JO34 - wlasnie o tym mowie; wartosc pracy niejednokrotnie nie przedklada sie na oferowane uslugi. Dlaczego? To bardzo proste: w spoleczenstwach wysoko rozwinietych mniema sie powszechnie, ze im bardziej ,,specjalistyczny" zawod, tym wyzsze zarobki. Sama idea wydaje mi sie rozsadna: teoretycznie ktos, kto poswiecil iles tam lat na ksztalcenie sie w danej dziedzinie ma prawo zarabiac lepiej od dajmy na to pielegniarki opiekujacej sie chorymi w szpitalu, ktora skonczyla ,,tylko" szkole w tym kierunku.
Problemem natomiast sa stawki ogolne: zarowno pielegniarka jak i tworca reklam powinni miec zapewniony (w jaki sposob-nie wiem, mozliwe ze chodziloby o regulacje plac) tzw. staly dochod minimalny ktory umozliwialby bycie na dosc wysokiej stopie materialnej. Przykladem sa kraje skandynawskie gdzie tak wlasnie jest. Minusem takiego spoleczenstwa jest bardzo scisla kontrola socjalna wlasciwie we wszystkich dziedzinach zycia bo zeby umozliwic rozne zarobki kazdej klasie spolecznej, trzeba obywateli kontrolowac czy przypadkiem owej zasady nie beda starali sie zlamac. Przykladem sa znane na calym swiecie przypadki odbierania przez opieke socjalna dzieci wlasnym rodzicom, bo sasiad doniols o hipotetycznym molestowaniu dziecka. Dlatego w wiekszosci panstw wysoko rozwinietych przyjal sie system kapitalistyczny/wolnorynkowy, gdzie teoretycznie kazdy obywatel jest kowalem wlasnego losu. Kazdy posiada gwarantowana konstytucyjnie wolnosc wyboru, wyznania, wlasnej rasy/panstwowosci itp. Teoretycznie poniewaz w praktyce, szczegolnie w USA ale coraz czesciej rowniez i w Europie za sprawa polityki Unii Europejskiej prawa te sie po cichu ogranicza dla ,,wspolnego dobra obywateli" (znamy to z naszej wlasnej historii i czasow PRLu). Teoretycznie rowniez bo w praktyce spora liczba osob nie ma np. niezbednego kapitalu aby zaczac prowadzic wlasna dzialanosc/firme badz na zdobycie odpowiedniego wyksztalcenia i podniesienia swoich kwalifikacji. Problemem panstw wolnorynkowych jest rowniez nadmierna liberalizacja pogladow, co czesto pociaga za soba zachowania typu ,wolno mi wszystko". Idealnym przykladem jest USA, gzie ilosc zabojstw czy roznego rodzaju przestepstw wynika wlasnie m. in. z takiego podejscia, ze wszystko kazdemu wolno (w domniemaniu ze moge kogos skrzywdzic, zabic bo mam do tego prawo). W tym systemie problemem jest brak etyki w kazdej z dziedzin spolecznych, z ktorego wzial sie rowniez slynny ,,rat race" czy na polski ,,wyscig szczurow" - kto pierwszy, ten lepszy. Dziala tutaj ten sam schemat co w przypadku zdobywania podstawowych srodkow do zycia: kto pierwszy, ten przezyje. Teoretycznie po zaspokojeniu podstawowych potrzeb takie zachowanie powinno zanikac, ale zamiast tego orodek ciezkoscki z zaspokojenia podstawowych instynktow przeniosl sie duzo wyzej, do sfery naszego Ego, stad walka o prestiz, pozycje spoleczna, wreszcie o spoleczne uznanie i zdobycie rozglosu. To dlatego reklamodawca wymyslajacy malo wartosciowe reklamy jest stokrotnie lepiej oplacany niz opiekunka ludzi ciezko chorych ktora de facto wykonuje iles tam krotnie potrzebniejsza prace niz wspomniany reklamodawca i dlatego dyrektorzy wielkich korporacji ciagle odczuwaja niedosyt przywilejow i zarobkow.
Jaki z tego wniosek? Ano taki, ze bez podniesienia globalnej/spolecznej swiadomosci zaden system sam w sobie niczego nie zmieni na dluzej. Socjalizm probowal zrownac wszystkich i wiadomo, czym sie to skonczylo. Kapitalizm z kolei dal wszystkim wolna reke ale wiadomo, ten kto byl na poczatku ma o wiele bardziej z gorki niz ten co jest na koncu a kazdy czlowiek, bez wzgledu na to jaki status spoleczny posiada, chce mniej wiecej tego samego. A starcza dla ,,wybranych".
Dlatego napisalem wczesniej, ze dopiero swiadomosc pracy jako dawania innym (ale w nie utopijnym mysleniu socjalistycznym ale w bardzo praktycznym odniesieniu do samej etyki pracy i zwiazanej z nia swiadomosci uczesticzenia w zyciu spolecznym, ktorego czescia jest kazda jednostka) moglaby przyniesc przynajmniej czesciowa poprawe sytuacji. Przykladem sa dzisiaj tzw. wioski ekologiczne czy wspolnoty mieszkancow, gdzie kolektywizm i dzialania grupowe polaczone sa z duza niezaleznoscia jednostki ale odbywa sie to wlasnie ze wzgledu na duza samoswiadomosc takiego mikrospoleczenstwa, ktore posiada wysoka etyke pracy i uczestniczenia w grupie).
Natomiast to, co piszecie o osobistym prosperity i porownanie miedzy Polska a Zachodem to nie do konca tak jest. Przecietny obywatel Zachodu ma wielokrotnie wieksze zarobki od naszego Kowalskiego i nawet jesli u nich ceny za uslugi/towary sa iles tam krotnie wyzsze od polskich to stac go na to aby mogl je spokojnie zaplacic/zaspokoic. U nas w Polsce mamy ceny zachodnie a zarobki wciaz polskie (nie wszedzie, ale w wielu sektorach tak jeszcze jest). Ponadto, Polska nie ma silnego przemyslu i nie jest potentatem na skale europejska/swiatowa w zadnej dziedzinie gospodarki, wiec de facto to tez powoduje ze jestesmy na szarym koncu tego, o czym piszemy/mowimy. Dodac do tego wedlug mnie wypaczony system podatkowy, ktory zamiast tworzyc ulgi i stosowac o wiele mniejsze progi podatkowe wali wszystkim po kieszeniach (zamiast cierpliwie zbierac mniejsze podatki tym samym zachecajac ludzi do wychodzenia z szarej strefy), to wszystko powoduje ze nasze spoleczenstwo nie wypracowywuje sobie okreslonego PKB na mieszkanca.