Uwielbiam przekonywać się jak to jest kochać coraz bardziej i bardziej i bardziej i bardziej z każdym dniem i być kochanym coraz bardziej i bardziej i bardziej i bardziej...

Miałem ostatnio cudowne, pierwsze od wieeeeelu lat wakacje i choć krótkie bo trzydniowe, to były moje najlepsze wakacje w życiu. Zwiedziłem sobie porządnie z ukochaną jej rodzinny Toruń, poznałem przy okazji dwójkę cudownych forumowiczów (pozdrowienia dla Jasia i Sebastiana

), najadłem się najlepszych lodów na świecie, przespacerowałem za wszystkie czasy, tańczyłem z ukochaną na środku starego rynku ku uciesze gapiów (nawet nam zdjęcia robili

), uciekałem w nocy, w lesie przed wilkołakami, (które prawdopodobnie były sarnami), bawiłem się po raz pierwszy w życiu z przesłodkimi szczurkami, nauczyłem się nurkować na basenie i ogólnie spędziłem cudowne chwile z kimś kogo kocham ponad wszystko.
Po za tym coś mi poważnie odpuszcza ostatnio w kwestiach rodziców, a szczególnie ojca, a nawet ja sam się pozbywam mocno niefajnych części mojej osobowości. Zmienia mi się stosunek do pracy i wyprowadzki na dużo luźniejszy, przestaję robić z tego jakieś nie wiadomo co, a po prostu zwyczajny etap w moim życiu. Dociera do mnie, że nie muszę zaczynać od znalezienia pracy na lata, która zagwarantuje mi bezpieczeństwo i komfort psychiczny, ale że mogę nawet skakać po różnych pracach i nie ma w tym nic strasznego.
Ogólnie jest cudnie
