Zrozumiałam ze dąży do oświecenia tylko ego/umysł. Że o oświeceniu myśli tylko ego/umysł. Że o tym co trzeba uzdrawiać mysli tylko ego/umysł. Jaźń jest. I to jest dla mnie piekne
Doświadczając stanu bycia jaźnią inne sie nie liczy

Ja to nazywam sztucznymi tożsamościami, które kontrolują umysłem. Każda kontroluje jakąś częścią umysłu. I umysł zamiast doświadczać rzeczywistości, dąży do celów, żeby osiągnąć coś, czego według jego widzenia nie ma. Jest błędne założenie na głębszym poziomie siebie, że czegoś się nie ma. I zaczyna się podróż, żeby to zdobyć. W ten sposób tworzą się takie niekończące się podróże. Pętle działań, pętle karmiczne. A tak naprawdę jesteśmy tu, gdzie chcemy dojść.
Te pętle działań tworzą odcięcia świadomości od naszej prawdziwej natury. Jest tego mnóstwo w umyśle, więc jest mnóstwo odcięć świadomości od naszej prawdziwej natury. Dlatego zamiast przebywać w swojej boskości, w sobie prawdziwym, tkwimy w iluzjach, tkwimy w podróżach do czegoś, co pozwoli nam wypełnić jakąś iluzoryczną pustkę w nas, brak w nas. Jest ciągłe wypieranie naszej prawdziwej natury i ciągła do niej podróż. Jednak podróż przez sztuczne tożsamości prowadzi jedynie do kolejnych iluzji, zamiast do prawdy w sobie.
Ja to widzę na zasadzie warstw. Jest to w obszarze świadomości, nieświadomości. Najniższa to nasza prawdziwa natura, my prawdziwi, boscy, boskość. Potem jest wyparcie tego ze świadomości, pojawia się warstwa braku, pustki. Tam zaczyna wtedy przebywać nasze poczucie "ja". Gdy założymy to jako rzeczywistość, ten brak, to poczucie braku, wtedy próbujemy je wypełnić czymś. I zaczyna się karmiczna podróż. Zaczyna się działanie, którego celem jest wypełnianie tej warstwy pustki, braku czymś. I wypełniamy iluzją siebie. Ciągłe pętle karmiczne. Ciągłe zapełnianie poczucia pustki siebie, braku siebie, czymś iluzorycznym. Taka pułapka, bo gdzieś głębiej zakładamy, że jest w nas brak, jest w nas pustka, np. że nie ma w nas Boga, więc dążymy do tego, żeby tego Boga mieć, żeby np. się oświecić.
I wypełniamy tę warstwę braku poprzez sztuczne tożsamości, poprzez ego. To są takie nieustanne procesy. Nawet brak siebie prawdziwego, wypełniamy jakąś iluzją siebie. Ciągle inną twarzą siebie. Ciągle innym wyobrażeniem o sobie.
Błędne jest założenie, że czegoś w nas nie ma i coś powinno w nas być. Takie myślenie tworzy podróż. Karmiczną podróż. Podróż, która tak naprawdę nie ma końca. Bo bazuje na nieprawdziwych założeniach. Np. na wierze w to, że jesteśmy tak naprawdę niekompletni, niedoskonali, z brakami itd.
Fajnie to nazwałaś gdzieś Ola. Że tak naprawdę jest Kompletność. Nic nie trzeba dodawać do tego. Jest Kompletność. A jak jest kompletność, nie tworzą się podróże po coś, żeby coś dodać do siebie, żeby zdobyć coś z zewnątrz, żeby mieć to wewnątrz.
Kompletność wtedy emanuje. Wyraża się. Już nie ma zabierania czegoś, żeby mieć. Nie ma przywiązywania się do czegoś, żeby mieć. Nie ma zagarniania z zewnętrznego świata czegoś, żeby mieć dla siebie, żeby wrzucić w pudełko "moje" po to, żeby poczuć większą iluzoryczną kompletność.
Jak jest kompletność, nie ma zabierania niczego z zewnątrz po to, żeby stworzyć poczucie kompletności, żeby załatać iluzoryczne braki w sobie, dziury.
Kompletność sama z siebie wyraża się, emanuje. Działania z tej kompletności to wyrazy tej kompletności, to jej emanacja. I to właśnie jest to niedziałanie. Z zewnątrz to niedziałanie wygląda dalej jak działanie, ale totalna różnica jest w środku, wewnątrz.