Tutejsza dyskusja skłoniła mnie do refleksji.
Odnoszę wrażenie, że nawet wśród rozwojowców wyobrażenia na temat prosperity często ograniczają się do dwóch popularnych schematów:
1) Posiadanie mentalności biznesmena, prowadzenie dużych i dochodowych działalności, duża znajomość świata finansów, itp. klimaty. Krótko mówiąc - życie kręcące się dość intensywnie wokół aktu mnożenia piniążków.
2) "Z nieba spadło" czyli scenariusz typu wygrana w lotto czy ogromny spadek, czyli najprostsze wyobrażenie dla mało kreatywnej wyobraźni - dostałem mnóstwo kasy, której nie da się przejeść, więc jestem bogaty i dobrze prosperujący

Nie powiedziałbym, że którykolwiek z tych scenariuszy jest zły. Rzecz w tym, że to tylko 2 przypadki z nieskończonej ilości rozwiązań i trochę głupio się ograniczać do tych czy innych popularnych schematów. Nauczeni jesteśmy brać przykład z tego co znamy, więc wyobrażenia na temat tego co znaczy być bogatym też bierzemy od ludzi, którzy w taki bądź inny sposób znaleźli się w sytuacji życiowej, która pozwala im mieć i wydawać dużo pieniędzy. A ja myślę że to w większości są mało wartościowe przykłady. Szczególnie, że Ci ludzie mają różne intencje i motywacje do posiadania tych pieniędzy, a przede wszystkim - nie są nami! To są inni ludzie, małpowanie ich to zabawa w schematy, a nie urzeczywistnianie Boskości w sobie. Boskość nie podlega schematom, to jest żywy twór, który nieustannie się przekształca i dostosowuje do warunków czy bieżących potrzeb. Możecie więc poznawać Boski aspekt Bogactwa w sobie lub możecie dążyć do realizacji sztucznych schematów.
Wszechświat jest nieskończenie różnorodny, tak jak i my.
1) Dla Janka najlepsze na ten moment będzie rozwijanie lingwistycznych talentów, gdyż to go popchnie do zostania dobrze płatnym tłumaczem książek, a w dalszej przyszłości zainspiruje do napisania własnej, która stanie drugim Harrym Potterem i uczyni go najbogatszym człowiekiem, jaki kiedykolwiek urodził się w Sosnowcu. A ktoś by mu doradził, żeby się za tłumaczenia nie brał, bo milionerem z tego powodu nie zostanie...
2) Zbyszek ugania się za pannami, bo bardzo lubi towarzystwo dziołszek i szuka tej jedynej. Ktoś by mu doradził, żeby pouczył się czegoś konkretnego, bo nigdy nie przestanie być księgowym za 1800 zł. Zbyszek robi jednak po swojemu, bo zwyczajnie nie ma ochoty. Poznaje Beatkę, która 2 lata po ślubie ze Zbyszkiem wpada na pomysł założenia firmy, która się okazuje strzałem w dziesiątkę. Zbyszek tylko prowadzi jej księgowość, miesięczne dochody wynoszą kilkadziesiąt tysięcy. Beatka kocha Zbyszka i nie widzi nic złego w tym, że Zbyszek jest równie bogaty co i ona, mimo że jest prostym księgowym. Zbyszek ma swój wkład w związek (niefinansowy) - obu stronom odpowiada to, co dają sobie nawzajem.
3) Andrzej ma duszę wędrownika i nosi go po całej planecie. Wszędzie gdzie zawędruje, życie podsuwa mu odpowiednie sytuacje i ludzi. Nie musi narzekać na brak jedzenia bądź schronienia - a to pomoże w gospodarstwie, a to dostanie miskę zupy w zamian za opowieści o swoich przygodach, a to po prostu ktoś chce mu coś podarować. Na starość, gdy chce już osiąść spisuje swoje wspomnienia, które sprzedają się jak świeże bułeczki, na ich podstawie powstaje dochodowy film - Andrzejowi nie brakuje pieniędzy na spokojną resztę życia.
