Pozytywne Inspiracje
Forum => DDA i terapia wewnętrznego dziecka => Wątek zaczęty przez: carolieen w 2012-02-27, 22:45:57
-
Miałam dzisiaj taką sytuację. Byłam na basenie, gdzie obok 2 dzieciaków, chłopców w wieku ok 7-9 lat uczyło się pływać pod okiem ratownika, gościa w wieku ok 50-tki. W pewnym momencie usłyszałam jakby ratownik zwyzywał jednego z chłopców od baranów, ale, że nie byłam pewna tego co usłyszałam, to olałam sprawę. Po chwili, znowu to samo. Tym razem już wyraźnie słyszałam jak mówił do jednego, że jest baranem, a mi rzucał w tym czasie uśmieszki z zadowoleniem, jak to fajnie gnoić dziecko.
Nie wytrzymałam i zwróciłam mu uwagę, że to jest dziecko i tak się nie zwraca do dzieci. On na to, że tak trzeba, bo nie umie pływać. Więc mu mówię, że mimo to należy mu się szacunek, bo to człowiek, a tym bardziej dziecko. Stwierdził, że to jego syn i może mu tak mówić, nadal z tym głupim zadowoleniem. Już nic nie odpowiedziałam tylko odpłynęłam.
To, że miałam do czynienia z idiotą to ok, zdarzają się debilni rodzice bez świadomości tego, jak krzywdzą własne dzieci.
Ale inna sprawa to taka, że wcześniej zdarzały mi się sytuacje w życiu, gdzie ktoś przeginał w zachowaniu w stosunku do drugiej osoby, a ja nie zareagowałam, bo się bałam wtrącać, później jednak czułam się źle z tego powodu. Żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał - nie chodzi mi o wtrącanie się w czyjeś życie za każdym razem jak widzę czyjeś nie-na-miejscu zachowanie, tylko sytuacje gdzie np. osoba słabsza, np. dziecko nie może się bronić, a ja stoję obok i mam możliwość wstawić się za taka osobą.
Jak wy reagujecie w takich sytuacjach?
-
Karola a nie jest tak że w domu Cie ktoś wyzywał i Ty nie mogłaś się przed tym obronić?
-
Tak, mój tata mnie kiedyś wyzywał, może nie tak, ale na swój sposób, natomiast byłam dość pyskata więc się broniłam. Inna sytuacja z moją mamą albo braćmi, ich to wyzywał może nie będę wypisywać od czego, a oni się nie bronili, czego ja nie byłam w stanie zaakceptować. Nie mogłam znieść wyzwisk jakie leciały pod kątem mojej mamy i jej postawy obojętności, twierdziła, że jej to nie rusza i ona mu wybacza... masakra. Niestety świadek przemocy staje się też jej ofiarą, dlatego tak mnie wkurza jak ktoś nadużywa swojej pozycji i wyżywa się na innych.
W liceum strasznie nie lubiłam Żydów, za to, że nie stawiali oporu, nie walczyli kiedy trzeba (tak ich wtedy odbierałam na podstawie lektur) ;)
-
Ja mam podobną historię, mój tata mnie wyzywał ale ja sie broniłem, ale nie mogłem znieść że w firmie rodzinnej w której pracowałem wyżywał się na pracownikach i wyzywał ich od pizd, frajerów itd. Nie mówił tego w ich obecności ale i tak im dawał popalić. A ja czułem się zobowiązany potem poprawiać im nastroje i tłumaczyć żeby nie brali tego do siebie. Ostatnio powiedziałem ojcu że przykro mi jest słuchać całe życie jak wszyscy dookoła niego są pojebanymi frajerami i że sprawiło mi to wiele bólu zwłaszcza że słuchałem tego od najmłodszych lat. Na to on nie odpowiedział nic konstruktywnego ale mi i tak ulżyło. Może też spróbuj?
-
Może dla tych Żydów z lektur ważniejsze było przetrwanie(ich i bliskich), niż zaspokojenie ego unosząc się honorem?
-
Ano, jeszcze moje niedokończone pytanie - czy reagowanie w takich sytuacjach, wtrącanie się, to wchodzenie, mieszanie się w czyjąś karmę?
W sumie sama mogę chyba sobie odpowiedzieć, gdybym czuła tylko spokój, nic poza tym, mogłabym zwrócić komuś uwagę bez tonu emocjonalnego, a tym samym bez mieszania się w ichniejszą karmę.
No ale jestem ciekawa waszego zdania.
-
Sebastian,
mój tata jeszcze nie dorósł do takich rzeczy, nie wiem czy by skumał o co chodzi, może kiedyś, a może wcale nie będę musiała mu tego mówić ;)
No, ale fajnie, że ci się lepiej zrobiło jak mu powiedziałeś
Lucjan,
no właśnie ja kojarzę z lektur takich Żydów, co pozwalali się wywozić do obozów i tam umierali, ja bym jakiś protest zrobiła :P
Bolała mnie ich bierna postawa i zgoda na śmierć
-
Czasami pewnie tak - t.zn. w tym sensie, że Tobie się obrywa w schemacie gdzie dwie osoby odgrywają swoją karmę jeśli w ten schemat wchodzisz. Można powiedzieć że często nic nie idzie zrobić bo oni i tak nadal swoje będą chcieli realizować. Na pewno warto bez emocji podchodzić do takich sytuacji, często to właśnie emocje warunkują że się angażujemy w sytuację, której i tak nie zmienimy a jeśli nawet to przy dużym wyczerpaniu psychicznym.
-
Nie chodzi o to czy tata dorósł, mi chodziło o mnie. że nigdy nie potrafiłem porozmawiać o tym co on wyprawiał w domu jak byłem mały i troche starszy. Potrafiłem rozmawiać tylko na jego poziomie. A miałem potrzebę powiedzenia tego w asertywny sposób i podejrzewam że taka potrzeba powiedzenia że już nie będzie się z tym dłużej uczestniczyć jest w każdym kto miał takie dzieciństwo i bardziej ma to do tego czy samemu się dorosło do tej rozmowy, niż czy ojciec do tego dorósł.
Mój tata podczas rozmowy powiedział że żałuje że nie bił mnie mocniej i że był dla mnie "taki dobry". Powołał się na przykład, że we wsi w której sie wychował pewien gość postawił sobie za punkt honoru wykształcenie wszystkich swoich dzieci. Troje z nich zostało lekarzami, jeden inżynierem, a piąty był oporny. Przetrącił mu nogę że do końca życia jest kulawy, ale lekarzem w końcu został i dzięki temu szanuje ojca i mu dziękuje.
Cieszę się że usłyszałem ten argument bo po nim nie mam potrzeby rozmawiania z ojcem o tym co działo się w domu. Całkiem mi przeszło i poczułem się pogodzony ze sobą.
-
Poza tym emocjonalna obrona przed takimi atakami nie oznacza uzdrowienia tematu i wpływa na życie - choćby poprzez zauważanie tego u innych jak na tym basenie i zastanawianie się co masz z tym zrobić. Dlatego ja bym Ci sugerował zajęcie się tymi emocjami a potem pogodzenie z tym że tata taki był.
-
Wszystko zależy od sytuacji i od tego czy można przy okazji oberwać. Moja mama opowiadała mi niedawno, że gdy była na spacerze z psem, widziała jak dwóch gości bije trzeciego. Instynktownie zareagowała wołając, że mają go zostawić. No i chcieli zaatakować ją i psa. Później okazało się, że cała trójka to skłóceni kumple i wracali już jako "dobrzy znajomi"... Powiedziałem, że następnym razem, jeżeli chciałaby kogoś ratować, niech odejdzie za zakręt i zadzwoni gdzie trzeba, niech straż miejska się z nimi pobawi.
Co do tych Żydów, to nie takie proste. Wiadomo, teraz jesteśmy odważni, mamy honor i na pewno byśmy się zbuntowali... Jednak gdyby się taki zbuntował, mogło to kosztować życie całej jego rodziny a wcześniej tortury...
-
Sebastian,
rozumiem, że chodziło ci o to, że sam musiałeś dorosnąć do tego by ojcu to powiedzieć. Natomiast nie każda sytuacja jest taka jak twoja, ja nie czuje już potrzeby mówienia mu o tym jak bardzo mnie skrzywdził. Kiedyś tak zrobiłam, ale że to mały psychopata to stwierdziłam, że szkoda mojej energii. Po prostu, z niektórymi się nie da. Niekoniecznie chodzi o to, że nie dorosłam do tego, a raczej o to, że z pewnymi osobami nie warto nawet zaczynać takich rozmów, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie, więc po co?
Chodziło mi też o to, żeby taka rozmowa miała sens (oprócz wyrzucenia tego z siebie), to druga strona czyli osoby typu mój czy twój tata, żeby coś skumać z tego, co do nich mówisz, musi do tego dojrzeć.
Tak, możesz się lepiej poczuć kiedy powiesz ojcu o wszystkim i to też jest ok, ale on niekoniecznie cię zrozumie i zmieni swój stosunek do tego. To, że wyrobiłeś sobie dzięki temu postawę asertywną wobec ojca to plus dla ciebie.
Można też to uzdrowić bez konieczności mówienia o swoich żalach drugiej stronie, ja mam nadzieję na pełne uzdrowienie właśnie w ten sposób.
-
No, ja w moim tacie widzę pewnego rodzaju otwartość na uzdrowienie relacji. Jeśliby tego nie było to raczej bym nie zaczynał. Trudno by mi było uzdrowić bez rozmowy bo ojciec był dla mnie zawsze kimś ważnym.
-
Karola
Żydzi też walczyli na miarę swoich możliwości .Mieszkali we wrogim w sumie sobie kraju oprócz tego ,ze ich hitlerowcy ścigali (pomijam ,ze może czuli sie lepsi i nienawidzili gojów),nie mieli własnej armii .Walczyli w getcie Warszawskim ,chyba też w białostockim .Była zbrojna ucieczka z Sobiboru .Bardzo wielu Zydów walczyło w leśnych oddziałach partyzanckich(chociaż tam też często sie nie przyznawali do narodowości .Czytałem ,ze zdarzały sie egzekucje tylko dlatego ,ze dowódca antysemita odkrył ,ze ma Żyda w oddziale).Mieli też nawet typowo żydowskie oddziały.Zobacz historie braci Bielskich.
-
Swoją drogą to ja myślę ,ze czasem warto komuś (takiemu jak np.psychopatyczny ojciec) wywalić wszystkie krzywdy i pretensje ,które do niego mamy .Tak jak to tu niedawno Clint o tym pisał .Może czasem trzeba ,jeśli to dusiliśmy latami i baliśmy sie powiedzieć .To może mieć efekt uzdrawiający albo być przejawem zmniejszenia sie strachu przed tyranem.Byle tylko nie robić sobie nowego nawyku gdzie tym razem dominuje gniew ,złośc i pretensje w miejsce strachu(to w sumie chyba czeste zjawisko gdy sie role odmieniają w którymś momencie np. jak rodzic zaczyna niedołężnieć i być uzależniony od dziecka).Warto być świadomym ,ze za złością w takiej sytuacji też czesto stoi strach i lęk przed zdominowaniem ,kontrolowaniem.Gdy go już nie bedzie całkiem to i złość nie bedzie miała sensu jeszcze tylko wybaczyć ,zeby zniknęły pretensje.
-
Zgadzam się z Ontoją, ze takie wywalenie czasem może być bardzo pożyteczne. I lepiej to zrobić na trzeźwo, niż czekać, aż emocje wezmą górę.
Ja miałam kiedyś bardzo duży żal do mojego najstarszego brata - za jego postępowanie, dokuczanie i znęcanie się nade mną (i moim drugim bratem, póki nie przeszedł do jego obozu) w dzieciństwie. Tłumiłam to w sobie wiele lat, aż kiedyś wybuchło, jak miałam 18 lat wtedy, a on czymś mi dopiekł. Rzuciłam się wtedy na brata (k. 1,90 m) i zaczęłam go tłuc, kopać po piszczelach itp. I wykrzykiwać cały żal, zranienie itp. Brat był oszołomiony, wtedy dopiero do niego trafiło i zrozumiał, ze nie zachowywał się wobec nas w porządku (wcześniej on miał do nas pretensje o to, ze jako najstarszy, ma najtrudniej, a od nas nic się nie wymaga - wg niego). Po tym wybuchu sytuacja między nami bardzo się uzdrowiła - teraz mam z nim naprawdę dobry kontakt, dużo pozytywnych uczuć, cieszę się, ze tak jest i ze się uzdrowiło:)
Szkoda, ze musiało dojść do wybuchu, ze nie potrafiłam np.: normalnie z nim o tym porozmawiać - ale dobrze, ze teraz jest o tyle lepiej :)
-
Przeszłam taki wybuch. Niestety to nie uzdrowiło mojej relacji z matką.
Mam odczucie, nie ja jedyna, że do niej nic nie dociera. W ogóle, do dzisiaj kiedy do niej mówię, czuję jakbym gadała do pustgo garnka, takie "głuche" odczucie wokół głowy. Jakby nie umiała przyjąć co do niej mówię, jakby nie interesowało jej jaka jestem i czego chcę. Niezależnie czy rozmawiamy fizycznie, czy przez telefon. Realnie coś mnie od niej "odrzuca", albo ona odrzuca mnie.
-
Jedna z moich klientek tak się wyżywała na matce,kiedy ta się stawała coraz słabsza. I... niczego to nie uzdrowiło. Matka jak bya głupia i złośliwa, taką pozostała, a ona dorobiła się raka.
MIMO wszystko próbować WYBACZYĆ.
-
Właśnie nie chodzi o wyżywanie się, bo to wchodzenie w rolę kata, tylko akt wyrażenia tłumionych latami emocji wobec przemocowej osoby. Dzięki temu blokada i stłumienia energii mogą odpuścić i łatwiej uwolnić i wybaczyć.
Niektórych katów to oprzytomni i przestaną, innych nie. Jeszcze inni, Ci z DDA i podobnymi klimatami, nabiorą respektu, bo się pokazało moc. To jest moc w ich oczach.
Ważne co to robi wyrażającemu, a nie w relacji. Jakie da efekty w przyszłości.
Komunikacja wprost często pomaga, gdy trafi się na właściwe intencje.
Nie każdy człowiek to głupek i psychopata bez resztek empatii.
Chociaż najbardziej odpuszcza z takimi przemocowymi osobami, gdy wypełnia się siebie spokojem, światłem i miłością.
Może by utworzyć wątek o przemocy w bliskich relacjach i przenieść, bo temat ważny.
Przemoc ma bardzo różne postaci, często zawoalowane i może być w postaci pasywno-agresywnej.
-
Też byłabym za utworzeniem osobnego tematu o tej treści...Szczególnie,że byłoby to uzupełnieniem wątku DDA/DDTR...
-
Wątek stworzony :)
-
http://www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php
-
http://www.pismo.niebieskalinia.pl/index.php?id=438
-
Mi dziś rano wywaliło pod tym katem - żal i smutek, karmiczne, z powodu tego, ze byłam ograniczana (przemocą - psychiczną i fizyczną) w bliskich relacjach.
Że w "imię miłości" zaszczepiano we mnie lęk przed spełnieniem, uniemożliwiano mi je, wręcz coś jak "obcinanie skrzydeł" (mocy, talentów, ich przejawiania)...
-
Rodzice mają czasami dziwne wzorce. Jeśli dziecko jest mało zaradna, a zwłaszcza posłuszne to opiekują się nim jak najlepiej. ale jak dziecko radzi sobie lepiej od nich, to zaczynają je traktować jako zagrożenie i rywalizują z nim. Kończy się miłość a zaczyna się walka.
