"Zawsze i wszędzie" jak najbardziej pokrywa się z pełnym bezpieczeństwem.
Pytanie jak definiujesz to bezpieczeństwo: czy że (nierealistyczne) nigdy nic złego się nie stanie, czy -- nawet jeśli stanie się coś złego -- to spadniesz na 4 łapy.
No i kiedy na te 4 łapy spadniesz, bo jeśli oczekujesz, że zawsze natychmiast, to znowu wracasz do nierealistycznej pozycji.
Tak naprawdę nie można poczuć się bezpiecznym, kiedy uznaje się dualność w świecie, tzn że jacyś ludzie realizują wolę Boga, a inni nie. Bo wtedy zawsze ci inni mogą na nas napaść, chyba że Bóg będzie czujnie nad nami czuwał, taki niebiański ochroniarz

Oczywiście takie podejście jest trudne, bo uniemożliwia osądzanie: każdy realizuje tak czy inaczej wolę Boga, po prostu każdy musi doświadczyć innych rzeczy i... Na jakimś poziomie wszystkie działania są właściwe, bo prowadzą ludzi w ich kierunku. Nawet jeśli ten kierunek nie jest zbieżny z deklarowanymi celami, to jest im potrzebny. Możemy sobie je oceniać z naszego ludzkiego punktu widzenia ("kurde, bycie narkomanem jest do bani") ale nie z kosmicznego (bo może za 3 wcielenia ten ktoś zostanie świętym).
Tak samo i w naszej historii, zwykłej czy karmicznej, popełniliśmy sporo błędów. Jednak te błędy doprowadziły nas tu, gdzie jesteśmy, więc nie mogliśmy ich uniknąć. "Gdybym wiedział, że upadnę, to bym usiadł" + "Zapomniał wół jak cielęciem był

Iiii tu pojawia się właśnie potrzeba poczucia bezpieczeństwa, że cokolwiek się stanie,
w końcu upadnę na 4 łapy. I konieczność uwolnienia się od lęku, że Bóg da nam to, czego nie chcemy. A da

No, chyba że ktoś jest w stanie spojrzeć na ostatnie 5 lat i powiedzieć że wszystko co się stało już wtedy mu odpowiadało. Znaczy że albo ma dużo szczęścia, albo że rzeczywiście jest pogodzony.