem, jak to zrealizować.

Trudno mi powiedzieć. Ja się muszę zmęczyć sytuacją, poczuć że tak dalej nie można, to wtedy się rusza. Bo moja podświadomość jest taka, że jak coś troche tylko uwiera, to to ignoruje. Dopiero jak mocno kluje i przeszkadza, to stwierdza, że czas się tego pozbyć :D

Bezpieczeństwo na pewno tak.
Wewnętrzna siła, takie przekonanie że damy radę i nie trzeba się do gierek z niewybaczeniem uciekać.

Zastanowię się, bo tak naprawdę to nie wiem, który czynnik był decydujący.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 13:23:54 »
Czyli Inga rób swoje, uzdrawiaj, a jak będziesz gotowa, to wybaczysz. Nie wywieraj na siebie presji żeby wybaczyć, i nie miej do siebie też pretensji, że nie możesz lub ci nie wychodzi. Na wszystko jest odpowiedni czas.

Ja latami nie byłam w stanie wybaczyć 1 osobie (choć RW też robiłam), 2 innym od ok 1,5 roku też mi nie wychodziło. A w miniony czwartek, jak uzdrowiłam to, co stało na przeszkodzie wybaczeniu, wybaczyłam im bez problemu i jeszcze im spontanicznie błogosławiłam.

Na wszystko jest odpowiedni czas. I na uzdrawianie i wybaczanie.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-14, 13:20:33 »
Grażynko
 Czuję, że moje powody, dla których nie mogę czegoś puścić są bardzo podobne do Twoich. Również działa lęk przed ponownym zranieniem... Jak to ugryzć? Przerobić bezpieczeństwo? ale to jest tak ze sobą wzajemnie zapętlone, że nie wiem, jak to zrealizować.

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 13:16:28 »
Inga rozumiem to co opisujesz.

Jednakże ....

Wybaczenie jako akt jest zawsze dobry i korzystny. Nie przynosi żadnej osobie szkody, wręcz przeciwnie.
Zresztą sama to opisałaś - chodzi o to spontaniczne przebaczenie.

Ale...

Aby wybaczenie spełniło swoją rolę trzeba wewnętrznej gotowości i zgodny na nie.
Jeśli jej nie ma, to ono nie nastąpi.
Żeby ta wewnętrzna gotowość i zgoda się pojawiły, to tak jak piszesz:
Cytuj
Najpierw trzeba wyjść z ofiary i przestać się bać swojego oprawcy a dopiero potem mozna się zastanawiać nad przebaczaniem.

Lub tak jak ja dojść do tego czemu nie chce się wybaczyć. U mnie najczęściej to potrzeba trzymania emocji krzywdy, żalu, zranienia by się bronić, odpierać ataki, nie pozwolić na to by ta krzywda znów się powtórzyła.

Każdy ma inny zestaw powodów, dla których nie chce, nie może wybaczyć. Uzdrowienie ich skutkuje często spontanicznym wybaczeniem :)
« Ostatnia zmiana: 2012-07-14, 13:18:15 wysłana przez Grażyna Anna »

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-14, 13:12:52 »
Dobrze wiedzieć Inga.
Dzięki

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 12:52:00 »
Inga, cos tam miałam wpisać, ale...mam nieodparte wrażenie, że napiszesz o tym świetnie.

Nie tak świetnie bo nie mam w tym zakresie za wielu doświadczeń.
Chodzi mi o to że nie każdy może przebaczać, a wręcz szkodliwe jest gdy za przebaczanie bierze się ofiara chcąc przebaczyc swemu oprawcy.

Gdy czytam o przebaczaniu to od razu się we mnie gotuje. I od razu włącza mi się głos wewnętrzny: -przecież wszyscy przebaczają i jest dobrze, dlaczego ty znów coś mącisz, dlaczego tobie znów się coś nie podoba, dlaczego ty musisz inaczej niż wszyscy, dlaczego nie jesteś taka jak wszyscy.

Mnie regreserka zachęcała abym przebaczyła ojcu, Leszek również to robił. Przez 3 miesiące pisałam arkusze RW. Nie poszło to na marne bo przy okazji coś sobie uświadomiłam, ale nie było mowy o żadnym przebaczeniu.
Kościół zaleca przebaczanie, jest wiele książek mówiących o cudownych skutkach przebaczenia. A co się okazało w moim przypadku? Że z poziomu niemowlęcia nie ma możliwośći przebaczenia. A o tym dowiedziałam się od terapeuty.

