To ciekawe, ale dzisiaj dzwoniła mama i mówiła mi to samo. Że grzebanie w przeszłośći nic mi nie daje, że nic się nie mieniłam przez te 7 lat terapii, że to strata czasu i że lepiej pomagają modlitwy. I że szkoda na to pieniędzy, których ja i tak nie mam, a ona już nie będzie miała możliwośći mi wysyłać. Że ona nie rozmyśla o swoim dzieciństwie które miała bardzo ciężkie, a tylko się modli i jest szcześliwa. A ja po tylu latach terapii nadal czuję się źle, więc ona musi się o mnie martwić i martwić. I gdyby nie martwienie się o mnie to nie miałaby problemów.
A w moim życiu teraz wszystko się wali, codziennie coś nowego złego.