Cześć,
potrzeba mi wsparcia duchowego, bo żadne inne już chyba nie pomoże, chodzi mi o związek, jesteśmy miesiąc po ślubie, ja nie widzę celu w życiu, ona się czuje niekochana, wcześniej raczej lepiej tez nie bywało, przerobiliśmy chyba wszystko, łącznie z psychologiem , który chyba guzik pomógł/ła

, dziś obudziłem się ze straszna spiną w mostku, to chyba trzecie oko czy coś takiego, to jest dosyć złożony temat i jeżeli czytelniku nie masz 5 minut to nie dobrniesz do końca... Myślę że przyczyna tkwi we mnie też, bo nie mam na celu jej oceniać bo przecież tak najprościej, ostatnio doszedłem do wniosku że mam w sobie bunt względem kobiet, ciężko przychodzi mi podporządkowywanie się normom z ich strony, a jak moja żona ma okres to mam ochotę ją udusić, ma to korzeń w tym jak moja matka mnie traktowała gdy byłem mały, wiem że trzeba to przepracować ale to wymaga czasu, ja miałem wmawiane że nie umiem, że popsuję, że nie wyjdzie, że jestem do niczego... czuje się sam, mam żonę a czuję się jakbym nie miał nikogo, czuje się jakbym nikogo nie obchodził i chyba ma to sens bo z psychologicznego punktu widzenia każdy interesuje się sobą... Moja żona widzi wszystkie moje defekty tak zwane, według niej nie umiem rozmawiać z ludźmi, nie umiem wyrażać uczuć, nie umiem być delikatny, nie umiem nie umiem nie umiem, jakby ona była ideałem, a nie jest bo nikt nie jest, wiem że kilka razy ją zawiodłem, bo obiecywałem pewne rzeczy a nie umiałem dotrzymać słowa, nie wiem co dalej... po prostu nie wiem, ona jak to mówi nie da z siebie, bo kiedyś dawała i ją ludzie ranili , to jest dla mnie głupie, bo to jest siedzenie i czekanie, biernie, aż ktoś coś zrobi. Moja żona mnie nie rozumie, potrafi tylko opierniczać i oceniać, przerywać w połowie zdania bo ona musi powiedzieć TERAZ akurat, ale przecież to ja jak zwykle narozrabiałem, ja jestem powodem, ona jest krystaliczna, zwariować idzie po prostu, chce człowiek mieć normalny związek oparty na miłości to nie, zawsze znajdzie jakieś gówno na które warto by ponarzekać, ona się zmieniać nie musi, choć też ma wady, to ja mam nad sobą pracować, nasze małżeństwo, czy cokolwiek to jest, jest areną zaspokajania jej potrzeb, bo przecież jej się należy. Cieszę się że wywaliłem to z siebie. Teraz czas na afirmacje, bo naprawdę działają, poprawiają samopoczucie i oczyszczają.