Autor Wątek: Co zawdzięczacie rodzicom?  (Przeczytany 11635 razy)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2014-10-15, 23:11:15 »
Być rodzicom wdzięcznym za przekazane geny... zabawne - tak jakby rzeczywiście mieli na to jakikolwiek wpływ (matka mogła urodzić, ale genów nie dać! :D) Kurcze gdyby rzeczywiści miała taką możliwość, to bym się nie zdziwił, gdyby ich nie dała :D W końcu piersią mnie karmić nie chciała, bo miała takiego focha, że wpadła z ojcem. No i całe życie mi chrupią wszystkie stawy, pewnie właśnie z tego powodu. Za to też mam być wdzięczny? :D

Przekazanie genów to część wielkiego i złożonego mechanizmu rządzącego materialnym światem - jak mam być wdzięczny komuś za to, to Bogu/wszechświatowi/mechanizmom natury - bo to właśnie im to zawdzięczam, a nie rodzicom. Moje istnienie w tym ciele jako człowiek zawdzięczam najpierw Bogu, dzięki któremu w ogóle istnieje, potem istnieniu materialnego świata i jego mechanizmom (dzięki czemu mogę się odradzać jako człowiek), a dopiero na końcu moim rodzicom (dzięki którym mogłem żyć konkretnie w tym ciele i w tej rodzinie). Czyli jednak coś im zawdzięczam? Z jednej strony tak, ale jak widać - zawdzięczam im coś, co bez żalu mógłbym zmienić i co w żaden sposób nie warunkuje mojego szczęścia - przecież mógłbym mieć zupełnie inne ciało i żyć w zupełnie innej rodzinie - i wyjść na tym nawet znacznie lepiej. Więc co w tym takiego wyjątkowego? Lubię swoje ciało, ale mógłbym mieć inne i to wcale nie byłby żaden problem, szczególnie że to i tak w dużej mierze moja własna kreacja, ograniczona tylko w pewnych kwestiach (ciężko żebym się urodził np. czarny w tej rodzinie :P).

Nie twierdzę, że nie warto czuć wdzięczności do swoich rodziców. Ale niech każdy pozwala sobie czuć to czuje i niech wie, że jest z tym całkowicie w porządku.

Frisky - piszesz o osobach nieczujących tej wdzięczności że są takie, srakie i owakie - jakby zebrać te wszystkie oceny uwarunkowane tą jedną pierdołą jaka jest wdzięczność do rodziców za to, że się bzyknęli i nie pozwolili umrzeć dziecku to można by pomyśleć, że masz takich ludzi za kompletnie popieprzonych emocjonalnie. Nie chce mi się teraz cytować fragmentów postów, ale lista brzmiała by dosyć nieprzyjemnie. Skąd takie oceny? Ktoś inny mógłby pomyśleć, że osoby głoszące tego typu poglądy są nawiedzonymi i oderwanymi od rzeczywistości duchowymi świrami, którzy się za dużo naczytali "duchowych" mądrości . A to by nie było przecież miłe, gdyby ktoś tak napisał, prawda? To taka mała prowokacja do luźnego przemyślenia.

To forum czytają różne osoby, na różnych etapach swojej pracy nad sobą, a osobiście uważam, że ofiary patologicznych i toksycznych rodzin potrzebują w pierwszej kolejności odzyskać szacunek i miłość do siebie, oderwać się od tych wszystkich uczuciowych i emocjonalnych przymusów, które były siłą od nich wyciągane, a nie czytać że są popieprzeni, bo nie czują wdzięczności do matki, że przekazała swoje drogocenne geny. I potem taki biedny żuczek się obwinia i jeszcze pracuje nad tym, żeby czuć tą miłość i wdzięczność do mamusi, kiedy ta obrzuca go gównem i niecierpliwością czeka, aż dziecko się potknie i zaliczy jakiś porządny upadek.

