Ja czuje, ze to co robie nie ma juz sensu. Czuje sie w tym wypalony a z drugiej strony kocham to. Czuje sie przytloczony wymaganiami wysuwanymi przez ludzi, dla ktorych pracuje oraz przez rynek, ktory rzadzi sie takimi a nie innymi regulami. Czuje brak spelnienia w tym, co robie a co za tym idzie, czuje gdzies w dali perspektywe przymusu zajecia sie czyms innym, aby miec srodki na utrzymanie. Czuje brak poczucia bezpieczenstwa w tym, co robie. Wiem, ze moglbym pojsc na kompromis ale wtedy czuje, ze nie bylbym ze soba szczery a to dla mnie bardzo wazne. Nie potrafie oklamywac siebie i robic cos wbrew sobie. Czuje, ze tym samym dalem sie zlapac w slepe kolo, bez wyjscia. Tak jkaby rzeczywistosc chciala mi pokazac, ze to co robie nie pozwala mi pojsc dalej, ze dotarlem do punktu, w ktorym juz nic nie da sie zrobic. Pojawia sie brak perspektyw na zmiane a jakakolwiek alternatywa powoduje uczucie leku przed zmiana, bo ona wiaze sie z rezygnacja tego, kim jestem teraz, z moim wizerunkiem jaki nosze w sobie. Z drugiej strony czuje potrzebe ogromnej zmiany, moze nawet przemiany. Te dwa przeciwstawne uczucia we mnie powoduja ogromne napiecia wewnetrzne nie do wytrzymania.