Pozytywne Inspiracje
Forum => Medytacja => Wątek zaczęty przez: Olga w 2012-05-05, 12:31:59
-
Pomyślałam ze założę watek o takim tytule i jak ktoś będzie chciał to będzie mógł wpisywać inspiracje płynące podczas medytacji:)
Dziś miałam piękną medytację w której moja świadomość zaczęła się poszerzać w kierunku:
Jeśli jestem w pełni otwarta tzn że nic mnie juz nie ogranicza. Jestem strumieniem nieustannie płynącym. Jeśli nic mnie nie ogranicza to tak jakby mnie nie było a jednocześnie mogę przejawić wszystko co pragnę z woli boga, w doskonały sposub
Ostatnio wszystkie moje medytacje krążą w temacie ruchu, jest to bardzo przyjemne, pozwolić sobie na puszczenie każdej kontroli. Blokada to taka jakby kontrola:)
-
inspiracja jest taka że olga powinna mniej pisać na forum, a zająć się ruchem, pobiegać, pojogować, niech do parku pójdzie czy coś, wiosna jest ;) koniec.
-
hej , mniej pisac na forum hmm, prawie wogóle nie piszę:) brak czasu:) Łukasz nie spamuj; p
-
Jest na forum taki temat inspiracje. Ja czasem tam coś wrzucam ale czuje sie z tym troche obco bo inni wrzucają tylko to co zasłyszeli / przeczytali u oświeconych mistrzów. Jakby inspiracje nie mogły płynąć właśnie z medytacji.
-
Sebo to pisz tu:) Tu jest miejsce na inspirki płynące w medytacji:)
-
Yhy, teraz to ja mam focha :P
-
A co to zmienia, że inni wypisują takie, a nie inne rzeczy? Przecież nie chodzi o to, żeby pasować do reszty towarzystwa czy też spełniać ich wyobrażenia na temat tego jacy powinnyśmy być i jak powinien wyglądać nasz rozwój.
Chodzi o to, żeby być sobą i nikim innym. Jak komuś to nie pasuje, to niech idzie sobie gdzieś popłakać, bo to jego problem.
-
Olga,
nie spamuje :P Nawet postanowiłem się podzielić wglądem w życie i RZECZYWISTY rozwoj duszy po oświeceniu, co się fajnie łączy z tym po co bogu dusze, oraz dlaczego oświeceneni często mówią o przebudzeniu ze snu i z tym co mówi mooji. Ale padł interenet i się nie wysłało, i przepadło, no coż, pewnie kiedyś najdzie mnie chęć poklikania w klawiature to to powtórzę próbę ;)
-
Dzisiaj sobie uświadomiłam ,że czysta ,boska miłość jest medytacją najwyższej jakości.Że tylko to uczucie może dawać nieustanne szczęście.Nieustannie uzdrawiać.
-
Miłość nieustanna może być tylko czysta
-
Tylko nieustanną czystą boską miłością ,możemy na nowo stać się duchem Bożym
-
Wyzwalająca jest świadomość na jak ogromną ilość rzeczy NIE mam żadnego wpływu. I nie muszę go mieć, aby być szczęśliwym. Świat sobie świetnie radzi niezależnie od tego w jaki sposób w niego ingeruje. Ja też mogę sobie świetnie radzić, niezależnie od tego jaki ten świat jest - nie muszę więc go zmieniać czy "naprawiać" na siłę, aby poczuć się dobrze i bezpiecznie żyjąc na nim.
Nie ma czegoś takiego jak ludzie, którzy potrzebują pomocy i jej nie dostają. To zjawisko to tylko iluzja, fikcja, zwyczajna manipulacja. Każdy kto potrzebuje pomocy i jej naprawdę chce - tą pomoc zawsze dostanie, od tej reguły nie ma wyjątków. Choćby morze się miało rozstąpić – rozstąpi się jeśli będzie taka konieczność. Nie ma najmniejszej potrzeby, aby w imię pomagania innym kombinować, zamartwiać się, poświęcać się, marnować czas i energię czy też wyrzekać czegokolwiek.
Nie ma czegoś takiego jak ludzie, których oszukano wbrew ich woli na ścieżce rozwoju. Nie da się zmusić nikogo, aby postępował w sprzeczności ze swym sercem. Nie da się w drugim człowieku zdusić czystej woli doświadczania miłości, Boga, czystego centrum własnego Ja. Można drugiego człowieka mamić, obiecywać mu cuda na kiju, zastraszać i manipulować nim - zawsze jednak reakcja tego drugiego człowieka będzie podyktowana prawdziwymi potrzebami wypływającymi z serca lub też ich brakiem. Nie ma więc najmniejszej potrzeby walczenia z fałszywymi ścieżkami, zwalczania oszustów, ciągłego trzymania za rączkę niezdecydowanych i bronienia czystej ścieżki. Duchowa ścieżka, będąca owocem czystej miłości, intuicji i Boskiej mądrości zawsze będzie się bronić sama.
Nie ma czegoś takiego jak świat potrzebujący pomocy. Zewnętrzny świat i wszystkie zdarzenia się w nim dziejące są tylko i wyłącznie wspólną kreacją wszelkiego życia. Świat jest wyrazem naszego istnienia, jednym z jego przejawów. Świat to ogromna, złożona i ograniczona zbitka przeróżnych energii w nieograniczonej przestrzeni. I to właśnie ta nieskończona przestrzeń pozwala nam na to, abyśmy nie musieli się ograniczać do tego jaki ten świat jest, ponieważ zawsze możemy dołożyć dodatkową cegiełkę, rozbudować świat i sprawić, że będzie bogatszy o coś, co wcześniej nie istniało. Możemy to zawsze zrobić, kiedy nie wystarcza nam to co już jest. Bogactwo i możliwości świata są nieskończone.
Jak więc można mówić że to, jaki jest świat, nas w jakikolwiek sposób ogranicza? Jedyne co nas ogranicza to nasza własna świadomość. Nie jesteśmy ograniczani przez głupie przepisy prawne czy ludzką głupotę, ale przez własne braki w świadomości. Braki, które pozwoliłyby nam bez problemu takie rzeczy przekraczać - a zamiast tego kreują iluzję ograniczenia.
Nie ma najmniejszej potrzeby, aby zmieniać świat. Zmieniać trzeba naszą świadomość. Zmiany w nas samych są jedynymi zmianami, jakich naprawdę potrzebujemy – cała reszta zaś się do nich dostosowuje.
-
Ładnie to się czyta i tam gdzie akceptuję, to w ciszy, jednak trochę polemiki;)
"Nie ma czegoś takiego jak ludzie, których oszukano wbrew ich woli na ścieżce rozwoju...."
Wbrew świadomej woli bywają jednak oszukani, to co jest w nieświadomości, to już inna sprawa, jednak jedno i drugie jest częścią tej samej osoby.
Co tzn. ścieżka będzie bronić się sama? Przejawiać się przez kogoś, czy być bierna?
"Nie ma czegoś takiego jak świat potrzebujący pomocy."
Jednak czasem warto pomagać, bo w ten sposób pozwalamy Bogu wpływać i dzielimy się tym co najlepsze:)
-
Wbrew świadomej woli bywają jednak oszukani, to co jest w nieświadomości, to już inna sprawa, jednak jedno i drugie jest częścią tej samej osoby.
W tym miejscu się może nieco za bardzo zapędziłem, ale generalnie chodzi o to, że niezależnie od tego czy ktoś został oszukany z powodu swoich nieczystych intencji czy też tylko samej nieświadomości (jak w przypadku aniołków i galaret), to wynikło to z tego, że albo świadomie nie wybrał Boga albo jeszcze nie zdążył poznać/docenić Boga - dopóki dana istota nie poczuje wewnętrznej potrzeby pójścia za Bogiem (a na to nie mamy większego wpływu), to takie niemiłe doświadczenia mogą ją spotykać i to jest właściwe (choć niekorzystne).
Co tzn. ścieżka będzie bronić się sama? Przejawiać się przez kogoś, czy być bierna?
Chodzi mi o to, że jeśli ktoś naprawdę będzie chciał sobie pomóc, to będzie go ciągnęło do właściwych ścieżek, nawet jeśli będzie miał wiele złej karmy w temacie. Nawet jeśli dana ścieżka będzie przez różnych typków wyśmiewana, zakłamywana, itd. to nie ma to znaczenia dla osób, które naprawdę chcą sobie pomóc, bo Bóg zawsze podsuwa pod nos właściwe rozwiązania - stąd zawsze się znajdzie ktoś kto akurat powie dobre słowo o danej ścieżce, udostępni nam materiały czy coś w tym stylu. Ja sam mimo wielu ciężkich obciążeń i tendencji aby skończyć jako jakiś buddysta - gdy tylko pękło coś we mnie i pojawiła się pierwsza, szczera chęć do zmiany siebie - czekałem tylko 2-3 dni na to, aż mi znajomy "przypadkiem" wysłał linki do tekstów Leszka. Potem przez kolejne miesiące dawałem się manipulować mojej złej karmie i nawet sam sobie udowodniłem, że Leszek to oszust, zaprzestając praktyk na rzecz jakiś bzdur - to dzięki modlitwom o oczyszczanie intencji robionym tak na wszelki wypadek, ze strachu przed pomyłką - dość szybko otrzeźwiałem na tyle, aby wrócić do Leszkowych metod. A groziło mi dość realnie podążenie za karmicznym mistrzem i włażenie po raz enty w świat buddyzmu. Negatywnych opinii na temat Leszka i jego metod też się sporo naczytałem. To wszystko jednak nie miało znaczenia, bo liczyło się prawdziwa, wewnętrzna gotowość do porzucenia starych schematów i zajęcia się rd na serio.
Jednak czasem warto pomagać, bo w ten sposób pozwalamy Bogu wpływać i dzielimy się tym co najlepsze:)
Jak najbardziej się zgadzam :) Mnie chodzi o to, aby nie traktować świata jak tonącego okrętu, ale żeby nasze działanie wynikały z serca i realnych dla nas możliwości wniesienia czegoś dobrego do świata, a nie jakiś lęków czy poczucia obowiązku.
-
Dodam jeszcze, że chodzi o osiągnięcie stanu w którym zanikają wszelkie przymusy i nasza pomoc, ingerencja w świat przestają być obowiązkiem. Chodzi o taką świadomość, aby być w stanie każdej chwili z całkowitym poczuciem niewinności zaniechać danych działań i zająć się czymś innym.
Weźmy na przykład Leszka, który miał i wciąż ma ogromny wkład w rozwój wielu ludzi. Dość sporo osób na nim "wisi" i gdyby nagle postanowił wyjechać na Seszele, aby zająć się hodowlą lokalnych żółwi - wiele osób by pewnie zaprzestało rozwoju albo łaziło otępiale w kółko nie wiedząc co ze sobą zrobić. Załóżmy teraz, że większość tych osób pozostając pod jego skrzydłami w końcu by się usamodzielniła i miała prawdziwe osiągnięcia w rd, ale z powodu wyjazdu zostaliby sami i stoczyli się z powrotem na dno.
Pozostaje więc pytanie czy Leszek ma w takim razie prawo wyjechać na te Seszele i czy może to być w zgodzie z ND? Wg mnie tak. Gdyby ten wyjazd miał np. pomóc mu puścić do końca jakieś uzależnienia i ogólnie byłby w zgodzie z nim i jego potrzebami - to jak najbardziej tak. A co z tymi wszystkimi ludźmi? Cóż, kompetentnych terapeutów nie brakuje, a Bóg zawsze daje nam nowe możliwości, w miejsce tych, które z jakiegoś powodu zniknęły z naszego życia. To, że ktoś sobie ubzdurał, że w całym wszechświecie tylko jedna osoba może mu pomóc - to już jest jego problem.
Nie ma ludzi i rzeczy niezastąpionych (mówię pod kątem pomocy w rd). Bogactwo wszechświata to nie tylko nieskończone możliwości zarabiania, ale także własnego rozwoju. Jak nie taka metoda, to inna. Jak nie taki terapeuta, to inny. Dlatego, nie ma co się wkręcać, że nasza pomoc jest niezastąpiona, że akurat my musimy danej osobie pomóc, bo "jak nie ja, to kto?" Ja wam powiem kto - ktoś inny :)
Wniosek końcowy jest taki, że jesteśmy niewinni i w porządku nawet, gdy zaniechamy pomagania światu i innym osobom, aby się zająć czymś ważnym dla nas - np. własnym uzdrawianiem czy też spełnianiem marzenia typu wykopanie tunelu do Chin. Nie mamy obowiązku uwzględniania pomagania światu w układaniu sobie naszego życia i rozwoju. Świat sobie świetnie poradzi, niezależnie od tego, co sobie wybierzemy dla siebie :)
-
Dotarło do mnie dzisiaj, że uczucie spełnienia na co dzień nie jest żadnym końcem. Jest raczej początkiem :)
-
Jestem w jakims imadle stopniowo dociskanym przez siły kreacji ;p
Uwolnić sie od strasznej presji moge tylko robiąc "właściwą rzecz". Tylko dlaczego to takie trudne?
-
Miałem ochotę nawiedzić jakiś ośrodek zen. Pomyślałem - zostanę rosim i będzie fajnie. Na razie odstrasza mnie pani, która jest nauczycielem (bo wskazuje na intencje ucznióW)
http://www.buddyzmzen.pl/p/nauczyciele.html
-
Mariusz, chyba odzywają Ci sie dawne praktyki duchowe i presja by je właściwie robić - wówczas.
-
Jakbym się źle nie czuł, to i tak zawsze wraca mi po tym entuzjazm i optymizm:)) To naukowe wyjaśnienie na obecność Boga i wiecznego przypływu :))
-
IX Harmonia Kosmosu 2012 - Petros Karaplios
http://www.youtube.com/watch?v=_ooex6g7MQM
takie mile oczywistosci, mozna słuchając sprawdzać swoje reakcje i ugruntowanie :)
-
Dotarła do mnie jedna rzecz - tak mi się wydaje, że tak jest. E=mc2 więc skoro masa wpływa na energię, to świadomość nacisku stóp na podłoże wzmacnia energetykę. Dlatego tak ważne jest rozwijanie czakry podstawy dla ogółu energetyki:)
-
W jodze można sobie poobserwować nacisk stóp na podłoże, stojąc np. w tadasanie :)
-
Dzisiaj czytając dekret o spełnieniu dotarło do mnie, że kiedy wybiera się spełnienie w życiu to nawet praca nad sobą, afirmowanie i polepszanie życia może być spełniającym zajęciem:)
-
Mi coś bije na mózg, bo zaczynam medytować, samo mi to jakoś przychodzi, a odkąd pamiętam byłam zawsze anty-medytacyjna. Czuję w tym wielką manipulację ze strony Boga i że jakoś pokątnie, uzdrawiając z nim relację, zostałam w to mimowolnie wciągnięta ;)
-
LOL :D Rozwaliło mnie to, jak to napisałaś, Karola :D
-
Hydzia,
Ty się śmiej, mi tu wychodzą hasła, że wy wszyscy rozwijający się duchowo, jesteście ofiarą bożego systemu i nawet o tym nie wiecie :P
ja przynajmniej jestem tego świadoma :P
Pozwalam sobie to wszystko wypisywać, bo może to mnie do czegoś doprowadzi i w końcu zaskoczę, o co mi chodzi z tym Bogiem.
-
Kurt Vonnegut i w ogóle surrealiści propagowali takie przekonanie, że nieważne jak wzniosłą rzecz byśmy robili to i tak jest to skutek czyjejś manipulacji dla jego własnych celów.
-
Mi coś bije na mózg, bo zaczynam medytować, samo mi to jakoś przychodzi, a odkąd pamiętam byłam zawsze anty-medytacyjna. Czuję w tym wielką manipulację ze strony Boga i że jakoś pokątnie, uzdrawiając z nim relację, zostałam w to mimowolnie wciągnięta ;)
O, mi też bije. Naumialam się rebithringu. Sama. Zaczęlam oddychać i mądrzejsi powiedzieli, ze na tym polega rebithring. Więc od 2 tygodni uprawiam rebithring. Jak nic Bog coś kombinuje :P Choinka, chcialam stopienia w takim zakresie w jakim chcialam, nie przewidywalam opcji full wypas
-
Miałem wiele razy nieco "zbyt duże" otwarcie na boskość i czułem się wspaniale, ale jednak nie gotowy na takie wysokie wibracje.
-
Sebastian,
mi dzisiaj puściło coś ważnego na temat Boga, nie umiem stwierdzić czy nadal uważam go za manipulatora czy nie :P
Ale fajnie się czuję, jakby ktoś zabrał ode mnie spory bagaż z kamieniami> Póki co, nie chcę już z nim walczyć, chcę właśnie się pojednywać i przyjmować te wszystkie rzeczy, których się wiecznie wypierałam :)
Iustitia,
to zakrawa na jakąś poważniejszą akcję ze strony Boga, miej się na baczności ;)
-
Karola
nawet już nic nie wykombinuję, nawet glupie "nie bo nie" stracilo rację bytu. Jeszcze trochę się pomiotam, popatrzę, pobrykam, bo to ostatnie chwile wolności, wiatru we wlosach i samostanowienia
-
Powtarzałem sobie afkę "Wybieram by być trzeźwym, czystym, jasnym i przytomnym w relacjach z kobietami" i pśka przekręciła na "Wybieram by być trzeźwym, czystym, łatwym i przytomnym". Od razu się oburzyłem że pś-ka takie rzeczy ma w głowie, a potem przyszło do mnie zastanowienie. Kiedy byłem młodszy czesto słyszałem teksty dziewczyn "Ja nie jestem taka łatwa", albo obrazy od innych dziewczyn "O, jaka ona jest łatwa suka, tfu". Przesiąkłem tym bo bycie niełatwym wydało mi się atrakcyjne. I teraz czas na zastanowienie: Skoro łatwość jest boską cechą, to czemu ją blokować? Ważna jest przecież odpowiednia osoba i to żeby to nie był cały harem. Bo ten zwrot bycie łatwym wydaje mi się że przyjął się że oznacza puszczalstwo z wieloma różnymi osobami. A można być łatwym oczekując na odpowiednią osobę, a te nieodpowiednie nasze WJ w bardzo łatwy sposób nie dopuści do nas i tyle :)) No i bycie łatwym rozumiane nie jako pójście na siłę do łóżka, tylko przyzwolenie na rozwijanie się relacji w prosty, bezproblemowy sposób. Trochę się zamotałem pod koniec, idę porozjaśniać temat.
