Hydrozagadko,
bardzo się cieszę, bo im więcej osób będzie znało i stosowało tę technikę, tym więcej pożytku dla osób stosujących

Technika jest do samodzielnego stosowania, ale chyba właśnie dlatego warto konsultować ze sobą jej stosowanie. Bo każdy ma nowe pomysły, każdy coś tam nowego odkrywczego może wprowadzić i podzielić się z innymi. Ja chciałabym mieć częstszy kontakt z osobami, które ją stosują i wymieniać się z nimi inspiracjami. Choćby przez forum
Są organizowane grupy ludzi po warsztatach, uwalniających razem i dzielących się uwagami na temat samodzielnego uwalaniania, ale niestety, o ile wiem, nie ma takich spotkań na Śląsku. Są w innych częsciach kraju. Natomiast w Warszawie Adam organizuje spotkania środowe (co 2 tygodnie), na które może przyjsc każdy chętny. Spotkania są bezpłatne (choć nie wiem, czy nie ma jakiejś drobnej opłaty, bo zawsze był katering na tych spotkaniach, ale chyba Adam go stawia

. Ja jeszcze tam nie byłam, znam je tylko z relacji uczestników. Jak ktoś jest z Wawy lub okolic, to zachęcam. Niech sprawdzi, czy atmosfera mu odpowiada

Karina, też pozdrawiam

"Tylko czy nie ma nigdzie dokładnego opisu jak się uwalnia te różne emocje ?"
Nie wiem. Być może ktoś opisał to dokładniej niż ja poniżej, ale nie sądzę by się dało

Właśnie o to chodzi, że proces puszczania to proces uczuciowy, nie umysłowy, a nie da się dokładnie opisać uczuć, prawda?
Albo inaczej: to niedziałanie. Jak je opisać? To trzeba przeżyć

Z puszczaniem emocji jest podobnie jak z puszczaniem długopisu trzymanego w dłoni: zwalniasz mięśnie i puszczasz

I to nie jest kwestia pytanie czy możesz czy nie, ale kwestia chęci: "chcesz czy nie".
Bo puścić długopis zawsze można, ale nie zawsze się chce. Z emocjami jest tak samo.
Z długopisem to jest fajny przykład, bo tutaj nie możesz powiedzieć "długopis mnie trzyma"

A na emocje najczęściej tak się zwala

Tylko, że w takiej sytuacji nie jest się ze sobą szczerym.
Tak więc uwalnianie to po prostu nieblokowanie, niedziałanie. Przyjmowanie uczucia na zasadzie więcej i więcej. Pozwolenie, żeby z Ciebie to wyszło, poszło sobie.
W ten sposób można fajnie rozwiązać problem bólu. Polecam wypróbować.
Jeśli coś boli, to nie zaciskamy mięśni, nie blokujemy bólu, dosłownie relaksujemy się w uczuciu bólu. Witamy go. Pozwolimy mu wychodzić i bez presji czekamy aż sobie pójdzie. Jak ktoś to zrobi rzetelnie i uczciwie, to będzie zdziwiony efektami

Podobnie z pragnieniami. Można to zrobić już teraz. Jakie macie największe pragnienie? Weźcie je i pozwólcie mu wyjść na wierzch. Można sobie pozwolić na wszelkie emocje z tym związane. I poczuć go (pragnienia) jeszcze więcej, jeszcze mocniej. I jeszcze więcej, i więcej. I nie blokować, rozluźniac mięśnie, pozwolić wychodzić wychdzić emocjom. Aż do momentu, gdy pragnienie zniknie lub wydatnie się zmniejszy. Wtedy dopiero może pojawić się to, czego pragnęliśmy.
Pragnienie to brak. Jeśli pragniesz miłości, to znaczy, że jej nie masz. Jeśli pragniesz pieniędzy, tzn. że ich nie masz (tyle ile byś chciała). Wystarczy przestać pragnać (puścić pragnienie), żeby dać przestrzeń miłości, obfitości, itp. czyli naszej prawdziwej naturze. Programowanie pozytywne jest niepotrzebne. Trzeba tylko odkryć naszą prawdziwą naturę. Odkryć, czyli uwolnić to co ją przykrywa.
Podobnie pracuje się z emocjami i z całym badziewiem, które jest do uwolnienia.
W sumie trochę podobne to do regresingu. W końcu regresing też jest puszczaniem negatywów. No ale tutaj działa się bardziej na uczuciach/emocjach, nie trzeba sobie niczego przypominać. Wystarczy poczuć zablokowane kiedyś emocje i podjąć decyzję o ich uwolnieniu. Oczywiście dokonuje się procesu samoanalizy, ale tylko po to żeby wywołać uczucie.
Jeśli chodzi o kwestię "konieczności" poznania techniki na warsztatach, to chcę wyjaśnć, że oczywiście nie ma takie przymusu. Małe dzieci intuicyjnie stosują uwalnianie, choć nikt ich tego nie uczył

Wręcz przeciwnie, to naturalny proces, którego w miarę upływu lat wychowywania nas jesteśmy oduczani tak skutecznie, że przeciętny dorosły człowiek tego nie potrafi.
Można więc samemu się tego nauczyć i stosować z korzyścią dla siebie, ale w większości przypadkach korzystniejsze jest nauczenie się tego na warsztatach grupowych. O tym dlaczego tak jest, już pisałam (chodzi o duże prawdopodobieństwo odrzucenia tej metody przez pś, bo "nic co tak proste nie może być aż tak skuteczne", pś po prostu w to nie uwierzy i nie bedzie efektów, takich jakie mogłyby być po warsztatach).
Czyli chodzi o to, że metoda nauczona w grupie może dać dużo więcej niż nauczona samodzielnie i zmniejsza się ryzyko jej zlekceważenia tylko dlatego, że poznało się ją w nieodpowiedni sposób.
Poza tym na warsztatach działa energia grupy, czyli specyficzne warunki, w których można naprawdę dużo.
Po trzecie na warsztatach nie tylko w praktyce ćwiczy się uwalnianie (a raczej przekonuje się pś do metody

