Dzisiaj żona otrzymała w pracy od znajomych zaproszenie do wrocławskiego aquaparku, gdyż oni z niego nie zdążą skorzystać. Zaproszenie, oczywiście, było darmowe.

Tak się z niego ucieszyliśmy i pojechaliśmy z żoną i synkiem na 2 godziny pluskania. Super sprawa.
Mieszkam blisko naszego aquaparku, aquapark ma już kilka lat, a nam jakoś nigdy nie było do niego po drodze. Za to dziś wypluskaliśmy się za wszystkie czasy - z synkiem zwiedziliśmy wszelkie atrakcje dla dzieci: zjeżdżalki, morskie fale, armatki wodne, leniwa rzeka, itp. Ja zaś skusiłem się na zjazdy zjeżdżalniami dla starszych - pędziłem w tych rurach w taką prędkością, że myślałem, że zaraz wyzionę ducha. Jest to zjazd około 100 m zakręconą rurą, ciasną, mega szybką, z niezłymi spadkami. Jak z niej wyskoczyłem, to aż nogi mi się trzęsły z wrażenia, a emocje były takie, że aż mi się ciepło zrobiło w klatce piersiowej. Zjechałem też rurą, gdzie jedzie się na pontonach - też niezła prędkość, a jak ponton obrócił się ze mną i jechałem tyłem ostro w dół, myślałem, że dostanę zawału

A potem dżakuzi.
Fajna sprawa, woda tak relaksuje, że wydaje mi się, że byliśmy tam nie 2 godziny, ale 2 dni, i to nie we Wrocławiu, tylko gdzieś nad morzem. Fajny prezent dostaliśmy. Woda wyciągnęła ze mnie wszelkie stresy, a bawiłem się jak dziecko. Cieszę się, że uruchamiają się moje dolne czakry, zwłaszcza podstawa.

P.S. A tych rur do zjeżdżania to się bałem, jak do nich wchodziłem, to jak do ciasnych, ciemnych sztolni w kopalni - od razu wywaliło moje dawne pracowanie w kopalniach.