-
Myślę że idę dobrym tokiem myślenia. Bycie trudnym zmusza do przyciągania partnerek tylko poprzez prowokacje, bo inaczej wtedy sie nie da. A prowokowaniem i odbieraniem prowokacji już jestem zmęczony. Coś musiałem fajnego urzeczywistnić bo prawie codziennie trafiam na anielice od słuchania których serce mi kwitnie. I do tego drugi dzień z rzędu śnią mi się przytulanki. Czas wrócić do prostoty i niewinności.
-
Może warto zamienić słowo "łatwy" na otwarty i gotowy:) Na harmonię, na lekkość w związku z dziewczyną, na lekkie i przyjemne rozwijanie się relacji. To jest dobre, korzystne, i bezpieczne, a dla zdrowych psychicznie dziewczyn, otwartośc faceta i gotowość- jest atrakcyjna i pociągająca:)
-
No właśnie :)
-
Medytacja jest świetną alternatywą dla weekendowego spędzania czasu przed telewizorem. Siedziałem sobie medytując i przyszło mi do głowy że to co pokazuje się w medytacji, cała gama obrazów, emocji, wspomnień, ciągot i pozwalanie temu przepływać raz że jest bardzo ciekawe, dwa że służy rozwojowi, doładowuje energetycznie - same plusy! Telewizora nie mam od dawna i telewizji nie oglądam ale przed chwilą poczułem się jak w kinie. Mam zamiar spędzać więcej czasu na medytacji.
-
Chciałabym się podzielić tym co mi wyszło z mojej 3 godzinnej medytacji. Rano stwierdziłam, że już nie wytrzymam ze stanem w którym jestem od lat.Takiej obojętności, braku ekspresji na twarzy, częściowej śmierci mojego ciała wynikającego z kontrolowania siebie. Przez lata musiałam nauczyć się uśmiechać, przejawiać emocje na twarzy - to było jak anhedonia, jakbym zupełnie nie potrafiła doświadczać przyjemności, ze względu na analizowanie siebie. W szkole dzieci się ze mnie śmiały, że jestem martwa na twarzy, że nic nie przejawiam, a jak już to robię to sztucznie. To tak jakby mnie przerosło coś duchowo i musiałam się całkowicie zamknąć. Wzięłam czarną świecę - ogólnie kocham magię świec, a ten kolor działa na najgłębsze warstwy duchowe, osobowości i położyłam się z zamiarem modlitwy. Zrelaksowałam się i poprosiłam o wolność dla mojej duszy ode mnie samej. Od ciągłego prześladowania siebie, kontrolowania, oraz o zwyczajny egzorcyzm od wszystkiego co mogło się do mnie podczepić na przestrzeni ostatnich lat. To była głeboka modlitwa, w której poprosiłam o przebudzenie do prawdziwego życia duchowego. Może komuś się przyda moja treść modlitwy na egzorcyzm:
"Poprzez moje WJ proszę Boga i wszystkie pozytywne siły, o uwolnienie najgłębiej skrywanych wzorców i cierpienia mojej duszy. Proszę o wolność od wszelkiego rodzaju opętań, począwszy od opętania nienawiścią, pogardą, złością do siebie samej kończąc na negatywnych bytach duchowych. Proszę o wolność i oczyszczenie mojego serca, umysłu, wszystkich powłok energetycznych, duchowych, podświadomości od wszelkiego rodzaju zniewolenia negatywnymi siłami i odprowadzenie ich do boskiego światła."
Modlitwa w moim myśleniu również obejmowała demony, duchy, strzygi, wszelkiego rodzaju orszaki pokoleniowe, karmiczne, które ciągną się za kimś w postaci ogłupienia, uzależnienia i niekończącego się nieszczęścia. Po godzinie czułam, że moje ciało staje się bardziej wolne. Chciałam przede wszystkim wolności od siebie samej. Potrzebowałam tak silnie odrodzenia, aby móc zacząć całkowicie od początku i na nowo. Po godzinie uzdrawiania światłem o które prosiłam, zaczęło do mnie od podstaw docierać co ze sobą robiłam i do czego posłużył mi rozwój duchowy. Poczułam się tak niegodna, niedoskonała jak nigdy wcześniej. Zrozumiałam, że mój rozwój duchowy zawsze służył mi do walki z moją niedoskonałością. Zupełnie tak, jakbym istniała w celu poznawania mojego zła i braków we mnie, niż istniała w celu poznawania duchowego potencjału. Z takiej nienawiści do siebie, niedoskonałości i przekonania, że Bóg mnie nienawidzi za to, że taka jestem - ukarałam się w postaci ciężkiego rozwoju duchowego. Tak, rozwój duchowy miał byc dla mnie karą, izolacją, odosobnieniem, ponieważ czułam się kimś przeklętym, złym, odmiennym. Wyszło mi głębokie niezasługiwanie na moje istnienie, brak prawa do niego z powodu mojego błędnego rozwoju duchowego. Rozpłakałam się w trakcie, za to co ja sobie robiłam. Jakby miłość miała sprawić, że przestanę się rozwijać, ogromny strach przed poddaniem się Bogu, skoro jestem taka niedoskonała. Zdziwiło mnie tak błędne postrzeganie rozwoju duchowego. W zasadzie po poddaniu się Bogu, nie ma nic do zrobienia, ponieważ jest możliwość odczuwania siebie w miłości. A w tej medytacji ja nie byłam w stanie tego przyjąć. Jak to? To ja mogę być po prostu kochana i przyjmować wszystko co najlepsze? Tak po prostu? Nawet jeżeli ukarałam siebie poprzez rozwój duchowy w cierpieniu? Potem zapytałam siebie czego potrzebuję. Chciałabym kontaktu z ludźmi o moich poglądach, świadomości. Poza tym, chciałabym być terapeutą duchowym. Ciągle moja dusza nie może pojąć, jak mogłabym po prostu przyjąć, że jestem w porządku wobec Boga? wobec miłości, wobec szczęścia?
Dalej poprosiłam o uwolnienie: " Jeżeli kiedykolwiek zabroniłam sobie miłości, szczęśliwego życia, proszę już teraz o spalenie tych wszystkich zakazów, nakazów, uzależnień oraz intencji karania siebie poprzez rozwój duchowy, ascezę, wyrzeczenia". Ja tak właśnie robiłam. Dlatego, że czułam sie niedoskonała, za to że czułam się inna, za to że nie znałam prawdy. Czułam, że muszę wiecznie pokutować, cierpieć, poszukiwać, oczyszczać się. A Bóg na to - że mogę po prostu wrócić i być kochana. Mogę czuć na nowo, smakować, widzieć, dotykać. Mogę zawsze być przyjęta na nowo po tym jak ocknę się do życia.
Może się komuś moje przemyślenia przydadzą, myślę, że są dosyć czyste. Egzorcyzm był na wypadek, efektem było duże zrozumienie intencji wobec mojego rozwoju duchowego, sensu życia w ogóle.
-
fajna modlitwa i fajny proces, głęboki :)
-
A Bóg na to - że mogę po prostu wrócić i być kochana. Mogę czuć na nowo, smakować, widzieć, dotykać. Mogę zawsze być przyjęta na nowo po tym jak ocknę się do życia.
Piękne :))
-
BR:
Głębokie i poruszające przemyślenia. Dziękuję :)
-
BR
piekne co napisalas....musze sie tez do czegos podobnego wziasc, bo mam nieraz za duzo przymusu w sobie i ciaglego kontrolowania.Wiem, ze mam stare intencje do karania sie ....i dzieki Twojej podpowiedzi wiem jak sie do tego zabrac ;) Dzieki
-
Ciesze się, że się podoba i w jakiś sposób inspiruje :)
-
Nie ma ciała
Nie ma umysłu
Nie ma śmierci
Nie ma dobra
Nie ma zła
Nie ma radości
Nie ma smutku
Gdy w ciszy umysłu i zmysłów przychodzi głębokie przekonanie o ich iluzoryczności, zaczynasz kolejny poziom medytacji. Ten kto zna ten poziom, na zawsze jest już odmieniony, a kolejne zmiany przychodzą. Ten kto wie że jest taki poziom, jeszcze nie jest odmieniony. Różnica między wiedzą a doświadczeniem jest taka, że wiedza umysłowa nie jest w stanie przenieść świadomości w świadomość Jaźni.
Na tym poziomie medytacji doświadczasz otwarcia oczu, poznajesz rzeczywistość swojej Jaźni. Poprzez doświadczenie wyjścia po za umysł na bezmiar oceanu Absolutu, poprzez doświadczenie jedności wszystkich Jaźni, poprzez rozpłynięcie się…zaczynasz żyć jako Jedność. Zrzucasz przywiązania do wszystkiego, do wszystkich. Nikt nie dostarczy Ci radości bo jesteś poza umysłem i pragnieniem. Wszystko co jest wokół Ciebie, nie istnieje bo przemija. Istnieje tylko Jaźń, zatopienie w niej. Nie ma zła, nie ma też dobra. Nie ma złej karmy, nie ma dobrej karmy. Nie ma kar, nie ma zasług. Karma sama się rozpuszcza. Wyjście po za dualny świat rozpuszcza wszystkie więzy z nim. Zapomnij że na tym poziomie będziesz rozkoszował się smakami, widokami, bogactwem, pięknem. Zapomnij o iluzji dualnego świata. Jedyny puls istnienia jest osadzony w Absolucie, jest to jedyną prawdą. Nie ma ciała nie ma umysłu nie ma dobra nie ma zła. Nie ma pragnień nie ma zmysłów nie ma radości nie ma gniewu, nie ma nic co pochodzi z dualnego świata. Błogosławiony niewzruszony, w stanie ciszy i błogości. Cichy uśmiech Jaźni.
-
Olga
Tak sobie czytam Twój post i trochę się przestraszyłam, że stracę pewne przyjemności.
Kiedyś udało mi się wejść w to o czym piszesz i tak sobie myślę, że nie jest to dobre dla osób, które mają jeszcze pewne wzorce ascetyczne i inne związane z wyrzekaniem się materii. Bo łatwo może to spowodować pogłębienie tych wzorców.
:)
Tak od jakiegoś czasu zauważam, że nie sama radość z uzyskania czegoś jest ważna, a właśnie stan błogości, nieuwarunkowany:) Który istnieje sam z siebie.
Ale te zmysły..... ach, lubię bardzo przyjemności zmysłowe.
-
ej Olga, weź się jeszcze nie oświecaj ;)
-
Ale taki stan można chyba osiągnąc dopiero wtedy, kiedy czlowiek czuje się spełniony w tych najwazniejszych dla siebie tematach. Trudno mowic o takim przeskoku z ascezy w stan oswiecenia, czy czegos pokrewnego.
-
Gdy w ciszy umysłu i zmysłów przychodzi głębokie przekonanie o ich iluzoryczności, zaczynasz kolejny poziom medytacji. Ten kto zna ten poziom, na zawsze jest już odmieniony, a kolejne zmiany przychodzą.
:) <3
-
Olga, myślę i myślę nad tym twoim postem odkąd sie pojawił :)
Najpierw poczułam "Jakie to piękne i mądre".
Potem, gdy przeczytałam "Zapomnij, ze bedziesz się rozkoszował" tym i tamtym, pomyślałam "Łooo, czemu ? :(("
A jak juz doszłam do tych słów "w stanie ciszy i błogości . . . Cichy uśmiech Jaźni" - to mnie ruszyło ! :)
Nuda !
Przypomniałam sobie 'błogą nudę', rozciagąjącą sie w nieskończoność nudę.
Taką bez końca:((
tak jakby czuję, ze w tym byłam nie tak dawno wcale, jakieś 10 tys lat temu ;))
Choć teraz trochę tęsknię za tą błogością.
Takie sa te moje odczucia. Takie pokomplikowane ciut :)
I jeszcze piszesz, że kto tego poziomu doświadczył - na ZAWSZE już jest odmieniony. Hm, z moimi wspomnieniami to jakby nie gra.
A może te wspomnienia nie są takie dokładne ? ;)
-
Mozna czegoś doświadczyć w medytacji, a potem z tego zrezygnować, lub wyprzeć z siebie. Na akceptacje potrzeba pewnej
gotowości, otwartości i ugruntowania w tym:)
Ja zrezygnowałam, na pewien czas, pś mnie ściągnęła jeszcze z tego etapu, by się najpierw pospełniać w pewnych stanach, doświadczeniach, przyjemnościach.
Taka droga aniołka:)
Gdy już się spełnię w tym co chce to pewnie będę chciała rozwijać się dalej. Wszystko w swoim czasie.
-
Z boskiego punktu widzenia asceza jest zła i przywiązanie do bogactwa- tez jest złe. Obydwa stany są stanem przywiązania do pewnej drogi która toczy się nieustannym cyklem powielania tego schematu przez wcielenia az do puszczenia tych przywiązań. Człowiek w ascezie wyrzeka się bogactwa bo bogactwo uniemożliwia mu kontakt z Bogiem. Człowiek w bogactwie [ w przywiazaniu do niego, to słowo kluczowe] wyrzeka się ascezy [ biedowania] bo ona ogranicza mu kontakt z Bogiem [ z byciem szczęśliwym]. Tylko ze ani to ani to nie pochodzi od Boga i boskie nie jest, ponieważ jest cykliczne i jest przywiązanie nieświadome do tego.
To wszystko pochodzi z dualnego świata, a wszystko co pochodzi z dualnego świata jest marą, iluzją, jest projekcją, przemija, zmienia się cyklicznie, to sa zalezności zawsze oparte na dwóch biegunach, bieda i bogactwo, dobro i zło, zdrowie i choroba, to są tematy jako całość do uzdrowienia, do wyjścia z koła cyklu.
Co pcha Cię bys była bogata? Bieda i przywiązanie do niej. Jesteś bogata już i masz napięcie dokonywania coraz szerszych finansowych odkryć w sobie. Dlaczego? Bo to co masz będzie ciągle za mało by się spełnić. Spełnienie w pomnażaniu się w dualnym świecie nie wazne którego biegunu- nie prowadzi do boskiego spełnienia. W końcu przychodzi moment czy u ascety czy u bogacza, że nachodzi go myśl, że to spełnienie jest tylko chwilowe. Jest cyklem. jest cel- realizujesz go i cześć. i co dalej? tak nie osiąga sie spełnienia. Oczywiście lepiej szukac spelnienia w pozytywnym biegunie :) ale to naprawdę jest puste, to sa dążenia podświadomości, dążenia umysłu, dążenia do bycia zadowolonym, iluzja oddalania sie od drugiego bieguna podczas by zaznać bezwarunkowego spełnienia należy wyjść po za dualizm.
Jedyna niezmiennośc to nasza Jaźń, to nasze Wyższe Ja, to Bóg.
Przywiązania stopniowo puszczają, nie trzeba nakładac na siebie presji i czuć w efekcie strach przed wyjściem po za dualizm. Wystarczy byc uwarznym i skupionym, wystarczy samoświadomość tego co w tu i teraz. oddzielac ziarno od plew podświadomości.
Boskie spełnienie nie zna granic, z niczego nie wynika i do niczego nie dąży. Niczym się nie karmi a ni nic nie zasila, jest samo w sobie istnieniem, tym jest Bóg, tym jesteśmy :)
-
Jest tak jak piszesz. Też tak to widzę chociaż nie czuję.
Że chodzi o wyjście z biegunowości i przejście w trzeci stan, ale jak on się nazywa? Jedność ?
A bogactwo to przeciwny biegun biedy. I w tym wszystkim wcale nie chodzi o to aby być pośrodku tych biegunów, tylko o wyjście poza to.
-
Ola. Dobry post, u mnie sie teraz duzo dzieje na tych poziomach ponaddualnych. Jednak jedno mnie zatrzymalo:
Z boskiego punktu widzenia asceza jest zła i przywiązanie do bogactwa- tez jest złe.
Z boskiego punktu widzenia 'zle' nie obowiazuje. Jesli mowisz o tym w ten sposob dlatego, ze jakos trzeba to nazwac to ok, ale wtedy warto podkreslic, ze to skrot myslowy, ktory tak naprawde z boskoscia ma niewiele wspolnego, bo nalezy do swiata dualizmu. Gdy wyjdzie sie ponad dualizm tam juz jest istnienie bez wartosciowania. Trudno jednak o tym mowic ludzkimi slowami, pojeciami, bo one od razu nakladaja ramy na cos, co w swojej istocie nie ma granic, co po prostu jest.
-
Oczywiście, to skrót myślowy
Po prostu nie zawiera się to w Boskości, jest jej negacją
-
Fajny przekaz, mi się podoba :)
-
Olga
Wyjście poza dualizm bogactwa jest dla mnie dość łatwe do przełknięcia, natomiast to co napisałaś pokazuje mi, że mam opory już odnośnie związku, moja pś zareagowała strachem, że może Bóg chce mi zabrać spełniony związek i idealnego partnera:P
No i ciało jest jeszcze nie do końca zrozumiałe, bo ja lubię cielesność. No może nie do końca, ale czuję się faktycznie przywiązana
do piękna ciała i zmysłów.
Reakcja pś: dopiero co sobie pozwalam na to, to już tu piszą, żeby się nie przywiązywać, że jest coś innego, lepszego...Bóg.
I bunt:P
Wiem, że to wywałka.
-
Laka,
Bog na pewno nie chce ci niczego zabrać :-). Wyjscie poza bieguny i brak przywiazania, to nie stan, w ktorym czlowiek niczego nie ma i jest sam jak palec :-). Wolnosc od i do to stan swiadomosci. Ona w połączeniu z innymi rozwiniętymi boskimi cechami urzeczywistnienia - miłość, dostatek, ciepło, ufność, otwartość sprawia, że czlowiek ze wszystkiego korzysta, ale nie musi się o nic starać, ma, ale by mieć, wcale nie musi działać. Nie przywiazuje się, bo nie musi się bać, że zaraz coś straci. Realnie urzeczywitnione te cechy działają jak magnes :-).
