O ile wiem z jakimi ludźmi, w jakich warunkach itd. chciałbym pracować to już gorzej z tym co miałbym robić. Nie dlatego że nie mam w ogóle pomysłów, bo luźne idee są. Chodzi o to, że nie wiem co byłoby najlepsze dla mnie na teraz, a sam tez nie mam parcia na robienie czegokolwiek konkretnego - ja naprawdę mogę robić różne rzeczy i dopóki sprawia mi to przyjemność to jest ok. Mógłbym teraz sobie wymyślić jakiś konkret, ale nie chciałbym się ograniczać afirmując to, że otwieram się na tą jedną, konkretną pracę - szczególnie że mam niejasne przeczucie że Bóg ma dla mnie coś lepszego niż to, co sobie wyobrażam i nie chciałbym teraz wyginać się w inną stronę posyłając energię na kreacje tego co sobie sam wymyśliłem. Wolałbym raczej ogólnikowo nakierunkowywać się na to, co Bóg ma dla mnie najlepszego i to przyjąć.
Tak samo robiłem z kreacją związku - ustalając czego chce miałem tylko bardzo ogólne cele w stylu żeby partnerka była ciepła, sympatyczna, miała poczucie humoru, wspólne cele, itp., ale już nie ustalałem że np. ma konkretnie coś lubić. I to świetnie zadziałało, bo dostałem coś dużo lepszego niż to co bym sobie szczegółowo wymyślił - nie chciałbym teraz mieć tych szczegółów, które wtedy wydawałaby mi się najlepszym rozwiązaniem

Z pracą mam wrażenie, że teraz też mam zbyt dużo ograniczających wyobrażeń w głowie, żeby wymyślić jakiś konkret na teraz, obawiam się że mój pomysł byłby mniej korzystny niż to, co Bóg ma dla mnie

Przyjąłem więc taktykę w której większy nacisk kładę na prowadzenie Boga i poddanie się Jego pomysłom, inspiracjom i okazjom niż wymyślanie własnych konkretów. A to głównie dlatego, że nie mam takich sprecyzowanych potrzeb, mam ogólne potrzeby...
...zaraz...
No właśnie. Moją ogólną potrzebą było to, żeby pracować "na ludziach" tzn. żeby ludzie byli tym elementem w pracy dla którego bym coś robił wykorzystując swoje umiejętności docierania do człowieka, tłumaczenia mu różnych rzeczy, przekazywania mu czegoś, rozmawiania z nim. No i oczywiście moja pś stwierdziła, że jak byk pasuje do tego zawód sprzedawcy

Ja miałem na myśli wykorzystanie swoich talentów do pomagania ludziom, żeby mogli bardziej zrozumieć siebie, a zamiast tego poszło w drugi biegun moich umiejętności czyli manipulacje, w których swoją drogą byłem dobry. Mimo, że odreagowywałem to już wcześniej to jeszcze pozostały mi jakieś resztki podjaru z bycia takim świetnym manipulatorem, ale to z grubsza poszło po ostatniej pracy, gdzie mi się odechciało manipulować.
No, ale muszę przyznać że jestem zdziwiony jak bardzo konkretnie pś mi kreowała pracę, mimo że zrobiła to na opak to jednak poszło naprawdę konkretnie, oferta za ofertą - zrezygnowałem z jednego, to przychodziło następne. Ah, teraz tylko to przekierować na coś lepszego i będzie słodko