Ja na szczęście miałem własny rozum i mimo że próbowałem trochę przerabiać różne medytacje na rodziców, to nie mogłem zdzierżyć tego ile tam było tego, że mam czuć do nich miłość, jak bardzo ich kocham i jestem wdzięczny. I teraz się pewnie podniesie zamęt, jaki to ja zamknięty na miłość i zaślepiony nienawiścią. Jasne, mam w sobie jeszcze trochę emocji, zresztą nie bez powodu się udzielam w temacie, ale kurczę naprawdę w dużej mierze im odpuściłem, ale nie zamierzam ich wielce kochać i im za nic dziękować, bo dobrze wiem z jakimi intencjami i nastawieniem robili dla mnie cokolwiek. Postawiłem na siebie, szacunek i miłość do siebie, a nie na nich. Podjąłem radykalne kroki, za miesiąc minie równo rok, od kiedy urwałem z nimi kontakt i przyznam, że dało mi to bardzo dużo. Miałem jeszcze przez jakiś czas w pracy gościa, który był kompilacją najgorszych cech mojego ojca i matki jednocześnie, ale w końcu sobie poukładałem na tyle, że z pracy mnie wyrzucili, a krótko później znalazłem sobie lepszą, lepiej płatną i przede wszystkim z całą grupą ludzi (aż 6 osób), gdzie po prostu wszyscy są do rany przyłóż - nie dość że mają dużo wspólnego ze mną pod względem zainteresowań i tematów wspólnych (czyli to co najważniejsze przy relacjach typowo zawodowych), to jeszcze są bardzo mili, przyjacielscy i pozbawieni wielu chamskich cech - dla mnie to aż szok jaka tam jest przyjazna i luźna atmosfera bez żadnych krzywych akcji (przez całe życie, nigdy nie miałem w swoim otoczeniu tak pozytywnej grupy ludzi).

Ponadto jestem od dwóch lat w mega spełnionym związku, gdzie mam partnerkę, która jest kompletnym przeciwieństwem moich rodziców, która daje mi to wszystko, czego oni nie chcieli. Nawet jej rodzina mnie lubi i bardzo miło traktuje, ciepło mówi o mnie. Nie ma w moim otoczeniu już ludzi, którzy sprawialiby że źle się czuję, a przy rodzicach czułem się jak najgorsze gówno przez cały czas. Nie dam sobie więc wmówić, że moje podejście do tematu jest wynikiem obciążeń, zaślepień czy oderwania od rzeczywistości, bo mam realne, bardzo słodkie owoce swojego podejścia i nie muszę się w swojej argumentacji zasłaniać tekstami świętych mężów od Wyższej Mądrości Duchowej.

I tak, negatywna część mojej motywacji (niewielka część, bo dominowała chęć poukładania sobie tematu) do napisania tego posta, to lekkie, nie psujące jednak humoru  rozdrażnienie faktem, że wszędzie naokoło się narzuca wdzięczność, miłość i inne celebrowanie rodziców, kompletnie ignorując to jacy oni są i co sobą reprezentują (chyba że alkoholik albo inny zboczeniec to jeszcze będzie jakieś przyzwolenie). Świętego męża z siebie nie robię, więc nie widzę problemu do tego, że przyznać się swoich obciążeń w temacie.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-15, 08:24:16 »
Daniel
Cytuj
Tak samo, jak pisałem nieświadoma realizacja programów biologicznych, nie wywołuje we mnie specjalnie żadnych emocji czy wzniosłych uczuć - w końcu, to samo robią zwierzęta jak i rośliny (polecam wikipedia "rozmnażanie płciowe"). Widziałeś wdzięczność u paprotek na przykład? ;)
a zauważasz różnice w poziomie świadomości i rozwoju między człowiekiem , zwierzęciem i rośliną? : )
dopóki żyjesz mniej lub bardziej nieświadomie, ot  jak zwierzę albo roślina, i realizujesz nieświadomie programy dopóty bierzesz wiele rzeczy za oczywistość niewartą wdzięczności, podobnie gdy dzielisz z poziomu swego ego sprawy i rzeczy na te ważne - np. powiązane z pragnieniami/interesem/zdobywaniem/płaceniem i te nieważne - bo np. powszechne/ biologiczne/już posiadane/darmo dane, to będzie taka kicha z tego wychodziła

naturalna wdzięczność kojarzy mi się z cechami duchowymi więc te przykłady z natury odnoszące się do słowa naturalny to deczko nietrafione?

 
Cytuj
Pytałem "za co TY" dwa razy, dostałem garść ogólników.
ok,  ja Frisky konkretnie i osobiście jestem wdzięczny rodzicom (oprócz wielu innych rzeczy) dokładnie za ciało haha, powodów i uzasadnień bez liku poniżej w moich postach,
 zadowolony? w końcu dotarło? : )

Cytuj
jak ja jako potencjalny rodzic widziałbym swój stosunek do dzieci - i w sumie, żadnej wdzięczności za samo spłodzenie bym się nie spodziewał, bo jest to MOJA decyzja, a nie dziecka. No ale z różnych poziomów świadomości różnie to wygląda, mówiąc językiem tego forum, jest między mną a moją matką 10-krotna różnica w poziomie ERDów piERDów, więc chyba nie powinienem się dziwić - zarówno jej jak i innym...
no dokładnie,  podchodzenie do tego podobnie jak zwierzęta, albo sprowadzając to dawanie ciała i proces wcielania się do czystej biologii (haha takie teksty na forum duchowym to mnie normalnie powalają ) , podchodzenie do tematu z poziomu własnego ego-chcenia i wartościowanie na tym oparte, czy powielając wzorce rodzinnej niewdzięczności i odrzucenia, bardzo trudno jest dostrzec wartość pewnych rzeczy i być za nie wdzięcznym,

 jesteś mistrzem w uzasadnianiu braku wdzięczności wobec matki : )



Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-10-15, 06:49:42 »
Frisky,
Wiesz, byłbym bardzo ostrożny oceniając to, co jest "naturalne" bo w naturze zdarzają się rozmaite wybryki, takie, które niekoniecznie mieszczą się w naszym powszechnie rozumianym etycznym kanonie, na przykład zjadanie partnerów tuż po stosunku (samice modliszek) czy zjadanie swoich dzieci ;)

Tak samo, jak pisałem nieświadoma realizacja programów biologicznych, nie wywołuje we mnie specjalnie żadnych emocji czy wzniosłych uczuć - w końcu, to samo robią zwierzęta jak i rośliny (polecam wikipedia "rozmnażanie płciowe"). Widziałeś wdzięczność u paprotek na przykład? ;)

Piszesz niewątpliwie od siebie, ale nie o sobie, a to różnica. Pytałem "za co TY" dwa razy, dostałem garść ogólników. Ale z drugiej strony, to całe słowotwórstwo skłoniło mnie do zastanowienia się nad tym, jak ja jako potencjalny rodzic widziałbym swój stosunek do dzieci - i w sumie, żadnej wdzięczności za samo spłodzenie bym się nie spodziewał, bo jest to MOJA decyzja, a nie dziecka. No ale z różnych poziomów świadomości różnie to wygląda, mówiąc językiem tego forum, jest między mną a moją matką 10-krotna różnica w poziomie ERDów piERDów, więc chyba nie powinienem się dziwić - zarówno jej jak i innym...

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-14, 10:59:52 »
Daniel
ciało i geny otrzymane od rodziców to wciąż najistotniejsza i niepomijalna  podstawa, to co robisz jedynie wpływa na nie,  bez nich mógłbyś sobie tylko pomarzyć o tym co osiągnąłeś w życiu i na tej Ziemi, czyli wszystko co osiągnąłeś tutaj zawdzięczasz również im, dopóki masz to ciało i z niego korzystasz tak będzie, zawdzięczasz to dokładnie tym dwóm duszom, nieważne że inni też mogli, itp. dyrdymały,  ale to te dwie konkretne dusze dla Ciebie to zrobiły, bez nich twa babcia nie mogłaby Cię wychować, a gdyby nie twa matka to nawet by nie chciała

nie dziwię się twej niechęci do dyskusji na temat kulturowych różnic, bo w przypadku przekazywania genów i dawania ciała nie ma żadnych,

chyba przesłania Ci wzrok forma w jakiej piszę o tym za co jestem wdzięczny, bo ja od początku piszę tu od siebie 

jeżeli ktoś nie potrafi poczuć naturalnej wdzięczności do rodziców za ciało (pomijając wszystko inne),  to zwyczajnie ma duże urazy i blokady, i/albo żyje jakąś iluzją, więc może warto to uzdrowić ?
 
« Ostatnia zmiana: 2014-10-14, 11:09:43 wysłana przez Frisky »

Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-10-14, 04:25:24 »
Edyta,
dzieki - ciekawy punkt. Zastanawiam się jednak, na ile obecny stan Twojego ciała to geny, a na ile Twój własny wysiłek, albo raczej wybór - czyli dieta, ćwiczenia, to, jak o nie dbasz, itd. W takim konteście, pytanie, komu zawdzięczasz swoje ciało - i jego obecny stan - nie wydaj mi się aż tak bardzo jednoznaczne - no choć niewątpliwie, geny rodziców mają na to jakiś wpływ.

Frisky
nie chce mi się tutaj gadać o różnicach kulturowych między wschodem a zachodem, nie po to stworzyłem ten wątek. Temat brzmi - co zawdzięczacie rodzicom - i póki co, nic w tym temacie od siebie nie napisałeś.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-02, 11:24:13 »
Daniel
ok, jak pisałem wcześniej, dla mnie takie twoje podejście to żaden problem, więc ta wypowiedzią  nic nowego nie wniosłeś w temat : )
ja pytałem o te różnice kulturowe między wschodem i zachodem,  jakoś nie znajduję w twej wypowiedzi uzasadnień i przykładów, tu i tam rodzice dają dzieciom ciało, umożliwiają im życie na tym świecie itd. itp. czyli dokładnie to samo, za które to dary dzieci są wdzięczne, albo i okazują się niewdzięczne, na wschodzie czy zachodzie nawet przykazania religijne i nauki duchowe związane z rodzicami są podobne jeśli nie identyczne