Moze twój lęk wynika z przeszłości. Mnie kedys UBA przekonywaly do braku przywiazania, ale tylko dlatego, że same cholernie czuły sie niespelnione w materii i w związkach i jakoś to niespełnienie musiały sobie wytłumaczyć:-)
-
Mnie kedys UBA przekonywaly do braku przywiazania, ale tylko dlatego, że same cholernie czuły sie niespelnione w materii i w związkach i jakoś to niespełnienie musiały sobie wytłumaczyć:-)
Przypomniało mi to kod od UBA, który miałam "pieniądze są mniej ważne od ludzi" i druga wersja "ludzie są ważniejsi od pieniędzy".
Niby szczytne hasła, tylko, że pod spodem było "nie zasługujesz na to co masz, oddawaj wszystko innym (tutaj specyficzna grupa pasożytów i pozornych ofiar), nie zasługujesz na więcej, twoja praca jest dla innych, wszystko co masz musisz oddać innym (najlepiej "białym", ale nie tylko), zaślepienia na to, że samemu jest się nie ważnym, bo inni są ważniejsi i silniejsi od Boga, itd...."
Najsilniej wzmocniło się to w białoastralnym aszramie, gdzie "ludzie", czyli guru i jego świta, byli ważniejsi od mojego życia i pieniędzy dla siebie, więc wszystko im oddawałam co miałam i jeszcze dla nich pracowałam. A jak już nawet nie miałam, to nadal tworzyli atmosferę, manipulując mną i innymi wyznawcami, że mam jeszcze dużo (tylko, że ukrywam i jestem niewdzięczna i zakłamana), a później były kary za niby ukrywanie i niby kłamanie "bo to przecież oni są bliżej Boga" (w tych słowach był gniew, wrogość, straszenie zniszczeniem reputacji i pokazówki z tym związane). Kary polegały głównie na wykluczaniu. Lustro dla wykluczenia wcześniej Boga (duuużo wcześniej). "Biały" astral to świetne narzędzie karania siebie, gdy ma się poczucie nie zasługiwania na Najwyższe Dobro - na to co jest bezpośrednio od Boga dla każdego.
Dzisiaj trzy UBA mi się śniły (dokładnie te, którym ufałam bezgranicznie w innych wcieleniach, że takie blisko Boga i podświadomość częścią siebie nadal w to wierzyła), jak to wszystko wiedzą lepiej i będą zarządzać moim życiem i relacjami z innymi ludźmi. Po przebudzeniu i zrobieniu Theta poczułam, ze właśnie kolejna warstwa wzorców odchodzi z mojego umysłu dzięki Bogu i jego działaniom i wskazówkom co robić. Oby tak dalej temat się uzdrawiał - bez wątpliwości i uważnie - z Bogiem:)
Kilka osób stąd też było w tym białoastralnym aszramie, więc może komuś ten opis pomoże coś uzdrowić, z tych wzorców i zaślepień na siebie, na innych, na pewne szczytne słowa, na Boga.
-
Mi z tamtego okresu zostalo jeszcze wkurzenie, ze sie dalam nabrac - na siebie i na innych :-). Jestem wyczulona na hasla, "Bog jest poza wszystkim, tym co masz". Wyczulona, bo kazdego dnia czuję "bozy palec:-)", w swoich kreacjach, nawet tak banalnych jak zarabianie pienedzy czy zwiazki.
-
Kinga to: „Bog jest poza wszystkim, tym co masz", czy Sylvia to: „Kary polegały głównie na wykluczaniu. Lustro dla wykluczenia wcześniej Boga”
U mnie jest to moment "wyindywidualizowania sie", jakby pierwszego poczucia oddzielenia od jedności. Dosłownie wszystko zostało na zewnatrz mnie a ja w sobie nic nie mam.. Wszystko co jest, jest na zewnątrz, nic nie jest moje. Jakby główna trauma. Świadomość naszej pełni wszystkiego została na zewnątrz. Bóg, miłość, jedność, to poczucie „spełnienia” „kompletności” zostało poza.
-
Kinga
Dziękuję za rozjaśnienie. No ja mam to na tapecie teraz, ale tym razem w kontekście związku bardziej,
oraz ciała( tu mniej to czuję), a kasę jeszcze mniej. Co do tych dwóch ostatnich nie czuję takiego lęku
i buntu, ale związek z najbliższą mi istotą, to już nie przelewki:P
No dokładnie, są to wzorce z białego astrala nic dodać nic ująć;)
Sylvia
Nie wiem czy to mnie masz na myśli w tym aszramie. Ale mi się jeszcze mocno odbija na wszystkim wykluczenie z białoarchanielskiego astrala. Już tyle razy mi to wychodziło w sesjach, puszczałam i ciągle
jest jeszcze coś. Teraz dochodzę jakie to dla mnie miało skutki w późniejszych wcieleniach( już materialnych) i jak bardzo się starałam piąć po drabinie, w tych białych strukturach, by w końcu dojść do Boga. Wierzyłam, że tylko tędy droga, ale najpierw trzeba było zdobyć "zasługi", oraz kolejne szczeble "wtajemniczenia", wykonać jakieś misje i inne bzdury.
To wszystko było podparte zamieszaniem w to mojej połówki, czyli temat związku mocno zahacza.
-
Laka,
Bog na pewno nie chce ci niczego zabrać :-). Wyjscie poza bieguny i brak przywiazania, to nie stan, w ktorym czlowiek niczego nie ma i jest sam jak palec :-). Wolnosc od i do to stan swiadomosci. Ona w połączeniu z innymi rozwiniętymi boskimi cechami urzeczywistnienia - miłość, dostatek, ciepło, ufność, otwartość sprawia, że czlowiek ze wszystkiego korzysta, ale nie musi się o nic starać, ma, ale by mieć, wcale nie musi działać. Nie przywiazuje się, bo nie musi się bać, że zaraz coś straci. Realnie urzeczywitnione te cechy działają jak magnes :-).
Moze twój lęk wynika z przeszłości. Mnie kedys UBA przekonywaly do braku przywiazania, ale tylko dlatego, że same cholernie czuły sie niespelnione w materii i w związkach i jakoś to niespełnienie musiały sobie wytłumaczyć:-)
Dla mnie jest to wciąż działanie wg biegunów,
Ponieważ po za biegunem nie ma takich myśli czy jest sie samemu czy nie, [ czy jest sie wolnym od i do nie chodzi o pogodzenie z brakiem tylko o calkowite wyjście brak/pełnia] czy sie ma czy sie nie ma. O tym mysli się wciąż w biegunach. Nie ma mysli czy korzystam czy nie, czy jestem w dostatku czy nie, czy jestem w związku czy nie, czy mi idzie dobrze kreacja czy nie, nie ma się planów, w pewien sposób nie ma sie ambicji, nie ma dążenia, a cechy urzeczywistnienia zmieniaja się jakby jednolicą w jedność i nie ma podziałów na: bezpieczeństwo, bogactwo, madrośc, miłośc etc i praca z wybranymi "aspektami".
Oczywiście białe anioły zrobiły z tego siekę heh. Oczywiście ze palec Boży jest i żyje sie wspaniale i trzeba korzystać z kasy, bogactwa, miłości i wógole wszystkiego co tam tylko można wymienić, ale jest potem stan "po za" który jest kompletnościa wszystkiego i świadomością bycia jednym z Bogiem. jest masa wszechświatów pojecie bogactwa jest płynne, ostatecznie dązy tylko i wyłacznie do stopienia sie z Bogiem, cóz więc zewnetrznego moglo by być waznego gdy masz już wszystko?
Licze na to ze spojrzycie na mój post głębiej niż ocena " może nie udało jej sie w materii to sobie tak leczy rany lub ma wzorce UBA czy inne" - bo to by była bzdura do entej
Są pewne etapy "przerqażające" ale tylko Ego, umysł z poziomu niezaspokojenia i mechanizmów przymusów do realizowania jakis tam celów, aczkolwiek uwarzam że pewne cele nawet trzeba koniecznie zrealizowac, zakosztować ich, by wyzwolic się z oczekiwania, dopełnić marzenia które tutaj można zrealizować, np podróże
-
Sformułowanie np :
nie przywiązuje sie bo wie ze nie straci jest biegunowe nadal. Po za dualanościa nie ma przywiązania nie dlatego ze nie ma lęku tylko dlatego że nie ma bieguna bezpieczeństwo/lęk i przywiązywania się zarówno do biedy i bogactwa. Brak przywiązywania wynika z jedności z Bogiem który jest wszystkim, z przeniesienia samoświadomości w jaźń [ w Boga]a nie z braku lęku. Więc Bóg nie przywiązuje sie bo nie ma leku tylko nie przywiązuje się do niczego bo jest po za iluzją takich mechanizmów które tworzy umysł
-
Uważam, że do tego co napisała Olga nie ma co się odnosić, jeśli się tego nie doświadczyło i że jest na zupełnie innym poziomie (nie lepszym -- wyższym, ale nie lepszym) niż większość tematów poruszanych na tym forum.
Aby zbudować dom, należy najpierw ustawić rusztowanie. I oczywiście rady dla budujacych dom i rusztowanie będą inne. Trudno zbudować rusztowanie na tej samej zasadzie co dom, więc budujący rusztowanie będą musieli brać różne poprawki, albo wrecz bedą krytykować budujących dom za ich szkodliwe rady. Dla odmiany ludzie, którzy budują dom, zauważą mnóstwo podobieństw między domem a rusztowaniem. Ale to dlatego że ich doświadczenie jest szersze, obejmuje wiecej materiałów i technik budowlanych.
Więc trudno tu dyskutować.
Natomiast oświecenie, to potraktowanie całego domu atomówką i rozwalenie go w pizdu :D
Więc tu dyskutować jeszcze trudniej.
Aha, i aby zbudować atomówkę trzeba mieć solidny dom. Nie wiem czemu, coś z laboratorium, a może reaktorem do wzbogacenia paliwa? W każdym razie, nie da się inaczej.
Bo zaraz się odezwą głosy, że oni to już własne rusztowania całymi wcieleniami próbowali wysadzić i się nie oświecili. A używali saletry a może i nawet benzyny! ;)
-
jak ktoś się poczuje gorszy albo lepszy i będzie chciał sie odnieść to Twoje stawianie barierek nie pomoże :))
swoją drogą jak coś jest "czyste" to o nic nie zahacza i nikt sie odnosić nie potrzebuje :)
-
A niech się odnosi i czuje jak chce, barierka ma chronić moją dupę, żeby potem nie było "tata a Lynd powiedział";)
-
ochranianie przeszkadza w dotykaniu słabości pod spodem, na dłuższą mete przedłuża agonię ;)
-
Davvidia, dzięki za trop z "wyindywidualizowaniem się" :)
-
jak ktoś się poczuje gorszy albo lepszy i będzie chciał sie odnieść to Twoje stawianie barierek nie pomoże :))
swoją drogą jak coś jest "czyste" to o nic nie zahacza i nikt sie odnosić nie potrzebuje :)
No nie potrzebuje, ale z tego co widze nie ma tu żadnej czystej jak łza osoby :) Więc po co stawiać sztuczne dążenia które wynikają tylko ze świadomości pt jak powinno być, jeśli komuś aktywność w danym temacie jest potrzebna :)
"ochranianie przeszkadza w dotykaniu słabości pod spodem, na dłuższą mete przedłuża agonię ;)"
Zgadza się, dodałabym tylko ze wszystko w swoim czasie bo inaczej zwarcie :)
Nie da sie przeskakiwać choc wielu prubuje być ponad cos tam a nawet uwarzają ze już są.
Ja myślę, ze mądry człowiek to ten który nie kontempluje nauk mistrza, tylko kontempluje Mistrza w sobie [ odkrywa kim jest a kim nie jest]
Wczoraj usłyszałam piękne stwierdzenie " oświecenie nie jest liniowe"
-
Davvidia,
Kojarzysz taki program ELIZA? Bo trochę tak czasem brzmią Twoje odpowiedzi, zrozumiałe w kontekście bezpośredniej odpowiedzi na poprzedni post -- ale już nie w kontekście poprzednich. Jaka mi agonia będzie grozić, że ktoś się przyczepi że wartościuję?;) Jesteśmy na forum, nie na blogu osobistym, wiadomo więc że lepiej napisać tak, aby możliwie szerokie grono zrozumiało.
-
Lynd jestem podobnego zdania, a raczej doświadczenia. [dom etc]
Jest to trudne dla umysłu bo życie opiera się o umysł, istnienie w tym świecie cyklów, następstw.
Ważne jest tez to, ze każdy z nas jest taki sam, w każdym z nas jest to samo. Ale nie chodzi o lustro astralne tylko o medytacje poszerzenia świadomości rzeczywistości, nie chodzi o obciązenia, itd. każdy z nas ma dostęp do oświecenia czyli do poznania kim się jest w tu i teraz. Ale akceptacja dla umyslu tego kim się nie jest a w co sie tak bardzo wiezyło bo przeciez było zlote- jest blokadą. I nie jest ważny tutaj stopien erd, ważna jest tylko otwartość umysłu, otwartość "ja" na wyjscie po za "ja", czyli ktos kto nierozwija swojego Ego jest mu łatwiej uzyskac wgląd w swoja nature niz np osobie co prawda na poziomie rozwoju wysokim ale jednak w pewnym sensie nie do przekroczenia na dziś. To sa pułapki rozwoju. Ja np tak miałam, w pewnym momencie zatrzymałam się i pysznilam swoja maleńskością. Inga gdzies napisała że jej sie wydaje ze wyjście po za biegunowośc nie jest zrównoważeniem tylko wyjściem całkowitym- ja tez tak uwarzam, harmonizacja, równowaga, nie jest celem, celem ostatecznie jest wyjście po za "bezpieczny balans". harmonia jest tylko drogą, jest pomostem Miłości :)
Mnie nieźle wykotlowało przez 2 dni w tym tygodniu, gdy zeszły mi te klapki z oczu w medytacji i mój umysł był już w stanie beznadziejnym, po prostu nie mógł przetworzyć czegos co okreslał "pustką" w bezkres błogości istnienia.Jednak laska Boga nie zna granic :) I powoli to przyswajam
Zrozumiałam ze dąży do oświecenia tylko ego/umysł. Że o oświeceniu myśli tylko ego/umysł. Że o tym co trzeba uzdrawiać mysli tylko ego/umysł. Jaźń jest. I to jest dla mnie piekne :) Doświadczając stanu bycia jaźnią inne sie nie liczy
-
Lynd uwierz mi, ze zauważam "całą subtelnośc w jakiej działasz" i podziwiam ten wachlarz możliwości, czasami nawet schodzi mi sie żeby go ogarnąć, szacunek naprawde :) Jak cos "zawęże" i "skonkretyzuje" to widocznie nie bez powodu, skoro akurat to CIebie jakoś porusza. TV nie oglądam wystarczą mi moje bajki ;)
Olga z tą pustką to istotny temat, jak dla mnie jak poczuje, że zawieram w sobie "wszystko" to bedzie coś co mnie uspokoi i pewnie nie bedę potrzebowała nic wiecej z tej oczywistości :)
Ogólnie Wam dziekuję za "pomoc", lubie :)
-
Zrozumiałam ze dąży do oświecenia tylko ego/umysł. Że o oświeceniu myśli tylko ego/umysł. Że o tym co trzeba uzdrawiać mysli tylko ego/umysł. Jaźń jest. I to jest dla mnie piekne :) Doświadczając stanu bycia jaźnią inne sie nie liczy
:) Ja to nazywam sztucznymi tożsamościami, które kontrolują umysłem. Każda kontroluje jakąś częścią umysłu. I umysł zamiast doświadczać rzeczywistości, dąży do celów, żeby osiągnąć coś, czego według jego widzenia nie ma. Jest błędne założenie na głębszym poziomie siebie, że czegoś się nie ma. I zaczyna się podróż, żeby to zdobyć. W ten sposób tworzą się takie niekończące się podróże. Pętle działań, pętle karmiczne. A tak naprawdę jesteśmy tu, gdzie chcemy dojść.
Te pętle działań tworzą odcięcia świadomości od naszej prawdziwej natury. Jest tego mnóstwo w umyśle, więc jest mnóstwo odcięć świadomości od naszej prawdziwej natury. Dlatego zamiast przebywać w swojej boskości, w sobie prawdziwym, tkwimy w iluzjach, tkwimy w podróżach do czegoś, co pozwoli nam wypełnić jakąś iluzoryczną pustkę w nas, brak w nas. Jest ciągłe wypieranie naszej prawdziwej natury i ciągła do niej podróż. Jednak podróż przez sztuczne tożsamości prowadzi jedynie do kolejnych iluzji, zamiast do prawdy w sobie.
Ja to widzę na zasadzie warstw. Jest to w obszarze świadomości, nieświadomości. Najniższa to nasza prawdziwa natura, my prawdziwi, boscy, boskość. Potem jest wyparcie tego ze świadomości, pojawia się warstwa braku, pustki. Tam zaczyna wtedy przebywać nasze poczucie "ja". Gdy założymy to jako rzeczywistość, ten brak, to poczucie braku, wtedy próbujemy je wypełnić czymś. I zaczyna się karmiczna podróż. Zaczyna się działanie, którego celem jest wypełnianie tej warstwy pustki, braku czymś. I wypełniamy iluzją siebie. Ciągłe pętle karmiczne. Ciągłe zapełnianie poczucia pustki siebie, braku siebie, czymś iluzorycznym. Taka pułapka, bo gdzieś głębiej zakładamy, że jest w nas brak, jest w nas pustka, np. że nie ma w nas Boga, więc dążymy do tego, żeby tego Boga mieć, żeby np. się oświecić.
I wypełniamy tę warstwę braku poprzez sztuczne tożsamości, poprzez ego. To są takie nieustanne procesy. Nawet brak siebie prawdziwego, wypełniamy jakąś iluzją siebie. Ciągle inną twarzą siebie. Ciągle innym wyobrażeniem o sobie.
Błędne jest założenie, że czegoś w nas nie ma i coś powinno w nas być. Takie myślenie tworzy podróż. Karmiczną podróż. Podróż, która tak naprawdę nie ma końca. Bo bazuje na nieprawdziwych założeniach. Np. na wierze w to, że jesteśmy tak naprawdę niekompletni, niedoskonali, z brakami itd.
