Edyta
tu nie chodzi o udzielanie rad, czy misje zbawiania świata ale dzielenie się swoimi szczerymi odczuciami na jakiś temat. Z drugiej strony, często wypowiedziane przypadkowo słowa mogą kogoś niechcąco mocno zainspirować, więc chyba warto próbować

Zaś co do kasy - to chyba raczej już nie, po iluś tam latach podchodów i kombinowania, moja rodzina zdaje sobie raczej już sprawę, że uodporniłem się na wszelkiego rodzaju manipulacje i wymuszenia

Clint,
dobrze napisane, komu jak komu ale mi do "RuŻofFeGo RoSfFoJu" hehe raczej daleko, jestem wielkim pragmatykiem

Masz rację, nigdy w sumie nie próbowałem specjalnie sobą manipulować wzbudzając wdzięczność czy coś w tym stylu - albo to jest, albo nie ma. W sumie, wielu osobom za wiele rzeczy jestem dość naturalnie wdzięczny, do matki jednak nic specjalnie już nie czuję.
Firsky
naprodukowałeś się sporo, ale obawiam się, że w wielu tematach się z Tobą raczej nie zgadzam.
Przede wszystkim, stwierdzenie że matka "dała mi życie" to błąd, ja istniałem zanim się urodziłem, ona pozwoliła mi zaistnieć fizycznie. Nie to, żebym nie był za to kompletnie niewdzięczny, ale zdaję sobię sprawę, że równie dobrze każda inna zdrowa kobieta mogła by zrobić to samo, i z ludzkiego punktu widzenia (a przynajmniej mojego punktu widzenia ludzkich spraw), nie ma w tym raczej żadnej specjalnej mistyki. Równie dobrze mógłbym urodzić się fizycznie w innej rodzinie, i co z tego? Moje intencje tak czy siak by się dopełniły.
Kolejna rzecz, nie cytuj mi proszę mistrzów duchowych ze Wschodu w temacie rodziców i rodziny. Tam te pojęcia mają zupełnie inny wymiar, praktycznie niewyobrażalny dla większości ludzi z Zachodu, i trzeba naprawdę sporo przebywać wśród Azjatów, aby docenić, co one dla nich znaczą. To jest zupełnie inna półka doświadczeń, znam zdrowe polskie rodziny które żyją w bardzo dobrych relacjach ze swoimi dziećmi, ale nikt nawet nie zbliżył się do tego, czym jest i co oznacza "rodzina" w krajach Azji. To jest zupełnie inne doświadczenie i inny grunt kulturowy, i ciężko to porównywać z typowo "zachodnim" sposobem podejścia do tematu. A tematu "ukłonu" z Aikido, reprezentującego japoński styl myślenia, w ogóle nie komentuję, bo to jeszcze inna bajka.
Z mojego punktu widzenia matka to dla mnie po prostu biologia - wychowywali mnie dziadkowie, od których otrzymałem sporo miłości, wsparcia, pomocy, ciepła i innych wspaniałych rzeczy - których jakby mało lub wcale nie dostawałem od matki. Emocjonalnie moją "matką" była dla mnie moja śp. babcia. Z tego powodu, czuję z nią znacznie bliższą więź, niż z matką. Tak bliską, że wiem, że ponownie już inkarnowała, wiem nawet gdzie, i wiem, że ją spotkam ponownie jak dojrzeje co nieco, na co bardzo się cieszę.