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-10-02, 10:00:07 »
No, czy ktoś może jeszcze odważniej napisze, za co jest wdzięczny rodzicom? Póki co, to niewiele tutaj widzę ;)

;) skoro tak pytasz to odpowiem choć może cię to zdziwić nieco :)
jestem wdzięczna swoim rodzicom za ciało, szczególnie matce bo jestem do niej podobna. Wiem że daleko mi do obecnie modnego kanonu urody ale moje ciało mi samej bardzo się podoba, uważam że bardzo do mnie pasuje i ma pewne szczególne właściwości które odziedziczyłam po linii kobiet od strony matki które mnie urzekają i sprawiają wiele przyjemności w użytkowaniu :))))
Uważam też że moja mama jest bardzo piękną kobietą, zawsze mi się podobała jej uroda, podobnie podobała mi się babcia, choć mniej niż mama.
Mam dużą przyjemność gdy rano wstaje, spoglądam w lustro i widzę taką piękną uśmiechniętą buźką z zadartym figlarnym piegowatym noskiem, ślicznymi ząbkami i usteczkami :)

Daniel

  • Gość
[#]   « 2014-10-02, 06:55:08 »
Frisky
Cytuj
bo nie kojarzę, matka i ojciec w każdej kulturze dają dzieciom życie i ciało, niewdzięczność tu czy tam za ten najcenniejszy dar, to po prostu spore zaburzenie odbijające się na wielu poziomach

No widzisz, myślę że tutaj się zasadniczo mocno różnimy w postrzeganiu pewnych rzeczy.  Dla mnie rodzice NIE DAJĄ ŻYCIA - jednynie pozwalają mi zaistnieć fizycznie, realizując w zupełnie mało świadomy sposób swój biologiczny program. To ogromna różnica. Wyobraź sobie kogoś siadającego przed komputerem i odpalającego przeglądarkę WWW - czy nazwiesz takiego kogoś Twórcą Internetu? ;) Od wciska przyciski i uruchamia przeglądarkę... uruchamia program, ale nic zupełnie nie tworzy. Tak samo, moi rodzice zrealizowali pewien program, uprawiając seks i zapokajając swoje fizyczne żądze, nie będąc świadomym konsekwencji, bez zabezpieczeń i najprawdopodobniej (oficjalnie się nie przyznali ale coś wiem...) pod wpływem alkoholu - więc jakoś trudno mi wykrzesać z siebie wzniosłe odczucia gdy o tym myślę, może po prostu poza zwykłą akceptacją faktu, że stało się co stało. Tymczasem, tworzenie życia to inna bajka - i póki co, absolutnie żadnemu człowiekowi taka sztuka się nie udała - znaczy nikt w historii tej planety nie stworzył z materii nieorganicznej życia.

Natomiast przyjrzałem się temu z innej perspektywy - jako potencjalnego rodzica, którym być może kiedyś będę. I trudno mi tutaj abym poczuwał się do tego, aby manipulować dzieckiem po to, aby było moją gwarancją na przyszłość, zabezpieczeniem na stare lata czy czymkolwiek innym. Z mojej perspektywy dziecko potencjalnie to mój wybór, moja decyzja i moja odpowiedzialność - i jakoś nie mogę sobie wyobrazić traktowania tego jako inwestycje czy zabezpieczenia, lub przenoszenia na nie jakichkolwiek konsekwencji MOJEGO wyboru, aby ono się narodziło. W końcu, to jest tylko i wyłącznie mój wybór, więc nie rozumiem, dlaczego miałbym konsekwencję tego wyboru przenosić na dziecko, w postaci pierniczenia "kochaj matkę i ojca swego" lub jakichkolwiek innych, wzniośle brzmiących głupot. W końcu - to nie Azja ani Afryka.

Lilliole,
Cytuj
Jeszcze jakiś czas temu powiedziałabym, że jestem wdzięczna za to, ze materialnie mi niczego nie brakowało. Ale teraz jakoś nie czuje tej wdzięczności. Większość rzeczy, które dostawałam nie była po to by zaspokoić moje potrzeby, lecz żeby ktoś się mógł poczuć dobrym rodzicem.

no właśnie - też zacząłem się nad tym zastanawiać, za co to MI rodzice powinni być wdzięczni. Np. możliwość realizacji karmy, ściągnięcie presji otoczenia, większa akceptacja w grupie rówieśniczej posiadającej już dzieci, związek, itd. - trochę tego bym się mógł doliczyć ;)