Ja spontanicznie przebaczyłam 2 osobom, które mnie skrzywdziły, a na których ja potem się zemściłam. Jedna z nich po moim przebaczeniu natychmiast wyzdrowiała, bo ja z zemsty nieświadomie rzuciłam na nią klatwę, którą teraz po przebaczeniu też nieświadomie z niej ściągnęłam. Druga osoba nie żyje.

A gdy ofiara zaczyna przebaczać, zamiast przeżywać wszystkie emocje jakie ma do oprawcy, to tylko tłumi te emocje. Bo tak naprawdę ona chce tylko pozbyć się tych emocji zamiast ich doświadczać. Najpierw trzeba wyjść z ofiary i przestać się bać swojego oprawcy a dopiero potem mozna się zastanawiać nad przebaczaniem.

bziuuummm

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 12:42:00 »
Nie cierpię matek !
I nie cierpie tego ze ich nie cierpie
globalnie
bo ta moją prędzej czy później w każdej widzę

Freefiling
uściski za te uswiadomienia i w ogóle na zaś :)
co by się uzdrowiło do dna :)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-07-14, 12:22:08 »
"Do szewskiej pasji i "ciężkiej cholery" doprowadzały mnie teksty mojej mamy"przecież chcę twojego dobra","czemu ty jestes taka dzika i zbuntowana,inna,ja cie nie rozumiem,czemu ty tak walczysz z całym światem,czemu się tak stawiasz";"czemu nie chcesz sie do mnie przytulać,czemu ,jak cie przytulam ,to jesteś taka sztywna,nieobecna,co z tobą jest nie tak" ???"

hah, kurde  To samo słyszałem od swojej matki ! słowo w słowo !

Freefalling

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 12:18:52 »
Hmmm...

     Czytam i czytam  posty tego wątku...Jestem w trakcie uzdrawiania relacji z matką...Moja mama,podobnie jak Clinta,jest mistrzynią presji i manipulacji i kamuflażu psychicznego-superofiara w akcji:-P ...Im więcej widzę,tym bardziej JEJ i kobiet naszego rodu jest mi żal...Żadna z nich nie umiała być matką,kobietą,kochanką...
 
   Wieloletnia indoktrynacja religijna-do granic wypaczona i co najmniej dziwne podejście do wychowania dzieci zrobiły swoje,wykluły się stworzenia do granic bezradne i z tak silnie stłumionym gniewem i zduszoną prawdziwą naturą,że nie dziwię się,ze miały silne problemy natury psychiczneji tak mocno parły do zawoalowanej autoagresji,samozniszczenia i samoukarania za bycie nie dość dobrą,ładną,mądrą i posłuszną rodzicom i społeczności...To naprawdę smutne,co kobieta kobiecie tego samego rodu i krwi może zrobić...Teraz wiem,czemu od zawsze wiedziałam,że nie chcę mieć dzieci,nie chcę w chodzić w modele związków tradycyjnie funkcjonujace w naszym rodzie...
 
 Do szewskiej pasji i "ciężkiej cholery" doprowadzały mnie teksty mojej mamy"przecież chcę twojego dobra","czemu ty jestes taka dzika i zbuntowana,inna,ja cie nie rozumiem,czemu ty tak walczysz z całym światem,czemu się tak stawiasz";"czemu nie chcesz sie do mnie przytulać,czemu ,jak cie przytulam ,to jesteś taka sztywna,nieobecna,co z tobą jest nie tak" ???

MAMO,ZE MNĄ WSZYSTKO JEST OK,CZUŁAM TEN FAŁSZ,TĄ CHORĄ MIŁOŚĆ-JA JEJ NIE PRAGNĘŁAM...JAKAŚ NIESKAŻONA CZĘŚĆ MNIE NIE CHCIAŁA SIĘ TEMU PODDAĆ,NIE CHCIAŁAM NIGDY BYC TAKA JAK TY,TAKA JAK WY...NIE MAM OCHOTY SIEBIE TŁUMIĆ,NIE CHCĘ ZAGŁUSZAĆ SIEBIE I SWOICH UCZUĆ,TERAZ WIEM,ZE NAJGORSZĄ KARĄ JEST SPRZENIEWIERZYĆ SIEBIE NA RZECZ INNYCH,ABY ZASŁUZYĆ NA COKOLWIEK,KONIEC TEJ GRY.ZROZUMIAŁAM SWOJĄ ROLĘ I ZADANIE,KTÓRE WYZNACZYŁAM SOBIE.CHCĘ NAPRAWDĘ BYĆ BEZWARUNOWO SZCZĘŚLIWA,KOCHAJĄCA I KOCHANA,SPEŁNIONA POD KAŻDYM WZGLĘDEM...