Fajnie to nazwałaś gdzieś Ola. Że tak naprawdę jest Kompletność. Nic nie trzeba dodawać do tego. Jest Kompletność. A jak jest kompletność, nie tworzą się podróże po coś, żeby coś dodać do siebie, żeby zdobyć coś z zewnątrz, żeby mieć to wewnątrz.
Kompletność wtedy emanuje. Wyraża się. Już nie ma zabierania czegoś, żeby mieć. Nie ma przywiązywania się do czegoś, żeby mieć. Nie ma zagarniania z zewnętrznego świata czegoś, żeby mieć dla siebie, żeby wrzucić w pudełko "moje" po to, żeby poczuć większą iluzoryczną kompletność.
Jak jest kompletność, nie ma zabierania niczego z zewnątrz po to, żeby stworzyć poczucie kompletności, żeby załatać iluzoryczne braki w sobie, dziury.
Kompletność sama z siebie wyraża się, emanuje. Działania z tej kompletności to wyrazy tej kompletności, to jej emanacja. I to właśnie jest to niedziałanie. Z zewnątrz to niedziałanie wygląda dalej jak działanie, ale totalna różnica jest w środku, wewnątrz.
-
Hej Martinus,
Piszesz tak:
"Ja to nazywam sztucznymi tożsamościami, które kontrolują umysłem. Każda kontroluje jakąś częścią umysłu. I umysł zamiast doświadczać rzeczywistości, dąży do celów, żeby osiągnąć coś, czego według jego widzenia nie ma"
Umysł doświadcza rzeczywistości cały czas, to umysł jest sztuczną tożsamością, jest też tym dzięki czemu ten świat istnieje. Jest skończony i dlatego rzeczywistość tego świata jest skończona i dlatego poznanie tego świata moze być pełne i kompletne, domkniete, całkowicie zrozumiane.
Odczułam że dajesz taki przekaz, ze nawet w pozytywnym doświadczeniu mozna zrobic sobie sztuczna tożsamość - i potwierdzam.
Nie wiem w jaki sposób rozbudzileś to w sobie, mi to przyszło w medytacji. W medytacji są coraz wyrzsze wtajemniczenia obejmujące tez "rezygnacje z pragnień i przyjemności życia" i to prowadzi jeszcze do większego wglądu, ze nie jesteś ani przyjemnością, a ni niczym innym co pochodzi z umysłu. I tutaj właśnie miałam zwarcie, bo ja to ogolnie wiem,wiedzialam itd ale gdy to się otwiera w człowieku i potem wychodzi się z tego tematu to umysł który jest jeszcze "trzymany" przegrzewa się dodatkowo wywalają przekonania nt oświecenia, karma, praktyki, itd. Ale jednoczesnie jest coraz większe przeniesienie w jaźń i obserwacja [ świetne słowo] swojej osobowości i dystans do niej, czyli latwiej wyjśc z wywalki, latwiej wszystko i inaczej się pztrzy juz na własne uzdrawianie, ja zaczelam do tego podchodzic jakos bardziej hurtowo, nie wdaje sie w szczegóły tylko filtruję i jak poczuję że więcej nie przyjme to kończę. narazie tak jest a co będzie jutro to nie wiem, wszystkie terminy jutro pojutro zdają sie byc zbędne, wszelkie dążenia i cele - zabawnie nie istotne, co myślą inni itd- chociaz z tym ostatnim mam jeszcze najwiekszy problem bo moja osobowość lubi być często zadowolona, pochwalona, wyrózniona itd a to tez w końcu trzeba zrzucić, bo to jest zbędne i stwarzające iluzję
edit ta medytacja zaczeła się od tego ze dostalam temat medytacji jako ten który oddziela mnie od oświecenia
-
Nie rozumiem czegos tutaj co piszecie :) Skoro jestesmy kompletnoscia to po co nam inni ludzie? Czemu ludzka natura jest taka, ze zle czujemy sie sami? To jest w nas zapisane od chwili urodzin. Dziecko wraz z pierwszym oddechem potrzebuje drugiej osoby - w tym przypadku matki. Udowodniony jest wysoki wspolczynnik smierci noworodkow, ktore nie mialy kontaktu z matka zaraz po przyjsciu na swiat. Taki szkrab jest zalezny od opieki, milosci i obecnosci rodzicow. Potrzebuje ich do przezycia i to nie jest jego karma. Podobnie jak tlen i pozywienie. W calej boskiej przyrodzie nie ma istot, ktore nie mialyby obydwu: duchowych/emocjonalnych i materialnych potrzeb dowolnego typu. To jest dualizm. Dusze moga sie manifestowac w roznej plci, cialo wybieramy danej plci - dualizm jes wszedzie - nawet pomijajac kwestie moralne.
Dlatego tez nie jestem w stanie wyobrazic sobie calkowite odciecie potrzeby oddychania chociazby. Pewnie, mozemy wykonywac cwiczenia wstrzymywania oddechu i bawic sie tym, przekonujac ze jest to dowod na to ze tlen jest nam zbedny. Ale kazda taka zabawa ma swoje granice. Chyba, ze pojdziemy droga Buddyzmu, ktora zaklada uwolnienie sie od wszelkiej rzadzy i gdzie mnisi potrafia podpalic sie na ulicy i nawet nie drgnac bo tak sa wyprani nawet z instynktu przetrwania droga cwiczen umyslowych (neuroplastyka i NLP czynia cuda, ale oddzialywuja tylko na jednostke podejmujaca akcje, zmieniaja postrzeganie ale nie rzeczywistosc). Ale wtedy rownie dobrze nalezaloby po prostu polozyc sie i umrzec i potraktowac to jako wyzwolenie i ostateczny dowod rozwoju bo nastepuje pokonanie wszelkich "slabosci". Wyobrazcie sobie jak smutnie wtedy wygladaloby sle wielkie i martwe dzielo stworzenia....
-
Mi się wydaje, że wyjście z dualizmu to jest to co wcześniej Kinga napisała. Że nie trzeba się bać, że coś
się straci gdy uświadamiamy sobie, że sami mieliśmy intencje by to stracić, że to była NASZA kreacja, intencja i wola. Gdy wychodzi się poza zaślepienia w każdym jednym temacie. Wtedy można mieć, doświadczać przyjemności i już jest się poza biegunami.
Gdy jesteśmy już tak spełnieni, to wtedy dopiero może przyjść pogłębienie tego, jeszcze większa transformacja. Ale to już jest kolejna półka, wyższy poziom.
Myślę, że oświecenie nie jest samo w sobie niczym uwarunkowane, może stać się w każdej chwili, ono poprostu już potencjalnie jest i tyle.
Ale to my musimy sobie na nie pozwolić, a aby sobie pozwolić, trzeba znów wyrazić intencje, zgodę, w tym sensie być gotowym. Jeśli nie jest się wystarczająco spełnionym, nie wyszło się poza te dualności( uważam, że jest to proces), to nie jest się gotowym na to by zgodzić się na oświecenie. Bo pś ściąga, blokuje. Ją ciągnie do tych rzeczy, którą są jeszcze nie rozwiązane, nie spełnione.
Wg mnie wszystkie te pomysły powrotu do Boga, różne praktyki to były próby osiągnięcia tego powrotu na skruty, bo komuś zaświtało, że jest tak i tak, więc pojawił się pomysł jak w lini prostej to obejść.
I zwykle kończyło się porażką.
-
Czyli osiagniemy oswiecenie poprzez zaprzestanie rozwoju?
Przypomnimy sobie jak pisac, czytac i mowic bez nauki bo w poprzednim wcieleniu potrafilismy? Stanie sie to spontanicznie i niespodziewanie, wiec ksiazki na bok bo nauka i rozwoj to szcztuczny twor? ;)
Dualizm jest wszedzie: elektrony i protony, plus i minus, cialo zywe i cialo niezywe, byt albo niebyt. Bog jest albo go nie ma. Nie ma tak, ze jest troche albo prawie wcale. Jest 0 albo 1. Tak samo z dusza. To jest dualizm.
-
Rusztowanie, dom, atomówka. A kto wie co dalej :)
Zresztą, jedyne sensowne podejście to "jestem tam gdzie jestem, a ci wyżej to niech gadają zdrowi, i tak im nie wierzę." ;)
Davvidia,
No nic nie pozostaje jak tylko uwierzyć, że postrzegasz jakiś większy plan -_- A ELIZA to program komputerowy, ciekawy zresztą:P
Olgu,
U mnie zaczęło się od pytania "kim jest ten, kto zadaje to pytanie." :)
-
Uważam, że na temat medytacji nie powinno się dyskutować. Szczególnie nie powinno się dyskutować i rozważać na temat objawień medytacyjnych. Wielu Mistrzów uczy, ze to tylko złudzenia. Ja wiem, ze nie do konca tak jest, ale generalnie tak.
Medytację należy praktykować po to, żeby przyzwyczaić umysł do funkcjonowania w stanie medytacyjnym. I dopiero wtedy można pojąć, o co właściwie w tej praktyce chodzi. Ale to nie koniec :)
-
Ale to nie koniec :)
Leszek! pierwszy raz wewnętrznie się zgadzam z czymś co napisałeś, aż się z siebie uśmiałam :))
-
Medytację należy praktykować po to, żeby przyzwyczaić umysł do funkcjonowania w stanie medytacyjnym. I dopiero wtedy można pojąć, o co właściwie w tej praktyce chodzi.
Czym zatem jest medytacja i do czego jest nam potrzebna jako technika? I dlaczego nasza dusza jest tak bardzo zalezna od stanu funkcjonowania materialnego mozgu? Z ciekawosci pytam.
-
Leszek,
Myślę że o takich rzeczach jak teraz mówię ja, Martinus i Olga, nie da się normalnie dyskutować. To zawsze będą mniej lub bardziej pozornie niespójne stwierdzenia. Bardziej negujące niż coś potwierdzające. A dyskutowanie na ten temat bez osobistego doświadczenia to w ogóle jakaś komedia.
"Czy przeczę sam sobie?
Dobrze więc, sam zatem przeczę sobie.
(Jestem duży, i mnogość zawieram.)"
(Walt Whitman)
-
Lynd, proszę Cie..
-
Czym zatem jest medytacja i do czego jest nam potrzebna jako technika? I dlaczego nasza dusza jest tak bardzo zalezna od stanu funkcjonowania materialnego mozgu? Z ciekawosci pytam.
Dzisiaj tak właśnie sobie pomyślałem, czym ta medytacja jest i dlaczego np. można w medytacji mieć wglądy w prawdę, można mieć super stany, ale potem w życiu codziennym to mija.
I tak doszedłem do takiego wniosku, że w medytacji wyłącza się działanie sztucznych tożsamości, pętli, innymi słowy umysł wycisza się. Nie ma bodźców, które by aktywowały sztuczne tożsamości, więc one wyciszają się i wyłączają. One dalej są, te pętle sztucznych tożsamości, ale wyciszają się i wyłączają w trakcie medytacji. Wiadomo, nie wszystkie, ale część itd.
I teraz, gdy one są wyłączone, wtedy jesteśmy w stanie świadomością wejść na głębsze poziomy siebie. A tam mieć wglądy w prawdę, w naszą naturę. Można mieć cudowne stany, np. oświecenia itd., doświadczyć ich.
Ale, gdy wrócimy do codziennego życia, to może szybko minąć, ten wspaniały stan, który doświadczyliśmy w medytacji. Dlaczego? Dlatego, że znowu włączają się pętle sztucznych tożsamości pod wpływem napotykanych bodźców w życiu codziennym, a w nich blokowanie różnych aspektów nas prawdziwych, które mogliśmy doświadczyć w medytacji.
Jednak, tak przeczuwam, od teraz, ponieważ doświadczyliśmy w medytacji prawdy, te pętle mogą zacząć znikać, bo u podstawy siebie wiemy już, że np. naszą naturą nie jest brak czegoś, że to nie jest w nas rzeczywiste, ale w nas gdzieś głębiej jest pełnia czegoś, że np. jest w nas miłość. I wtedy może po takiej medytacji następować stopniowo wychodzenie z tych pętli sztucznych tożsamości. Sama wiedza, że w nas jest pełnia czegoś nie wystarczy, trzeba to doświadczyć, żeby mogło nastąpić wychodzenie z takiej pętli.
Co to da? To, że stopniowo będzie w życiu codziennym urzeczywistniane to, co doświadczyliśmy w medytacji. Dlatego pewnie z czasem - np. po 40 latach codziennej medytacji ;), albo i dłużej - ktoś w końcu oświeci się i będzie tego stanu doświadczał w życiu codziennym.
Myślę, wierzę, że są jednak szybsze sposoby na powrót do swojego naturalnego stanu, do zdrowia tak naprawdę.
-
Co to da? To, że stopniowo będzie w życiu codziennym urzeczywistniane to, co doświadczyliśmy w medytacji. Dlatego pewnie z czasem - np. po 40 latach codziennej medytacji ;), albo i dłużej - ktoś w końcu oświeci się i będzie tego stanu doświadczał w życiu codziennym.
;))))) ale w sumie... po tylu wcieleniach 40 lat to nie jest zły szacunek.
-
Martinus, mysle ze czuje w medytacji wlasnie to o czym mowisz. Pytanie tylko czy jesli komus sie uda oswiecic to w nastepnym wcieleniu i tak bedzie zaczynal od nowa? Czy raczej bedzie takim zlotym genialnym dzieckiem? Z drugiej strony tak dwa wcielenia poswiecic na tworcza medytacje to w trzecim jest szansa na wielkie rzeczy! :)
-
Umysł doświadcza rzeczywistości cały czas, to umysł jest sztuczną tożsamością, jest też tym dzięki czemu ten świat istnieje. Jest skończony i dlatego rzeczywistość tego świata jest skończona i dlatego poznanie tego świata moze być pełne i kompletne, domkniete, całkowicie zrozumiane.
Tak dzisiaj miałem trochę wglądów w umysł, czym jest itd. I zobaczyłem go jako taka przezroczysta przestrzeń. Przestrzeń, z której coś może powstać. Poczułem, że naturą umysłu jest kreacja, tworzenie. I teraz, że pobudzać umysł do kreacji może nasze prawdziwe ja, czy jaźń, jak Ty to nazywasz Ola, albo sam umysł, np. sztuczne tożsamości w umyśle, które w pewnym sensie podtrzymują same swoje istnienie.
Myślę, że warto zauważyć, że umysł to nie jest to, co produkuje. Nie do końca przynajmniej. Niektórzy tak twierdzą, że np. myśli tworzą umysł itd. Myśli znikną, umysł też zniknie. Ale według mnie wtedy oni mówią nie o tym naturalnym, boskim umyśle, ale o substytucie umysłu, który jest tworzony właśnie przez ogół tych sztucznych tożsamości.
Ja to widzę we wglądach, że dana sztuczna tożsamość ma kontrolę nad danym obszarem umysłu. Wtedy w tym obszarze blokowana jest intencja z poziomu siebie prawdziwego, wyższej jaźni, jaźni itd. I to jest kreowane, coś, co pochodzi ze sztucznej tożsamości. To, w życiu doświadczamy, umysł to kreuje.
Gdy taka pętla sztucznej tożsamości, która włada częścią umysłu znika, odblokowuje się intencja prawdziwego ja i zaczyna się proces jej urzeczywistniania. Samoczynnie w pewnym sensie. Ta intencja prowadzi do działań różnych, ale to nie jest już robione na siłę, bardziej to czuje się jak płynięcie. Jakaś prawda z poziomu rzeczywistego ja, nas prawdziwych, jest realizowana w życiu, urzeczywistniana.
To, co Ola nazywasz umysłem, jako przeszkodę w oświeceniu, to ja nazywam substytutem umysłu, tego boskiego, przez którego przenikają intencje prawdziwego ja, które są manifestowane. Prawdziwe ja jest nieustannie manifestowane w ciele, w codziennym życiu itd., gdy naturalny umysł nie jest w niewoli sztucznych tożsamości.
A ten substytut umysłu tworzony przez sztuczne tożsamości, to właśnie blokuje intencje prawdziwego ja, działanie z poziomu prawdziwego ja i tkwi się wtedy w nieprawdzie o sobie, nieprawdzie w życiu itd.
Mam wrażenie, że w wielu miejscach stworzyła się taka nienawiść do umysłu. Serce jest super, ok, ale umysł bleee, niepotrzebny, przeszkoda itd. Ale wszystko zależy tutaj, czy widzi się prawdę o tym, czy wyobrażenia.
Aha, jeszcze taka ciekawa rzecz mi się właśnie pokazała kiedyś. Że jak znika działanie sztucznych tożsamości na umysł, to wtedy odblokowuje się działanie miłości na umysł, i wtedy już miłość zarządza umysłem. Miłość, czyli pewnie prawdziwe ja, które ma taką naturę w sumie itd.
-
no jak sie tyle wcieleń poświęcało na mniej zacne rzeczy, to teraz taka "chwilka" na odnalezienie prawdziwości istoty rzeczy raczej jest konieczna :)
-
Martinus, mysle ze czuje w medytacji wlasnie to o czym mowisz. Pytanie tylko czy jesli komus sie uda oswiecic to w nastepnym wcieleniu i tak bedzie zaczynal od nowa? Czy raczej bedzie takim zlotym genialnym dzieckiem? Z drugiej strony tak dwa wcielenia poswiecic na tworcza medytacje to w trzecim jest szansa na wielkie rzeczy! :)
No tak też można :). Jedno życie poświęcić na medytację, codziennie z 8 godzin przez np. 80 lat i może akurat w nowym wcieleniu byłoby już fajnie. ;).
-
A potem w koncu "powrot do domu"?
-
wiesz ile czasu sie szuka domu? tyle ile sie go nie czuje..
-
A potem w koncu "powrot do domu"?
:) Dom to tak myślę my prawdziwi i bycie tam.
Ja uważam, że w ogóle oświecenie to nie jest jakiś cel egzystencji. Jak się to zaliczy, to się wypierdziela z Ziemi, bo się odfajkowało to najważniejsze związane z byciem na Ziemi, wcielaniem się itd. Karma wyczyszczona, oświecenie jest, ok, czyli wypad, gdzieś tam.
Dla mnie oświecenie itd., bycie w tym stanie, to stan totalnego zdrowia, na wszystkich poziomach siebie. Nie wierzę, że jestem tu na Ziemi po to, żeby przepracować karmę, a jak to zrobię, to mam z tego miejsca wypierdzielać. Nie uważam, żeby taki był zamysł Stwórcy. Tyle tu pięknych rzeczy i tylko jesteśmy tu dla karmy?