No, czy ktoś może jeszcze odważniej napisze, za co jest wdzięczny rodzicom? Póki co, to niewiele tutaj widzę ;)

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-01, 14:23:44 »
Kaja
Cytuj
We mnie mało jest wdzięczności niestety, nie tylko do rodziców, ale nawet ogólnie. Mimo, że niektóre fajne rzeczy im zawdzięczam.
może zacznij się koncentrować na tym za co jesteś wdzięczna, zacznij traktować to (czyli  wdzięczność) jako podstawę, jak stan naturalny, a wszystko inne co się pojawia i to zakłóca jak zanikające fale, tak czy inaczej, uwalniaj je, uświadamiaj sobie  i puszczaj cały wysiłek podtrzymywania tego
np. siedzę sobie i to pisze i czuję wdzięczność do rodziców za to, że dali mi to ciało, bez tego bym tego nie mógł napisać ani przeczytać co piszesz do mnie,  do tego czuję wdzięczność za wsparcie i pomoc tych którzy nauczyli mnie pisania i czytania itd. itp.  to jest kwestia takiego patrzenia:  nie żeby sztucznie wmawiać sobie potrzebę wdzięczności ale żeby zobaczyć że faktycznie ma się wiele powodów do wdzięczności i pozwolić sobie czuć to niezależnie od wszystkiego innego, a gdy pojawiają się przeszkody bo np. ktoś walił nas linijka po rękach gdy nas tego czytania uczył ... to je przebaczać i znowu doceniać to co dobre w tym było
 
chodzi o wdzięczność np. do tych którzy byli i są, oraz za to co było i co jest , a co było dobre,  np. kontynuując :
siedzę sobie w domu który ktoś zbudował, i wszystko co mnie otacza zostało wykonane przez innych itd. czy to nie są powody do wdzięczności? jest ciepło , sucho wygodnie, przyjemnie, mam tyle udogodnień,  ileż musiałbym się natrudzić i czy w ogóle byłbym w stanie zrobić sam np.  taki komputer, samemu zasilać go prądem itp., czy miałbym jeszcze czas na zajmowanie się tym co lubię ? 
poniżej była taka praktyka pięciu dotknięć Ziemi która można sobie zaadoptować : )

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-01, 14:01:34 »
Tutaj jest fajny tekst na ten temat:

medytacja DUCHOWA MIŁOŚĆ RODZICÓW

DZIECKO
Dziecko adoptowane ma rodziców - tak samo jak inne dzieci. Otrzymało życie od określonych ludzi, dlatego należy do swojej rodziny tak, jak wszyscy inni jej członkowie. Jest związane z tą rodziną, bez względu na to jaki jest jego los. Los, pod którego wpływem pozostają także inni członkowie rodziny. Adopcja niczego tu nie zmienia.
Dziecko adoptowane także podlega zasadzie, że otrzymało swoich rodziców – takich jacy są – w prezencie. Stają się oni jego Losem, tak jak jest mu to pisane. Każdy zarzut pod adresem matki i ojca, każde wysuwane wobec nich roszczenia zostają skierowane przeciwko tej Duchowej Sile, która tak porusza dzieckiem i jego rodzicami, że żadne z nich nie jest w stanie być inne niż jest.
Jak dziecko oddane może i jak musi się obchodzić w sposób duchowy ze swoim Losem? Jak powinno traktować Los, aby wolno mu było go uznać i zgodzić się na niego?

INNA MIŁOŚĆ
Dziecko potrafi wyobrazić sobie rodziców, nawet jeśli ich nie zna. Potrzebuje się tylko wczuć w siebie i już wie o rodzicach wszystko. W nim są oni w pełni fizycznie obecni i mogą żyć dalej. Są też w duszy swojego dziecka, które czuje jak oni, niesie dla nich tak, jak oni niosą dla niego. Dziecko jest uwikłane w los rodziców i los swojej rodziny pochodzenia. Cierpi tak jak oni, ufa tak jak oni i oczekuje tak jak oni tego co przyniesie im uzdrowienie. Czuje się winne i chce pokutować za nich nawet to, że oddali je do adopcji.
Dziecko - podobnie jak rodzice – może się uwolnić z tych uwikłań tylko na poziomie duchowym. Warunkiem jest wyjście poza to wszystko, co w jego losie ciężkie i połączenie się z duchową Siłą i Jej ruchem, biorącego każdego w służbę. Jest to ten rodzaj służby, dzięki której zarówno dziecko jak i rodzice mogą wzrastać. Ponieważ adopcja jest dla obu stron trudna, staje się losem, dzięki któremu wszyscy nabierają ludzkich cech, stają się bardziej kochający, pokorniejsi i mogą wzrastać.

