Dzieci moga zawdzięczać rodzicom różne rzeczy.
Dobre czy złe.
Dzieci oczywiście mają swoje intencje z którymi przychodzą na świat.
Leszek juz to raz ujął, ze te intencje są podejmowane
przed śmiercią i mogą być tak nieprzemyślane, że aż głupie.
Tak, że jeżeli widzimy dziecko, które za rodziców ma zło wcielone, to niekoniecznie
wybrało to mądrze i świadomie, niekoniecznie chce cierpieć, bo chce odpokutować zło, które uczyniło.
Niekoniecznie chce w tym NADAL BYĆ ! Z tego co wiem na temat rozwoju duchowego, oraz z moich doświadczeń i obserwacji życia, wynika coś co już Einstein tak ładnie ujął - Wszystko jest względne

Otóż, to że dziecko rodzi się wśród toksycznych układów, może świadczyć o tym, że na przykład chce wziąć cały toksyczny bagaż rodzinny na siebie, bo - tak mu sie wydaje - ono sobie z nim poradzi.
Taki mały Bodhisattwa rodzinny

Ten Bodhisattwa może też być jednym z rodziców, oczywiście.
Czasem też rodzi się takie małe, bo chce
chociaż przez pewien czas pomóc.Jest na przykład silnym, walecznym Aniołkiem w kolorze blue.
Ma spory power

I jego intencje są
pomóc trochę tym biedakom, którzy sie tak tutaj męczą.Oczywiście już po urodzeniu się widzi, że długo się tego nie da wytrzymać.
Nie chce brnąć w to dalej. Karmę sobie gmatwać.
Bo i za jakie grzechy niby ?
I jak poczuje, że już dość pomógł - odchodzi.
Wcieli sie w bardziej sprzyjających okolicznościach.
To jest decyzja tego dziecka - tej duszy. Tylko i wyłącznie.
I to nawet pięknie o niej swiadczy. O jego sile. I stosunkowo
dobrych intencjach wobec SIEBIE.