Autor Wątek: Technika Uwalniania Lestera Levensona  (Przeczytany 54414 razy)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 23:30:15 »
 Feli
 Dzięki! Jasne, że przeczytałam cały wątek ze dwa albo i trzy razy ;) Przeczytam i czwarty raz... Już rozumiem- czyli na razie odpuścić pytania i skupić się na odczuwaniu, dać sobie luz. Fajna uwaga z tym presjowaniem siebie, bo dotychczas chyba faktycznie trochę się presjowałam :/  chciałam jak najszybciej pozbyć się emocji, ale chyba nie  o to chodzi

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 23:25:59 »
mi bardzo pomogło to co pisze Grażynka ,że skupiałam się bardziej na obserwowaniu emocji jakby z boku i skanowaniu całego ciała,żeby być rozluźnioną

Skanowanie całego ciała - świetne określenie! Takie obrazowe, więc łatwo można sobie to wyobrazić :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 23:24:20 »
Ostatnio próbuję uwalniać emocje metodą Levensona na sucho, bazując na tym, co tutaj przeczytałam i na nagraniu Adama z instrukcją uwalniania strachu, no ale ja nie tylko ze strachem pracuję. Niestety bez warsztatów chyba jednak trudno to robić, bo chyba coś robię zle. Kiedy staram się wejść w emocje na zasadzie "więcej" to one uciekają. Nagle "ciach" i koniec, nie ma. Wywalają mi co jakiś czas, pewnie dlatego, że nie uwolniłam pragnienia, jakie za nimi stoi. Czy można za pomocą metody uwolnić pragnienia wobec jednej konkretnej osoby?

Indra, uczenie się uwalniania techniką pytań, bez udziału w warsztatach może skutkować właśnie czymś takim, jak piszesz. Uważam, że dużo korzystniej jest zacząć od tego, co ja opisuję w tym wątku (chociażby w poście do Felixa). Czyli bez pytań. Pozwalaj na to, by dane odczucie Cię opanowało. Po prostu nie działaj, tylko pozwalaj. Tak jak piszą Grażynka i Kaśka.
Poczytaj moje posty tutaj. Piszę, jak dokładnie to robić.
No i dobra uwaga Kaski z tym oporem. Jak uwalniać opór? Totalna akceptacja, czyli pozwalanie, by Cię opanował. Gdy sobie na to pozowolisz, to wyjdą rózne emocje. Obserwuj, bądź ich świadoma i akceptuj. Czyli pozwalaj im być. Wtedy same wyjdą.
Gdy zadajesz pytania, to może skutkować presjami na siebie, na wychodzenie emocji. A presje to odwrotność uwalniania. Grunt to nie wywierać na siebie i emocje presji. Totalnie akceptować, pamiętając o rozluźnianiu mięśni (to b. ważne). No i podjąć decyzję (okręślić intencję) o tym, że chcesz coś uwolnić.
Jak się tego nauczysz, to będziesz mogła powrócić do pytań.
Jeśli chodzi o pragnienia wobec konkretnej osoby - to tak. Można je uwolnić tą metodą :)

Kaśka

  • Wiadomości: 101
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-06-15, 22:54:36 »
też miałam taki problem,że emocje jak sie na nich skupić uciekały
Feli doradziła,żeby najpierw uwolnić opór przed uwolnieniem danej emocji
mi bardzo pomogło to co pisze Grażynka ,że skupiałam się bardziej na obserwowaniu emocji jakby z boku i skanowaniu całego ciała,żeby być rozluźnioną

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 22:36:36 »
Ostatnio próbuję uwalniać emocje metodą Levensona na sucho, bazując na tym, co tutaj przeczytałam i na nagraniu Adama z instrukcją uwalniania strachu, no ale ja nie tylko ze strachem pracuję. Niestety bez warsztatów chyba jednak trudno to robić, bo chyba coś robię zle. Kiedy staram się wejść w emocje na zasadzie "więcej" to one uciekają. Nagle "ciach" i koniec, nie ma. Wywalają mi co jakiś czas, pewnie dlatego, że nie uwolniłam pragnienia, jakie za nimi stoi. Czy można za pomocą metody uwolnić pragnienia wobec jednej konkretnej osoby?

Mam ten sam problem.
Troche pomaga mi skupianie się na wydarzeniu i pozwalanie by poziom emocji sam się podnosił, bez skupiania uwagi na nich.

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-15, 22:26:26 »
Ostatnio próbuję uwalniać emocje metodą Levensona na sucho, bazując na tym, co tutaj przeczytałam i na nagraniu Adama z instrukcją uwalniania strachu, no ale ja nie tylko ze strachem pracuję. Niestety bez warsztatów chyba jednak trudno to robić, bo chyba coś robię zle. Kiedy staram się wejść w emocje na zasadzie "więcej" to one uciekają. Nagle "ciach" i koniec, nie ma. Wywalają mi co jakiś czas, pewnie dlatego, że nie uwolniłam pragnienia, jakie za nimi stoi. Czy można za pomocą metody uwolnić pragnienia wobec jednej konkretnej osoby?