Ale jakie ma wzorce dziecko że taką sytuację prowokuje to nie wiem, Choć sam mam tak właśnie.
-
To Ci piatke przybije bo mam podobnie :).
-
ontoja,
<Swoją drogą to ja myślę ,ze czasem warto komuś (takiemu jak np.psychopatyczny ojciec) wywalić wszystkie krzywdy i pretensje ,które do niego mamy .Tak jak to tu niedawno Clint o tym pisał .Może czasem trzeba ,jeśli to dusiliśmy latami i baliśmy sie powiedzieć .To może mieć efekt uzdrawiający albo być przejawem zmniejszenia sie strachu przed tyranem.Byle tylko nie robić sobie nowego nawyku gdzie tym razem dominuje gniew ,złośc i pretensje w miejsce strachu(to w sumie chyba czeste zjawisko gdy sie role odmieniają w którymś momencie np. jak rodzic zaczyna niedołężnieć i być uzależniony od dziecka).Warto być świadomym ,ze za złością w takiej sytuacji też czesto stoi strach i lęk przed zdominowaniem ,kontrolowaniem.Gdy go już nie bedzie całkiem to i złość nie bedzie miała sensu jeszcze tylko wybaczyć ,zeby zniknęły pretensje.>
Raz w życiu tak zrobiłam, ponad rok temu kiedy mój tata był już po odwyku i pierwszy raz w życiu był przytomny, na tyle by mnie zrozumieć. Wyrzuciłam mu większość rzeczy, które robił mnie i mojej rodzinie, szczególnie mamie. Skończyło się na tym, że w ogóle nie przyznał się do błędów i jeszcze na mnie wyskoczył. Od tamtej pory nie rozmawiałam z nim prawie przez rok, stwierdziłam, że jeszcze mu daleko by cokolwiek z tego wszystkiego zrozumieć i zrezygnowałam z jakiegokolwiek kontaktu z nim. To człowiek bezkrytyczny wobec siebie, wszyscy naokoło są winni, mimo iż to on robi świństwa.
Od bodajże września rozmawiam z nim, ale nie mam mu ani ochoty nic tłumaczyć ani nic już wyrzucać, on po prostu tego nie jarzy. Teraz zależy mi na tym, by całkowicie mu wybaczyć i tyle. Być całkowicie niezależną emocjonalnie osobą, nie targaną przez wyrzuty czy żale.
Odnośnie Żydów, to miałam tak w liceum, może to przez jakąś karmę, tak mi do nich wywalało ;)
-
Też myślę, że nie ma co wygarniać, bo te osoby i tak zwykle nie kumają o co chodzi. Jak już dojdą do tego, to można porozmawiać, gdy będą otwarte. A tak szkoda zachodu. Lepiej zająć się sobą, niż pogłębiać frustrację.
-
Czasem kumają - jak mój najstarszy brat :) No ale z drugiej strony, ja wtedy tego wygarnięcia kompletnie nei planowałam - samo wyszło - i akurat wyszło na plus. Może to jakiś wyjątek, nie wiem.
-
Co do wygarnięcia, to prawda, że tego się nie planuje. Mam jeszcze takie spostrzeżenie, że osoba wygarniająca, bywa, że chce mieć świadka niesprawiedliwości jaka ją spotkała i wygarnia (histeryzuje) przy innych. Przynajmniej ja spotykałam się z takimi sytuacjami.
-
hydrozagadka
Myślę, że mechanizm jest prosty:
Kiedyś, gdy przebywałem na wycieczce z byłą małżonką, w Kutnej Horze (Czechy), za nami szło kilku podpitych Polaków i chamsko się wyrażali na nasz temat. Odwróciłem się i opier...ich używając najgorszych wyzwisk (Czesi nie zrozumieli). I wtedy faceci jakby oprzytomnieli i... przeprosili za swoje zachowanie.
Niektórzy muszą poczuć siłę (MOC, przewagę), a dopiero wtedy zaczynają szanować.
To samo zresztą msuiałem wykorzystywać w pracy z trudną młodzieżą, gdy byłem pedagogiem. Nie było innego sposobu dotarcia doniektórych, jak tylko pokazanie, kto tu rządzi. Niekoniecznie była to przemoc fizyczna (choć kolegom się zdarzało). Czasami wystarczyło okazać agresję słowną i efekt posłuszeństwa był gwarantowany. Najrzadziej wychodziło odwoływanie się do ambicji, ale.... to się udawało tylko mnie i starszemu panu, ktory był Harcmistrzem RP jeszcze sprzed wojny, bo pozostali nauczyciele nie wierzyli, że chłopaki z marginesu mają jakieś ambicje. Potem dowiedziałem się, że doambicji chłopaków potrafił dotrzeć jeden z instruktowów zajęć praktycznych, który miał prawie 90 lat, gdy zaczynałem pracę!
Tak więc, są rózne sposoby docierania do innych. Ale są też tacy, ktorzy potrzebują porządnego łupnia w głupi łeb,żeby zaczęli prawidłowo myśleć :)
-
Uważam, że wygarnięcie komuś krzywd jakie się doznało jest w porządku, jeśli ma na celu uwolnienie i uzdrowienie czegoś w nas, a nie przetłumaczenie czegoś krzywdzicielowi. Pijacy żyją w swoim nawaleniu i szkoda energii, by próbować przebić ich własny świat i otoczki wyobrażeń o sobie. Fajnie by było, gdyby przybrało konstruktywną formę a my czulibyśmy się z tym tak bezpiecznie i w porządku, żeby nie wyniknęło z tego poczucie winy. A to już bardziej konfrontacja niż wygarnięcie ;)
Zdarzyło mi się kiedyś tak, że pijany gość sąsiada wszedł mi do mieszkania. Był już tak nawalony, że pomylił moje drzwi z wyjściowymi z budynku. Zwyzywałam go, wyrzuciłam z mieszkania, otworzyłam drzwi wyjściowe i pomogłam mu porządnym pchnięciem skutecznie wyjść z budynku. Facet bełkotał, ale domagał się bym mu per "Pan" mówiła. Po całym tym zdarzeniu w końcu poczułam się wolna od nauk mojego ojca, który sztywno domagał się ode mnie szacunku wobec pijanych osób, bo tak zachowują się grzeczne dziewczynki - a ja musiałam być grzeczna. Mówić dzień dobry sąsiadowi regularnie okradającego naszą piwnicę i zaliczającego wszystkie nabożeństwa różańcowe.... Padło wtedy parę przekleństw, o znajomość których się nie posądzałam, ale uwolnienie od warstwy zakłamania - cudowne.
-
"Uważam, że wygarnięcie komuś krzywd jakie się doznało jest w porządku, jeśli ma na celu uwolnienie i uzdrowienie czegoś w nas, a nie przetłumaczenie czegoś krzywdzicielowi. Pijacy żyją w swoim nawaleniu i szkoda energii, by próbować przebić ich własny świat i otoczki wyobrażeń o sobie. Fajnie by było, gdyby przybrało konstruktywną formę a my czulibyśmy się z tym tak bezpiecznie i w porządku, żeby nie wyniknęło z tego poczucie winy. A to już bardziej konfrontacja niż wygarnięcie ;)"
Dało mi to do myślenia, bo długi czas sama próbowałam coś ojcu tłumaczyć. A to nie miało żadnego sensu. Fakt, że to męczce, czekać aż ktoś niereformowalny i nieprzytomny się zmieni i zrozumie.
-
http://www.youtube.com/watch?v=mGIDIo1MNOQ&feature=share
a co Wy na to?
Kto to zamieścił w necie i dlaczego nic z tym nie robią?
-
W dziecinstwie byłam bita i poniżana przez ojca, jak również byłam świadkiem jak ojciec bił mamę. Całe noce nie spałam, czekając na pijanego ojca i czuwając, żeby tylko zdążyć obronić mamę. Poczucia bezpieczeństwa nie doświadczyłam nigdy. Tak się teraz zastanawiam czy w przypadku takich osób jest możliwe wypracowanie tego bezpieczeńtwa?
Czy one też mogą rozwijać sie duchowo/
-
Mogą się rozwijać
Ale najpierw muszą się podleczyć z DDA lub nerwicy którą mają.
-
Polędwica,
ja też nie raz dostałam od matki, też nie spałam całe noce i czekałam aż wróci... Jest mi to znane. Moi rodzice nadal są praktykami czarnej magii( rzucają na siebie swoje negatywne emocje) ja już nie biorę w tym udziału.http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/120
Wszyscy mamy taką możliwość by rozwijac się duchowo. Chyba kiedyś myślałam,że ciężkie dzieciństwo zmotywuje mnie do pracy nad sobą- tak rzeczywiście się stało= spełniły się moje oczekiwania. Teraz z perspektywy czasu trochę żałuję,że dokonałam takiego wyboru jakim są moi rodzice(musze to sobie wybaczyć) . Ciężkie dzieciństwo=nerwice, depresje, zaburzenia osobowości itd a rozwój duchowy pozwala się tego pozbyć więc jak najbardziej można się rozwijać będąc DDA DDD , ale obciążenia są większe u kogoś z ciężkim dzieciństwem niż u kogoś kto miał w miarę ok.(polecam terapię dla DDA!! jestem po takiej i uratowała mi życie)) Teraz myślę,że lepiej mieć łatwiej w dzieciństwie- nie ma tylu lęków, blokad a tak trzeba się nieżle nagłowić by coś ruszyć, zwłaszcza ,że dla DDA i DDD cierpienie to normalność. Rozwój duchowy dla DDA DDD to czasem jedyna deska ratunku inaczej psychiatryk wita:))
Gdyby nie te wszystkie książki na które trafiłam i życzliwość ze strony ludzi pewnie nie dałabym sobie sama rady w tym wcieleniu.. to dzieciństwo obciążyło mnie strasznie, ale zaczynam z tego wychodzić...
polecam cuda samouzdrawiania l. żądło zwłaszcza część 2 praktyczną- tam kobieta opisuje o swoich ciężkich przeżyciach i jak z tego pomału wychodzić..
-
To też nieźle przeszłaś. Widze, że mamy wiele wspólnego bo u mnie czarna magia też funkcjonuję. ostatnio nawet poprosiłam Anie Atras żeby zrobiła mi badanie na BP-NWA, bo zaczynałam fizycznie podupadać na zdrowiu. Okazało się, że mam 16 klątw i ponad 100 złych życzeń. W samą porę wszystko zaczęłam bo też nie wiem jakby się to skończyło. Nie mam jeszcze wszystkich klatw zdjętych bo to też kosztowna inwestycja, ale jest już lepiej. Czasami się zastanawiam i dochodzę do wniosku, że musimy być ambitnymi duszkami skoro takie wybrałyśmy to wcielenie, albo, żeby coś dostać to musimy się nieźle naharować. A z tym cierpieniem to fakt, lubimy też to bo to takie przecież szlachetne:)- jakoś trzeba na siebie zwrócić uwagę. Ja chodze od roku na terapię indywidualną, ale przez około pół w ogóle nie chciałąm rozmawiać o rodzinie. co do książki Muszka dzieki:) muszę ją zobaczyć. Do tej pory wiele już przeczytałam dora też jest Anny Atras "Zanim rodzina cię wykończy i zanim ty wykonczysz rodzinę". Muszka a Ty ile juz pracujesz nad soba - dokładnie nad poczuciem bezpieczeństwa?
-
Mi Pani Ania badała klątwy to wyszły 3, ale u mnie "najgorsze" to chyba rozbudzona pamięć poprzednich wcieleń na 43% - moje bezpieczeństwo to jak dwa dziurawe buty przez , które dostaje się woda w nieźle padający sobotni wieczór. Czyli rzekłabym wszystko do przeróbki, a najlepiej wywalić buty i zacząć szyć od podstaw. Zaczęło coś mi świtać z matką w poprzednich wcieleniach i coś mi się wydaje ,że moje poczucie zagrożenia względem jej jest głębokie(dokładnie nie pamiętam co tam było) ale łączy się to bezpośrednio z zagrożeniem życia. Chyba już mnie duchów się boję ( miałam zabieg egzorcystyczny ) uważam ,że z tym już lepiej(choć wyobraźnia na ten temat działa od dzieciństwa) - równia pochyła w dół było jeszcze jakiś czas temu- ratowałam się terapią grupowa dla DDA- miałam już take ataki paniki ,że do sklepu sie bałam wyjść(już się dusiłam wchodząc tam), zaczęłam już tworzyć sobie alternatywną rzeczywistość paranoika- bałam się ludzi, wydawało mi się ,że uważają ,że zmarnowałam sobie życie jak szłam z dzieckiem na spacer centralnie,aż powiedziałam STOP- chce wrócić do rzeczywistości. NIe poszłam po żadne leki- obiecałam,że zadnych psychotropów nie wezmę i wyciągnę się z tego sama- czułam,że to w mojej głowie jest coś nie halo a nie z tym światem. Tak nagle stał się całkowitym zagrożeniem? Zrezygnowałam z uczelni na rok by pójść na terapię grupową , teraz wróciłam na studia i oprócz jednego incydentu nie miałam ataku paniki od roku? no gdzies tak będzie. Są czasem jeszcze myśli ,że sie uduszę itd ale obserwuję je , nauczyłam się nie brać tego na poważnie. Mam wrażenie ,że jakby się cofnęłam- bac się zamkniętych pomieszczeń- musiałam na nowo obserwować jak to jest ,że okno jest zamknięte a ja się nie duszę- jest kratka wentylacyjna przez które powietrze się dostaje (acha) i jakoś poszło- czyli się nie uduszę( też jakiś film z duszeniem się wyczuwam z poprzednich wcieleń) ogólnie po urodzeniu dziecka było coraz gorzej aż do takiego stanu jaki opisuję. Nie wiem odkąd liczyć moją prace z poczuciem bezpieczerństwa dokładnie ale jest to dla mnie świeży temat , bardzo świeży temat. Zaczęłam od najprostszych afirmacji typu: Jestem bezpieczna w moim życiu, w moim domu, w moim pokoju, w moim łóżku, w ciemności, gdy zasypiam, gdy śpię, gdy oddycham, w relacji z mamą, z tatą, jestem bezpieczna wśród ludzi, na uczelni - po prostu wałkuję wszystko od początku jakbym dopiero co uczyła się czytać i pisać . Teraz chce mi się śmiać- rodzisz się, dostajesz po dupie, jakoś dziergasz, kryzys ( oczywiście przez odpowiednie decyzje) i możesz spadać w dół i co? masz oparcie w systemie , który wybrałaś? jeśli jest do dupy to nie, błąd systemu.
Dopiero od ok. 3 tyg afirmuję takie proste rzeczy w poczuciu bezpieczeństwa i przyznaję ,że widzę już pierwsze rezultaty- ale oczywiście wychodzę do ludzi pomimo lęków i ciągle trenuje się w praktyce wśród ludzi. A co tam teraz to już powinno pójść. Najgorzej było gdy bałam się wyjść do sklepu, wiedziałam,że to moja bania ale i tak było ciężko ale nie mogłam się poddać to by było równoznaczne ze śmiercią. Wybieram życie. To też chce afirmować.
Sorki jak będą jakieś błędy :)
-
poledwica,
jak najbardziej jest możliwe doświadczanie i wypracowanie poczucia bezpieczeństwa, miałam podobne doświadczenia do Ciebie i mi się udało, jednak wymaga to trochę pracy. Na szczęście na rynku są już dostępne szybkie i efektywne metody pracy także głowa do góry :)
-
a, jeszcze dodam żeby nie być źle zrozumianą, nie mam przepracowanego poczucia bezpieczeństwa w pełni, jeszcze sporo przede mną, ale różnica jest kolosalna w porównaniu z tym co było kiedyś
-
Ja też miałam kilkanaście klątw. A najgorsze były te które sama na siebie rzuciłam.