MEDYTACJA: POŻEGNANIE
Proponuję teraz zrobienie wewnętrznego ćwiczenia, które pomoże dziecku oddanemu do adopcji z miłością uwolnić się od rodziców biologicznych. Pożegnanie to wymaga dwóch rzeczy.
Po pierwsze całkowitego przyjęcia tego, co zostało dziecku ofiarowane przez rodziców.
Po drugie rezygnacji z czegokolwiek więcej, całkowitej rezygnacji w pełnym tego słowa znaczeniu i na zawsze.
Jak wygląda takie ćwiczenie?

Dziecko zamyka oczy i wyobraża sobie swoją matkę i swojego ojca, którzy kochali się kiedyś jako mężczyzna i kobieta. Inaczej nie mogli. Bez względu na to, jakie były okoliczności, posłużyła się nimi jakaś Większa Siła. Chcieli, aby dzięki ich miłości to dziecko otrzymało życie. Tak więc dziecko spogląda na matkę i ojca, widzi, że oboje zostali wzięci w służbę przez Większą Siłę.
Równocześnie patrzy na Nią ponad nimi i kłania się Jej.
Dziecko czuje, jak za pośrednictwem rodziców Siła przekazuje mu swoją miłość i życie i jak je do siebie z miłością przyciąga. Oddając się w pełni Sile i temu ruchowi, dziecko mówi:

" TAK,
PRZYJMUJĘ OD CIEBIE WSZYSTKO, CO DAŁAŚ MI POPRZEZ MOICH RODZICÓW, A CO STAŁO SIĘ TERAZ MOIM ŻYCIEM.
OTWIERAM SWOJĄ DUSZĘ I SWOJE SERCE NA TE DARY.
BĘDĘ JE SZANOWAĆ I MOCNO TRZYMAĆ. ZABIORĘ JE ZE SOBĄ WSZĘDZIE TAM, DOKĄD MNIE BĘDZIESZ PROWADZIĆ".

Wtedy dziecko spogląda na matkę – taką, jaka jest – wziętą w służbę przez tę Siłę, i na to ile ją to wszystko kosztowało, i być może nadal kosztuje, mówiąc:

"KOCHANA MAMO, BIORĘ TO WSZYSTKO OD CIEBIE ZA CENĘ, KTÓRĄ I MNIE, I TOBIE PRZYSZŁO ZAPŁACIĆ.
JEST TO WARTE KAŻDEJ CENY. DZIĘKUJĘ.
MIMO, ŻE MNIE ODDAŁAŚ NA ZAWSZE, ZABIERAM CIĘ ZE SOBĄ - TAKĄ JAKA JESTEŚ – JAKO SWOJĄ MATKĘ,
DANĄ MI W PREZENCIE PRZEZ WIĘKSZĄ SIŁĘ.
TY TEŻ MOŻESZ MNIE MIEĆ DLA SIEBIE NA ZAWSZE.
JESZCZE DO CIEBIE NALEŻĘ. JEŚLI BĘDZIESZ MNIE KIEDYŚ POTRZEBOWAŁA, POWINNAŚ WIEDZIEĆ, ŻE ZAWSZE BĘDZIESZ MOJĄ MAMĄ, A JA ZAWSZE BĘDĘ TWOIM DZIECKIEM".

Dziecko spogląda też na ojca – takiego jaki jest wziętego w służbę przez tę Siłę, i na to ile go to wszystko kosztowało, i być może nadal kosztuje, mówiąc:

"KOCHANY TATO, BIORĘ TO WSZYSTKO OD CIEBIE ZA CENĘ, KTÓRĄ I MNIE, I TOBIE PRZYSZŁO ZAPŁACIĆ.
JEST TO WARTE KAŻDEJ CENY.
DZIĘKUJĘ. MIMO, ŻE MNIE ODDAŁEŚ NA ZAWSZE,
ZABIERAM CIĘ ZE SOBĄ - TAKIM JAKI JESTEŚ – JAKO SWOJEGO OJCA, DANEGO MI W PREZENCIE PRZEZ WIĘKSZĄ SIŁĘ. TY TEŻ MOŻESZ MNIE MIEĆ DLA SIEBIE NA ZAWSZE. JESZCZE DO CIEBIE NALEŻĘ. JEŚLI BĘDZIESZ MNIE KIEDYŚ POTRZEBOWAŁ, POWINIENEŚ WIEDZIEĆ, ŻE ZAWSZE BĘDZIESZ MOIM TATĄ, A JA ZAWSZE BĘDĘ TWOIM DZIECKIEM".

