Ostatnio nie piszę zbyt często na forum, ale mam akurat wolną chwilę, a że końcówka roku sprzyja podsumowaniom i lubię się dzielić fajnymi rzeczami...
Cieszy mnie wiele rzeczy, mojemu życiu jeszcze trochę brakuje do ideału, ale różne problemy i ograniczenia nie są w stanie zaburzyć poczucia, że bardzo lubię swoje życie

O związku to już nawet nie będę się rozpisywał. Za kilka dni będziemy mieli drugą rocznicę, a ciągle jest coraz cudowniej, lepiej i miłośniej. Nie tylko nic nie przygasło czy oklapło, ale wręcz przeciwnie - nasze uczucia są coraz głębsze, jest w nich coraz więcej ufności, wzajemnej fascynacji. Fajne jest to, że okazywanie sobie uczuć na każdym kroku w ogóle nie traci na częstotliwości - jest to tak naturalne i oczywiste, że zawsze się gdzieś przewinie, niezależnie od humoru, zmęczenia i innych czynników.
Wciąż się zmieniam jak osoba, bardzo intensywnie. Przez ostatnie kilka miesięcy wyszło ze mnie sporo syfu i pojawiło się dużo więcej ciepła, dojrzałości, opanowania, empatii. Kawałek po kawałku, odpadają fragmenty osobowości zbudowanej w domu rodzinnym. Jest we mnie coraz mniej z mojego ojca, z tej jego negatywnej strony. Z pozytywnej nie ma zbyt wiele, ale jest kilka drobnostek, które doceniam - choćby niektóre aspekty jego podejścia do pieniędzy. Nie krzywię się też już, kiedy w lustrze widzę podobieństwa do jego twarzy - doceniam że wyglądam męsko i przystojnie

Strasznie mi się zmienił stosunek do rozwoju duchowego. Pozwalam sobie na zmianę ścieżki, którą dreptałem od dłuższego czasu. A może właściwie nie tyle samej ścieżki, co kręcenia się w tym samym towarzystwie od tysięcy lat w ramach wspólnych "poszukiwań Boga". Pozwoliłem sobie zanegować i zburzyć, to co miałem od tak dawna solidnie zbudowane i szukam od nowa. Nie neguje wszystkiego jak leci, tylko pewne aspekty swojego wcześniejszego podejścia do rozwoju. Nie jest łatwo się odnaleźć, szczególnie że już nie jest tak prosto, że pewne rzeczy są tak jednoznaczne i oczywiste jak wcześniej. Pozwalam sobie na znacznie więcej niewiedzy. Przekierowuje też nastawienie z szukania Boga w sobie i swoim życiu, na pozwalanie Mu na kreowanie mojego życia. Czuję i ufam, że ma dla mnie plan, więc zamiast intensywnie afirmować zmianę warunków w kwestiach pracy, pozwalam sobie po prostu żyć swoim życiem i poddawać się biegowi wydarzeń. Efekt jest taki, że zgodnie z tym co czułem, obecna praca rzeczywiście mnie rozwinęła w wartościowy dla mnie sposób i dała podwaliny pod robienie biznesów, które uwolnią mnie od pracy etatowej. I to wszystko cały czas się dzieje, zgłosiła się nawet do mnie tak po prostu pewna osoba, która chce ze mną rozkręcać pewien bardzo fajny biznes. A czuję, że to dopiero początek tej ścieżki.
A będąc przy pracy, to w obecnej mimo pewnych wad jest tam bardzo przyjemne towarzystwo i warunki jak na tego typu pracę, też są super. Po 3 miesięcznym okresie próbnym wynegocjowałem sobie całkiem fajne warunki, przy okazji miałem okazję sprawdzić się w tym, jak wiele pewności siebie zyskałem. Pensja, która mi zaproponowali mnie trochę nie satysfakcjonowała, więc wprost to powiedziałem i gdy zostałem poproszony o spisanie argumentów czemu miałbym dostać więcej, napisałem taki taki wywód, że tak po prostu zaproponowali 400 zł więcej

A że zbiegło się to z wejściem systemu premiowego, który daje mi dodatkowe, gwarantowane 200 zł miesięcznie - wyszło że zarabiam nawet całkiem fajnie jak na tą branżę i chyba nigdzie bym nie dostał więcej za to co robię. No i jeszcze kiedy jest tak fajna ekipa, a zarząd funduje takie niespodzianki jak 2 tygodnie wolnego dla całej firmy na święta (6 dni roboczych gratisowego, płatnego urlopu!) to stwierdzam, że urządziłem się naprawdę nie najgorzej.
Mimo to, samo pracowanie na etat w firmie, niezależnie od warunków jest dla mnie męczące i nienaturalne, dlatego moim postanowieniem na 2015 rok jest uwolnienie się od jakichkolwiek etatowych prac na rzecz niezależności finansowej. A że to się już dzieje to jestem dobrej myśli, bo nie jest to tylko myślenie życzeniowe

Podoba mi się to, że mam dopiero 25 lat, a tyle dobrego już się w moim życiu dzieje. Podoba mi się ta pewność, że w wieku 30 lat z pewnością będę mógł o sobie powiedzieć, że czuje się bogaty

Kolejna fajna rzecz to święta. W zeszłym roku się to olało, bo nie było za bardzo ani pieniędzy ani warunków. Stwierdziliśmy jednak, że nam tego brakuje i fajnie by było zrobić święta z prawdziwego zdarzenia. Mamy już gigantyczną choinkę (ma chyba z 2,5 metra), ozdobioną kolorowymi, ślicznymi bombkami, łańcuchami, światełkami. No i przeznaczaliśmy sporo kasy na prezenty, więc każdy z nas dostanie tak z 5-7 prezentów. Nie mogę się doczekać tego widoku kilkunastu paczek pod choinką. Strasznie mi tego brakowało, bo u mnie w domu od lat moi patologiczni rodzice ozdabiali choinkę na "elegancko" czyli złote łańcuchy, złote bombki i złote światełka. Tak, wszystko było jednokolorowe, jak choinka z centrum handlowego. A jedynym prezentem pod choinką była koperta z tą samą kwotą co roku - a więc zero niespodzianek

A teraz będę miał super święta, z ukochaną osobą, z choinką, prezentami, świątecznym jedzonkiem, a także grami i zabawami na cały wieczór. Takich świąt jeszcze nigdy nie miałem i jestem strasznie podekscytowany

No i żadnych patologicznych rodzinek. Jedziemy tylko do Torunia, zobaczyć się z mamą mej Ukochanej, ale teściową bardzo lubię, szczególnie że dostaje od niej więcej matczynych uczuć, niż kiedykolwiek dostałem od własnej matki, więc to będzie miła wizyta.
Jest jeszcze dużo innych, fajnych rzeczy w moim życiu, ale wszystkiego nie sposób opisać

W każdym razie polecam otwieranie się na Boga - fajne efekty, fajna sprawa, pozdrawiam