Nie wiem czy jeszcze jakieś mam.
Poledwica.
Twoi rodzice to czarni magowie?
-
Inga,
możesz sobie sprawdzić, klątwy nie są fajną sprawą. Czy moi rodzice to czarni magowie - tak myśle z badania wyszła, że 70% to (Szkodliwe oddziaływanie od osób żywych- czarna magia, rzucanie klątw, życzeń i inne szkodliwe praktyki(to linia energii po której trafią w człowieka klątwy i życzenia od innych) po za ty 80% walki z otoczeniem. Tylko jeszcze nie wiem jaką ja rolę tam pełnie.
-
carolieen,
Takie osoby właśnie mnie najbardziej inspirują i motywują do pracy. TO daje mi dużo wiary i zaufania do tego, że ta praca ma jednak sens i , że można zmienić swoje życie na lepsze.
Dziękuje za taką inspirację:)
-
Muszeczko:),
Patrz wiesz, dziwne ale ja też mam tyle samo pamięci. tzn, że w takim procencie mamy obudzone emocje, takie rozdygotanie w srodku. W czwartej tebeli jest wyszczególnione co wnika w życie przez podswiadomość. Mi Pani Ania napisała że jest to duże obciążenie:(
Nad bezpieczenstwem krótko pracuje zaczęłam najpierw od autodestrukcji i od karania ciała. zyłam jakby głowa i ciało było odzielnie a nie jednością. Zresztą początek to w ogóle żle zaczęłam chciałam wszystko szybko przepracować, zaczynałam jedno wychodziło co innego więc sie za to brałam. Wszystko sypało się jak z rękawa - dlatego taka duża pamięć, w koncu mnie to przywaliło. Zrozumiałam, że muszę na spokojnie i po kolei. Tak się ostatnio zastanawiam nad ta czarna magią i czytałam coś na temat zamnięcia swiadomości w astralu Co to takiego?http://www.instytutsrodka.pl/?dzial=6&n=133&akcja=pokaz. Tu pisze Marek o tym nie wiem czy to jest dobre?
Ty Muszka miałaś robione oczyszczanie U Pani Ani?
-
Dziewczyny,
JA wiem, że to jest do przerobienia. najgorsze to jest to, że u mnie było wszystko ok, nigdy bym nie powiedziała o jakiś lękach czy smutku. Dopiero po rozstaniu z partnerem wywaliło z wielkich hukiem. Nerwicą, depresją to był ogromny szok, wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić podpowiedzi same przychodziły. Ale, że jestem niecierpliwą osobą to chciałabym wszystko szybko mieć już za soba najlepiej. Zaakceptowałam już fakt, że szybko się nie da.
Czasami sie modlę, żeby Bóg mi pozwolił żyć 100 lat, żebym zdążyło to wszystko uzdrowić no i poznać Miłość i stworzyć harmonijny dla siebie związek:):):):)
-
Polędwica,
nie miałam robionego oczyszczania u Pani Ani a jedynie opisałam mi ze zdjęcia co mniej więcej mnie obciąża bo wyczuwałam jakieś dusze w mojej obecności i zaczęłam się martwić . Tu Witek z naszego forum zrobił mi zabieg oczyszczania za darmo w ramach treningu:) teraz pracuję obecnie nad bezpieczeństwem w świecie, pisze afirmacje, czytam dekrety , modlę się. Też jest to dla mnie świerze i czasem jak patrzę ile jest do przerobienia to nie wiem czy zmieszczę się w tym wcieleniu ;-) dobrze,że jestem młoda..
Właśnie orientujesz sie jak to jest z tym zamknięciem w astralu bo mnie chyba też to dotyczy i jak się tego pozbyć? może ktoś coś wie? :)) a ta modlitwa może okazać się skuteczna warto by było ją praktykowac z te 21 dni jednak mam jakieś obawy , nie wiem dokładnie o co chodzi ale jest opór- może to znak ,że powinnam coś z tym zrobić
-
Z zamknięciem w astralu mniej więcej chodzi o to, że ucieka się od realnego świata w np. wyobraźnię. Czasem tyczy się upartego postrzegania czegoś w życiu w jakiś sposób.
Głównie chodzi o to by realne życie, działania tu itd. stały się czymś przyjemnym, dającym poczucie sensu i chęci do życia i działania :) W tym drugim przypadku chodzi o zmianę postrzegania np. poprzez medytację (żeby widzieć to co jest takim jakim jest).
-
Inga,
możesz sobie sprawdzić, klątwy nie są fajną sprawą..
Mnie takie sprawdzanie niczego nie daje.
Gdy klątwa bedzie gotowa do uzdrowienia to sama wyjdzie na wierzch:)
-
Muszka:)
Z tym zamknięciem w astralu Witek nam fajnie podpowiada. U mnie by się to zgadzało, cały czas miałam wrażenie, że jestem odcięta od rzeczywistości, ale jakoś odsuwałam jakoś uświadomienie sobie o co tak naprawdę chodzi. Z koro już wiem, że to jest to nadejsza już wielkopomna chwila by coś z tym zrobić. Pytanie tylko jak to się zdrowi tak na przytomnie:). Nie ukrywam, że jest to temat którego trochę sie boje. Jak czytałam te modlitwy też był spory opór nawet dziwny lęk czy przypadkiem sobie nie zaszkodzę.
Zastanawia mnie jeszcze jedno z koro jesteśmy z rodziny gdzie dominuje czarna magia to kim my tam jesteśmy:). Chyba nie czarownicami:)
-
Witek D,
Wielkie dzięki za wyjaśnienie:)
-
Może chciałyśmy sobie odnowić magię ? Podpatrzeć jak to sie odbywa i wykorzystać poźniej tą wiedzę do zaszkodzenia swoim rodzicom? taki odwet? nie wiem:)
Własnie czytam,że może być potrzebny po tym regresing u dobrego specjalisty więc to mnie niepokoi bo teraz nie mam możliwości :) więc w tym bardziej
Myślicie ,że po zabiegu oczyszczającym powinno łatwiej pójść z tą modlitwą?
-
poledwica,
to niech Ci się łatwo uzdrawia :))
pamiętaj, że to TYLKO wzorce, nie ty prawdziwa i pod tym wszystkim czeka Cię dużo dobrych doświadczeń
-
pamiętaj, że to TYLKO wzorce, nie ty prawdziwa i pod tym wszystkim czeka Cię dużo dobrych doświadczeń
:)))
-
carolieen:)
Dziekuje za miłe słowa:))))
-
Przez chwilę u mnie w pracy była koleżanka.
Po jej wyjściu poczułam coś przyjemnego wychodząc na chwilę ze swojego zesztywnienia strachem.
Zastanowiłam się dlaczego ta przyjemność. Okazało się że podśwaidomość zauważyła że pomimo że rozmawiałam z tą osobą, to ona mnie nie zabiła. I stąd radość.
Dla mnie każdy kontakt z człowiekiem to lęk że zostanę przez niego zabita.
Takie mam wzorce do przepracowania.
-
http://www.youtube.com/watch?v=6HywSl3K7y8
Pomimo, że klimaty katolickie i rzecz dzieje się w kościele z wielką uwagą słuchałam wczoraj tego Pana. W jakiś sposób oczyszczało mi się serce gdy mówił o przebaczeniu. Nie chodzi już wcale o nawrócenie się, a o bycie prawdziwym. Bardzo lubię ludzi prawdziwych i szczerych w tym co robią. Przeżycia ich naznaczyły, owszem, jednak nie udają, nie kreują się na kogoś innego, bez problemów. Poczułam, że bez przebaczenia nigdzie się nie zajdzie, nie ma na to szans. Dostałam taką inspirację, aby po prostu zaufać tej wyższej sile i przestać się miotać, walczyć, analizować. Dlaczego tak było? Czuję od rana dużo większą wdzieczność, zrozumienie i sens. Polecam :)
-
Wczoraj, zaraz po węzłach, zadzwoniła do mnie starsza siostra, ta która całe dzieciństwo się nade mną znęcała i której ja się nadal boję. Okazało się że ona pamięta że to ja ją biłam i że ona nigdy, ani razu w życiu nie powiedziała mi że jestem głupia.
Wczoraj doszło między nami do wielkiej kłótni, ponieważ ona nie wie co to znaczy rozmowa tylko od razu strasznie wrzeszczy. A ja cały czas czuję się winna, czuję że ją skrzywdziłam, że ona przeze mnie płacze.
Dzisiaj od rana nadal mam to silne poczucie winy wobec niej. I gdy tak się nad nim zastanawiałam, zobaczyła że pomiędzy nami jest duży kanał przez który ona wali do mnie, do mojego cza kramu splotu, swoje syfy.
I co bardzo mnie zdziwiło,- ona we mnie umieszcza swoje poczucie winy, to z dzieciństwa i dzięki temu widzi że ona jest w porządku a to ja ją krzywdziłam.
Takie rzeczy ludzie potrafią robić i ofiara może czuć się winna zamiast krzywdziciela.
Bardzo mi ulżyło gdy to sobie uświadomiłam.
-
Po tym uśwaidomieniu poczucie winy znacznie mi się zmniejszyło ale nadal pozostał lęk przed siostrą. Cały czas bałam się telefonu od mamy z pretensjami do mnie że ją zaatakowałam i z nakazem przeproszenia jej. Bałam się że cała rodzina włączy się do akcji przeciwko mnie, tak jak to było w dzieciństwie.
Bo zawsze tak było, że ona najpierw mnie atakowała a potem leciała do mamy na skargę na mnie i potem jeszcze mama mnie atakowała a do tego dołączała się reszta rodziny która powalała mnie na kolana. Ja w tej sytuacji nie miałam nigdy możliwośći sprzeciwić się nikomu, bo cała rodzina wspólnie występowała przeciwko mnie.
Wczoraj zaczęłam rysować granatowe krzyże i mi to pomagało, bo czułam że ich ataki nie mogą się przedrzeć przez te krzyże.
Wieczorem Olga zrobiła mi oczyszczanie.
Okazało się że jedyne co mi uszkodziła to lewy fragment głowy i to dlatego bo miałam w sercu i w oku [ ale w sercu głównie] poczucie winy za to jaka jestem. A to "jaka jestem" było wmówione przez nią, czyli miałam poczucie winy w skutek zawierzenia projekcji siostry na siebie.
Tylko w tym miejscu się w darła, poza tym zatrzymałam jej atak na aurze, na warstwie ochronnej - co nie jest łatwe!
No i cieszę się że już potrafię się bronić.
A dzisiaj po tym oczyszczeniu nie czuję już lęku przed nimi i już o niej przestałam myśleć.
A w dzieciństwie takie ataki miałam codziennie a nawet kilka razy dziennie.
-
Ciągle mam poczucie swojej wyjątkowości, odmienności, oraz bycia przez to nierozumianą. Już z sam fakt że mam zaburzenia schizotypowe sprawia że znajduję się w mało licznej grupie ludzi, bo to zaburzenie należy do rzadko spotykanych.
Potrzebuję kogoś podobnego do mnie, z kim mogłabym się porozumieć, porozmawiać o tym co czuję i kto miałby podobne odczucia do mnie. Często przeszukuję Internet, fora, wywiady poświęcone mojej chorobie z nadzieją że znajdę kogoś kto przeżył coś podobnego jak ja. I nie znajduję nikogo. Czuję się jedyna na świecie a przez to bardzo samotna.
Wczoraj rozmawiałam o tym z terapeutą. A on zapytał czy szukam kogoś kto przeżył. I stwierdził że tacy ludzie jak ja, z takimi przeżyciami nie przeżywają. Że ja przeżyłam dlatego że mam wyjątkową silną siłę życia i że ta siła życia sprawia że dążę do uzdrowienia siebie pomimo wszystko, pomimo że nie było żadnej nadziei na wyleczenie mojej choroby.
No i nadal mam poczucie swojej wyjątkowości i odmienności.
-
Inga
serio-nic bys nie zyskala. Znałam osoby z tą przypadlością nie były w stanie wytrzymac we wlasnym towarzystwie bo szybko zaczynaly licytować. A po spotkaniu kazdej z nich bylo gorzej. Patrzenie z boku jak się wzajemnie sprawdzaly tez nie bylo najmilszym doświadczeniem.
-
Znasz osoby które były mordowane i tak katowane jak ja?
Jak doszły do wspomnień i uświadomienia sobie tego co doświadczyły?
Miały 100% odcięcia od siebie?
Czy też znasz osoby z zaburzeniami schizotypowymi?
Miały terapię?
Ja się zachowywały? jakie miały objawy? Jakie miały życie?
Jak sobie z tym radziły?
Są już zdrowe?
Mój terapeuta twierdzi że terapia takich osób jak ja, czyli z tym 100% odciąciem trwa lat kilkadziesiąt a efekty są tylko częściowe.
-
Jakby była taka możliwość to chciałabym się z nimi skontaktować.
-
Inga
skontaktuję się z Tobą na priv
-
http://www.youtube.com/watch?v=6HywSl3K7y8
Pomimo, że klimaty katolickie i rzecz dzieje się w kościele z wielką uwagą słuchałam wczoraj tego Pana. W jakiś sposób oczyszczało mi się serce gdy mówił o przebaczeniu. Nie chodzi już wcale o nawrócenie się, a o bycie prawdziwym. Bardzo lubię ludzi prawdziwych i szczerych w tym co robią. Przeżycia ich naznaczyły, owszem, jednak nie udają, nie kreują się na kogoś innego, bez problemów. Poczułam, że bez przebaczenia nigdzie się nie zajdzie, nie ma na to szans. Dostałam taką inspirację, aby po prostu zaufać tej wyższej sile i przestać się miotać, walczyć, analizować. Dlaczego tak było? Czuję od rana dużo większą wdzieczność, zrozumienie i sens. Polecam :)
Prawie popłakałem się, słuchając tego faceta, bo może nie aż tak, jak on, ale przeszedłem podobną drogę. No i on jest bardziej szczery ode mnie. Podziwiam go za tą szczerość.
-
Na terapii przypomniały mi się kolejne traumy z dzieciństwa. Tak bym chciała żeby to wreszcie się skończyło, żeby nie było już więcej niczego.
Napisze za co zostałam zaatakowana przez siostrę bo to obrazuje jakim presjom byłam poddana w dzieciństwie.
Przyznałam się jej że jestem chora psychicznie, mam zaburzenia schizotypowe i się leczę.
Siostra jak zwykle w takich przypadkach gdy mówiłam że jestem chora, zaczęła wrzeszczeć że to nieprawda, że sobie to sama wymyśliłam, że psychiatrzy specjalnie dają takie diagnozy po to aby potem móc wyciągać pieniądze, że nic mi nie jest, że jestem zdrowa, że mi się tylko mi się wydaje że jestem chora. A gdy spytałam na jakiej podstawie tak uważa to odpowiedziała że ona wie.
Przez całe życie musze udawać że jestem zdrowa i wyszukiwać rózne kłamstwa aby wytłumaczyć dlaczego nie mogę zrobić tego czy tamtego, bo się boję ataku siostry. Ona zawsze była przekonana że ja jestem zdrowa i silna a choroby tylko sobie wmawiam po to aby nic nie robić. Nigdy jako dziecko nie mogłam się poskarżyć, bo ona od razu wrzeszczała i nastawiała całą rodzinę przeciwko mnie. Byłam malutka i chudziutka bo prawie nie jadłam, a ona przekonała rodzinę że takie chude są najsilniejsze i krzyczała na mnie za to że ciągle jem, a ja usiłowałam wepchnąć coś w siebie na siłę, bo mój organizm odmawiał przyjmowania jedzenia. Im byłam słabsza, im się gorzej czułam, im większą depresję miałam tym ona bardziej mnie atakowała. Kiedyś omal nie doprowadziła mnie do samobójstwa gdy całymi dniami na mnie wrzeszczała w czasie gdy ja miałam silną depresję. Zawsze bardzo musiałam udawać że jestem zadowolona, zdrowa i że nic mi nie jest, po to aby uchronić się przed jej atakami.