Później dziecko znowu spogląda na matkę i mówi:

"KOCHANA MAMO WIDZĘ CIĘ JAKO SWOJĄ MATKĘ,
A SIEBIE JAKO TWOJE DZIECKO. WIDZĘ CIEBIE TAKŻE, JAKO DZIECKO TWOJEJ MATKI I TWOJEGO OJCA,
ZWIĄZANE Z NIMI I Z ICH LOSEM MIŁOŚCIĄ, ORAZ WSZYSTKIM TYM CO NIOSĄ RAZEM ZE SWOJĄ RODZINĄ.
PRZEZ CIEBIE JESTEM ZWIĄZANY Z NIMI I Z ICH LOSEM – TAKIM – JAKI MUSIELI NA SIEBIE WZIĄĆ.
ALE PATRZĘ TAKŻE PONAD WAMI NA TĘ SIŁĘ, KTÓRA WAMI KIERUJE. ODDAJĘ SIĘ JEJ CAŁY Z WAMI I WSZYSCY MÓWIMY JEJ "TAK".
A JA MÓWIĘ DO NIEJ JESZCZE: "DZIĘKUJĘ", "POZOSTAWIAM WAS PRZY NIEJ Z MIŁOŚCIĄ"

DROGA
Teraz dziecko spogląda na tych, którzy je do siebie przyjęli i dzięki którym będzie mogło żyć, mówiąc:

"JESTEŚCIE DLA MNIE WSPANIAŁYM PREZENTEM OD LOSU
– TACY, - JACY JESTEŚCIE. WZIĘLIŚCIE MNIE DO SIEBIE, KIEDY MOI RODZICE MNIE ODDALI. TERAZ WY JESTEŚCIE DLA MNIE MAMĄ I TATĄ, STALIŚCIE SIĘ WIĘC MOIMI RODZICAMI.
TO TAK, JAKBYM DOSTAŁ DRUGICH RODZICÓW.
BIORĘ WAS SOBIE TAKICH, JACY MI ZOSTALIŚCIE PODAROWANI, BEZ WZGLĘDU NA CENĘ JAKĄ ZAPŁACIMY,
I BEZ WZGLĘDU NA LOS, KTÓRY WAM MNIE PRZEZNACZYŁ".

Potem dziecko patrzy ponad rodzicami adopcyjnymi na tę Siłę, w której rękach jest przeznaczenie, bo Ona chce mieć wszystkich takimi jacy są. Dziecko kłania się tej wprawiającej wszystko w ruch Sile, oddaje się Jej z miłością i mówi:

"TAK, PRZYJMUJĘ OD CIEBIE SWOJE ŻYCIE I SWÓJ LOS OD CIEBIE. NIEŚ MNIE I PROWADŹ, WTEDY BĘDĘ MÓGŁ SPEŁNIĆ WSZYSTKO TO, CO MI PRZYNOSISZ W DARZE, I PÓJŚĆ TAM DOKĄD MNIE PROWADZISZ. DZIĘKUJĘ".

CHWILA
Jakie jest teraz to dziecko? Czy jest nadal tym oddanym dzieckiem? Czy może uświadamia sobie teraz, że w jakiś sposób jest wyjątkowe?
Czuje się związane z tymi, od których się wywodzi, jak dziecko sięga pamięcią. Całym ciałem pozostaje w jedności ze swoimi przodkami i z ich życiową siłą.
Wie też, że zostało połączone z tą Duchową Siłą, która ich wszystkich wzięła w służbę – takich – jacy byli albo są. Żadne z nich w obliczu tej Siły nie było lepsze ani gorsze, biedniejsze ani bogatsze. Wszyscy byli tak samo kochani i tak samo wzięci w służbę życia.
Dlatego dziecko może czuć się im równe, wie, że jest kochane i bezpieczne. Potrafi być w tej chwili, być w pełni w swojej sile, być razem ze wszystkimi w tu i teraz.

Bert Hellinger

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-01, 13:38:25 »
Kaja
nie twierdzę, że wszystko zawdzięczamy rodzicom, zawdzięczamy im pewną istotną i dobrą  rzecz na wejściu i wiele związanych z tym dobrych rzeczy po drodze,
nie rozumiem ; ) podejścia ludzi którzy gdy uświadamiają sobie to co dobre ich spotkało ze strony rodziców dalej nie czują wdzięczności, przecież wdzięczność rodzi się naturalnie w wyniku uświadomienia sobie dobra jakie nas spotyka

w innym wątku o DDA trochę odpowiedziałem na te pozostałe punkty
wdzięczność za życie i chęć do życia może pojawić się w wyniku uświadamiania sobie wartości życia, pogłębianie tego polegać będzie (jak w każdym uzdrawianiu) na usuwaniu tego co odbierało/wciąż odbiera nam tą chęć  - zawsze polega to na świadomym wyborze, często pewnym przełamaniu się, bo  wbrew koleinom umysłu i bagażowi negatywnych doświadczeń oraz negatywnych wpływów