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 13:29:31 »
Wewnętrzne dziecko rozumiem jako część podświadomości, która im bardziej została skrzywdzona, tym bardziej daje nam się we znaki;), bo domaga się od innych miłości, akceptacji, uwagi itp.

Tak właśnie myślałam :)

małgosia

  • Gość
[#]   « 2012-06-15, 12:54:00 »
Felicite,

<To zależy od tego, co rozumiemy przez „uzdrawiane wewnętrznego dziecka” i  w ogóle przez „wewnętrzne dziecko”. >

Wewnętrzne dziecko rozumiem jako część podświadomości, która im bardziej została skrzywdzona, tym bardziej daje nam się we znaki;), bo domaga się od innych miłości, akceptacji, uwagi itp. Ta część rozpuszcza się pod wpływem uzdrawiania, a takie uczucia i stany jak `niewinność, spontaniczność, beztroska, poddanie się (Bogu) (...)` wynikają z naszej prawdziwej natury, która jest poza wszelką strukturą również wewnętrznego dziecka, choć z tego poziomu też można przejawiać pozytywne stany.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 23:29:57 »
U niektórych osób pierwszym etapem musi być uznanie krzywdy (czyli to przytulenie wewnętrznego dziecka), potem dopiero uwalnianie syndromu ofiary (ty mi to zrobiłeś).
W przeciwnym razie może nastąpić pogłębienie traumy i wyparcie jej głębiej, jeśli od razu zastosuje się techniki wyjścia poza umysł.

Zgadzam się. To mi się chyba wydawało oczywiste do tej pory, dlatego nigdy tego nie akcentowałam w swoich wypowiedziach. No ale zapomniałam o tym, że to, co dla mnie oczywiste, dla kogoś innego wcale takie być nie musi (i odwrotnie). Dobrze więc, że to napisałaś :)

Ważne też, by nie zatrzymać się na etapie wiecznego uzdrawiania wew. dziecka. Wewnętrzne dziecko to również pewna struktura w podświadomości (jej część) i świadomość powinna ją objąć (rozpuścić) w pewnym momencie.


To zależy od tego, co rozumiemy przez „uzdrawiane wewnętrznego dziecka” i  w ogóle przez „wewnętrzne dziecko”.

Dla mnie praca nad tematem wewnętrznego dziecka to nie tylko uzdrawianie pewnej struktury podświadomości (choć to jest bardzo ważny etap tej pracy; i on faktycznie ma swoje granice), ale też, a może nawet przede wszystkim, odkrywanie swojej prawdziwej (boskiej) natury i nawiązywanie kontaktu z sobą prawdziwym, a to powinno trwać aż do oświecenia.
Nie wiem, jak dla kogoś innego, ale dla mnie oświecenie to stan totalnej niewinności, spontaniczności, beztroski, poddania się (Bogu), ufności, bezwarunkowej miłości i radości w każdej chwili, zupełnie bez powodu. A tak się składa, że to cechy przypisywane właśnie dziecku [w  naszej kulturze (zresztą nie tylko w naszej) pogardzane, w pewien sposób wstydliwe, przeciwstawiane cechom dorosłego, które to cechy związane są bardziej z rozumiem, czy umysłem i jego kontrolowaniem].

Myślę, że to dlatego Jezusowi przypisywane są słowa „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Mniejsza z tym, kto to faktycznie powiedział, ale te słowa w powyższym kontekście nabierają głębokiego sensu :)

małgosia

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 14:59:54 »
Ważne też, by nie zatrzymać się na etapie wiecznego uzdrawiania wew. dziecka. Wewnętrzne dziecko to również pewna struktura w podświadomości (jej część) i świadomość powinna ją objąć (rozpuścić) w pewnym momencie.

małgosia

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 14:56:10 »
U niektórych osób pierwszym etapem musi być uznanie krzywdy (czyli to przytulenie wewnętrznego dziecka), potem dopiero uwalnianie syndromu ofiary (ty mi to zrobiłeś).
W przeciwnym razie może nastąpić pogłębienie traumy i wyparcie jej głębiej, jeśli od razu zastosuje się techniki wyjścia poza umysł.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 12:19:29 »
Inga,
nieprecyzyjnie się wyraziłam. Nie chodzi o to, że nie polecam, ale o to, że uważam, że syndrom DDA może przeszkadzać w wykorzystywaniu potencjału TU. Znalazłam ten fragment, w którym pisałam o tym:

Długo miałam opór przed wykorzystaniem całego potencjału tej metody. I nadal jeszcze nie do końca wykorzystuję. A ta technika, tak jak inne, nie działa, gdy się ją zna tylko teoretycznie.
Zauważyłam, że opór związany jest z silnymi wzorcami DDA/DDD. Im silniejsze wzorce, tym silniejszy opór. Dlatego w takim przypadku dobrze jest najpierw (albo równolegle) zająć się ukochaniem swojego wewnętrznego dziecka. Zresztą technika uwalniania bardzo dobrze nadaje się do puszczania wszelkich emocji, wzorców i przekonań z dzieciństwa.
No ale żeby w ogóle zacząć ją stosować, to trzeba już być względnie oczyszczonym. Tak przynajmniej mi się wydaje.