, ale też poznaje się podbudowę teoretyczną, która jest niezmiernie ważna. M.in. uczy się, w jaki sposób powiązać daną emocję z pragnieniem, czyli jej źródłem. I wiele innych rzeczy.
Także polecam warsztaty, ale samodzielne uwalanianie, a raczej przyjmowanie (tak, jak opisałam wyżej) też powinno dać radę

Tylko trzeba mieć świadomość, że warsztaty mogą dać dużo więcj.
Można porównać to do sytuacji z regresingiem: można samemu nauczyć się medytacji regresywnej i w ten sposób uwalniać obciążenia, ale autoregresingu raczej trudno nauczyć się jest samemu, tylko z opisu. Poza tym bez podbudowy w postaci książek Leszka, czy jego wykładów, trudno jest korzystać z zalet autoregresingu.
Hegemon,
750 zł. za dwudniowe warsztaty uczące techniki, którą potem stosuje się samodzielnie to dla Ciebie zbyt wysoka cena (do tego katering, obiad i materiały)? Weź pod uwagę, że tego uczysz się jednorazowo, potem już nikomu nie płacisz, do nikogo nie chodzisz na żadne terapie, ani sesje. Dla mnie to cena odpowiednia (pomijając to, że gdy jedziesz z drugą osobą płaci ona połowę). Ale rozumiem, że nie dla każdego.
Powiem całkiem szczerze, jeśli dla kogoś to cena zaporowa, a jego umysł ignoruje informacje o tym, że Adama wystarczy poprosić, żeby można było brać udział w zajęciach za darmo (napisałam o tym w pierwszym poście), to chyba po prostu to metoda nie dla niego. Nieważne z jakich względów.
Tylko że uczciwym byłoby w takiej sytuacji powstrzymanie się od pochopnego oceniania czyichś intencji (tylko na podstawie ceny, której wysokość jest kwestią względną ).
Z moich obserwacji wynika, że Adam zarabia pieniądze przy okazji wykonywania tego, co kocha najbardziej. A kocha pomagać ludziom.
Tak jak pisałam - nie spotkałąm się z tym, żeby komuś odmówił (np. moja koleżanka uczestniczyła w seminarium za free, bo nie miała kasy).
Gdy chciałąm dać nagranie warsztatów osobie, która z przyczyn finansowych nie mogław w nich uczestniczyć i spytałam go, czy mogę, powiedział: "Oczywiście, że możesz, ale wiesz, że nie będzie to tak skuteczne jak na warsztatach? Lepiej niech przyjedzie na zajęcia" (oczywiście za darmo). No ale oprócz kasy chodziło o czas i nie mogła jechać. Dałam jej więc nagranie (bo bardzo chciałam jej pomóc), ale do dziś nie wiem, czy dobrze zrobiłam
Dwa dni warsztatów naprawdę są w stanie zmienić życie. Nie chciałabym nikogo pozbawiać takiej szansy moją nadgorliwością.
Piszesz"autor nie zdradzi". Otóż nie. Adam nie ma nic przeciwko temu, żeby nagrywać jego zajęcia, a nawet rozpowszechniać (co już napisałam wyżej). Co więcej, na zajęciach mówi, że teraz mamy wiedzę, więc wcześniej czy później (lepiej wcześniej

znajdą się osoby, którym trzeba będzie pomóc. Oczywiście nic na siłę, ale nie ma się co bronić przez tym, bo dzielenie się wiedzą, pomaganie innym daje prawdziwe szczęscie. On jest naprawdę bardzo nastawiony na pomaganie innym ludziom. Tak bardzo, że aż mnie czasami to wkurzało.
Poza tym drugi stopień, czyli ostatni warsztat w Wiśle odbył się za symboliczną kwotę (jak dla mnie). Płaciliśmy 300 zł. za 3 dni, zajęcia trwały prawie cały dzień.
Poza tym Adam co drugi tydzień spotyka się z ludźmi całkiem za darmo.
Trzeba przy tym napisać, że ludzie skupieni wokół Adama to zazwyczaj ludzie z dużą kasą (dobrze radzący sobie w materii), zdolni zapłacić dużo, dużo więcej. Ja to się zastanawiałam, skąd u niego tak niskie ceny. No ale Adam też nie narzeka na brak gotówki (wręcz przeciwnie), więc chyba może sobie pozwolić

Grażynka, nie wiem, jakich konsultacji oczekujesz

), ale mam dla Ciebie taką radę:
Co do sytuacji stresującej: pomyśl o tym, czego boisz się najbardziej w związku z tym. O czymś takim, co ciężko byłoby przeżyć. I przeżyju to. Wyobraź sobie dokładnie, daj sobie pozuć wszystkie emocje, nie blokuj ich. Niech wypływają. Płacz, drżyj ze strachu, ale przyjmuj je. Niech wyjchodzą wszystkie. Bądź uważna, zauważ czy czegoś nie blokujesz. Poznasz to po tym, że zaciskasz mięśnie.
Zwolnij ucisk. Nie opieraj się. Pozwól im wszystkim wyjść. Zauważyłaś różnicę?