Gdy miałam anoreksję a ona zobaczyła mnie taką chudą to tak zaczęła na mnie wrzeszczeć żebym jadła, że choroba bardzo mi się pogłębiła.
Teraz uwierzyła tylko w moją chorobę kręgosłupa i stawów i tylko dlatego że sama na to choruje.
-
Nie wieżę że nie ma jakiś zaburzeń psychicznych, takie podejście do dzieci nie jest normalne. Może ona nie wieży bo wtedy sama musiała by sie przed sobą przyznać że ma problem i wypiera, a kręgosłup i stawy jakoś przeszły;)
-
Tylko że ona nie wierzy w moje choroby czy problemy oraz mojej córki która też jest bardzo słaba psychicznie i też sobie nie radzi w życiu. Czyli osoby nad którymi ma władzę.
W choroby pozostałych członków rodziny jak najbardziej wierzy i wiecznie chorą mamę chroni jak może i jak może jej pomaga.
Ale z nią nie dało sie rozmawiać bo tylko wrzeszczała i nie chciała słuchać.
-
wydaje mi się Inga, że zbierałas w ten sposób jakąś karmę w tym sensie, że mogłaś podobnie kiedyś ich traktować. Ciekawiły by mnie wyniki terapii z duszami (np heart to heart) u Marka Białacha. NIe presjuję, że musisz czy coś - tak mi sie tylko skojarzyło ;p
-
Ja chciałabym przestać się czuc jej ofiarą, przestać się jej bać i nauczyć się jej przeciwwstawiać. A do tego jest potrzebne wyciągnięcie na światło wszystkich jej sprawek i przeniesienie poczucia winy ze mnie na nią.
-
Inga
czasem dzieci z pozaburzanych domów, żeby sie poczuć bezpiecznie muszą przyjąć fikcję żeby przeżyc "mamusia i tatus byli be ale z dziećmi jest ok"jak się wyłamujesz z tego obrazu to ona traci grunt pod nogami
-
Inga
W domu takim jak twój poczucie winy jest tym, co powoduje takie wypieranie, nie przyznawanie sie do tego. Stad takie silne negowanie tego, co sie wydarzało. Jesli napiecia jakich doswiadczalas byly zbyt duze, nie mialas szansy rozluznic sie pomiedzy kolejnymi atakami, to nakladalas jedną warstwe na drugiej.
Co rozumiesz przez musze wyciagnac na swiatlo dzienne, te sprawki:
"A do tego jest potrzebne wyciągnięcie na światło wszystkich jej sprawek i przeniesienie poczucia winy ze mnie na nią."?
Kto chcesz, aby to zobaczyl? Sprawca?
-
Nie miałam szansy na rozluźnienie się bo ataki szły na mnie ze wszystkich stron, od wszystkich członków rodziny a siostra było obok mnie cały czas i cały czas mnie obserwowała.
Moja siostra była w rodzinie oceniana bardzo dobrze a to co robiła mi było uważane za słuszne. Ona zastępowała mamę w wychowywaniu mnie, bo mama zawsze była słaba i chora. Moje wewnętrzne dziecko też jest przekonane że ona karała je bo na to zasłużyło. I takie przekonanie nadal istnieje, zwłaszcza że siostra się zmieniła i teraz mi pomaga materialnie. Czyli to przekonanie że ona jest dobrą osobą jest nadal wzmacniane.
Wynieść na światło dzienne to znaczy sama sobie uświadomić co złego mi robiła poprzez przypominanie sobie tego i mówienie o tym, a także przez mówienie o tym ludziom po to aby to przestało być tajemnicą rodzinną. To że cała rodzina jest przekonana że ona była wobec mnie w porządku presjuje mnie abym też tak myślała i utrudnia mi za to co zrobiła, obwinienie jej.
Chciałabym ją obwinić ale na razie się boję, bo ona od razu mnie za to zaatakuje energetycznie.
Widzę ją jak cały czas na mnie patrzy i pilnuje, grozi żebym się nie ważyła niczego na nią powiedzieć. Na razie nie zamierzam niczego robić, ale gdy sytuacja sama tak powstanie, to spróbuję znów jej się sprzeciwić.
Jako ofiara powinnam mówić o tym co mnie spotkało, wyrażać to, bo to mi zmniejsza lęki przed nią.
-
Chciałabym ją obwinić ale na razie się boję, bo ona od razu mnie za to zaatakuje energetycznie.
Inga, rozumiem tę twoją potrzebę, ale myślę że trzeba z tym jeszcze poczekać do momentu jak będziesz się czuła silniejsza i bardziej bezpieczna w jej obecności.
Z takimi osobami jest taki problem, że one za nic na świecie nie przyznają się przede wszystkim przed samą sobą, że krzywdziły kogoś, bo to oznaczałoby, że one są "złe". A do tego, że się krzywdziło innych mało kto ma odwagę się przyznać.
Dlatego też atakują każdego, kto próbuję im to pokazać, uświadomić.
W zwierciadle ukazał się artykuł "Krzywdzenie szkodzi sprawcy" http://zwierciadlo.pl/2013/psychologia/relacje-spoleczne/krzywdzenie-szkodzi-sprawcy
"Okazuje się, że sprawcy czują silny niepokój po dokonaniu wykluczenia, zastraszania czy odrzucenia. Badacze chcieli dowiedzieć się, jakie jest źródło tej emocji. Dlaczego oni się tak niepokoją? Odkryli, że krzywda społeczna wyrządzona drugiemu człowiekowi prowadzi u większości osób do poczucia winy oraz wstydu. Najczęściej jednak sprawcy wypierają te negatywne emocje, co powoduje że powracają do tych samych zachowań. Właście potrzeba uwolnienia poczucia winy i wstydu „popycha” ich do kolejnych czynów, które powodują złe samopoczucie. W ten sposób tkwią w błędnym kole stłumionych emocji i kompulsywnych zachowań."
Wklejam link, bo może znajdziesz w nim coś dzięki czemu poczujesz się bezpieczniejsza w towarzystwie siostry :)
Poczucie bezpieczeństwa jest tu bardzo ważne, bo dzięki niemu przejmuje się kontrole nad relacją a i ataki stają się nieskuteczne.
Chociaż potrzeba czasu i pracy by się pojawilo. Przerabiałam to z mężem, ale warto było pracować nad tym.
-
"Inga, rozumiem tę twoją potrzebę, ale myślę że trzeba z tym jeszcze poczekać do momentu jak będziesz się czuła silniejsza i bardziej bezpieczna w jej obecności."
Właśnie tak zamierzam zrobić.
Na razie zechcę próbować wyrażać moje własne zdanie, odmienne od jej. Czyli przestać jej potakiwać gdy myślę odwrotnie.
Za linka dziękuję
-
Kiedyś, w czasach głębokiego komunizmu, gdy nikt nie słyszał i zdrowym odżywianiu, ja przyjechałam do rodziny i z entuzjazmem zaczełam opowiadać że zdrowie zależy od jedzenia, że powinno się zdrowo odżywiać aby być zdrowym i że mięso jest niezdrowe.
Moja siostra natychmiast przystąpiła do akcji wykazania że opowiadam głupoty ośmieszając mnie, drwiąc i wyśmiewając. Do tej pory pamiętam jak drwiącym tonem mówiła- Inga, a po co masz być zdrowa, przecież trzeba na coś umrzeć. To chcesz zdrowa umierać? Przecież na coś trzeba umrzeć, ha, ha, ha. Znów coś wymyśliłaś głupiego.
W ten sposób przekonywała mnie że zdrowe odżywianie to głupota, ośmieszając mnie przed rodziną i wykazując że ja opowiadam głupoty.
Cała rodzina była po jej stronie.
I jak rozmawiać z osobą która stosuje taką logikę? Jak ją przekonać że nie ma racji? Że to ona opowiada bzdury?
-
Inga
a przypomniało ci się w regresie jakie miałas intencje jak inkarnowałaś w tej rodzince?? bo na pewno nie były czyste ;p (zresztą chyba większość duchowiaków miała/ma ten problem)
-
I jak rozmawiać z osobą która stosuje taką logikę? Jak ją przekonać że nie ma racji? Że to ona opowiada bzdury?
Moja recepta na coś takiego, to odpuścić sobie przekonywanie. Szkoda na to sił. Pozwolić im na myślenie co im się chce i na co mają ochotę. Nawet jak to są głupoty.
A samemu robić to co się uważa za słuszne i dobre dla siebie.
Ja tę metodę stosuję na mężu. On takie teksty o psychologii i duchowości gada. O żywieniu zresztą też. Kiedyś chciałam go przekonywać. Ale to tylko były nerwy, frustracja i strata mojej energii. Więc odpuściłam i jest lepiej. On wie swoje, ja wiem swoje a czasem podyskutujemy. Na tę chwilę wreszcie się o to nie kłócimy :)
-
Relacja kat - ofiara to tzw mechanizm błednego koła (gdzie jeden bez drugiego żyć nie potrafi), ja miałam taką relacje z moją matka, Dzieki Bogu krótko po ukończeniu szkoły wyjechałam do Anglii gdzie długo nie miałam z Nia kontaktu bo i wcale mi na tym nie zależało. Horror zaczął się, gdy wróciłam do Polski, kiedy byłam w trakcie rozwodu i rzeczywiście psychicznie czułam się bardzo słaba, wtedy zaczeły się ataki ze strony mojej matki, choć z Nią nie mieszkałam po wizycie u Niej stawałam na nogi dobry tydzień.
Z jednej strony czułam do Niej ogromną złość, pretensje, nie rozumiałam na tamten czas co się tak naprawdę dzieje, pojawiało się poczucie krzywdy, które tylko powodowało bezsilność i niemoc, z drugiej zaś strony czułam się winna że w jakiś sposób przeciwstawiam się matce i ogromny wstyd, że jestem zła ( bo rzeczywiście jest to gra kto jest dobry, a kto zły) więc nie pokazywałam się nawet ludziom, ze wstydu.
W momencie, gdy zaczełam "wychodzić" z tego koła, moja matka ( czując sie zdezorientowana) zaczełą jeszcze bardziej atakować, pojawiały się ostre zarzuty, że jestem beznadziejną matką, podając przykłady, że zapomniałam dać córce mundurka do szkoły, zresztą wtedy wszystkie błedy potrafią wytknąć, że nie dam sobie rady, że nawet mąż nie chciał ze mną być taka jestem beznadziejna - wówczas jest to moment, kiedy nie widzimy co robimy super, nie doceniamy siebie, tylko słowa wypowiedziane przez kata nas bardzo dołują i tylko na nich się koncentrujemy. Warto być tego świadomym, że w momencie, gdy kat manipuluję i atakuję Nas, a wtedy używa różnych do tego sztuczek, to warto wspierać samego siebie, doceniać za najmniejszą rzecz i wzmacniać siłe wewnętrzną i oczywiście poczucie bezpieczeństwa, poczucie, że dam sobie radę:)
Na tą chwilę mojej matce pozostaje juz tylko płacz przed ojcem i mowienie, że taką ma zapłatę, W tej chwili z mojej strony są konkretne i pewne informacje zwrotne, nie wdaje się z matka w żadną dyskusje, nie zależy mi już na akceptacji z jej strony, na relacji z tak toksyczną osobą, dla mnie osobiście jest to męczące i nudne.
Zapomniałąm dodać, że w pewnym momencie gdy chcemy przerwać to koło - kat zaczyna byc bardzo ludzki i dobry, wtedy myślimy, że może się coś zmieni, coś zrozumiał, niestety jest to bardzo krótkotrwały zabieg:)
-
Grazyna
Tak można robić gdy się jest z kimś na równi, bo wiadomo że można miec różne poglądy.
Ale ona wtedy to wykorzystywała po to aby udowodnic rodzinie że ja jestem głupia i wygaduję głupoty.
Teraz czuję jak ona wtedy ryła kanały w moim mózgu i rozsiadała się w mojej głowie po to aby stamtąd móc zarządzać, mieć władzę.
Mariusz
Ja przez 30 lat próbowałam się wcielić i nie mogłam bo mi moja autoagresja nie pozwalała.
Z największym wysiłkiem udało mi się wcielić do mojej rodziny gdzie czekały mnie największe cierpienia, chociaż moja autoagresja, chęć zniszczenia siebie nawet na to mi nie pozwalały.
Po zaczepieniu się w macicy czułam że dokonałam cudu.
Moją inetncją było wcielenie się na ziemi po to aby spróbować wyjść ze stanu dążenia do samounicestwienia,aby spróbować się wyleczyć z nienawiści do siebie.
Nie wiem czy w moim przypadku da się mówić o czystośći intencji.
Oczywiśćie miałam też chęć zemsty na ojcu ale to jakby mniej ważny powód. Tak czuję.
-
Acha Inga.
Nie wiem czy się z tym zetknęłaś ale są techniki, które można zastosować na taką krytykę jak twojej siostry.
Ja czasem coś podobnego na mężu stosuje i szybciej w ten sposób ucinam dyskusje, jak się za daleko posuwa.
http://www.amz.org.pl/grupy-dyskusyjne/ciekawe-dyskusje/253-komunikacja-asertywna.html?start=1
http://zwierciadlo.pl/2012/psychologia/zrozumiec-siebie/w-obronie-moich-i-twoich-granic
-
No fakt, trzeba czuć się na równi, nauczyć się, że jest się równym innym. Też kiedyś mąż dawał mi popalić swoją krytyką. Sporo pracy włożyłam, żeby przestało mnie to ruszać jak kiedyś.
-
Moja nienawiść do siebie pozwoliła mi tylko na wcielenie się do tej rodziny.
Grażyna
W tym linku jest opis rozmowy a
z moją siostrą się nie rozmawia. Albo się jej przyznaje rację albo ona zaczyna wrzeszczeć jak opętana.
Moja rozmowa z nią polega na ścisłej kontroli swojej wypowiedzi aby nie powiedzieć czegoś co wyzwoli w niej atak krzyku. A krzyczy z byle powodu to znaczy bez powodu. Taki ma sposób bycia. Atak energetyczny po to aby utrzymywac swoją pozycję władzy lub krzyk bo tylko tak potrafi rozmawiać. Ona razem ze swoją córką rozmawia poprzez krzyczenie do siebie.
Asertywność znam bo się mocno tym interesowałam.
Ta metoda jest dobra w rozmowach z normalnymi ludźmi
-
Znam takie wrzeszczenie. Jest po to, aby zastraszyć i wymusić podporządkowanie się. Na dodatek pojawia się coś w rodzaju grozy i poczucia winy,
że się doprowadziło taką osobę do wrzenia. Miałam tak w rodzinie i długo nie byłam w stanie uporać się z taką sytuacją. Nic się nie uzdrowi i nie rozpadnie dopóki nie przejmie się odpowiedzialności za swoje myśli, uczucia i działania. A mało kto jest w stanie przyznać się do własnej głupoty.
Woli wrzeszczeć i rzucać się, byle tyle nie przegrać jakieś wymaginowanej walki. W takich zaburzonych rodzinach nie da się rozmawiać, bo każdy chce postawić na swoim, a dzieci zazwyczaj są odgórnie na pozycji straconej. Ktoś kiedyś mówił; dzieci i ryby głosu nie mają. Potem takie dzieci wchodzą w podobne relacje, w których nie mają praktycznie nic do powiedzenia.