Jednym z głównych problemów DDA jest wyparcie, ucieczka. Kiedy ucieka się przed samym sobą, nie będzie chciało wchodzić w procesy introspekcji, nie bedzie sie dopuszczało do uświadomienia pewnych bolesnych kwestii. Dlatego, tak jak napisałam, dobrze jest wcześniej, albo przynajmniej równolegle, "ruszyć" swoje obciążenia wzorcem DDA/DDTR.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-06-14, 09:46:53 »

Nie wiem, skąd się to wzięło, bo ja pisałam coś odwrotnego - że w przypadku dużego obciążenia syndromem DDA nie polecam tej metody.


Dlaczego nie polecasz?

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-13, 19:47:02 »
Jeszcze tylko dodam, że kurs jest związany z książką "Siła, czy moc" Dawida R. Hawkinsa i jest to metoda stworzona przez tego autora, psychiatrę klinicznego, który miał bardzo dużą skuteczność w swojej pracy, również z Lesterem Levensonem, podawanym jako twórca metody w tytule wątku.

Sylvia, a skąd masz taką informację, że twórcą był D. Hawkins?
Nigdzie nie spotkałam się z czymś podobnym. Wręcz przeciwnie, sam Hawkins pisze, że to L. Levenson odkrył tę technikę:
"Innymi słowy jest to bardzo prosta technika, co odkrył Lester a co jest tak bardzo zadziwiające – że istnieje jeszcze jedna metoda, której nie odnalazła psychiatria – metoda która służy radzeniu sobie z uczuciami – i to uwolnienie ich, pozwolenie im odejść. Dzięki Annie Freud i jej książce ‘ Ego i mechanizmy obronne ‘ wiemy, że tłumimy, wyrażamy lub uciekamy od uczuć, a Lester odkrył, że te uczucia mogą być po prostu uwolnione."

A sam Hawkins poznał metodę dopiero w 1976 r. (zwyczajnie brał udział w warsztacie):
"Poznałem technikę w 1976 roku. Ktoś powiedział mi, że jest to narzędzie znacznie dalej wykraczające poza wszystko co znam. Przekonałem się na sobie jak wspaniale działa ta technika, już od pierwszego dnia. Zacząłem z nią eksperymentować. Gdy udałem się na pierwszy warsztat – posiadałem w ciele problem, który wymagał operacji. Byłem umówiony na piątek. Lekarze powiedzieli mi, że jedyne co może mi pomóc to operacja. Jednak jeszcze przed zakończeniem weekendu – cała operacja stała się niepotrzebna, problem zniknął. Gdy udałem się do lekarza by to potwierdzić, jedyne co powiedział to wow."
http://www.facebook.com/note.php?note_id=10150908082505203

Jeśli chodzi o tytuł wątku, to były z nim przeboje. Tytuł pierwotny (o ile sobie przypominam, dałam taki: "Technika Uwalniania") został zmieniony przez moderatora na "Technika Uwalniania dla DDA", czy jakoś tak;))
Nie wiem, skąd się to wzięło, bo ja pisałam coś odwrotnego - że w przypadku dużego obciążenia syndromem DDA nie polecam tej metody.
Na szczęście taki tytuł nie powisiał długo (ktoś to zmienił na ten, który jest obecnie) :)

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-06-13, 19:00:29 »
Jeszcze tylko dodam, że kurs jest związany z książką "Siła, czy moc" Dawida R. Hawkinsa i jest to metoda stworzona przez tego autora, psychiatrę klinicznego, który miał bardzo dużą skuteczność w swojej pracy, również z Lesterem Levensonem, podawanym jako twórca metody w tytule wątku.
Wprawdzie z książki nie można się nauczyć metody, ale można wiele sobie uświadomić, czy zweryfikować z własnych wglądów, z praktycznymi badaniami na wielu osobach i zobaczyć jak wiele ma to wspólnego z rozwojem duchowym i w jakim zakresie.
Czytałam ją kilka lat temu i naprawdę polecam, również, gdy pracuje się innymi metodami ze sobą, czy z innymi. Szczególnie ciekawe są rozdziały o Poziomach Energii i wypadkowych rożnych poziomów w rożnych obszarach. Jest to interesująca skala dla rozwojowców i może być uzupełnieniem dla badania ERD i skanu w WHH. Test kinezjologiczny ma jakiś procent błędów, jest jednak na tyle wiarygodny, że można z nim pracować na co dzień. EFT też czasami z niego korzysta, chociaż ze względów praktycznych, częściej z subiektywnego skalowania odczuwanego przez daną osobę.
« Ostatnia zmiana: 2012-06-13, 19:08:19 wysłana przez Sylvia »