Kochani.
Ja znów z podobną sprawą jak pisałam wiosną.
Wtedy dziadek, teraz babcia, z drugiej strony.
Chciałabym jej pomóc, a nie wiem jak.
Dlatego proszę Was o wsparcie - dla niej, dla jej duszy, o zrozumienie, światło, o to czego najbardziej potrzebuje teraz, moja kochana* by się na to mogła otworzyć.
Czy to na dalsze życie jeszcze, czy na śmierć - to w takim razie o dobrą śmierć, przy kimś bliskim.
Babcia ma Alzheimera - na pewno duży lęk, i wypieranie czegoś.
A śmierci bała się zawsze...u niej w najbliższej rodzinie było dużo nagłych, niespodziewanych śmierci.
No i jest katoliczką, cierpienie miało dla niej wartość...
Babcię właśnie po tygodniu wypuścili ze szpitala (gdzie trafiliśmy na niezbyt kompetentną lekarkę, bo nawet nie wypisała recept przy wypisie, mimo, że w zaleceniach jest antybiotyk...a jak zobaczyłam odleżyny, które babci się tam porobiły to mam ochotę płakać normalnie, szok).
Babcia od ponad miesiąca nam osłabła, przestała całkiem wstawać, bardzo mało pije, je.
Wcześniej myślałyśmy z mamą, że tak w spokoju, w domu sobie odejdzie...teraz, po tym szpitalu, jak już ma te rany, widać, że się coraz bardziej męczy, i coraz trudniej nam na to patrzeć.
Ale chętnie się nią zajmujemy.
Może dla niej lepiej, by nie umierała jeszcze, może coś ma zrozumieć?...Coś ją trzyma.
Wtedy z dziadkiem gdy poprosiłam o wsparcie, zaraz odszedł...to teraz z babcią wręcz się boję pisać.
Obawiam się, że może i ja jakoś ją trzymam, nie chcę, żeby umarła.
Mamy jakieś połączenie, np bardzo często się zdarzało, że jak było z nią gorzej, i przyjeżdżałam do niej, pobyłam z nią, to jej stan się ot tak nagle sporo się poprawiał. I gdy u mnie jest lepiej, to i u niej też.
Jestem z nią dość mocno związana, więc coś może być.
Dzięki.