Jakoś czuję, że wisi w powietrzu cudowny potencjał, boski plan, jeśli chodzi o Ziemię. I właśnie dlatego nie może on się zrealizować, bo dusze ciągle tkwią w błędnych wyobrażeniach o życiu na Ziemi. Większość dusz traktuje pewnie Ziemię jak jakąś karę, jak miejsce, gdzie trzeba odbębnić lekcje, nauczyć się czegoś tam, odkryć siebie i jak będzie to zaliczone, będzie można tu już więcej nie powracać.
Chyba, że jestem w błędzie z tym :). Ale ciągle czuję intuicyjnie, że tak jest. Że życie na Ziemi nie jest, żeby przerabiać karmę, mieć lekcje, tylko radować się, spełniać itd., wyrażać prawdę o sobie, manifestować ją.
-
Wracajac do tematu umyslu, przylaczajac sie do tego co napisal Martinus - to mam wrazenie, ze pojawila sie w dyskusji pewna niescislosc pojec.
"umyslem" mozemy nazwac Srednie Ja (czyli "ja"), "umysl swiadomy", ego. O tym umysle mowi sie "malpi umysl" - caly czas pepla i chce cos robic, itp. Jest to zbior emocjonalnych i mentalnych programow.
Mozna tez rozumiec "umysl" jako narzedzie, wyobraznie Swiadomosci (Boga, Jazni, Absolutu). Wtedy mowimy o narzedziu, ktore tworzy.
Tak wiec umysl w pierwszym znaczeniu to beda sztuczne tozsamosci, a w drugim - narzedzie.
-
Marcin,
:)
nie napisze, ze sie "zgadzam", bo nie o to chodzi, ale...po prostu fajnie, ze tak czujesz!
Oswiecenie, czyli powrot do naturalnego stanu pelni, doskonalosci. I wtedy to dopiero mozna sie pobawic w Zycie:)
-
życie na Ziemi nie jest, żeby przerabiać karmę, mieć lekcje, tylko radować się, spełniać itd., wyrażać prawdę o sobie, manifestować ją.
Tez tak myślę. Że do tego dąży, w boskim planie, życie na Ziemi :)
Zgadzam się też z określeniem oświecenia, jako "stan totalnego zdrowia, na wszystkich poziomach siebie."
Nie jest to żadne rozwalanie, żadne wyrzekanie - tylko życie w pełni zdrowia, w pełni boskości, w spełnieniu, radości, pelnej świadomości. I mozna w tym stanie zaówno przebywac na ziemi, jak i pójść kiedyś gdzieś dalej, gdzieś indziej. Bo czemu by nie. I tu, i (gdzieś) tam moze być fajnie :)
-
Uważam, że na temat medytacji nie powinno się dyskutować. Szczególnie nie powinno się dyskutować i rozważać na temat objawień medytacyjnych. Wielu Mistrzów uczy, ze to tylko złudzenia. Ja wiem, ze nie do konca tak jest, ale generalnie tak.
Medytację należy praktykować po to, żeby przyzwyczaić umysł do funkcjonowania w stanie medytacyjnym. I dopiero wtedy można pojąć, o co właściwie w tej praktyce chodzi. Ale to nie koniec :)
fajne :))
-
"stan totalnego zdrowia, na wszystkich poziomach siebie."
No właśnie, mnie interesuje ten problem tzn. stan totalnego zdrowia, oznacza, że umieramy zdrowi ?, nie starzejemy się ? czy może stajemy się nieśmiertelni ?
-
Absolutnie się zgadzam z funkcją medytacji jaką opisał Martinus. Człowiek po latach, ba wielu wcieleniach cierpień wytworzonych przez struktury sztucznych osobowości, wreszcie odkrywa, że medytacja jest jedyną drogą prowadzącą do wyzwolenia się z tego obłędu.:)
-
Choć jeszcze również bardzo pomaga pomoc mądrych ludzi, ale to równolegle z medytacją, a nie zamiast.:))
-
życie na Ziemi nie jest, żeby przerabiać karmę, mieć lekcje, tylko radować się, spełniać itd., wyrażać prawdę o sobie, manifestować ją.
otóż to :))
Chociaż wielu ludzi cały czas ma wrażenie, ze jest tutaj za karę. Nawet spotkałam się z tym wśród osób rozwijających się duchowo. Mam znajomą, która jest przekonana, że wszystkiego co pojawia się na jej drodze, musi doświadczyć (problem polega na tym, że to w większości nie są miłe doświadczenia :(( ), no bo na jej drodze postawił to Bóg, żeby ona się czegoś mogła nauczyć, bo przecież gdy wiele lat temu modliła się o najlepszego partnera i przyszła do niej strzyga, to też tylko dlatego, że Bóg chciał ją nauczyć wyrażania bezwarunkowej miłości.
Wielu z nas przyzwyczaiło się do tego, by wymuszać na Bogu swoje zachcianki, manipulować nim, niektórzy poszli w stronę upokarzania się przed nim, a jeszcze inni całkowicie się od niego odsunęli. Niektórzy przyzwyczaili się do tego, że Bóg inspiruje tylko w medytacji, modlitwie. Bóg, Intuicja inspiruje nieustannie. Przychodzi mi na myśl porównanie do dobrze nastawionego radia i złapania odpowiednich fal :). Gdy człowiek nauczy się słuchać głosu w sobie, życie przestaje być karą za nieodrobione lekcje, przestaje być nauką na błędach, czy nieustannym analizowaniem. Lubię myśleć o mojej relacji z Bogiem, jako o współpracy. Traktowanie relacji w taki sposób, przestaje wywoływać w mojej podświadomości bunt, która przez wiele wcieleń przyzwyczaiła się do tego, by mieć wszystko po swojemu i wszystko robić sama :). Ona wie, że jak jest współpraca (ja jestem dla ciebie, Ty jesteś dla mnie), to w konsekwencji i tak będzie dla mnie dobrze :)
-
No właśnie, mnie interesuje ten problem tzn. stan totalnego zdrowia, oznacza, że umieramy zdrowi ?, nie starzejemy się ? czy może stajemy się nieśmiertelni ?
Karina, sa tacy któży pragną być nie śmiertelni, a nawet nasz obecny świat dąży do tego. Tzn mieć ciało nieśmiertelne. Do takiej pseudo doskonałości. Fajnie to jest pokazane w filmach, nieśmiertelność plus bogactwo plus wewnętrzna bida..:) I jakoś szczęścia i spontaniczności to nie daje:) [ w tych filmach]
Dla mnie ciało fizyczne, jak i ciało planety Ziemia jest do korzystania, jest nośnikiem naszej świadomości w tym świecie, działa na poziomie zmysłów i zmysłami jest odbierane przez innych. Boskim czystym aspektem jest zdrowie tego ciała, ilustrujące zdrowy stosunek do swojego przejawienia.
A w kontekście oświecenia i ciała fizycznego uwarzam podobnie jak Martinus
"Ja uważam, że w ogóle oświecenie to nie jest jakiś cel egzystencji. Jak się to zaliczy, to się wypierdziela z Ziemi, bo się odfajkowało to najważniejsze związane z byciem na Ziemi, wcielaniem się itd. Karma wyczyszczona, oświecenie jest, ok, czyli wypad, gdzieś tam."
Można się oświecić a ciało sobie jest, a potem sobie go nie ma a Mistrz nadal jest :) Albo nie jest. Ciało ulega naturalnym procesom zmian, wiem ze sa techniki trzymania ciała przy zyciu, sa jogini któży zasówają setki lat na Ziemi, ale wg mnie nie jest to naturalne takie trzymanie się w ciele. W kontekście oświecenia to chyba bez znaczenia.
A co medytacji, ona jest dla mnie pomostem [wraz z Miłością] do poszerzania świadomości Jestem.
I tez nie uwarzam ze chodzi o to by ciagle medytować, ja jestem zwolennikiem bycia medytacją, tzn normalnego życia w stanie medytacji, balansu, to jest dla nas naturalne. Wg mnie dążenie do osiągnięcia okreslonego stanu w medytacji jest z jednej strony dobre szczególnie na początku bo trzeba podświadomość, umysł przekonać do tego itd, a potem jest to już tylko "potrzebne" by rozbić częstotliwością, obcowaniem z boską inspiracją kolejne "klapki" i zacząć praktykę wnoszenia w normalne życie nowego stanu. itd. Tzn ja tak mam, mi to służy:)
Chodzi o to, by samoświadomość była w tu i teraz, bez względu na to co jest tu i teraz, nie ograniczać sie do "bycia rozwijającym się" tylko na siedząco w medytacji, tylko na leżąco w relaksie, tylko na sesji, tylko gdzies tam, ale po prostu żyć tak jak sie chce, spontanicznie i medytować:) Być obserwatorem siebie kiedy trzeba i być w tu i teraz bezwględną wyswobodzoną radością
-
Oj Olga, inspirujesz mnie ostatnio niesamowicie :)
-
Ukłon Tobie ;)
-
.... przyszła do niej strzyga, to też tylko dlatego, że Bóg chciał ją nauczyć wyrażania bezwarunkowej miłości.
Wielu z nas przyzwyczaiło się do tego, by wymuszać na Bogu swoje zachcianki, manipulować nim, niektórzy poszli w stronę upokarzania się przed nim, a jeszcze inni całkowicie się od niego odsunęli. Niektórzy przyzwyczaili się do tego, że Bóg inspiruje tylko w medytacji, modlitwie. Bóg, Intuicja inspiruje nieustannie. Przychodzi mi na myśl porównanie do dobrze nastawionego radia i złapania odpowiednich fal :). Gdy człowiek nauczy się słuchać głosu w sobie, życie przestaje być karą za nieodrobione lekcje, przestaje być nauką na błędach, czy nieustannym analizowaniem.
Swiete slowa :)
-
Olga
widzę, ze oświecenie, bardzo mi się kojarzy z nieśmiertelnością (taką możliwością), może dlatego, że jedyna książka jaką czytałam o oświeconych to "Nauki Mistrzów Dalekiego Wschodu" Spaldinga, i tam Ci Mistrzowie, robią co chcą ze swymi ciałami, odmładzaja się, zmieniają postać no i moja podświadomość jakoś się chyba przywiązała do tej wizji. :)
-
Bo można, tzn to chodzi o zrozumienie energii rzeczywistości w której przejawia się ciało fizyczne.
Oświeceni mogą być w swoim ciele a mogą nie być w ciele i być wsród innych gdy chcą. Moga byc na każdym planie nawet i jednocześnie poniewaz sa po za planem. Z tego co widze u Mistrzów, ich świadomośc jest zlana z Bogiem ale np mogą rzucać pewna projekcję swojego ostatniego wcielenia na urzytek "kontaktu" innych z Mistrzem nie mając ciała. Tzw materializacja. Mi sie jeszcze nikt niezmaterializował ale doświadczyłam ostatnio takiej pół materializacji, widziałam kolor energii, bylo to rozmyte, ale mialo jakąs tam formę, nie widziałam twarzy, nic, ale widzialam ze jest to istota przybyła z duzo wyrzszych częstotliwości. Narazie nie mam konkretnego zdania na ten temat, i nie szukam odpowiedzi konkretnej.tez czytalam ta książke ale tylko kawałek bo potem ktos mi odebrał urok tej książki :p
Niemniej świadomośc energii rzeczywistości i wyjście z dualizmu [ to to samo właściwie] daje możliwości, pytanie po co dlaczego w jakim celu itd. Ja na razie to zostawiam :) A ten post sie liczy i nie liczy zatem ;)
-
Hm, dyskusje o nieśmiertelności i innych cudach nie kojarzą już mi się z atomówką. A raczej z taką atomówką, która rozwali dom tak całkiem, ale tak specjalnie rozwali, wiesz, że on się zrobi jeszcze lepszy. Bo to taka specjalna atomówka ;)
A co jeśli wraz z oświeceniem nie dostaje się w pakiecie nieśmiertelności, bilokacji i w ogóle niebiańskich mocy które nas uwolnią z okowów tej paskudnej materii? ;) A przynamniej nie bardziej niż dotychczas. Bo niby dlaczego? Równie dobrze można by automatycznie zostać najepszym gitarzystą na świecie. W końcu przejrzało się iluzję i naturę gry na gitarze ;)
A co jeśli ciało będzie się nadal z wiekiem marszczyć jak się marszczy, zużywać -- ot, może trochę mniej, bez większych chorób. Chcesz być nieśmiertelny? To się naucz, jak gry na gitarze.
Sam Budda podobno otruł się truflami, czy jakoś tak ;)
-
Hm, dyskusje o nieśmiertelności i innych cudach nie kojarzą już mi się z atomówką. A raczej z taką atomówką, która rozwali dom tak całkiem, ale tak specjalnie rozwali, wiesz, że on się zrobi jeszcze lepszy. Bo to taka specjalna atomówka ;)
A co jeśli wraz z oświeceniem nie dostaje się w pakiecie nieśmiertelności, bilokacji i w ogóle niebiańskich mocy które nas uwolnią z okowów tej paskudnej materii? ;) A przynamniej nie bardziej niż dotychczas. Bo niby dlaczego? Równie dobrze można by automatycznie zostać najepszym gitarzystą na świecie. W końcu przejrzało się iluzję i naturę gry na gitarze ;)
A co jeśli ciało będzie się nadal z wiekiem marszczyć jak się marszczy, zużywać -- ot, może trochę mniej, bez większych chorób. Chcesz być nieśmiertelny? To się naucz, jak gry na gitarze.
Sam Budda podobno otruł się truflami, czy jakoś tak ;)
Lynd pierwszy raz chyba w zupelnosci sie z Toba zgadzam! :D
-
No właśnie, dlatego oświecenie nadal zostaje wielką tajemnicą i ponoć przychodzi nieoczekiwanie, kiedy się tego najmniej spodziewamy i może to jest w tym najpiękniejsze :)
A oświeceni generalnie skromnie milczą na ten temat.:))
-
Jesli chodzi o niesmiertelnosc i oswiecenie - ja to rozumiem tak, ze jesli juz zyjesz Miloscia, jestes Miloscia, to decyzja o zostaniu w ciele tak dlugo, jak chcesz/potrzebujesz, nalezy do Ciebie. Kwestia tylko, ze kazdy oswiecenie rozumie i wyobraza sobie inaczej. Ja ostateczne oswiecenie widze tak, ze jest to pelne widzenie doskonalosci, wiec nie ma tam miejsca na iluzje typu starzenie sie itp. To wszystko sa programy "grzesznego czlowieka". Wieczna mlodosc jest naturalna dla boskich istot, nie wiem czy koniecznie trzeba sie tego uczyc.
Karina,
oswiecenie - czy to czastkowe czy pelne, przychodzi nieoczekiwanie, bo kiedy oczekujemy to moze ewentualnie przyjsc spelnienie oczekiwan, czyli wyobrazenie:)Czyste serce to jest to. Kurcze:)
-
A co jesli wasze wyobrazenie jest jedynie iluzja i swiat jest jak natura: obiektywny i niewyidealizowany?
Matek uwazasz, ze dobro I zlo sa iluzjami, ktorych doswiadczasz. Co jesli Milosc jest tez tylko przyjemnym zludzeniem? ;)
-
Co to znaczy ze natura jest obiektywna i niewyidealizowana?
Faktem jest, ze jako boskie istoty posiadamy moc tworcza. Nie widze powodu, dla ktorego Bog mialby nas ograniczac w realizacji najdoskonalszych idei (w swiecie przejawionym). Oczywiscie to, jak sie przejawiamy, nie zmienia Nas prawdziwych, nie ma wplywu na to, kim jestesmy w istocie. W ostatecznym rozrachunku, w kogokolwiek sie bawisz, i tak jestes tym samym.
-
Ogranicza nas chocby nasze cialo i jego potrzeby.
Natura nie jest wyidealizowana tzn. tygrysy zabijaja, zwierzeta sie okaleczaja, kleski zywiolowe niszcza a wszystkie istoty moga zachorowac. W idealnym swiecie nie ma chorob ani cierpienia.
-
To wszystko sa programy "grzesznego czlowieka". Wieczna mlodosc jest naturalna dla boskich istot, nie wiem czy koniecznie trzeba sie tego uczyc.
"Grzesznego człowieka" (http://www.youtube.com/watch?v=A_a6RjR_AHY), no rozumiem założenie chrześcijańskie, ale nie da się w ten sposób wyjaśnić że prawie wszystko co żyje, starzeje się i umiera, według dobrego;) naturalnego cyklu. I to bardzo często następującego w ten sam sposób. Ewolucji to jak najbardziej na rękę, ludziom już mniej. Dlatego tworzą różne ideologie, aby uciec przed największym lękiem: przed nieistnieniem, przy okazji też śmiercią, starzeniem się, chorobami. Tymczasem śmierć to jedyny 100% pewnik w przyszłości każdego człowieka ;) Chociaż na potrzebę uwolnienia od tego lęku powinna odpowiadać reinkarnacja. Myślę że pragnienie nieśmiertelności bierze się albo ze słabej wiary w tę reinkarnację, albo z przywiązania do siebie. Czyli do tego cholernego ego ;)
-
A co jeśli wraz z oświeceniem nie dostaje się w pakiecie nieśmiertelności, bilokacji i w ogóle niebiańskich mocy które nas uwolnią z okowów tej paskudnej materii? ;) A przynamniej nie bardziej niż dotychczas. Bo niby dlaczego? Równie dobrze można by automatycznie zostać najepszym gitarzystą na świecie. W końcu przejrzało się iluzję i naturę gry na gitarze ;)
Można też w drugą stronę. Co jeśli to, co wiemy o ciele, o jego możliwościach i materii to kłamstwo, albo przynajmniej bardzo niekompletna prawda wymieszana z kłamstwem? Co jeśli takie zdolności, jak bilokacja, lewitacja itd., to naturalne zdolności w ciele, które są zablokowane? I to wtedy nie polega na tym, żeby uciec od niefajnej materii, tylko otworzyć się na prawdę o materii, na naturę materii, naturę ciała fizycznego.