To są tylko pierwsze z brzegu przykładowe możliwości. Boska Prosperita to nie tylko zarabianie pieniędzy - to otrzymywanie wszystkiego co jest nam potrzebne, wtedy kiedy jest potrzebne i to w taki sposób, który służy nam i innym istotom. To jest nieustanny, NIEUWARUNKOWANY przepływ dóbr, usług, instuicji w zgodzie z naturalnym biegiem świata. Warunkowanie prosperity sytuacją gospodarczą, umiejętnościami, wiedzą, wykształceniem, doświadczeniem, itp. itd. to ograniczanie Boga. To jak jakby twierdzić, że np. ZUS jest większa siłą we wszechświecie niż Bóg

Jasne, te wszystkie wymienione rzeczy przeze mnie jak najbardziej mogą się przydać w zarabianiu, często niektóre z nich będą potrzebne na konkretnej drodze życia, w takich bądź innych konfiguracjach. Nie można jednak powiedzieć że Boskie bogactwo i prosperowanie jest zależne od tych czynników. To jest tylko ogromna iluzja na skalę całej planety, której ludzkość ulega z powodu nieświadomości swojego Boskiego pochodzenia. Jednak My, Bóg, nasze istnienia - jesteśmy czymś więcej. Nasze funkcjonowanie może być czymś więcej niż zwykłym, prostym, mechanicznym działaniem w celu osiągania fizycznych korzyści. Ono może być częścią niesamowicie potężnego, nieskończonego, arcybogatego Boskiego mechanizmu funkcjonowania. Zamiast być trybikiem jako korposzczur w wielkiej firmie, można być trybikiem w Boskiej maszynie - tutaj każdy trybik jest szczęśliwy i spełniony w swojej roli, a potęga tej Boskiej maszyny sprawia, że wszystko kręci się praktycznie samo, bogactwa spływają bez ograniczeń - wystarczy tylko się nie opierać, nie walczyć z tą maszyną i można się delektować każdym strzępkiem istnienia, płynąc z nurtem tej wszechpotężnej rzeki bogactwa, na drodze której nie jest w stanie stanąć żadna iluzja, żadne ograniczenie.
Każdy trybik jest inny, każdy ma swoje zadanie i rolę, która wnosi wartość dodaną dla życia swojego i innych istot. I za sam fakt istnienia, bycia tym Boskim trybikiem należą się nieograniczone ilości Bogactwa. Nieważne czy trybik jest masażystą, księgowym czy naprawia dachy domów albo pisze wiersze w domowym zaciszu. Każdemu się należą najcudowniejsze bogactwa i dary za to że jest ukochanym dzieckiem Boga, a nie za to co robi i jak funkcjonuje.
Nasze talenty mamy przejawiać dlatego, że mamy ochotę się z nimi podzielić z innymi (bądź dla siebie tylko). Wiedzę mamy zdobywać dlatego, że mamy na to ochotę, dlatego że goni nas do tego dziecięca ciekawość. Kwalifikacje mamy podnosić po to, aby móc zajmować się tym, co sprawia nam radość i satysfakcje. To nie ma służyć zdobywaniu pieniędzy i budowaniu swojej prosperity. Prosperita nie powinna być celem samym w sobie, powinna być efektem pogłębiania naszej relacji z Boskością w sobie.
Nie osiągnięcie prawdziwej prosperity, jeżeli będzie ona dla Was celem numer 1 w życiu. Osiągnięcie ją dopiero wtedy, kiedy tym celem stanie się całkowite i niczym nieograniczone zjednoczenie z Bogiem w sobie. Ona będzie się rozwijać w trakcie, jako jeden ze skutków całego procesu. Rozmawianie o prosperowaniu z pominięciem w tym wszystkim Boga... wydaje mi się dziwne i trochę mijające się z celem. Bez Boga da się zarobić nawet miliony, ale to nie jest prawdziwa prosperita. Kulczyk miał te 15 miliardów czy ile mu tam wyliczyli, ale z prawdziwą prosperitą niewiele miało to wspólnego. Ot zwykłe wzorce podświadomości, każdy jakby się uparł to mógłby sobie wypracować taki program, nie wiem tylko czy każdy chciałby ponosić skutki uboczne.