-
Ja myślę że u mnie zmieni się to wtedy gdy zbuduję sobie taką granicę ochronną przez którą nie przedrą się jej ataki i wtedy ona da sobie spokój, gdy bedzie widziała że jej ataki nie są skuteczne.
-
Ja myślę że u mnie zmieni się to wtedy gdy zbuduję sobie taką granicę ochronną przez którą nie przedrą się jej ataki i wtedy ona da sobie spokój, gdy bedzie widziała że jej ataki nie są skuteczne.
:)
-
Ja sobie dzisiaj uświadomiłam, że jeszcze musze popracować z wew. dzieckiem, bo zostało mi przerażenie z czasów gdy byłam malutka a rodzice się kłócili. Efekt tego, że wciąż boje się agresywnej krytyki i nie chce jej słuchać, przez co mam problemy ze słuchem.
-
inga
Ja uważam jest korzystne żeby zerwać kontakty z takimi toksycznymi osobami.
-
Napewno może pomuc takie wyrzucenie z siebie tego co nam leży na serduchu ale może też zaszkodzić jak w moim przypadku gdy nieumie się odpowiednio tego przekazać. Ja swego czasu wyrzucałem ojcu o naszej wspólnej karmie, myślałem że przemówie mu do rozsądku gdy powiem mu wszystko w oparciu o karmiczne wydarzenia i odgrywanie się intencji między nami ale ojciec nie tylko nieakceptował tego co mówie ale też uznał mnie za chorego psychicznie wariata
Zresztą innaczej nieumiał bym przekazać informacji. Jeśli ojciec mnie pyta dlaczego jestem taki naburmuszony to mam 2 wyjścia.
Albo powiedzieć że jestem na niego zły i źle się z nim czuje odwołując sie do przyczyny takiego stanu czyli w moim przypadu wydarzeń z poprzednich wcieleń albo go oszukać, udawać i wymigiwać się od odpowiedzi. To pierwsze jest naiwne a drugie męczące.
-
Doktor, ja też, jak jeszcze mieszkałem w domu z rodzicami i z ojcem-psychopatą, to jak tylko próbowałem mu coś tłumaczyć przez rozwój duchowy, to on to tylko wykorzystywał i mówił mi, że np. bije mnie lub drze się na mnie, bo to karma i jest to jego zło za moje zło. Więc nie ma sensu podawać komuś z DDA argumenty z dziedziny duchowości. Lepiej przemilczeć.
-
Tak, masz racje. Lepiej przemilczeć i uwolnić się od potrzeby udowadniania takiemu człowiekowi czegokolwiek :)
-
W mojej rodzinie byłam kozłem ofiarnym i za wszystko byłam obwiniana ja. Cokolwiek złego się stało od razu padało stwierdzenie że to ta zaraza ja zrobiłam. Oczywiście prawdziwy winowajca się nigdy nie przyznawał.
Mam tak głęboko zakodowane że ja jestem wszystkiemu winna i tak mocno to poczucie winy tłumię że nawet sobie nie zdaję sprawy z tego że czuję się winna.
Mojemu znajomemu spaliła się stodoła, samochód, warsztat stolarski i drewno.
Bardzo mu współczułam i ciągle o tym myślałam. Ta myśl mnie zatruwała i psuła mi samopoczucie. Chociaż ją odganiałam to sama niepostrzeżenie mi się pojawiała. w końcu postanowiłam pomyśleć o co tu chodzi.
I okazało się że czuję się winna za to co mu się stało. Czuję że to moja wina ponieważ zawsze to ja byłam atakowana gdy zdarzyło się coś złego. Nawet gdy mnie przy czymś nie było to ojciec i tak potrafił udowodnić że stało się to przeze mnie.
Po tym uśwaidomieniu przestałam myśleć o tym pożarze.
-
Rozmawiałam przez chwilę z kimś i było dość przyjemnie.
Ale nie był to rodzaj przyjemności na którą ja czekam i której przez całe życie pragnę i którą znam, bo jej nieraz doświadczałam.
Ta przyjemność z kontaktu z ludźmi ,której tak pragnę wynika z poczucia bycia zauważoną przez ludzi. Tej przyjemnośći najbardziej pragnę i za tę przyjemość jestem bardzo mocno karana. To przyjemność niemowlęcia które jest zauważane. Ja leżałam odłogiem, nieważna i niezauważana a niemowlę do przeżycia najbardziej potrzebuje bycia widzianym przez innych bo tylko wtedy samo czuje że żyje, że jest. Na mnie nikt nie zwracał uwagi i stąd takie ogromne pragnienie bycia zauważoną.
W tej rozmowie było inaczej. Nie miałam poczucia że jestem zauważana tylko było tak cicho i spokojnie.
Ja nie znam tego rodzaju przyjemności więc się jej nie boję. Po zakończeniu rozmowy nie pojawił się lęk, taki jak zwykle. To jest coś nowego, czego moja podśwaidomośc nie zna i za co nie boi się kary.
Taka cicha i spokojna przyjemność też jest dobra ale wolałabym tamtą, którą znam i którą jeszcze długo po zaistnieniu przeżywam jako coś co przydarzyło mi się wspaniałego.
A teraz czuję się jakby nic się nie wydarzyło.
-
Ja wczoraj doświadczyłam powtórki z przeszłośći, tego samego czego ciągle doświadczałam w dzieciństwie. Zrobiło to na mnie wrażenie móc przeżywać to samo co kiedyś i patrzeć na to z pozycji osoby dorosłej i świadomej manipulacji jakiej podlega.
Siostra podarowała mi elektryczną ostrzałkę do noży. Chciałam wczoraj naostrzyć sobie noże ale nie wiedziałam jak to zrobić. Zadzwoniłam do niej z pytaniem. A tu szok. Ona zamiast mi wyjaśnić zaczęła na mnie wrzeszczeć że przecież wystarczy logicznie pomyśleć, dlaczego nie pomyślisz logicznie, przecież tam nie ma niczego takiego, wystarczy jak tylko pomyślisz. Serce zaczęło mi walić ze strachu, bo ona równocześnie mnie zaatakowała energetycznie, emocje mi skoczyły maksymalnie, jeszcze teraz się boję jak o tym pomyślę, stres maksymalny. Ale udało mi się zobaczyć co się dzieje. Potem dodała że ona przecież nie pamięta, bo dawno tego nie używała.
Zrozumiałam że ona mnie obwinia za to że jej się zapytałam, zamiast mi wytłumaczyć. Przez całe dzieciństwo robiła to samo atakując mnie energetycznie wtedy gdy się jej o coś pytałam, a ona sobie tego nie życzyła. Te ataki są dla mnie zupełnie niezrozumiałe bo nie wiem za co ona na mnie krzyczy i co złego zrobiłam i jak na przyszłość uchronić się od tych ataków.
Teraz udało mi się logicznie pomyśleć i ja też zaczełam na nią wrzeszczeć mówiąc jej że powinna powiedzieć- Nie wiem, zapomniałam jak to się obsługuje, zamiast mnie obwiniać za to że się zapytałam. Dość szybko ochłonęła po tym, ale do błędu się nie przyznała.
Czuję że mam rozprutą aurę.
-
Inga
Rozumiem co czujesz, mam podobnie lub prawie tak samo z innymi ludźmi jak mnie atakują to też taki lęk sie pojawia, zagrożenie.
Siory nigdy się niebałem choć bywało że dała mi popalić np. zrzuciła z krzesła i kopała z zaskoczenia jak ją furia na mnie dopadła.
Co te lęki mają nam pokazać w nas samych ? Co musimy uzdrowić ? Jak podejść do uzdrawiania tej części nas samych ?
-
Ingo
jedyne co mi przyszło to takie zdanie "Masz prawo przestać się przejmować się shizami i jazdami twojej siostry i całej rodziny, masz prawo odmówić przyjmowania ich ataków na siebie niezależnie od twojej przeszłości i obecnej sytuacji."
a co uzdrowić to na pewno sama dojdziesz :)
-
Wydaje mi się że moim głownym problemem są lęki przed tymi atakami i ja za pomocą tych lęków je prowokuję.
A lęki zostały wdrukowane w dzieciństwie kiedy wobec ataków byłam bezsilna i nie mogłam zrobić nic. Zresztą do niedawna tak samo reagowałam, poczuciem winy i ucieczką, bo byłam zbyt słaba aby się z nią zmierzyć. Bo ona wrzeszczy tylko na mnie, lub moją córką która też się jej boi. Reszta rodziny jest nietykalna.
Druga sprawa- jak nie bedzie ataków i lęków, to co ja będę czuć? Pustkę i bezsens.
-
Wydaje mi się że moim głownym problemem są lęki przed tymi atakami i ja za pomocą tych lęków je prowokuję.
A lęki zostały wdrukowane w dzieciństwie kiedy wobec ataków byłam bezsilna i nie mogłam zrobić nic. Zresztą do niedawna tak samo reagowałam, poczuciem winy i ucieczką, bo byłam zbyt słaba aby się z nią zmierzyć. Bo ona wrzeszczy tylko na mnie, lub moją córką która też się jej boi. Reszta rodziny jest nietykalna.
ona sobie odreagowuje na tobie swoje stresy i frustracje, tak się nauczyła że jak jej źle to można się nachapać na tobie, reszta rodziny to przyklepywała bo w tej rodzinie mało Boga i Miłości wtedy stale brak energii i ktoś musi zostać dawcą ale już nie musisz się na to godzić. Teraz potrzebna ci energia aby zregenerować siebie.
Druga sprawa- jak nie bedzie ataków i lęków, to co ja będę czuć? Pustkę i bezsens.
nie, wtedy zaczniesz dopuszczać Boga i Miłość
Wiesz, dla Boga ty jesteś najważniejsza, Bóg ten prawdziwy, wie że chciałaś dobrze że walczyłaś o ludzi, prawdę i mądrość zamiast głupich praktyk i manipulatorstwa ale to nie na człowieka jest.
-
Ale u mnie tak się dzieje. Gdy robi się spokojnie to ja wpadam w pustkę i bezsens. Nie wiem po co mam żyć jeżeli nie ma niczego, a wokół tylko szarość i beznadzieja.
Mam jeszcze trzecie wyjście z którego często korzystam- jest to tworzenie sztucznej rzeczywistośći i sztucznych przyjemnych uczuć.
I tak przechodzę ze jednego stanu do kolejnego. Z tym że te stany pustki trwają najkrócej, bo widocznie są dla mnie najbardziej zagrażające.
Najtrudniej mi zauważyć że jestem w stanie sztucznego dobrego samopoczucia, bo zawsze mi się wydaję że ja już po prostu czuję się lepiej.
-
Ingo
no tak ale stan walki i obrony też jest sztuczny, pozwól sobie odczuwać tę pustkę może to jedyne co nie jest sztuczne
-
Terapeuta mówi mi to samo. Próbuję ją odczuwać, ale trwa to krótko, bo zaraz coś się zaczyna dziać zagrażającego i wpadam w stany czucia zagrożenia.
Wczoraj wieczorem czułam tę pustkę a dzisiaj od rana dzieje się cos złego i jestem w stanie zagrożenia.
-
Inga, a czy ty tej pustki nie odbierasz jako zagrożenia? Może te złe rzeczy pojawiają się by odwrócić uwagę od tej pustki?
-
Ingo
nie wiem czy to cię pocieszy ale wiele dusz dochodzi do tego punktu obecnie
powodzenia :)
-
Tak właśnie myslę, że zagrożenia są po to aby nie czuć pustki.
-
Chyba większość z nas odczuwa lęk przed pustką.
Ja się non stop wewnętrznie zagaduję.
A pustka, to tylko kolejny stan odczuć. W rzeczywistości nie stanowi zagrożenia. Tylko jest coś w nas co się jej panicznie boi.
-
Witam. To mój pierwszy post ,bo jak na razie to tylko czytam .
Ten poruszany tu temat przerabiałam u siebie ,co prawda łatwo nie było ale poradziłam sobie . Z poczuciem pustki raczej nie miałam wiekszych problemów ,za to energia smutku nie dawała mi spokoju .Nie miałam konkretnych powodów by to czuć a jednak smutek był . Dużo afirmowałam a największe działanie czułam przy afirmacji ,, jestem ukochanym dzieckiem Boga, jedyna i niepowtarzalna ,jak każda istota .Moim naturalnym stanem jest miłość i radość. Zawsze i wszędzie jestem bezpieczna. ''
Wyjście z roli ofiary nie jest łatwe i to wymaga dużo pracy nad sobą . Jednak niesamowite jest uczucie jak juz zaczyna sie czuć zwoją siłę i goszczącą coraz częsciej radość.
Jak przypomnę sobie siebie kiedyś gdy czułąm sie jak zaszczuty pies ,a jak czuje sie teraz to jedyne porównanie to jak noc i dzień.
-
Chyba większość z nas odczuwa lęk przed pustką.
Czyli właściwie to nie mam co się tym przejmować. Większość ludzi to czuje i jakoś sobie z tym radzi i to nawet bez terapii.
Myślałam że mam problem, a okazało się że to nic wielkiego.
-
Czyli właściwie to nie mam co się tym przejmować. Większość ludzi to czuje i jakoś sobie z tym radzi i to nawet bez terapii.
Myślałam że mam problem, a okazało się że to nic wielkiego.
Inga, jeśli nie utrudnia ci to specjalnie życia, to można to odłożyć na bardziej odpowiedni czas.
-
Napisałam wcześniej:
"Ale u mnie tak się dzieje. Gdy robi się spokojnie to ja wpadam w pustkę i bezsens. Nie wiem po co mam żyć jeżeli nie ma niczego, a wokół tylko szarość i beznadzieja."
Myslisz że to przyjemny stan samopoczucia?
Wiesz jaki to koszmar?
-
Ty zagadujesz swoją pustkę a ja żeby jej nie czuć wchodzę w najgorsze cierpienia. To chyba jest róznica?
-
Napisałam wcześniej:
"Ale u mnie tak się dzieje. Gdy robi się spokojnie to ja wpadam w pustkę i bezsens. Nie wiem po co mam żyć jeżeli nie ma niczego, a wokół tylko szarość i beznadzieja."
Myslisz że to przyjemny stan samopoczucia?
Wiesz jaki to koszmar?
Inga, nie jestem Deanna Troi ze star treka (ematką), żeby po takim jednym zdaniu móc określić jakie emocje się za nim kryją. Za dużo ode mnie wymagasz.
Jesli dla ciebie to koszmar, to czemu chcesz od tego uciec
Czyli właściwie to nie mam co się tym przejmować. Większość ludzi to czuje i jakoś sobie z tym radzi i to nawet bez terapii.
Myślałam że mam problem, a okazało się że to nic wielkiego.
zamiast się nim zająć.
To zdanie mnie zmyliło i myślałam, że nie jest do dla ciebie duży problem.
-
Ty zagadujesz swoją pustkę a ja żeby jej nie czuć wchodzę w najgorsze cierpienia. To chyba jest róznica?
Ja tu chce pogadać o pustce, czegoś się od ciebie dowiedzieć, o twoich odczuciach.
Nie mam zamiaru się licytować, czyje odczuwanie jest gorsze, bardziej bolesne itp.
chce o tym pogadać, bez licytowania się komu bardziej to przeszkadza.
-
Jesli dla ciebie to koszmar, to czemu chcesz od tego uciec
zamiast się nim zająć.
Przecież wcześniej napisałam, że nie chcę od tego uciekać:
"Próbuję ją odczuwać, ale trwa to krótko, bo zaraz coś się zaczyna dziać zagrażającego i wpadam w stany czucia zagrożenia.
Wczoraj wieczorem czułam tę pustkę a dzisiaj od rana dzieje się cos złego i jestem w stanie zagrożenia."