Jakoś tak czuję, że potencjał ciała fizycznego jest ogromny. Że ciało w swojej naturalnej postaci, formie, ekspresji, nie ogranicza nas, ale właśnie pomaga wyrażać wolność. I takie zdolności właśnie jak lewitacja itd., to coś naturalnego w ciele.
Zwykło się myśleć, że oświecenie daje wolność, i wolność też od ograniczeń materii i ciała fizycznego. A co jeśli, oświecenie może dać wolność od błędnego myślenia, wyobrażeń o materii i ciele fizycznym, i tak naprawdę materia i ciało fizyczne w swej naturalnej postaci będą umożliwiać wyrażanie wolności, swobody itd. A co jeśli materia i ciało fizyczne w swojej naturalnej postaci nie ogranicza, tylko nasze wyobrażenie o tym ograniczają materię i ciało?
-
Jakoś tak czuję, że potencjał ciała fizycznego jest ogromny. Że ciało w swojej naturalnej postaci, formie, ekspresji, nie ogranicza nas, ale właśnie pomaga wyrażać wolność. I takie zdolności właśnie jak lewitacja itd., to coś naturalnego w ciele.
Czy przebiegnięcie maratonu jest naturalne dla ludzkiego ciała? A podniesienie 300 kg? Czym te możliwości w ciele są zablokowane? Dlaczego? Czy po oświeceniu będę w stanie je wykonać?
tak naprawdę materia i ciało fizyczne w swej naturalnej postaci będą umożliwiać wyrażanie wolności, swobody itd. A co jeśli materia i ciało fizyczne w swojej naturalnej postaci nie ogranicza, tylko nasze wyobrażenie o tym ograniczają materię i ciało?
To nie dość że nasze ciała są teraz w postaci nienaturalnej, to jeszcze otaczająca nas materia też? o_O Czym sie różni materia w naturalnej postaci od materii w postaci nienaturalnej? O_o
Dla mnie to nadal brzmi jak uciekanie od paskudnej (aktualnej, nienaturalnej) materii... Po prostu w materię "naturalną" ;) Jak zwał tak zwał: tu jest źle, trzeba iść "tam". I uważam że to jak najbardziej jest błędnym przekonaniem, które właśnie ogranicza to nieoświecone (czyli: nienaturalne) ciało.
-
Lynd, Magic
warto jednak pamietac, ze w zwierzetach (najczesciej) nie przebywa boska czesc Swiadomosci. Dlatego nie maja one mozliwosci, aby rozszerzac Swiadomosc.
Lynd,
"Grzeszny czlowiek" uzywam zartobliwie - rozumiem jako mentalnosc wiekszej czesci ludzkosci na planecie, niezaleznie w to, czy wierzy czy nie wierzy w Boga:)
Magic,
Ogranicza nas chocby nasze cialo i jego potrzeby
No wlasnie, pytanie tylko, czy jest to nasz naturalny stan:)
kleski zywiolowe niszcza a wszystkie istoty moga zachorowac
Tak samo, kleski zywiolowe sa skutkiem zapaskudzonej karmy duzej ilosci jednostek. Nie ma koniecznosci ich wystepowania w naturze.
Istoty moga chorowac, ale nie musza.
-
Lynd,
ale zaraz...po co Ci biegac w maratonie albo podnosic 300 kg? Doskonale cialo fizyczne nie zaklada umiejetnosci wyczynowych, chodzi o doskonale funkcjonowanie, wygodne, przyjemne i bez zaklocen.
To nie dość że nasze ciała są teraz w postaci nienaturalnej
Lynd, zobacz, ile ograniczajacych programow trzyma w umyslach wiekszosc ludzkosci. To, ze wiekszosc ludzi sie zawirusowala, nie znaczy, ze jest to naturalne.
-
Matek o chorobach I kleskach mowilem w odniesieniu do zwierzat i roslin, ktorych one naturalnie dotycza.
I skad pewnosc, ze nie maja boskiej iskry w sobie skoro przez Boga zostaly stworzone?
Cialo jest naturalne bo w nim przychodzimy na swiat.
-
Magic,
w ostatecznosci, wszystko, kazdy atom co do joty jest czescia boskiej energii, nie ma ani drobinki, ktora nie nalezalaby do oceanu boskiej Swiadomosci.
Ale w tym wyobrazonym przez Boga swiecie, energia podlega modyfikacjom, i zaczyna sie zabawa w "bardziej" boskie i mniej boskie. Zwierzeta sa calkowicie uwarunkowane swoim zbiorem programow (instynktem) i raczej sie nie zdarza, zeby "wychodzily" poza ten program lub go modyfikowaly.
Cialo juz od chwili poczecia przejmuje programy od rodzicow.
-
Matek, ale jestes swiadomy ze zwierzeta I rosliny maja emocje I aure?
Czlowiek ma tez instynkty a poza tym nasze dna pokrywa sie w 80% z bananem...
Przejmujemy program od rodzicow? A co z indywidualna karma I dusza I jej planem?
-
Ostatnio przechodzę etap dopuszczania do siebie swoich słabości, wad, niewiedzy i czucia się z tym w porządku. W kwestii rozwoju odpada mi ostatnio dużo "wiedzy", rzeczy które uznawałem za pewnik i podstawę do rozwoju, a które gwarantowały mi pewną stabilność, potrzebną bardzo na tych początkowych etapach. Teraz czuję trochę jakbym nie miał gruntu pod nogami i jestem w lekkim stanie pt "to ja już nic nie wiem", ale czuję że wszystko się poukłada :)
-
"Lubię myśleć o mojej relacji z Bogiem, jako o współpracy."
Spodobalo mi sie takie podejscie:)
-
Magic,
Rosliny maja aure - cialo eteryczne, nie maja emocji. Zwierzeta maja emocje. Emocje to programy w instynkcie.
Czlowiek ma instynkt i emocje, ale rowniez uczucia wyzsze (przejaw Wyzszego Ja).
Przejmujemy programy od rodzicow zgodnie z nasza indywidualna karma:)
Wiem, ze ludzkie DNA pokrywa sie w nawet wiekszej ilosci, ponad 90-procentowej, z wieloma innymi prymitywnymi organizmami, ale co to zmienia?
Spoko, Magic. To wszystko i tak pisaninia. Sa to co prawda dosc oczywiste i logiczne informacje, ale to tylko pisanina.
-
Slowo to tylko dzwiek a potrafic rozbijac szklo. Pisanina to tylko litery ale moga niesc wiedze.
Sa doswiadczenia na temat strachu u roslin. Sa przyklafy zwierzat poswiecajacych swoje zycie wbrew instynktowi. Mysle, ze zamykajac sie na to nie doceniasz ich. Adoptuj zwierze. Zobaczysz o czym mowie ;)
Co do programu od rodzicow: co powiesz na tzw. Wyrodne dzieci albo na odwieczne pyranie "w kogos ty sie wrodzil? ,)
-
Strach u roslin - nie wiem, ja bym tego nie nazwal emocjami. Rozumiem, ze moga reagowac na bodzce i komunikowac sie ze soba, ale nazywac to "emocjami" to chyba za duzo powiedziane.
O zwierzetach poswiecajacych swoje zycie wbrew instynktowi nie slyszalem. Powiedzialbym, ze jesli poswiecaja zycie, to pod wplywem impulsu z instynktu. Chociaz w koncu Swiadomosc moze uzyc zwierzecia do jakichs celow, czemu nie?
Poza tym, bardzo lubie zwierzeta, szczegolnie np. psy bo maja wyjatkowo rozwiniete emocje.
O, wyrodne dzieci to klasyczny przyklad karmy. Nie bede sie rozpisywal, bo to i tak powtarzanie informacji od innych. Wiecej u Lazariewa:)
-
Czy przebiegnięcie maratonu jest naturalne dla ludzkiego ciała? A podniesienie 300 kg? Czym te możliwości w ciele są zablokowane? Dlaczego? Czy po oświeceniu będę w stanie je wykonać?
Jeżeli w hipnozie wmówisz komuś, że nie będzie potrafił podnieść ręki w bok, czy iść do przodu, tylko będzie mógł chodzić w bok i do tyłu, tak będzie, jego ciało będzie zblokowane, pomimo tego, że ta osoba będzie chciała to zrobić. Więc, czy nie podobne działania mogą mieć wyobrażenia, jakie mamy o ciele fizycznym, które mogą ograniczać jego potencjał, jego możliwości, jego naturę? Może lewitowanie, bilokacja itd., to naturalne funkcje ciała fizycznego, które jak w przykładnie z hipnozą są blokowane? Możemy chcieć lewitować, ale to nam się nie uda, bo gdzieś głęboko nie wierzymy, że coś takiego jest możliwe, więc lewitowanie jest zablokowane.
Może takich funkcji ciała fizycznego jest dużo więcej? Może to, co wiemy o ciele fizycznym, o jego możliwościach, funkcjach to np. 3% wiedzy?
To nie dość że nasze ciała są teraz w postaci nienaturalnej, to jeszcze otaczająca nas materia też? o_O Czym sie różni materia w naturalnej postaci od materii w postaci nienaturalnej? O_o
Zależy od twoich wyobrażeń o niej. Tak samo, jak twoje zdolności wynikają od tego, jak siebie widzisz. W zależności od twoich wyobrażeń o sobie, takiego siebie dostajesz.
Fizycy - tak myślę - jeszcze nie wiedzą dokładnie, czym jest materia. Im głębiej sięgają, tym okazuje się, że stare widzenie materii nie do końca jest prawdziwe. Czym materia jest? Cząstkami? Falami? Tym i tym? A może jeszcze czymś innym?
Dla mnie to nadal brzmi jak uciekanie od paskudnej (aktualnej, nienaturalnej) materii... Po prostu w materię "naturalną" ;) Jak zwał tak zwał: tu jest źle, trzeba iść "tam". I uważam że to jak najbardziej jest błędnym przekonaniem, które właśnie ogranicza to nieoświecone (czyli: nienaturalne) ciało.
I właśnie o to chodzi, żeby widzieć, jak jest. I dla mnie widzenie materii jako ograniczającej, jest raczej błędnym widzeniem materii. Czuje, że istnieje jeszcze wiele nieodkrytych rzeczy o materii. I nie jest to kwestia uciekania od materii w fajniejszą wersję materii, ale widzenie coraz bardziej prawdy o materii, jej naturalnego stanu, a nie wyobrażeń o materii.
-
Matek,
nie podkradaj moich odpowiedzi do Martinusa, bo innej rzeczy się tyczą :>
Powiedziałeś, że u bożych istot młodość jest naturalna. Teraz wnioskuję że wszystko co jest żywe poza człowiekiem jest samoistnie mniej boże, a i większość ludzi boża nie jest, bo noszą w głowie różne rzeczy. Ale nadal wydaje mi się jest o wiele więcej ludzi którzy tych rzeczy nie noszą w głowie, niż nieśmiertelnych. Wychodzi na to, że w jakimś strasznie nieboskim świecie żyjemy ;) (Albo świat jest boski, tylko to co w nim żyje boskie nie jest ;)
To kim/czym są w końcu te boskie istoty, którym to normalne?
Martinus,
Nikt Cie nie zahipnotyzował, abyś nie mógł przebiec maratonu czy podnieść te 300 kilo. Po prostu Ty tego nie ćwiczysz. Ten potencjał jak najbardziej istnieje w Twoim ciele, ale nie przejawi się za sprawą jakiejś magicznej techniki ani też pewnie w momencie oświecenia.
Natomiast jedzenie chipsów siedząc na kanapie rozmyślając jak tu zmienić punkt widzenia ciała aby przestało być ograniczające i aby samo się cudownie zrobiło "naturalne" już na ten potencjał blokuje.
To jakby zostać wrzuconym w kajaku na środek jeziora, i zamiast płynąć do brzegu, zacząć medytować jak tu dostrzec prawdziwą naturę kajaka i jeziora aby móc się teleportować do brzegu. Bo to tylko błędne postrzeganie powoduje, że uznajemy wodę i kajak za ograniczenie w poruszaniu się. Kajak ma wielki potencjał, i kto wie jakie możliwości... Może będzie lewitował, bilokował czy teleportował się, kiedy tylko spojrzymy na niego naturalnie, na taki jaki jest...
Tymczasem kajak jest kajakiem i został stworzony do poruszania się w wodzie, do tego aby nam dawać w niej wolność. I jasne, można go czymś pokryć, albo zrobić bardziej opływowym, ale nie ma sensu twierdzenie że pływanie nim to tylko ograniczenie wynikające ze zbiorowej hipnozy ;) Kajak już teraz jest całkiem doskonały, a na pewno bardzo naturalny. Za to szukanie jego prawdziwej natury poza nim, w jakichś innych funkcjach, to zdecydowanie zaprzeczanie jego doskonałości :)
-
Martinus,
[...]
doskonałości :)
Lynd, masz rację. Ja źle myślę.
-
:)
-
"Zrobił to ten co nie wiedział, że jest to niemożliwe":)
-
Lynd,
przepraszam, moze i sie troche "wbijam", ale taka natura dyskusji na forum, inaczej by bylo gdybysmy rozmawiali w realu przy herbatce:)
Lynd, wydaje mi sie, ze niepotrzebnie komplikujesz. Oczywiscie, wszystkie stworzenia to "stworzenia Boze", mozna tak powiedziec. Ale jednak nie przez kazde stworzenie przejawi sie Boska Swiadomosc. Krowa nie zacznie kwestionowac swoich programow w instynkcie, ani swojej roli. Nie zbuntuje sie i nie pojdzie do lasu, zeby medytowac nad swoja Boska Natura.
Czy zyjemy w "nieboskim swiecie"?Jasne, ze nie, swiat jest boski zawsze. Nawet jak ludzie rozwaliliby Ziemie bombami wodorowymi, to w dalszym ciagu pozostaja boskimi istotami w boskim swiecie. Wszyscy jestesmy boscy i doskonali juz teraz, spoko. Tylko ciekawe, jak wygladalby swiat, gdyby nagle wszyscy to zobaczyli, gdyby kazdy pojedynczy czlowiek sobie to w jednej chwili uswiadomil, swoja plena doskonalosc tu i teraz?
Czy uwazasz, ze nic by sie nie zmienilo w ludzkich zachowaniach na calej planecie?Czy naprawde myslisz, ze obecne realia na Ziemi to rezultat przejawiania sie pelnej albo prawie pelnej boskosci w ludziach?
Kazdy jest boski, ale to nie znaczy, ze programy, ktore ma w umysle sa czystym przejawem boskosci. One juz sa czyms wtornym, stworzonym przez ludzi. To raczej oczywiste, ze ludzkosc przejawia swoja Boskosc w znikomym stopniu obecnie. W dalszym ciagu jestesmy w pelni Boscy, tylko zdecydowalismy z jakichs powodow tego nie przejawiac.
Jak to powiedzial Osho: ten swiat moglby byc oceanem milosci, a zamiast tego jest cieknacym kranem.
-
Jak to powiedzial Osho: ten swiat moglby byc oceanem milosci, a zamiast tego jest cieknacym kranem.
:) Fajne.
-
A może zacznijmy go właśnie postrzegać jakby był oceanem miłości. Może ta niedoskonałość to tylko plamy na naszych goglach?
-
Patrzenie to też w jakiś sposób stwarzanie. Czy dorastam do poziomu o jakim w tej chwili piszę? Chyba jeszcze nie, ale tak mi mignęło.
-
O czymś napiszę, kiedyś pojawiło się mi takie porównanie. Oczywiście oczekuję wielu pochwał, że coś tak wspaniałego wymyśliło mi się ;).
Jest CUDOWNY OBRAZ. Piękny, wspaniały. Widzimy go całego, widzimy jego piękno, wszystko jest właściwe, na swoim miejscu, dzięki temu, całość jest cudowna.
I teraz ktoś zasłania ten obraz i odsłania tylko małą część. Ktoś inny przychodzi, widzi tą część i może powiedzieć, że jest ona ładna, brzydka, nijaka itd., że trzeba ją usunąć, zmienić na coś innego. I tak dalej.
I teraz odsłaniana jest większa część obrazu. Okazuje się, że zaczyna zauważać się sens, piękno. Pojawia się już mniejsza ochota, żeby cokolwiek zmieniać.
I na koniec odsłaniany jest cały obraz. Widzi się, że każda część jest ważna i jest dokładnie na swoim miejscu. Dzięki temu, całość obrazu jest piękna i cudowna. Dzięki częściom, które wydawały się brzydkie w odosobnieniu, stają się częścią piękna w całości.
Widzenie tutaj to symbol świadomości, symbol widzenia Rzeczywistości.
Gdy się jej nie widzi całej, pojawia się ocenianie, chęć zmiany, chęć usunięcia czegoś z Rzeczywistości itd. Widzi się część Rzeczywistości, reszty się nie widzi i tam powstają wyobrażenia. Ma się wtedy różne dziwne wyobrażenia na temat całego obrazu, na temat Rzeczywistości.
Gdy widzi się całość, widzi się piękno, znika potrzeba zmiany, trwa się w rzeczywistości.
Tak odnośnie tego oceanu miłości. Bo tak czuję, że taki ocean cały czas jest. Od nas zależy, czy widzimy część obrazu, a tam, gdzie nie widzimy mamy wyobrażenia, czy widzimy całość obrazu.
-
KorneliaX,
to prawda, nie warto skupiac sie na pozornej "niedoskonalosci" swiata, bo on jest doskonaly. Najwazniejsze z naszego punktu widzenia jest to, ze mozemy w nim przejawic boskosc. Najlepiej w ogole skupic sie na Sobie. Pelen egoizm.
-
Marcin,
o jaaa, ale super Ci sie wymyslilo!;)
A tak na serio - fajne porownanie:) ja w ogole mam wrazenie ze my tutaj na forum, ostatnio szczegolnie, krazymy wokol tego samego.
Ale moze tak ma byc, moze to "krazenie" stworzy jakis wir i nas "wciagnie";)
-
Matek nie musze już mówić, Ty wiesz co chce powiedzieć :D
dodam tylko, że lepiej zeby nas wyciągało niż wciągało ;)
-
Matek,
Ale ja nie o żadnych bombach czy o medytujacych krowach, ja się tylko o to pytam:
jest to pelne widzenie doskonalosci, wiec nie ma tam miejsca na iluzje typu starzenie sie itp. To wszystko sa programy "grzesznego czlowieka". Wieczna mlodosc jest naturalna dla boskich istot, nie wiem czy koniecznie trzeba sie tego uczyc.