   Takie są dzieje kobiet mojego rodu,ale to jest ich wybór,nie mam nawet zamiaru wchodzić znów  w te energie,przekonywać,że można inaczej-moja misja jest już skończona,moja energia wraca do mnie...Czuję autentyczną ulgę...Pewnie trochę czasu mi zajmie pozbieranie się w sobie i stworzenie mojego wzorca kobiecości,prawdziwej boskiej mnie,ale co tam,wszystko w imię realnej czystej Miłości i Dobra,które ma dla mnie Bóg :-DDD.

Czułam,że muszę się tu wyzewnętrznić i wypisać,to też forma uzdrowienia...

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2012-07-14, 10:03:16 »
Może ktoś by napisał o pułapkach przebaczania i jakie przy tym mozna sobie zrobić kuku?
Inga, cos tam miałam wpisać, ale...mam nieodparte wrażenie, że napiszesz o tym świetnie.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-14, 00:08:07 »
Amelka
A, już nawet zapomniałem że rzeczywiście mieliśmy małą dyskusję na te tematy :P

Cóż, ja miałem karmę ofiary na tyle dużą, żeby sobie wykreować tak toksyczną rodzinę od której głównie dostawałem syf. Boli mnie jeszcze to, że ja właściwie nie mam prawdziwej rodziny, nie mam nikogo w kim mógłbym znaleźć jakieś oparcie (nie mam żadnych bliższych relacji nawet w dalszej rodzinie - żadnych sensownych kuzynów, wujków czy dziadków). Muszę sobie radzić praktycznie sam i jeszcze wymijać przeszkody jakie mi stawia ta pseudo rodzina na mojej drodze (głównie włażenie na psychikę). Brak jakichkolwiek ciepłych, bliskich relacji dość mocno mi się odbił na psychice.

Moją samoocenę, poczucie godności czy prawo do bycia sobą, to oni kompletnie podeptali i zniszczyli. Dużo już pracy włożyłem w odbudowywanie tego wszystkiego, ale wciąż jeszcze wiele przede mną.

Co do wyglądu - już trochę nad tym pracowałem, choć szło dość opornie, szczególnie że siostra mi całe życie dość intensywnie pod tym względem cisnęła. Ja naprawdę wierzyłem w to, że jestem kompletnie nieatrakcyjny i urodę mam poniżej przeciętnej. Teraz jak patrzę w lustro to podobam się sobie i nieraz nawet nie dowierzam temu co widzę - szczególnie, że jestem przyzwyczajony do myślenia o sobie jak o przeciętniaku, a tu nagle w lustrze nie najgorszy chłopak :P Choć też zasługa dorastania i mężnienia na twarzy - ewidentnie z wiekiem przystojnieje :)

A wracając jeszcze do rodziny - zaczynam mieć wrażenie, że mimo wszystko najlepsze będzie dla mnie jednak urwanie z nimi kontaktu jak już poodcinam się od wszelkich uzależnień z nimi. Widzę, że na chwilę obecną nie czułbym się w porządku z taką decyzją, ale to tylko wywałka. Nie tylko im się nic nie należy z mojej strony, ale wręcz powinni się cieszyć, że im nie wystawię rachunków za terapię :P

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-07-13, 23:44:16 »
Clint,


pamietasz, jak bronilam Twoich rodzicow, stawiajac Ciebie, niemal w roli wykorzystywacza bez dumy ( domagales sie wtedy utrzymywania Ciebie podczas studiow)? No to teraz to cofam. Zal mi Ciebie, serio, biedny jestes z tymi rodzicami, zwlaszcza mam na mysli matke. Ona powinna byc dla Ciebie oparciem. Nie mialam pojecia ze oni, Twoi rodzice sa az tacy. Nie znam Twojej historii, ani tego przez co musiales przejsc. Kiedy opisujesz, jaka jest Twoja mama w stosunku do Ciebie, to musisz miec w sobie naprawde duzo sily zeby utrzymac jako taka samoocene. Wedlug mnie jestes przystojnym facetem, ktory moze podobac sie kobiecie bez zadnego "ale". Ja na przyklad nie lubie slicznych facetow, zle mi sie kojarza. Mezczyzna nie musi byc ladny. Wystarczy ze jest godny zaufania, madry, cieply. Kazda sie w takim zakocha. Takze nie sluchaj co Ci mowi rodzicielka :-)) bo to tylko zwykly czlowiek, ktory jest jak ryba w sieci swoich ograniczen :-))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-07-13, 23:38:06 »
Przede wszystkim znają nas całe życie, a co za tym idzie - znają nasze słabe strony, jak nikt inny - w końcu za wiele z tych słabych stron sami odpowiadają :D

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-07-13, 23:36:33 »
starzy mają jakiś patent na wyprowadzanie nas z równowagi :-))