"Inga, nie jestem Deanna Troi ze star treka (ematką), żeby po takim jednym zdaniu móc określić jakie emocje się za nim kryją. Za dużo ode mnie wymagasz."
Przecież uznałaś że nie kryją się za tym żadne silne emocje porównując moje odczucia do swoich.
-
Wiesz co Inga, kończę tę rozmowę bo to nie ma sensu.
Chciałam zagaić, porozmawiać o tej pustce, a nie licytować się o to czy twoje czy moje emocje sa silniejsze.
Nadmieniłam o swoich, bo chciałam pokazać, że też mam lęk przed pustką, a nie dlatego, że chciałam umniejszyć twoje emocje.
W taki sposób nie będę rozmawiać, bo szkoda mojej energii.
-
Grażyna
Ja mam lęki na poziomie zagrożenia życia, więc raczej nie mamy jakiejś wspólnej płaszczyzny.
-
Inga
Ty masz tak dobre czucie/widzenia ze zauważasz kazdą niezgodność w kims ;) tylko ktos może nie zdawać sobie z tego sprawy, bo nie ma takiej percepcji jak Ty i tu powinnaś sobie odpuścić troche, bo sie zamęczysz z tym :D Daj pożyć tym co nie maja takiej świadomości siebie i tym samym pozwol sobie zobaczyć ze masz taką dużą świadomosc tego :) wyłapujesz kazdą "sprzecznośc" ale wiesz przecież, ze to nie jest takie "oczywiste" dla wszystkich ;)
Co do lęków zagrożenia życia, zdaje sobie sprawę jak dusza potrafi coś nasilić, tylko staraj się zawsze wtedy odnosić z tym do rzeczywistości tu i teraz. Jest mocne parcie i strach - OK, a ja siedze tu na dupie, sufit nade mną wygląda solidnie, jak zamkne drzwi na klucz to też jestem bezpieczna i co teraz z moim lekiem? Mocno przenoś świadomośc na oparcie w rzeczywistości.
-
Grażyna
Ja mam lęki na poziomie zagrożenia życia, więc raczej nie mamy jakiejś wspólnej płaszczyzny.
I tu się mylisz, bo moje lęki przed pustką też są związane z zagrożeniem istnienia.
Tylko sposoby ucieczki od tego są inne.
-
Moja ryeczywistość jest źródłem moich lęków. Moje lęki są rzeczywiste.
Najbardziej się boję utraty źródeł utrzymania a to jest jak najbardziej realne i sytuacja robi się coraz gorsza.
Boję się śmierci głodowej i to jest zagrożenie mojego istnienia. Ja nie mam wymyślonych powodów. Ze strachu nie mogę jeść ani spać.
-
A co do tych sprzecznośći to rzeczywiśćie bardzo mnie drażnią, a na forum jest ich mnóstwo. Ja i tak bardzo dużo odpuszczam.
-
Ja nie twierdze, że twoje leki nie mają podstaw, że nie są rzeczywiste.
Wyjaśnij, co rozumiesz pod pojęciem pustki, bo może o różnych rzeczach myślimy.
-
Boję się śmierci głodowej i to jest zagrożenie mojego istnienia. Ja nie mam wymyślonych powodów. Ze strachu nie mogę jeść ani spać.
O! to był jeden z moich głównych lęków "gwoździ" jak ja to nazywam, ze zdziwieniem potem zauważyłam że w dzisiejszych czasach z głodu w Polsce umierają głównie ludzie którzy chorują na anoreksję.
Nawet gdyby ciebie wyrzucili z domu to są ludzie i organizacje którzy pomagają w takich sytuacjach, może nie jest to luksus ale śmierć z głodu nie grozi.
-
Moja ryeczywistość jest źródłem moich lęków. Moje lęki są rzeczywiste.
Najbardziej się boję utraty źródeł utrzymania a to jest jak najbardziej realne i sytuacja robi się coraz gorsza.
Boję się śmierci głodowej i to jest zagrożenie mojego istnienia. Ja nie mam wymyślonych powodów. Ze strachu nie mogę jeść ani spać.
Inga, twoje lęki rządzą tym jak postrzegasz rzeczywistość. Oddziel rzeczywistość od lęków. Bo rzeczywistość ma więcej do zaoferowania niż lęki pozwalają ci dostrzec.
-
Mój znajomy nie ma pracy i od opieki społecznej dostaje 30 zł na miesiąc. Dokarmiają go sąsiedzi oraz dostaje jakieś syfy jako pomoc UE. Widzę jak on zyje, jak coraz bardziej słabnie psychicznie i fizycznie.
Moja pustka jest podobna do pustki którą czują osoby chore na BPD i które się tną z jej powodu, po to aby cokolwiek poczuć. Ja czuję pustkę bo nie mam uczuć, niczego nie czuję i to jest takie przerażające. Tak bardzo że uciekam w lęki i cierpienia aby tylko cokolwiek czuć.
Nie rozumiem twojej pustki bo przecież ty masz uczucia i dobrze ogólnie się czujesz, masz sukcesy i dobrze sobie radzisz w życiu.
-
Grażyna
A jak się oddziela rzeczywistość od lęków?
-
Inga
nie wypieraj tej pustki, rozgość się w niej, rozluźnij, nie stawiaj oporu
-
Mój znajomy nie ma pracy i od opieki społecznej dostaje 30 zł na miesiąc. Dokarmiają go sąsiedzi oraz dostaje jakieś syfy jako pomoc UE. Widzę jak on zyje, jak coraz bardziej słabnie psychicznie i fizycznie.
Moja pustka jest podobna do pustki którą czują osoby chore na BPD i które się tną z jej powodu, po to aby cokolwiek poczuć. Ja czuję pustkę bo nie mam uczuć, niczego nie czuję i to jest takie przerażające. Tak bardzo że uciekam w lęki i cierpienia aby tylko cokolwiek czuć.
Nie rozumiem twojej pustki bo przecież ty masz uczucia i dobrze ogólnie się czujesz, masz sukcesy i dobrze sobie radzisz w życiu.
Inga, twój znajomy, to nie ty. Tobie nie musi się to przytrafić.
To rzeczywiście każda z nas miała inny rodzaj pustki na myśli. Moja jest bardziej buddyjska, lęk przed zniknięciem, rozpłynięciem się, nieistnieniem, nie byciem.
Oddzielić leki od rzeczywistości może pomóc metoda The Work, po modyfikacjach pod ciebie.
Czyli np. zadawanie sobie pytań, co bym myślała gdym tego lęku nie miała, co bym zrobiła gdybym się tego nie bała?. Kim bym była bez tej myśli? Pozwala to dostrzec, że są inne możliwości i że rzeczywistość może wyglądać inaczej niż to lęki sugerują.
-
Inga
Takie pustki, w których się nic nie czuje, a jednak coś jest nie tak, są efektem hipnoz w których odcinano od traumatycznej przeszłości. Nie wiem czy tak jest u Ciebie.
Takie praktyki były nierzadko stosowane i robił je ktos bardzo bliski, często ojciec. Jeśli jakaś osoba nie potrafiła o czymś bardzo bolesnym zapomnieć, nie potrafiła tym żyć, i miała popełnić samobójstwo z tego powodu, to właśnie z wybierano takie hipnozy żeby dało się dalej żyć.
To nie pustka jest nie do zniesienia, ale to co się pod nią ukrywa - przeszłość. To jakby ściana oddzielająca od traumatycznych doświadczeń.
Umysł też potrafi sobie stworzyć własną blokadę.
-
To nie pustka jest nie do zniesienia, ale to co się pod nią ukrywa - przeszłość. To jakby ściana oddzielająca od traumatycznych doświadczeń.
Umysł też potrafi sobie stworzyć własną blokadę.
I teraz jest pytanie. Czy dam radę, czy kiedykolwiek uda mi się przekroczyć tę ścianę? Od tego zależy mój powrót do życia.
Na chwilę obecną jestem zbyt słaba aby to zrobić i w związku z tym nie widzę wyjścia z sytuacji.
Drugim czynnikiem potrzebnym do tego przekroczenia - jest chęć aby to zrobić. U mnie nie ma wewnętrznej chęci. Ja wewnętrznie chcę tylko jakoś przetrwać i jak nie ma bezpośredniego zagrożenia życia to nie potrafię się zmusić do zmian- trwam w stanie letargu.
Takie zagrożenie zwolnieniem i śmiercią głodową jest w stanie mnie zmusić do jakiegoś uświadomienia czy zmienienia czegoś w sobie. Mniejsze cierpienia jestem w stanie znieść i one nie wymuszają u mnie zmian.
Wytłumiam swoje uczucia w 100 % i czuję pustkę. I w takim odcięciu od siebie szukam alternatywnych sposobów radzenia sobie w życiu czyli np tworzenie sztucznych uczuć i budowanie sobie wizji sztucznego świata.
Odcięłam się od traumatycznej przeszłośći poprzez odcięcie się od siebie.
Grażyna
Jeżeli ja tworzę lęki i zagrożenia po to aby nie czuć pustki to raczej nie ma sensu zajmować się lękami, bo dopóki będę czuć pustkę dopóty będę tworzyć lęki aby ją zakryć.
-
Inga, ok :) Sama wiesz, co w danym momencie dla ciebie najlepsze.
Przyszło mi coś na myśl, bardzo hipotetycznie i nie poprawne politycznie, ale może lepiej będzie jak zostawie to dla siebie, bo nie jestem wstanie przewidzieć skutków.
-
Zwłaszcza że sama wcześniej cos takiego napisałaś:
Inga, a czy ty tej pustki nie odbierasz jako zagrożenia? Może te złe rzeczy pojawiają się by odwrócić uwagę od tej pustki?
-
Inga, ok :) Sama wiesz, co w danym momencie dla ciebie najlepsze.
Inga, ja to z życzliwością pisałam. Z akceptacją tego, że w tej chwili wybrałaś taki sposób radzenia sobie z tym.
Bez żadnych innych podtekstów.
-
I ja to tak odebrałam :)
-
:)
-
Inga
Widzę że mamy wiele wspólnego :)
Ja też działam dopiero jak nie mam innego wyjścia. Choć teraz to się już na szczęście zmieniło.
Przy mojej karmie, gdzie zewsząd jawiło się zagrożenie mobilizowałem się, żeby coś z tym zrobić. To przypominało mentalność naszego narodu- podrywanie się do działania jak jest śmiertelne zagrożenie. Kiedyś nie wierzyłem w takie twierdzenie, że jak czegoś bardzo chcesz, to to osiągniesz. Myślałem sobie, że ja tyle razy chciałem coś osiągnąć i nic z tego nie wychodziło. Jednak po jakimś czasie, może nawet dość długim, trafiłem na metody, które pozwalają dokonać takich zmian.
Ja myślałem sobie, że nacierpiałem się i mam już dość. Potraktowałem teraz swoje życie jako szansę na zmianę, na zerwanie z cierpieniem.
Pamiętam, że jak czasem mówiłem ludziom, co chcę w życiu zmienić, to słyszałem że chcę za dużo, że powinienem przyjąć to, co jest, ale nie posłuchałem ich. Te osoby nie zdawały sobie sprawy z tego jak się czułem.
Inga, myślę, że masz silną motywację, która w Twojej sytuacji jest bardzo potrzebna. Robisz dla siebie tak wiele i masz osiągnięcia.
Masz również wyczucie, zrozumienie i tym się najlepiej kierować w życiu, nie lękami. Właśnie na te lęki popatrz przez pryzmat swoich zdolności, wglądów. Masz wglądy i posługując się nimi sama patrz na te lęki, wiele odkryjesz.
Możesz sobie pomagać techniką zrozumienia. Krishnamurti polecał tylko taką metodę. Należało jasno, wnikliwie, dogłębnie, uważnie i bez uwarunkowań spojrzeć na swój problem i wówczas pojawiało się zrozumienie.
Jesteś dzielna, dasz radę. I myślę, że ściana już jest dobrze naruszona i może pójść szybko.
Wspieram :)
życzę dalszej motywacji i poczucia bezpieczeństwa.
-
Mateusz
Mnie dwukrotnie udało się przekroczyć tę ścianę i zajrzeć za kurtynę przeszłośći. To były dwie spontaniczne regresje w których zostałam przeniesiona całkiem realistycznie do wieku kilku lat w okres wielkanocny oraz do wieku kilkunastu lat, w czas zwykłej krzątaniny w domu.
Uczucia które sobie przypomniałam były tak koszmarne i całkowicie nie do wytrzymania. Nie rozumiem jak udało mi się żyć tak się czując i jak mi się udało przeżyć. Te wspomnienia jeszcze bardziej mnie przeraziły. Ale też czuję ciekawość siebie z tamtego okresu, ciekawość tego co wtedy czułam, jaka byłam i chęć poczucia tamtych uczuć. Ale gdybym zaczęła czuć tamte uczucia to otworzylaby się przede mną cała przestrzeń uczuciowa i znalazłabym się nagle w innym świecie, świecie uczuć. Ta zmiana byłaby zbyt ogromna i moja psychika by tego nie wytrzymała. Więc została mi metoda drobnych kroczków.
„jak czegoś bardzo chcesz, to to osiągniesz.”
Wszystkie moje ostatnie wcielenia były koszmarem. Teraz karma znów mnie zaprowadziła do rodziny gdzie było jak w piekle. A ja pomimo braku nadziei że uda mi się z tego wyjść, podjęłam taką decyzję, że spróbuję mimo wszystko.
I zastanawiam się jak to się stało i co mnie do tego zmusiło. I myślę że te straszne cierpienia z wcielenia na wcielenie, których już nie dawałam radę znieść. Doszłam do tego że nie wytrzymam tego dłużej więc spróbuję.
„Te osoby nie zdawały sobie sprawy z tego jak się czułem.”
Ja też zaczynam dostrzegać że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak się czuję i stąd ich rożne nietrafione rady lub oceny mnie. Zaczynam dostrzegać że ludzie oceniają moje uczucia na podstawie swoich uczuć, i nie potrafią się wczuć w moje uczucia bo sami takich nie doświadczają. Stąd to umniejszanie i lekceważenie wg mnie moich odczuć, a według nich oni nic takiego nie robią.
„Możesz sobie pomagać techniką zrozumienia. Krishnamurti polecał tylko taką metodę.”
Wprawdzie nie czytałam Krishnamurtiego ale uważam że metoda którą stosuję to metoda zrozumienia oraz uważnośći. Zrozumienia tego co się ze mną dzieje, tego co się we mnie pojawia, jakie są tego przyczyny i jakie mam z tego korzyści. Patrzę w wyobraźni na jakąś sytuacje i się zastanawiam nad nią a także analizuję na bieżąco to co czuję. Trudne to jest bo mam bardzo silne mechanizmy obronne. A taki wgląd o którym piszesz to własnie zrozumienie czegoś.
Np. co zrozumiałam dzisiaj.
Dzisiaj rozmawiało mi się z klientem znacznie łatwiej. No więc powinnam z tego powodu poczuć radośc ale u mnie tego nie było. I zaczełąm się zastanawiać nad tym co czuję.
Wyszło tak:
Ja tak nie chcę, bo nie było silnych emocji. Czegoś mi brakuje. Nie było ataków na mnie, lęków. czegoś mi brakuje, to za spokojnie, bo to tak zwyczajnie, płytko i prosto, nie ma głębokich uczuć. Ja nie chcę się czuć bezpiecznie bo zostanę czegoś pozbawiona, jakiejś korzyści. Takiej że coś czuję. A rozmowa bez lęku to rozmowa bez uczuć. Boję się stanu bez uczuć, boję się łatwości i prostości, bo wtedy niczego nie czuję. Boję się braku uczuć, tego że nie mam uczuć, że jestem pusta.