I zauważam, że nie tylko są to programy człowieka, a starzenie się wydaje się być procesem naturalnym w całej, nomen omen, naturze.
No może ten jeden gatunek meduzy jest nieśmiertelny. Ale nie jestem pewien czy to akurat przez brak programu, czy raczej zbiorową karmę gatunku ;)
Kornelka,
Pewnie i tak i tak:) Znaczy cały świat jest tym oceanem, tyle że nie dla każdego, niektórzy zamiast być skąpani w miłości są skąpani np we flakach wroga ;) I ich doświadczenie, niezależnie od naszego postrzegania, się nie zmieni.
Tak na marginesie, kiedyś myślałem że jak będę oświeconym to zrewolucjonizuję ten świat. A im dalej w las, tym bardziej dochodzę do wniosku że nie tylko nic w nim nie zmienię, ale może nawet zacznę konspirować z systemem ;) Oświecę się i będę dla niepoznaki sprzedawał ubezpieczenia, albo namawiał ludzi na karty klubowe tesco :D
-
Najlepsze z tego wszystkiego jest to, ze w pelni z wami wszystkimi zgadzam sie co do tego oceanu milosci ale z jakiegos powodu, ktorego nie jestem w stanie odtworzyc w pamieci, doswiadczylem ze bardziej jest to pobozne zyczenie niz prawda bo w konfrontacji z twarda rzeczywistoscia ten ocean okazuje sie czesto tylko mentalna kaluza ktorej wcale nie ma gdy jest potrzebna.... I to fakt.
-
Najlepsze z tego wszystkiego jest to, ze w pelni z wami wszystkimi zgadzam sie co do tego oceanu milosci ale z jakiegos powodu, ktorego nie jestem w stanie odtworzyc w pamieci, doswiadczylem ze bardziej jest to pobozne zyczenie niz prawda bo w konfrontacji z twarda rzeczywistoscia ten ocean okazuje sie czesto tylko mentalna kaluza ktorej wcale nie ma gdy jest potrzebna.... I to fakt.
No ja myślę, że jest cały czas, tylko się tego nie widzi. Ja czuję np. cały czas wsparcie całego kosmosu. Nie ważne, co dzieje się w moim życiu, czuję, że pod tym wszystkim jest miłość.
-
Martinus
Przypowieść o niewidomych i słoniu skromnie się zakryła okładką przy Twoim porównaniu ;)
Lynd
Przy kartach klubowych tesco obudziłam śmiechem kota.
Matek, Davvidia
Wciągnie, wyciągnie, zależy gdzie lub skąd ;)
-
Lynd,
Wlasnie przyklad krow mial tlumaczyc, dlaczego dla niektorych starzenie sie jest naturalne, a dla innych nie.
Jest kilka gatunkow zwierzat ktore sie nie starzeja, min. jakis rodzaj zolwia, ale mniejsza o to.
Zreszta, nawet jesli juz uznamy, ze starzenie jest naturalne (btw, co to jest natura? wg pewnej definicji jest to rowniez tylko zbior programow, ktore mozna modyfikowac:)), to moze chociaz zgodzimy sie, ze dla boskich istot nie jest konieczne:)
Davvidia,
wciagnie czy wyciagnie, kierunki to tylko dualna iluzja;) wazne, co tam jest:D
-
Mialem juz sie zamknac, ale jeszcze cos napisze, co doszlo do mnie w temacie dzisiejszej dyskusji.
Moze warto tez pamietac, ze "duchowo" jestesmy zgromadzeniem bardzo roznych istot, o roznym pochodzeniu (tzn. z roznych miejsc i roznymi drogami na Ziemie przybylismy), roznej budowie energetycznej, a takze roznych celach.
Byc moze dla niektorych istot temat przejawiania pelnej doskonalosci w materii wydaje sie niepotrzebny. Byc moze one akurat sa "turystami", ktore po zakonczeniu zabawy, doswiadczeniu tutaj tego ,czego chca, maja w przeznaczeniu isc dalej (tzn. gdzies indziej - materialnie czy duchowo).
Moze dla niektorych zainteresowanie dluzszym niz "tradycyjnie" przyjety okres pozostania w ciele fizycznym z czegos wynika (oczywiscie, moze wynikac rownie dobrze z jakichs urojonych "ambicji", ale pozostanmy przy pozytywnym nastawieniu:)), Np. ich celem jako dusz jest pozostanie tutaj dluzej, tudziez rozwijanie wiedzy i przekazywanie informacji w tym temacie jest w ich Boskim Planie.
W sumie potrafie zrozumiec, ze nie wszystkim jest to potrzebne:)
-
Jeżeli chodzi o panowanie nad ciałem (odmładzanie, niesmiertelność, uzdrawianie, zmiana postaci itp.)
To po pierwsze:
trzeba mieć bardzo wysoką świadomość ciała.
A po drugie:
trzeba znaleźć punkty w ciele odpowiadające, za odpowiednie zdolności i nauczyć się je przesuwać.
Jakoś ten temat zawsze mnie interesował, więc dzielę się wiedzą na ten temat i jestem absolutnie przekonana, że jest to możliwe, ba i że kiedyś ludzie będą swobodnie się tymi zdolnościami posługiwać.
Pisze o tym więcej m.in. Castaneda.
-
Karina
W Theta Healing jest też coś takiego jak aktywacja genu młodości, który znajduje się w komórce macierzystej w szyszynce. Czy to działa? Powiem co najmniej za rok.
-
Ale czy zycie wieczne jest wlasciwa droga? Czy to nie ogranicza lekcji jakie mozemy przejsc? Czy zycie bez bliskich, jako ludzie kompletnie obcy I z innej epoki byloby szczesliwe? Nawet mnisi z Tybetu postanawiaja sie odrodzic w ciele swiadomego dziecka I daja namiary wspolbraciom gdzie I kiedy ich szukac w kolejnym wcieleniu...
Matek, skad u Ciebie tak wyjatkowe przekonanie o boskosci natury ludzkiej?
-
Czy zycie bez bliskich, jako ludzie kompletnie obcy I z innej epoki byloby szczesliwe?
To jest główny powód dla którego ludzie rezygnują z tej ścieżki, nikt raczej nie chce narazić się na wyobcowanie, jednak człowiek jest stworzeniem bardzo społecznym. Dlatego ma to sens jak pracuje nad tym zorganizowana grupa i wspólnie osiągają pewne postępy. O takiej grupie pisał Castaneda, jak również Spalding.
Ale co lepsze to powiem, Wam, że też w ciele jest punkt odpowiadający za oświecenie, normalnie jest przykryty pod warstwą karmy (czyli pod wszystkimi zamrożonymi uczuciami). Po przerobieniu karmy, lub stanie łaski (natychmistowe spalenie karmy), lub chwilowym wglądzie pod wpływem mistrza albo medytacji następuje: jakby wyjęcie korka z tego punktu, jak z wanny i wsysa nas na drugą stronę.:))
-
Magic,
o jakim wyobcowaniu mowa? Dlaczego uwazasz, ze zyjac w tym samym ciele za 50, 100, 200, 300 i wiecej lat, nie mozna w dalszym ciagu spotykac swoich "bliskich" - duchowych i karmicznych? Oni moga albo wybrac rownie dlugi pobyt w jednym ciele fizycznym, albo odrodzic sie w innym - gdzie tu problem?
Matek, skad u Ciebie tak wyjatkowe przekonanie o boskosci natury ludzkiej?
Niczego wyjatkowego w tym nie widze. Raczej wiekszosc osob "rozwijajacych sie duchowo" posiada takie przekonanie.
(Zakladajac, ze "nature ludzka" rozumiemy jako to, co najprawdziwsze w czlowieku).
-
Co do możliwości w materii:
Cialo czy materia jest calkowita przeciwnoscią esencji TEGO, dzieli nas tylko strach od tego. Poczułam ze zeby to połaczyć nie może byc zadnych wątpliwosci, trzeba oddać temu kazdy strach , nawet strach nieoddychania (chyba najistotniejszy moment) i wtedy jak to sie połaczy to juz mozna robic wszystko . Doslownie poczułam ze mogłabym sie położyć na powietrzu. Zrozumiałam ze na tym bazują sztuki walki. Matrix normalnie. Cialo = TO, jakby wzór, nie da sie tego opisać słowami chyba.
Całkowite poddanie sie znowu jakby kluczem do rozwiązania.
-
Davvidia,
Piszesz troche "koanicznie":)
trzeba oddać temu kazdy strach , nawet strach nieoddychania
Poki co zakladam, ze w pelni rozwinieta istota nie potrzebuje do przezycia rowniez oddychania. Oczywiscie, mozna powiedziec ze "do takiej pelni to daleka droga", ale to tylko iluzja, a poza tym mamy czas:)
-
istota nie potrzebuje do przezycia rowniez oddychania
Matku :) ten fragment to strach tylko, bo jakby to oddychanie bedzie sie dziać tylko pokonanie tego w "przekonaniu" jest problemem z tego co czuje ..
-
Rozumiem:)
Na razie ucze sie oddychac pelna piersia, zobaczymy co bedzie dalej:)
-
Zastanawiam sie: po co nam zycie skoro mozemy rozmawiac z przodkami karmicznymi, po co nam materia skoro nas uzaleznia, po co nam zmysly do odbierania i uczenie sie swiata. Dlaczego Bog dal nam to wszystko a my chcemy sie tego pozbawiac? Byc duchami w ludzkiej skorze to szczyt naszego oswiecenia
Matku,to ze "wiele duchowo rozwinietych osob" tak uwaza jest dla mnie rownoznacznym argumentem jak to ze wiele osob je fast foody wiec na pewno wiedza co robia. To typowo egocentryczny punkit widzenia dla gatunku ludzkiego, wystarczy jak wiele zlego wywtworzyl w historii chrzescijanskiej. A zwierzeta czuly, mialy swiadomosc i cierpialy za nasze okrucienstwa.
Oddychanie - nie wiem ile potrzeba wcielen by sie od tego uniezaleznic. Chyba nalezy pozbyc sie ciala bo ono do funkcjonowania potrzebuje tlenu. Wtedy jest taka opcja.
Wiem, ze jest wiele osob, ktore probowalo zyc bez jedzenia. Czesc z nich zaglodzila sie na smierc bo wydawalo im sie, ze ich wola jest na tyle silna ze dadza rade. Ich wola byla silna. Udowodnili, ze moga obejsc sie bez jedzenia. Obeszli sie tez bez zycia. Dlatego wiara to taka straszna bron i dlatego afirmacje uwazam, za niebezpieczne w pewnym momencie. Nasz mozg uwierzy we wszystko. Nasze otoczenie nie koniecznie musi sie zorientowac.....
-
Magic,
to ze "wiele duchowo rozwinietych osob" tak uwaza jest dla mnie rownoznacznym argumentem jak to ze wiele osob je fast foody wiec na pewno wiedza co robia
Jasne, pytales tylko, skad u mnie takie "wyjatkowe" przekonanie, wiec odpowiadam, ze nie jest wyjatkowe. Nie wiem ,czy da sie znalezc w tej kwestii jakiekolwiek "dowody".
Oddychanie - nie wiem ile potrzeba wcielen by sie od tego uniezaleznic. Chyba nalezy pozbyc sie ciala bo ono do funkcjonowania potrzebuje tlenu. Wtedy jest taka opcja.
Tutaj tylko zaznacze, ze to cale "uniezaleznianie sie" traktuje raczej jako "skutek uboczny" pelnego przejawiania Siebie. Nie chodzi o wykonywanie jakichs specjalnych cwiczen, udowadnianie czegos komus albo sobie itp. Na razie zakladam ze tak jest, nie mam zamiaru sie o to spierac czy tego "udowadniac", bo to i tak byloby bezcelowe teoretyzowanie.
-
Magic,
Jasne, pytales tylko, skad u mnie takie "wyjatkowe" przekonanie, wiec odpowiadam, ze nie jest wyjatkowe. Nie wiem ,czy da sie znalezc w tej kwestii jakiekolwiek "dowody".
http://en.m.wikipedia.org/wiki/Jagadish_Chandra_Bose
-
Jeśli z założenia praktyka czy pewna idea jest prawidłowa, to zostanie ona przyjeta i zrozumiana przez osoby które mogą ją przyjąc i praktykować, a reszta będzie podważać bo nie czas na to, dlatego ważne jest zaakceptowanie, żeby czerpać to co jest we własnym zasięgu, i szanować zasięgi innych i swoje, i nie przeskakiwać, ten pozorny przeskok więcej szkody daje niz pożytku.
Błędem jest mówić komuś że ma "zniszczyć swoje ciało" [ tak bedzie odebrane coś co tym nie jest, ale tak będzie odbierane] kto ma obciązenia z nim związane mocne
Błedem jest mówić komuś że życie to "pustka", z tego samego powodu, jednych to zbulwersuje, w innych pogłębi wzorce biedy i brak ochoty z wyjścia z tego, a tylko kilka osób bez komentarza to zrozumie.
Taka refleksja ;/
-
Dokładnie, każdy ma swoją drogę, nie jest dobrze się porównywać, bo jak Martinus mówi, każdy ma swój ściśle okreslony talent i pociągają go sprawy, myślę ściśle związane z tym talentem (powołaniem), chociaż być może nie zdajemy sobie z tego sprawy i notorycznie nie doceniamy się. No i u sąsiada zawsze trawa wydaje się zieleńsza.:)
-
Jest jeden taki Mistrzu którego cenię i on daje indywidualne nauki każdemu w "języku" idealnym dla niego, uwarzam że jest to mądre. Nigdy niechciał żadnego aszramu itd. Bo doznanie jest indywidualne i droga jest indywidualna sa spójne punkty, sa tematy do rozmów ale kazdy z nas ma tą wyodrębniona inna wibrację, inne zapisy, inny poziom
I jeszcze jedno, najważniejsze jest żyć tak, by być spełnionym, radosnym, inspirującym tez dla innych. Reszta to reszta, ale nikt kto nie zazna takiego uczycia wyzwolenia z tego z czym przyszedł na świat, nie odczuje pewnych "wrót", dlatego wazne jest by wszystko robic w swoim czasie. Tak jak matek mądrze napisał do Davidii, z akceptacją jej nieoddychania odrzekl ze ma zamiar oddychac cała piersią- i tego Matku Ci życzę, bądź spełnieniem swojej szczęśliwej wizji o sobie, miau !
-
Tak trochę się wetnę, wcale nie ironicznie, choć trochę żartobliwie. Jakoś tak mi sie nasunęło :)
Tez mam jednego mistrza, guru, kórego cenię od wielu lat :)) Płynie od niego nieustająca doza inspirującego pozytywnego nastawienia do życia, wyważenia i zdrowej bliskości :D Dużo medytuje.;) Ma tylko dwie słabości - jest otyły (ale moze jest to syndrom buddy u niego;) i boi się odkurzacza. To mój koci guru, Ogoniok :-)
Zaś całkiem w temacie - ostatnio przychodzi mi mnóstwo inspiracji w różnych tematach w trakcie medytacji. Nagle różne rzeczy zaczynają mi się łaczyć i być oczywiste. Albo wypływają "pop" pomysły na rozwiązania, bądź twórcze. Wzrasta tez siła przeczuć, połączona ze spokojem. To bardzo fajne.
Wiadomo, nie jest tak cały czas, ale bywa coraz częściej. Cieszy mnie to.
-
A ja zaczęłam się znów przekonywać do medytacji.
Wcześniej problem polegal na tym , że jak sobie już pozwalałam medytować, to wchodzilam bardzo gleboko. Potem mi mocno zaczynało wywalać, bo duży był rozdźwięk między tym w jakim jestem obecnie punkcie, a co tam doświadczałam. Nie umialam tego jakoś połączyć. Nie akceptowałam więc i zaczęłam się bać. Bałam się wywałek, które to doświadczenie wywoływało.
I ciągle mi się coś pokazywało czego nie akceptowałam w temacie związku. Nie rozumiałam. Nie akceptowałam też Boga w tym kontekście.
To mnie skutecznie od medytacji odciągnęło. Bo mi się zaczęło mieszać w głowie.
Teraz postanowiłam zmierzyć się z tematem. Bo uciekanie kilka lat na niewiele się zdało, a on wraca i wraca.
-
Olga, dzieki!:)
-
Łazariew potwierdza to co zawsze czułam:
"Przyczyną krótkowzroczności jest zniekształcenie struktur pola w strefie głowy, które jest powodowane uczuciem nienawiści, formującym w polu człowieka stałe struktury. Struktury te przy operacji oczu nigdzie nie znikają, kontynuują zniszczenie w polu, przechodzą na inne organy ciała lub na parametry ducha człowieka. "
"Nie można wyleczyć choroby bez zmiany duchowej."
"Jeśli chorobę przyjmuje się jako zło, to walczy się z nią, przesuwając ją z jednego miejsca w drugie. Kiedy nastąpi zrozumienie, że choroba jest hamulcem duchowej degradacji i zacznie usuwać się jej przyczyny, choroba ustąpi sama. "
-
tak Karina z tymi chorobami tak jest, nie dzieją sie bez powodu nigdy.. I mam osobiste doświadczenia z wyleczeniem u kogoś np. łuszczycy poprzez wejście przez tą osobę w przyczyny karmiczne tego problemu.. a nie były lekkie ..
-
no właśnie Davvidia, po prostu nie da się uzdrowić kogoś bez usunięcia prawdziwej duchowej przyczyny, może być złudzenie uzdrowienia, ale choroba tylko przechodzi na inny organ.
[MOD] Ciąg dalszy dyskusji tutaj (http://designersites.pl/cudaducha/index.php?topic=773.msg46093#msg46093)
-
Mam taki mój własny przykład biegunowośći.
Biegun negatywny to mój stan cierpienia i lęków. Biegun pozytywny to mój stan dobrego samopoczucia, gdy wchodzę w nie, tworząc je sobie w sztucznym przyjemnym świecie który sobie stwarzam.
Jest jeszcze stan trzeci którego ja nie znam. To stan bezbiegunowośći. To stan prawdziwych, rzeczywistych uczuć, stan czucia. Nie wiem czy on jest przyjemny czy nieprzyjemny, bo nie wiem jakie są moje uczucia. Nie potrafię się w tym stanie znaleźć za pomocą siły woli. Nie wiem jak tam się dostać. To jakieś nowe miejsce, nowa przestrzeń w której nigdy nie byłam.