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-01, 13:13:16 »
Frisky, problem w tym, że niektórzy wcale nie chcą żyć, więc jak mają być wdzięczni za dar życia?
Zgadzam się że w pewnym sensie wszystko zawdzięczamy rodzicom. Pytanie tylko czym jest to wszystko. Jeśli w tym jest więcej zła niż dobra to ciężko być wdzięcznym. We mnie mało jest wdzięczności niestety, nie tylko do rodziców, ale nawet ogólnie. Mimo, że niektóre fajne rzeczy im zawdzięczam.

Ci rodzice, których mamy są najwłaściwszymi dla nas rodzicami i tu nie ma zamiennika. Nie opłaca się nam ich odrzucać, nie szanować i nie akceptować, bo oni są częścią nas.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-01, 10:39:06 »
a skoro o różnicach kulturowych:
to raczej widziałbym w tym braku zdolności ; )  odczuwania wdzięczności o której mówię , ograniczenia kultury zachodniej, niż dziwactwa kultury wschodniej w której jakby realna wartość tego jest bardziej dostrzegana

nie wiem czy ktoś miał idealnych rodziców którzy nie popełniali nadużyć itp., jeśli tak to gratuluję : ) , pytanie jest czy miał takich którzy w ogóle nic pozytywnego mu nie dali? (a to jest niemożliwe biorąc pod uwagę " najcenniejszy dar" który może przekazać dziecku nawet matka narkomanka, która je porzuciła w szpitalu itp.)
 więc z czego wynika ta niezdolność dostrzegania powodów do wdzięczności? i niemożność odczuwania wdzięczności do rodziców za to?  ciekawe po co ludzie (zwłaszcza na duchowej ścieżce) podtrzymują w sobie i pielęgnują tak potężne zasłony, które przesłaniają im wszelką wdzięczność i wszelkie powody do wdzięczności wobec rodziców? na coś czekają? : ) 
« Ostatnia zmiana: 2014-10-01, 10:49:08 wysłana przez Frisky »

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-01, 10:09:03 »
Daniel
Cytuj
przestan prosze cytowac mi Azjatow w temacie rodziny - tam naprawde rodzina, z uwagi na osobliwosc relacji interpersonalnych i tlo kulturowe, to zupelnie inna bajka i rozumienie tematu niz w Europie. Moze napiszesz cos od siebie, hmm?

1. ale ja tu nie rozmawiałem teraz z Tobą, tylko z Tess, z przyjemnością odpowiadając na jej pytanie

2. hmmm, poza tym jakbyś nie zauważył to od siebie piszę od początku i tylko wzbogacam : ) to różnymi tekstami, wdzięczność za ciało i życie jest tak wspaniała, że cała pozytywna reszta to tylko i aż, miły dodatek 

3. a gdzie pisałem o kulturowych zwyczajach azjatów? bo nie kojarzę, matka i ojciec w każdej kulturze dają dzieciom życie i ciało, niewdzięczność tu czy tam za ten najcenniejszy dar, to po prostu spore zaburzenie odbijające się na wielu poziomach, co widać nawet we wpisach ludzi którzy tutaj nie czują nawet tej wdzięczności i traktują to jako sztuczne wzbudzanie wdzięczności, czy jakoś tak haha
- a może widzisz jakieś różnice w procesie przekazywania tego daru i jego wartości na wschodzie i zachodzie? : )  no to je opisz

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-01, 08:04:38 »

A tak w ogole, to czy ktokolwiek jeszcze jest za cos wdzieczny rodzicom?

Jeszcze jakiś czas temu powiedziałabym, że jestem wdzięczna za to, ze materialnie mi niczego nie brakowało. Ale teraz jakoś nie czuje tej wdzięczności. Większość rzeczy, które dostawałam nie była po to by zaspokoić moje potrzeby, lecz żeby ktoś się mógł poczuć dobrym rodzicem. A ja byłam tak osaczona emocjonalnie, że nawet nie byłam w stanie dotrzeć do tego co ja tak naprawdę chcę. W zasadzie to bardzo mało chciałam za co byłam krytykowana. Bo jak śmiałam nie chcieć, skoro ktoś tak bardzo mi chciał dać.
Wydaje mi się, że właśnie dlatego miałam problem z braniem czegokolwiek od innych.
W tym momencie życia jak pytam siebie za co jestem wdzięczna rodzicom to czuję pustkę. Ale może się to kiedyś zmieni...