Dzięki za wsparcie :)
-
Inga a czemu boisz się tej pustki?
-
Bo sobie uświadamiam że mnie nie ma a ja nic z tym nie potrafię zrobić. Nie potrafię znaleść wyjścia i zacząć istnieć. I boję się że tak już zostanie na zawsze. Bo to tak jakby być w śpiączce.
-
Kiedyś miałam podobnie, znałam i oczuwałam głównie negatywne uczucia. Więc skombinowałam sobie dzienniczek uczuć i uczyłam się od nowa czuć pozytywne i byłam zdumiona, ze jest ich cała paleta, tak wiele odcieni. Teraz z perspektywy czasu uważam, że bez "nakarmienia się " pozytywnymi uczuciami, nie mamy siły i mocy, zeby przepracowywać traumy. Tak, że bhp rozwoju duchowego mówi nasycaj się pozytywami, koncentruj sie na tym co sprawia przyjemność i dopiero nadwyżki energi przeznaczaj na dalszą pracę nad sobą. Z czasem będzie coraz łatwiej, bo zaczną pojawiac się uczucia wyższe.
-
Fajnie że poruszyłas ten temat balansu, w pracy nad sobą. bardzo ważny. Równoważyć się i gruntować przez wyuczenie równowagi między wywałkami, uzdrawianiem, a napelnianiem się energią, stabilizacją jak drzewo. Objąć sobie taki kierunek, do osiagnięcia teraz czy w przyszlości, w zalezności od osoby. z czasem dźwignią w rozwoju staje się energetyzowanie ciała, to idzie tez wyrzej, danie energii transformujacej, już sama z siebie ona będzie dzialac jesli są intencje ku rozwojowi. Czyli ruch, ćwiczenia, dbanie o poziom energii, podwyrzszanie go stopniowo. :)
-
Inga
Bo sobie uświadamiam że mnie nie ma a ja nic z tym nie potrafię zrobić. Nie potrafię znaleść wyjścia i zacząć istnieć. I boję się że tak już zostanie na zawsze. Bo to tak jakby być w śpiączce.
Policytuje sie ;)
Oj byłem bardzo uparty w cierpieniu. Miałem 50 kolejnych wcieleń, w których nic nie robiłem tylko piłem alkohol, bo nie miałem wyjścia i nic nie dało się zrobić, żeby to zmienić - tak uważałem. Zatrułem sobie w ten sposób cały organizm.
Jednak w pijaństwie, w cierpieniu, itp. przychodzi moment, w którym mówi sie dość, już mi naprawdę wystarczy. I wyszedłem z picia nawet bez praktyk duchowych. Po prostu chciałem już zyć na trzeźwo. To były bardzo odległe czasy.
Dzisiejsze czasy i nasze obecne możliwości w stosunku do dawnych, to kosmiczna różnica. Zmiany też zachodzą naprawdę szybko.
Może nawet w wielu sytuacjach nie trzeba sie nadmiernie wysilać, wystarczy nieraz pozwolić na zmianę, na uzdrowienie.
-
Kiedyś miałam podobnie, znałam i oczuwałam głównie negatywne uczucia.
Ja nie mam negatywnych uczuć
-
Ja nie mam negatywnych uczuć
Ciekawi mnie czy nie masz tych uczuć czy ich nie czujesz? Czy to wogóle możliwe, żeby nie mieć uczuć? Czy jest "blokada" na "manie" czy odczuwanie.
Co rozumiesz przez negatywne uczucie? Czy lęk jako emocja jest dla Ciebie negatywnym uczuciem. Bo wcześniej pisałaś, że boisz się stanu bez uczuć, bez lęku.
Ja tak nie chcę, bo nie było silnych emocji. Czegoś mi brakuje. Nie było ataków na mnie, lęków. czegoś mi brakuje, to za spokojnie, bo to tak zwyczajnie, płytko i prosto, nie ma głębokich uczuć. Ja nie chcę się czuć bezpiecznie bo zostanę czegoś pozbawiona, jakiejś korzyści. Takiej że coś czuję. A rozmowa bez lęku to rozmowa bez uczuć. Boję się stanu bez uczuć, boję się łatwości i prostości, bo wtedy niczego nie czuję. Boję się braku uczuć, tego że nie mam uczuć, że jestem pusta.
Mam wrażenie, że to co teraz napisałaś jest zaprzeczeniem Twojego poprzedniego postu.
A usiłuję to zrozumieć... Nie masz negatywnych uczuć, a boisz się braku uczuć, czyli boisz się czegoś czego i tak nie ma? Czy boisz się, że jednak to jest i nie chcesz tego odczuwać?
-
Nie mam w tym sensie że ich nie czuję. A nie czuję bo się od nich odcinałam przez 20 lat za pomocą afirmacji, pozytywnego myślenia i koncentracji na pozytywach. A robiłam to nieświadomie dlatego że moje emocje były absolutnie nie do zniesienia. Znieczulałam się po to aby jakoś przetrwać. Teraz te wszystkie emocje są we mnie ale za ścianą. Nie mam do nich dostępu, ale one i tak mnie wyniszczają. CZuję jedynie lęki albo czasami przechodze w te dwa pozostałe stany o których pisałam.
Boję się ich nieświadomie, bo to jakby otworzyć puszkę Pandory.
To wszystko co napisałam to są tylko moje domysły.
Fakty są takie że prawie cały czas czuję lęk, a poza tym nie mam żadnych innych uczuć, oraz mam podśwaidomy lęk przed pustką w sobie.
A świadomie boję się różnych rzeczy ale na pewno nie pustki.
"czyli boisz się czegoś czego i tak nie ma?"
Boję się tego skutków. Skutków braku kontaktu ze sobą.
-
Inga,
teraz bardziej rozumiem. Dziękuje za wyjaśnienie. Jak czytałam Twój post to pojawił mi się taki obraz jakbyś balansowała na cienkiej linie na przepaścią pełną szarej mgły... Nic nie widać dalej niż na 1 metr.
Ale to moje takie wyobrażenia...
-
Właśnie tak się czuję. Cały czas walczę o przeżycie, cały czas w lęku że spadnę w przepaść i to bedzie mój koniec.
I o to chodzi że nic dalej nie widać, więc jest ogromny lęk.
Jak ja mam sobie dać bezpieczeństwo, jak mam o sobie dbać, jak mam sobie dawać pozytywy jeżeli nie mam do siebie dostępu bo jestem za ścianą? Nie mam kontaktu ze sobą i to jest mój dramat bo w tej sytuacji nie mogę dla siebie zrobić nic. Ja nie widzę siebie i to odczuwam tak jakbym nie istniała.
-
jest takie cwiczenie zakopywania zywcem, może by pomogło?
po jakims czasie lezenia w ziemi odkopuja
tak mi wpadło
i prosze nie prosic o wytłumaczenie
-
Nie, nie pomogłoby.
Odnowiłyby mi się wzorce spania w trumnie.
-
yhym
to przepraszam
znajdziesz recepte na to dranstwo i to w tym zyciu skoro jest to wciaz pod ppowierzchnia
"Jak ja mam sobie dać bezpieczeństwo, jak mam o sobie dbać, jak mam sobie dawać pozytywy jeżeli nie mam do siebie dostępu bo jestem za ścianą?"
może tak jak do dziecka, wytrwale, nawet obejmij siebie , pogłaszcz po głowie i mów tam do serca, że ty się nim opiekujesz do tego wewnetrznego dobra w tobie dziecka, nie dziecka, jakkolwiek sie chwyc i stosuj, masz przeciez córke o ile pamietam wiec okazywanie sympatii nie jest ci obce. Nie czujesz, ale wytrwalosc bez nacisku na to moze przyniesc jakis efekt.
-
Jak dziecko stoi za ścianą to przemawianie do niego nic nie daje, bo ono nie słyszy.
Ja przez te 20 lat byłam przekonana że się rozwijam, bo znikały mi negatywne uczucia a przez to czułam sie lepiej. Tylko że w końcu pojawiły sie ostre lęki, a ja już z tym nie dawałam rady zrobic niczego.
-
sprawdź, może sciana ma gdzieś dziury
lubisz pisac na tym forum?:)
to też jakieś dopieszczanie siebie
czy nie masz w związku z obecnośią tu żadnych emocji?
-
sprawdź, może sciana ma gdzieś dziury
W jaki sposób?
-
jeszcze nie wiem , może coś wymysle
potem,
musze wyjsc z domu juz
-
Ingo w biegu dnia starałam się wpaść na jakiś trop , który by pozwolił Tobie wyłamać ten mur ale przyznaję nie wpadł mi żaden impuls.
Ale chwilę temu po raz pierwszy wczytałam się w cały ten wątek i Twoje dialogi z innymi, wnioski itp.
To taka bogata kompilacja Twoich własnych uświadomień, zobacz je może sobie jeszcze raz.
Nie wiem jak jest u Ciebie , ja z pozoru mega cierpliwa osoba zmiany w świadomości chciałabym widzieć w moment.
No dobra, w kilka lat;)
Kiedy trace tę cierpliowść uciekam od siebie, kiedy chcę za bardzo wszystko zwalania w efekcie nie ma nic.
Żadna cudza rada nie jest na dłuższą metę tak skuteczna jak własne bycie z sobą , sprowadzanie siebie z jakichś iluzji tutaj, teraz, mozna się uszczypnąć w palec nie ma pustki bo czuje że coś mnie uszczypnęło w palec, a to coś to ja, częśc mnie zarzadzajaca tym ciałem a więc isteniję i Ty też istniejesz Ingo. Nie w pustce. Ty jesteś teraz :) I inni też tu są :)
Naplotłam na szybko wiem .
Czasem najprostsze moze sie okazac własciwe. Codzienne obserwacje i nie uciekanie.
-
W jaki sposób?
Inga, masz świetne wglądy. Spróbuj przyjrzeć się tej ścianie, wyczuć /poprzez wgląd/ czy są tam jakieś pęknięcia, rysy,słabsze miejsca i odczytać czego dotyczą. Jeśli się uda, to trzeba drążyć temat, aż się zrobi wyłom w ścianie.
Acha, mnie w przy rozbiciu mojej ściany pomogły też zabiegi u Asi i Olgi. Tylko wcześniej im mówiłam w czym jest problem oczuywiście.
-
Tak jak przez kilkanaście lat ( bo się okazało że razem z regresingiem trwało to 15 lat)uciekałam od siebie znieczulając się, bo nie mogłam wytrzymać swoich negatywnych uczuć i budując w ten sposób mur który mnie oddziela od siebie, tak teraz aby nawiązać kontakt ze sobą powinnam robic coś odwrotnego, czyli próbować czuć to czego się boję i od czego uciekam. A że jedyne negatywne uczucia jakie teraz mam to lęki, więc jedyne co mogę robić na odwrót, to nie uciekać przed nimi i się od nich nie odcinać tylko starać się je czuć. I tak też robię od kilku lat. Usilnie próbuję się wczuwać w swoje lęki i to głowny trzon mojej pracy nad sobą. Głebiej pod lękami są moje negatywne uczucia a jeszcze głebiej pod negatywnymi uczuciami są moje prawdziwe uczucia.
Teraz dla mnie najważniejsze jest aby nie odcinać się od lęków, bo robię to automatycznie.
Czasami w ten sposób dochodzę do odczuć z okresu niemowlęcego lub prenatalnego. Analizuję też skojarzenia i albo pojawia mi się coś z dzieciństwa albo te skojarzenia są bardziej abstrakcyjne, wyobrażeniowe.
-
Inga
Nie wiem czy znasz książę: Borderline. Jak żyć z osobą o skrajnych emocjach.
Po pobieżnym przejrzeniu wydaje się bardzo sensowna, może byc pomocna.
http://www.empik.com/borderline-jak-zyc-z-osoba-o-skrajnych-emocjach-mason-paul-kreger-randi,p1065514112,ksiazka-p
-
Mateusz, myślę, że Inga ją zna ;]
Inga, moim zdaniem, to co robisz, to takie robienie dziur w tej ścianie :)
Wzmocnić to już chyba tylko mogą zabiegi u Olgi :)
-
Właśnie że nie znam.
A zabiegi u Olgi bardzo mi pomagają, a zwłaszcza dużo się zmieniło po ostatnim zabiegu gdy zostały u mnie zmniejszone wpływy astralne.
-
Grażyna Anna
Ty się nie śmiej :) żartuję.
No, książka mi się spodobała i kupię ją przy okazji.
Inga, to polecam, bo są fachowe analizy zarówno dla takich osób jak i sposobu postępowania z nimi i zrozumienia.
-
Mateusz
A masz kontakt z takimi osobami?
-
Nie mam. Interesuje mnie psychologia, ta najnowsza.
-
Inga
Spotkałem osoby z zaburzeniami, tymi najczęściej występującymi i co mi zwróciło uwagę, to dosłowne traktowanie w życiu wszystkiego, co ktoś powiedział i co zrobił. I to jest połączone z pełną wiarą w to.
U nich wiedza, światopogląd jakby pochodziły od innych ludzi (bo są bardziej wiarygodni od samego siebie) a oni sami mają jakieś zamknięcie na osobiste poznanie.
-
Mateusz
Bardzo trafne spostrzeżenie.
Ja z tamtego forum odeszłam włąśnie przez osobę z BPD, która na przemian mnie atakowała a potem czuła się winna.
A ta książka może być ciekawa, z tym że ja sobie nie wyobrażam budowania bliższej relacji z taką osobą. Dlatego jestem ciekawa jak autor to widzi.
-
"W bitym dziecku rodzi się poczucie krzywdy, często nienawiść do rodziców, bezsilność. Te wszystkie emocje trzeba odreagować. Więc albo dziecko jest później agresywne w stosunku do rodzica, albo młodszego brata, czy kolegów w szkole. Jeśli natomiast dziecko będzie te emocje tłumiło, później, nawet już w dorosłym życiu mogą go czekać nerwice, zaburzenia lękowe, niskie poczucie własnej wartości – mówi psycholog dziecięcy Justyna Kowal."
http://natemat.pl/32619,nie-da-sie-wychowac-bez-klapsa-bicie-dzieci-zawsze-jest-przemoca
To co ja widzę, to jeszcze rys psychopatyczny związany z przemocą. Czyli odcięcie od serca, od empatii, od rozumienia uczuć innych ludzi i skutków swoich czynów, a czasem czyny szkodzące innym z premedytacją. Również, gdy dziecko jest umniejszane, poniżane, manipulowane, czyli nie tylko przemoc fizyczna. Rys psychopatyczny pojawi się tylko u osób ze skłonnościami do bezwzględności i zimna w sercu, u innych prędzej depresja (nawet odroczona o kilka, kilkanaście lat), czy inne zaburzenia.
-
wiadomo ,ze i Hitler i Stalin byli regularnie bici ( nierzadko po prostu dla zasady - za nic) w dzieciństwie.
-
Tak , a truman , churchil, nixon, buschowie dostawali tylko glaski a pieszczotom nie bylo konca
-
bici byli też inni znani ze skłonności do odrażających zbrodni : car Iwan Groźny i współczesny seryjny morderca Richard Kukliński
zdaniem historyków i psychologów jest tu ewidentny związek między ich psychopatyzmem ,znieczulicą i chęcią zemsty a srogim laniem za młodu.