-
Inga, może ten opis Ci coś rozjaśni :) Nie chodzi o kartę, ale treść momentami istotna..
http://www.czasduszy.pl/aktualnosc-Pluton__Daath__Aloha_van_Daath-13532709236215.html
-
To jest tylko taki przykład a nie rzeczywisty opis biegunowości. Dla mnie teraz tak wygląda biegunowość ponieważ ciągle poruszam sie pomiędzy tymi dwoma biegunami, a gdy zacznę czuć to wyjdę poza nie.
-
Im mniej jest w nas potrzeby zmieniania innych ludzi, otoczenia, świata - tym bardziej wszystko jest właściwe :)
-
Im mniej jest w nas potrzeby zmieniania innych ludzi, otoczenia, świata - tym bardziej wszystko jest właściwe :)
Czyli rozsadnie I oswieceniowo byloby rozwiazac np Wymiar Sprawiedliwosci?
-
Czemu, przecież on też jest właściwy :)
-
No ale chce zmieniac istniejacy rzeczy, a w tym ukladzie po co? Jak chce karac, zmieniac I resocjalizowac to znaczy, ze nie postepuje w mysl akceptacji ergo jest niewlasciwy ;)
-
Bylby niewłaściwy, gdybym próbował narzucić mu mój światopogląd. Ale tego nie robię. Każda z części w układzie działa inaczej, dlatego układ działa. Pewne części mają się poruszać jak najszybciej, inne nie mogą drgnąć. Nie można powiedzieć że jedna jest słuszniejsza od drugiej, bo każda ma swoją rolę.
Na tym "poziomie" na którym jestem i w tym miejscu w którym jestem, czuję że akceptacja jest dla mnie dobra. I zauważam, że im wyższa świadomość, tym wyższa akceptacja. I paradoksalnie: tym większą różnicę potrafię zrobić ;)
-
Magic
MOŻE KIEDYŚ, KIEDYŚ..... uda Ci się zrozumieć, co to znaczy WŁAŚCIWY i dla kogo własciwy?
Nie jesteśmy równi świadomością, nie jesteśmy równi etyką. Jesteśmy rożni, na róznych poziomach zaawansowania w rozwoju społecznym, emocjonalnym, intelektualnym czy też duchowym.
Jesli dla kogoś właściwe jest myslenie kategoriami matematyki wyzszej, to nie znaczy, że jest ono właściwe dla wszystkich. Jeśli dla kogoś właście jest duchowe pojmowanie, to nie znaczy, że jest ono właściwe dla wszystkich.
Jesli dla kogoś właściwe jest szlachetne postępowanie, to nie znaczy, że jest ono właściwe dla przestępców.
Z powodu protekcji, korupcji i zmów sądowych niektóre sądy już teraz powinny zostać zlikwidowane, bo ich pracownicy pobierają od państwa wynagrodzenie za popełnianie przestępstw. I w imieniu tegoż państwa wydają wyroki, które ośmieszają Polski wymiar sprawiedliwości na arenie międzynarodowej.
Po co więc takie sądy utrzymywać? Bo raz na jakiś czas skażą realnego przestępce?
-
Czyli jesli dla kogos wlasciwe jest myslenie mordercy czyvgwalciciela to mamy je takim zostawic I nie wywierac wplywu?
Niektorzy guru tez nie sa szlachetni I korumpuja sie jak sady, zakazalbys Leszku szkol czy zgromadzen o tym charakterze?
-
Magic
Czemu zadajesz mi pytania, których właściwym odbiorcą / adresatem mógłby być przedszkolak? :)
Zwróć uwagę na to, że za działania nieuczciwych guru nie płaci Państwo. Płacą ci, którzy chcą być oszukiwani.
-
Magic
Czemu zadajesz mi pytania, których właściwym odbiorcą / adresatem mógłby być przedszkolak? :)
Zwróć uwagę na to, że za działania nieuczciwych guru nie płaci Państwo. Płacą ci, którzy chcą być oszukiwani.
A ludzie nieuczciwie osadzani nie placa podatkow mimo woli I wiary?
-
Magic
Ludzie osadzeni nie płacą podatków. To podatnicy płacą za ich utrzymanie w więzieniach :)
Aha, jak się masz czepiać dla samego czepiania się, to sobie odpuść, bo szkoda naszego czasu i naszej energii.
-
Magic
Ludzie osadzeni nie płacą podatków. To podatnicy płacą za ich utrzymanie w więzieniach :)
Aha, jak się masz czepiać dla samego czepiania się, to sobie odpuść, bo szkoda naszego czasu i naszej energii.
Nie czepiam sie Leszku bo to Ty rozpoczeles ta wymiane zdan. Mysle, ze odniosles mylne wrazenie co do mojej wypowiedzi - chcialbym sprostowac fragment o podatkach placonych na wymiar sprawiedliwosci - oczywiscie chodzilo mi o osoby przebywajace na wolnosci. Jestem swiadomy, ze wiezniowie osadzeni nie placa podatkow sami na siebie gdyz nie uzyskuja przychodu z racji odbywania kary.
-
Wracajac zatem konstruktywnie do glownego watku - na ile medytacja jest podobna do fantazji I wyobrazni? Mysle o tym jak sobie lezymy po poludniu na lozku, oddychamy spokojnie, czujemy sie przyjemnie rozluznieni I puszczamy wodze fantazji pozwalajac aby obrazy nam spokojnie przeplywamy przez glowe a my mniej lub bardziej w nie ingerujemy probujac je zrozumiec. Robilem tak jak mialem 6 lat. Czy to tez zalicza sie do medytacji?
-
MAGIC
Prawdopodobnie była to jedna z form relaksu,. To faza wstępna do medytacji.
Medytacja nie na tym polega :)
-
MAGIC
Prawdopodobnie była to jedna z form relaksu,. To faza wstępna do medytacji.
Medytacja nie na tym polega :)
Chwala Bogu bo juz myslalem, ze afirmowalem sobie ze jestem rycerzem walczacym ze zlym smokiem I nie chcialbym zeby mi sie za jakis czas spelnilo :D
-
"Im mniej jest w nas potrzeby zmieniania innych ludzi, otoczenia, świata - tym bardziej wszystko jest właściwe :)"
Clint,
Z nieba mi spadles z ta wypowiedzia. :)
-
O.
Mi ostatnio poluzowały zawory właśnie w tym temacie, bo bardziej i wyrzej zobaczyłam w czym sama siedzę, co tym kieruje, i skąd często [ poprzez co] płyną u mnie chęci zmiany innych. I to jest kompletnie nie moje. Można powiedzieć że w sieci manipulacji ludzie często zachowują się jak robociki a decyzje nie sa podejmowane przez nich tylko często po za nimi. Nie zawsze, to nie reguła, ale się to pojawia
-
Wpływ medytacji na DNA:
http://dobrewiadomosci.net.pl/9-badania-naukowcow-z-uniwersytetu-harvada-pokazuja-ze-medytacja-moze-pozytywnie-zmienic-dna?fb_action_ids=3646316772366&fb_action_types=og.likes&fb_source=other_multiline&action_object_map=%7B%223646316772366%22%3A1425779227640517%7D&action_type_map=%7B%223646316772366%22%3A%22og.likes%22%7D&action_ref_map=%5B%5D
-
Dzieki Leszku za bardzo wazna dla mnie podpowiedz, ale nie moglem sie w tym artykule znalezc info o jaka konkretnie medytacje chodzi.
Jest bowiem tyle rodzajow medytacji i oprocz tego niektore praktyki nazywane sa nieprawnie medytacjami.
-
Najważniejsze jest wejść w relaks, a potem w stan medytacyjny. Stan alfa lub theta.
A szczegóły to już mniej ważne.
-
MATKA MECHTYLDA OD NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU
KONFERENCJA na 2 piątek Adwentu 1663
(...)
A zatem przyszedł i nieustannie przychodzi. To właśnie mówimy w responsorium brewiarzowym: Veniens veniet – Przybywając przybędzie. O to właśnie trzeba Go prosić nieustannie: Veni, Domine… - Przyjdź, Panie… i przygotować się do tej łaski przez milczenie, skupienie i pokój serca, w absolutnym oderwaniu się od siebie i od stworzeń. (...)
Jest bardzo mało dusz, które nie miałyby ukrytego przywiązania i oparcia w sobie lub w stworzeniach. Często ktoś upiera się przy własnych kaprysach i postępuje według nich. Powoduje to w duszy niepogodę i chmury, które pozbawiają ją widoku pięknego Słońca Sprawiedliwości, utwierdzonego na niebie naszej duszy jak na firmamencie. Czyż nie jest to zdumiewające, że nosimy w sobie ten śliczny płomień, a żyjemy w ciemnościach i nie jesteśmy rozgrzewane tym niebiańskim ogniem, który rozpala serafiny? Skąd pochodzi to nieszczęście? Dzieje się tak, ponieważ stawiamy przeszkodę jego łagodnemu oddziaływaniu: nie mamy w ogóle wiary, albo mając ją nie robimy z niej użytku. Nie żyjemy zgodnie z tym, w co wierzymy. Wiara poucza nas, że Bóg jest niezmierzony, że swoim majestatem wypełnia niebo i ziemię. Wiara mówi nam, że przebywa On w duszach w sposób szczególny i że jest w nich nieodwracalnie wyryty. Powiem więcej: pozostaje On tam naprawdę nawet wtedy, gdy ktoś obraził Go tysiącem grzechów śmiertelnych. To przerażające, ale jednak prawdziwe. Nie, nie, to nie są wymysły mojej głowy, ale prawda wiary, która powinna nas nauczyć postępowania w głębokiej czci i adoracji Boga zawsze w nas obecnego.
Tak, w duszy przebywa cała Boska Trójca. Jeżeli mnie zapytacie, gdzie Ona się znajduje, czy w głowie, w sercu… odpowiem wam, że tak jak dusza przebywa w całym ciele i jest niepodzielna, podobnie Bóg wypełnia wszystkie władze duszy; jest wszędzie i we wszystkich jej częściach. A jakie jest Jego zajęcie? Och! To jest niewyrażalne i niepojęte. Czyni w duszach to, co czynił odwiecznie: Ojciec rodzi Syna; Ojciec i Syn dają pochodzenie Duchowi Świętemu. Cała Trójca kształtuje w duszy Jezusa Chrystusa. Czy nie jest to piękny temat do kontemplacji? Sądzi się, że dusza kontemplacyjna jest czymś nadzwyczajnym. Tymczasem nie ma nic prostszego. Kontemplować to spoglądać na jakiś przedmiot. Pytam was, czy ta prawda wiary o Bogu obecnym w nas, nie jest wystarczająco zachwycająca, aby utrzymać nas w podziwie i nieustannej kontemplacji?
Nie ma potrzeby szukać Boga w wielości praktyk. Kto szuka, nie posiada. Należy cieszyć się w pokoju i słodyczy ducha tym nieskończonym skarbem, ponieważ posiadamy go nie mniej prawdziwie niż święci w niebie. O szczęście nieskończone, zbyt mało znane większości chrześcijan! Nie znają oni skarbu jaki posiadają, a który został im dany przez Jezusa Chrystusa na chrzcie."
http://www.sakramentki.opoka.org.pl/2011.12.01.htm
: )
-
O pojedynku na medytacje, i co z tego wyniklo...;)
http://tonguetonic.wordpress.com/2014/10/28/pojedynek-na-medytacje/ (http://tonguetonic.wordpress.com/2014/10/28/pojedynek-na-medytacje/)
(z mojego bloga, normalnie tam nie ma zbyt wiele o duchowosci...:))
-
matek
Haha, ciekawe, ludzie z wszystkiego zrobią dyscypline sportową :))
-
matek,
to Twój blog, paraliteratura pseudointelektualna ? już podoba mi się dystans w tytule :)
-
no, moj i mojego braciszka:)blog do powaznych nie nalezy, zamieszczamy tam rozne przejawy naszej radosnej aktywnosci umyslowej:)
-
Praktyka medytacji buddyjskiej - Maria Moneta-Malewska - 17.03.2014
https://www.youtube.com/watch?v=O7BNTblq4e0
-
Post Olgi - 2 lata temu ;)
zobaczyłam w czym sama siedzę, co tym kieruje, i skąd często [ poprzez co] płyną u mnie chęci zmiany innych. I to jest kompletnie nie moje. Można powiedzieć że w sieci manipulacji ludzie często zachowują się jak robociki a decyzje nie sa podejmowane przez nich tylko często po za nimi. Nie zawsze, to nie reguła, ale się to pojawia
Ludzie jako robociki - sounds familiar :(
-
na styku kultur i religii, ciekawe, czy jeszcze się tam uchowali :
https://www.youtube.com/watch?v=7s6rwB6qhiE
-
Artykuł o medytacji napisany przez nauczyciela jogi
http://maciejwielobob.natemat.pl/167575,wprowadzenie-do-medytacji
Wartością jest, że portal ten ma dużo czytelników, więc dotrze szerzej do ludzi.
-
"Medytacja w szkołach podstawowych w Bershire.
Setki uczniów w Berkshire ma codzienne zajęcia z medytacji , które zostały wprowadzone do rutynowych zajęć w szkole. Jak donosi Nikki Mitchell, nauka wyciszenia i uważności ma na celu pomóc w zarządzaniu własnym zachowaniem oraz emocjami , i poprawić ich koncentrację."
http://dobrewiadomosci.net.pl/8699-medytacja-w-szkolach-podstawowych-w-bershire/
Ciekawe jak to wpłynie na okolicę w Bershire:)
-
No to naprawde wspaniałe wiadomości. Chciałbym by w każdej szkole na całym świecie wprowadzono medytacje a lekcje wychowania fizycznego by wzbogacono o zajęcia jogi zamiast gier w piłke do których nie każdy jest stworzony bądź tego nie lubi.
-
Jak zacząć?
https://www.youtube.com/watch?v=hWDT8WAdXl0&feature=youtu.be
-
Dzisiaj po przebudzeniu przyszło do mnie, żeby pomedytować z cechami: bezpieczeństwo, błogość, piękno.
Ciekawy zestaw. Im dłużej medytowałam, tym mocniej płynęła ta energia. Zrobiło się naprawdę przyjemnie. Lubię takie inspirujące przepływy informacji i energii:)
-
Czasami wystarczy słów w jakimś temacie i następuje wewnętrzna cisza. Pozostaje akceptacja i miłość. Pozostała i jest miłość.
Słowa nie wyrażą w pełni tego stanu. Cieszę się, że mimo, że jeszcze nie cały czas, to ten stan utrzymał się tak długo wczoraj i może powracać:)
Wpadła mi wczoraj w ręce, w tym stanie: pozostaje i jest miłość, książka "Sekrety bezwarunkowej miłości. 7 kroków do życia pełnego miłości". Wiele jest w niej jak wzięte z moich medytacji i kontemplacji oraz stanów z nimi związanych i jest też kilka inspiracji i ciekawych historii. Polecam osobom zainteresowanym pogłębianiem, bo fajnie jest w niej temat uporządkowany i z odniesieniem do badań.
-
Przypomniało mi się jak kiedyś wchodziłem w takie stany medytacyjne pełne piękna i spokoju.
Potem seria niefortunnych zdarzeń, sprawiła że na długi czas zapomniałem jak to jest być w tym, ale ostatnio coś mi się przypomina jak to jest, fajne stany fajna energia, pełno też wspomnień, i czuje że przeszłość to już przeszłość, i nic już nie wróci takim jakim było, będzie inaczej, zawsze jest inaczej, ale to może też dobrze.
-
Mi od jakiegoś czasu podczas medytacji pojawia się telekineza i znikanie
-
healingintelect
W jaki sposób?
U mnie tak się dzieje czasami samo z siebie z przedmiotami. Tylko nie podczas medytacji, a w życiu. Może jestem wtedy w stanach medytacyjnych. Na początku, to myślałam, że coś zapominam albo coś mylę, ale później przyszło uświadomienie o co chodzi, gdy było to powtarzalne i sprawdzalne. Teraz na spokojnie do tego podchodzę, chociaż nie jest to na razie zbyt praktyczne, bo nie służy niczemu w życiu, a lubię praktyczność i sens. Po prostu na razie jest.
Tam gdzie mam coś jeszcze zablokowane i do przepracowania w kreacji, jakoś nie chce zadziałać:)))
-
Sylvia
Podczas medytacji, widzę często uwalniającą się karmę z jednym demonem i podczas uwalniania zdarza mi się mocno klątwić na niego. Podczas wysyłania klątw np. ruszają się firanki, drzwi, jakieś śmieci w pokoju się ruszają itp. Działa to na zasadzie mocnych energii i świadomej kreacji pożądanej przeze mnie sytuacji.
Ze znikaniem mam podobnie. Podczas medytacji, pojawia się karma z różnymi guru i ograniczeniami od nich przejętymi. Muszę czasami świadomie chcieć posiąść jakieś Sidi, bo bez tego nie ruszę dalej do przodu. Ostatnio uwalniałem się od jakiego guru i jego bredni na temat Sidi. Po tym nabrała mnie ochota, żeby się zdematerializować, lub zniknąć :) Chwilę później spojrzałem na swoją rekę i zaczęła znikać, normalnie znikła. Potem spróbowałem z całym ciałem i też mi sie udało.
-
http://ericplatt.com/wp-content/uploads/2016/03/meditation.jpg
-
Moje nowe medytacje na stronie www.dobrenagrania.pl
Zapraszam
-
W ostatnich dniach w trakcie medytacji pojawia mi się krystaliczna energia fioletowa i indygo na czakramie korony i 3 oku i rozchodzi się po całej strukturze energetycznej. Dużo radości, chęci nowości i lekkości z nią płynie.
-
Byłam w zeszłym tygodniu na dwóch medytacjach, gdzie było znowu niesamowite podnoszenie wibracji. Tyle światła, lekkości i radości:)
Około 150 osób medytujących w ciszy. Niestety spotkania te odbywają się bliżej mnie tylko 1-2 razy w roku.
Czy może ktoś zna takie miejsce w Polsce gdzie w ciszy odbywają się regularnie takie medytacje i może polecić?