-
a ja nie moge dopatrzyc sie zwiazku miedzy braniem udzialu w mszach sw przez chrzescijanina trumana a wydaniem przez niego rozkazu zrzucenia bombek na Hiroszime i Nagasaki
a ktorys z bushow ( chrzescijanie ) przed zaprowadzaniem demokracji w Iraku, powiedzial ze konsultowal ta decyzje z Bogiem
i jak tu nie wierzyc w Boga
-
robi nam się nowy wątek "duchowy" :)
na pewno można dyskutować o celowości zrzucenia bomb na cywilne miasta.ale przypomnijmy dla porządku ,że Japończycy w czasie II WŚ to były jakieś buddyjskie baranki pokoju ,bo nie mieli skrupułów rozpętać wojnę i wyrzynać ludność cywilną w Chinach i Korei , popełniając przy tym masę ohydnych zbrodni, także na jeńcach wojennych, czego nie czynili Amerykanie.gdyby nie zrzucono bomb,niewykluczone ,że wojna mogłaby trwać dłużej i pociągnąć jeszcze więcej ofiar. a prezentacja wybuchu bomby na neutralnym gruncie mogłaby mogłaby nie przekonać militarystów z kraju Wiśni
tak czy siak nie można siać wiatru nie zbierając burzy.
co do Busha to faktycznie trudno coś powiedzieć, oszołom i miernota wypromowana przez spin doctora republikanów ze wsparciem kręgów bankierskich
Truman i Reagon byli ok. udowodnili rozkręcając wyścig zbrojeń że socjalistyczne ZSRR to gliniany kolos i sama horda żebraków, przyspieszając jego upadek
-
Ciąg dalszy tematu:
"Wiele dzieci doświadczało wtedy przemocy ze strony dorosłych. Codziennej, systematycznej, „wychowawczej”, choć wówczas bez cudzysłowu.
Wyrosły na porządnych ludzi. Wszystkie jednak chcą zapomnieć. Wiele ofiar rodzicielskiej przemocy racjonalizuje ją, mówiąc, że wyrośli na porządnych obywateli, choć ich bito więc jak widać nie zaszkodziło. Przypominam, wyrośli MIMO tego bicia a nie DLATEGO, że byli bici. Dziś, gdy inne metody zawiodą, albo po prostu nie starcza cierpliwości, wielu z nich także bije swoje dzieci. I powtarzają jak mantrę –„ ja wyrosłem”…
"Dlaczego uważamy, że uderzenie drugiego człowieka jest w porządku? Tylko dlatego że jest mały? Dlatego, że się nie obroni? Czy mamy jakiś inny ukryty powód? Może dlatego, że mamy nad nim władzę i wydaje nam się, że możemy wszystko?"
http://dorotazawadzka.natemat.pl/82513,pieklo-domowego-ogniska
-
pamietam jakim szokiem , i w co nie moglem uwierzyc a mialem wtedy 10 lat, bylo to gdy kolega powiedzial , ze jego ojciec uderzal go drewnianna linjka po dloni tylko dlatego, ze dostal 4 a nie 5 z jakiegos przedmiotu w szkole
-
U mojej córki w zeszłym tygodniu dziewczynka płakała, że dostała 5 a nie 6 i mama ją zbije.
-
Do porozumiewania się na drodze kierowcy używają: kierunkowskazów, świateł stopu i środkowego palca.
-
No właśnie brakuje mi tu czasem na forum znaku zastępującego pokazanie środkowego palca :D
-
O przemocy psychicznej:
http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1527403,2,rozmowa-z-dr-anna-piekarska.read#ixzz2rjTjSnws
-
Pewnym rodzajem przemocy jest też nadopiekuńczość i każde przekraczanie cudzych granic; jest to też poświęcanie się dla innych na siłę ( z oczekiwaniem na wdzięczność albo że druga osoba zrobi to co ja chcę)
-
Wczoraj właśnie miałem klientkę z tym problemem. Zaczęła odpuszczać wściekłość, presjowanie, zakazy, kiedy zrozumiała, ze juz za 8 miesięcy jej wychuchany syneczek, dla którego poświęciła swoją młodość, swoje szczęście i swoje związki, p***nie drzwiami i pójdzie w świat nawet nie mówiĄC JEJ "DZIĘKUJĘ".
-
Taką nadopiekuńczą osobą dla mnie była w moim dzieciństwie mama. Oczywiście broniła mnie np. przed samodzielnymi wyjazdami i ogólnie tłamsiła.Czasem mam brak wiary we własne siły, marzenia, blokady na działanie i podejmowanie decyzji i brak zaufania do siebie samej.
Myślę że teraz jest mi ciężko przytomnie patrzeć czasem na ludzi. Jak ktoś jest za miły dla mnie od razu wietrzę podstęp. :/
Najgorszy w tym wszystkim jest taki psychiczny mętlik- ktoś deklaruje ile to on robi, jaki jest dobry, a ta dobroć gardłem wychodzi.
-
Leki zamiast pomagać wywołują jeszcze większa agresję
http://nowadebata.pl/2011/03/14/leki-przeciwdepresyjne-a-przemoc/
-
Z dziećmi to jest trudna sprawa, bo jak partner nie pasuje to można go zostawić, jest dorosły i odpowiedzialny za siebie. A z dzieckiem tego się nie zrobi.
Jak można być rodzicem i nie być odpowiedzialnym za dziecko. A gdy okaże się jeszcze, że nie ma naturalnej harmonii między rodzicem, a dzieckiem, to taki rodzic
jest blokowany na wiele lat. Ważne jest też to, by jeśli ktoś chce być rodzicem, przyciągnął sobie harmonijne dziecko.
Jeśli chodzi o bicie dzieci, to jest jeszcze coś takiego jak silna presja społeczna, że dziecko ma się zachowywać grzecznie, a rodzica rolą jest dziecko w ten sposób wychowywać, kontrolować, pilnować, karać i odpowiadać za zachowanie dziecka. Jakby to wszystko od rodzica zależało. Gdy dziecko jest niegrzeczne często atakowany i presjonowany jest rodzic. Także społecznie mimo wszystko idą presje by używać przemocy fizycznej, byle wymusić odpowiednie zachowanie, a presje i ataki psychiczne na dzieci własne i cudze jest na porządku dziennym, często wręcz wymagana i postrzega się takiego rodzice jako zaradnego, dobrze ogarniającego dziecko, krótko mówiąc dobrego rodzica. Niestety taka jest nadal tendencja społeczna. Oczywiście zdarzają się osoby bardziej świadome, wrażliwe, które traktują dzieci z szacunkiem, ale to zdecydowanie mniejszość.
Więc rodzic, by nie ulegać takim wpływom sam powinien mieć przepracowany temat i wysoką samoocenę, oraz poczucie bezpieczeństwa.
-
Mi się zdaje że Bóg potrafiłby wymyślić jakieś sensowne rozwiązania i w takiej sytuacji - trzeba by Mu z pełną ufnością powierzyć i zaufać, że coś się da zrobić. Już samo przekonanie, że to dziecko, więc się nie da nic zrobić, może blokować te rozwiązania :)
-
Clint
Wierzę, że tak właśnie będzie:) Choć na razie opcja taka się nie pojawia. Pewnie jeszcze potrzebuję coś uzdrowić.
Kocham i lubię moje dziecko i chce dla niego jak najlepiej, ale też chce coraz bardziej jak najlepiej dla siebie, a tu jest zgrzyt. Chciałabym idealne rozwiązanie, żeby
dziecko było szczęśliwe i miało idealnego dla niego warunki do rozwoju i my rodzice:) Taki super pozytywny rozpad rodziny by każdy mógł być szczęśliwy i nie blokował
siebie wzajemnie w tym byciu szczęśliwym.
-
Mój brat, kiedy był nastolatkiem, ciągle prowokował moją mamę do tego, żeby go biła. Zachowywał się w stosunku do niej bardzo agresywnie, krzyczał na nią, sabotował jej porządek w domu, nie wynosił tygodniami śmieci, choć to był jego obowiązek, na złość, a na uwagi reagował krzykiem, wyzwiskami... Jak został uderzony, uspokajał się, robił, co do niego należy, ale syczał jakieś przekleństwa, odgrażał się... Teraz ma 36 lat i mówi mamie, że był ciągle bity (bzdura, oczywiście), a mama ma poczucie winy, że tak reagowała. Po prostu bardzo trudno, jak dziecko zachowuje się tak, żeby psychicznie rodzica zniszczyć.
-
VanillaOrchard
Nom, dokładnie.
Często tak się odgrywają wzorce karmiczne. Znam dziecko, które miało bardzo silne postanowienie zemsty na ojcu, ponieważ karmicznie wybił mu on jego rodzinę,
w czasach gdy obaj byli wojownikami. Wtedy pod wpływem silnych emocji obiecał, że się zemści, no i skutecznie odgrywało się to we wcieleniu gdy właśnie stał się dzieckiem tej osoby, niszcząc przy okazji związki partnerskie tej osoby.
W rodzinie niestety karmiczne zaszłości wybijają mocno i potrafią sparaliżować i uprzykrzać życie.
-
Z drugiej strony, chyba każdy związek w rodzinie jest karmiczny, przynajmniej na początku.
Powiem Ci, że jak brat "wyrwał się" z domu, poczuł się swobodny, to się upewniał, żeby mamie robić na złość - nie mówił o tym, że stawia sam dom, nie powiedział, że bratowa - ówczesna dziewczyna jego - zaszła w ciążę, powiedział mi i w ten sposób mama się dowiedziała. Teraz jest w tragicznie nieszczęśliwym związku, z dwójką dzieci i to całe robienie na złość mamie zaszło tak daleko, że został z przysłowiową ręką w nocniku. Mama pooczyszczała z nim karmę i modli się za niego i za dzieci, a on jest w kropce i skonfundowany i nie wie, co robić dalej. Tyle przychodzi zbuntowanym dzieciom - nie można postawić sobie za cel życia bunt przeciwko rodzicowi.
Ja teraz z bratem kontaktu w ogóle nie mam, tęsknię za nim, ale nas bratowa separuje. Mam nadzieję, że niedługo będzie wielki wybuch i nastanie okres przemian.
-
To faktycznie był bardzo zdeterminowany. Bardzo fajnie, że mam pooczyszczała:)
-
Sęk w tym, że żeby do końca działało i się udało, on też musiałby to zrobić
'
-
no i gratulacje, że masz mądrą mamę !
-
Mój brat, kiedy był nastolatkiem, ciągle prowokował moją mamę do tego, żeby go biła. Zachowywał się w stosunku do niej bardzo agresywnie, krzyczał na nią, sabotował jej porządek w domu, nie wynosił tygodniami śmieci, choć to był jego obowiązek, na złość, a na uwagi reagował krzykiem, wyzwiskami... Jak został uderzony, uspokajał się, robił, co do niego należy, ale syczał jakieś przekleństwa, odgrażał się... Teraz ma 36 lat i mówi mamie, że był ciągle bity (bzdura, oczywiście), a mama ma poczucie winy, że tak reagowała. Po prostu bardzo trudno, jak dziecko zachowuje się tak, żeby psychicznie rodzica zniszczyć.
tak się dzieje gdy pomiędzy matką a synem nie wytworzyła się więź oparta na miłości i bliskości , taka więź wytwarza się znacznie wcześniej gdy dziecko jest jeszcze małe, potem w wieku nastoletnim są już tylko rezultaty.
Nikt tu nie jest winny, prawdopodobnie matka nie była w stanie wytworzyć takiej więzi nie tylko z synem ale też z jego ojcem i generalnie z mężczyznami. Gdyby matka uzdrowiła sprawy serca i uporała się z lękiem przed bliskością to cała relacja wyglądała by inaczej a dorosły syn miał by też inne relacje ze swoją żoną.
Raczej wątpię aby można było sobie przyciągnąć jakieś harmonijne super miłe dziecko gdy ma się lęk przed bliskością bo i tak nawet super harmonijny dzieciak odpowiadał by na energie matki w ten lub podobny sposób.
-
Edyta
Podoba mi się kierunek twojego rozwoju czyli rozwijanie swojego ciała emocjonalnego. Coraz więcej widzisz, czujesz, rozumiesz i stajesz się coraz mądrzejsza.
-
Edyta, ja też jestem pod wrażeniem Twojej trzeźwości w ocenie sytuacji. I spokoju, z jakim wypowiadasz swoje opinie.
-
może chłopak jest mścicielem karmicznym?
-
Inga, Felicite
dzięki :)
-
Dzieci jako mściciele karmiczni.
Mozliwe ? Częste ?
Są tak silne związki karmiczne, że taka duszyczka tylko czeka aż rodzic bedzie zdolny do posiadania dziecka i ... siup :)
Bez czekania na jakiś jego - mamy lub taty - rozwój czy oczyszczanie.
I myślę, ze to i tak by niewiele dało. Duszyczka chciała akurat DO TEJ osoby, do tej mamy i już :)
I niekoniecznie jako mściciel. Czasem znały się tuż tuż. Niedawno. I jest tęsknota jednej za drugą. A często przeplatały się - matka/córka, córka/matka, ojciec/syn etc, itp.
-
mściciele karmiczni
Świadomy czy podświadomy lęk przed nimi często blokuje nie tylko posiadanie dzieci ale też wchodzenie w bliskie i trwałe związki
-
Świadomy czy podświadomy lęk przed nimi często blokuje nie tylko posiadanie dzieci ale też wchodzenie w bliskie i trwałe związki
.
Prawda.
-
Spojrzenie na macierzynstwo.
Moja ukochana Maria Rodziewiczówna "Macierz", książka przy której płakałam jako nastolatka, jako młoda mama-studentka, i teraz ;)
Główna bohaterka, przezywana Pokotynką, jest w ciąży. I zaczyna się jej walka o przeżycie. Bezwzględna walka o byt, o życie. Akcja dzieje sie na Kresach.
"Memu dziecku starczy macierz. Takie ci będzie miłowane i szkodowane, i chronione - jakby najwielmożniejsze. W borowych i pustynnych lęgach ino matki są, a przecie żyją i nie marnieją nawet wilczęta na kępie wśród błot, choćby i wilka ubito. Nie jestem trwożna wcale, ino nieszczęśliwa."
......
Ktoś do niej mówi :
"Będzie ci z dzieckiem, jak z kamieniem u szyi, a ty go szkodujesz."
Kobiecie nabiegły łzami oczy i ubarwiły się krwią policzki zapadłe, i rozwiązał jej się język, i dusza cała pełna szczęśliwości, wybiegła na usta:
"Nie wiem ci ja, jako innym jest ! Mnie się zda, że mi to dziecko będzie jako złota na głowie korona i jako śpiewanie niebieskie, i wiecie, by mi dali królową być miast matką, tobym ino się zaśmiała jako z drwin. Nie biednam ja ani głodna, ani smutek nie ma dla mnie przystępu, ani zajrzę komu. Dają ludzie chwałę i złoto, pierścienie ślubne i nazwę, i poważanie małżonkom, a macierzy nic nie trzeba, taką ma w sobie moc i szanowanie. Sama jestem w gnieździe, a przecie będzie moje dziecko i silne, i zdrowe, i nie dostąpią doń żądze złe i niedola, chyba przez mego trupa."
Tyle Magda, piękna szlachcianka, nieokiełznana i dzika dusza , Pokotynką przezywana.
-
Karmiczne związki rodzinne - artykuł Leszka.
http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/119 (http://www.ezosfera.pl/leszek/artykul/119)
-
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,20554424,nieprzyzwoite-dowcipy-to-molestowanie-to-przekroczenie-granicy.html
-
Co prawda dowcip to wątpliwe molestowanie ale jak jakis bardzo mało śmieszny to owszem - mozna podciągnąc pod taka kategorię :-)
-
Moda na przewrażliwienie z powodu "molestowania" seksualnego przyszła do nas z USA. Tam ma to sens, bo za "molestowanie", czy "przemoc seksualną" można wyłudzić za pomocą sądu sowite odszkodowanie. A wystarczy się tylko na kobietę popatrzeć nie tak, jak jej się podoba i ... już to jest uznawane za akt przemocy.
W tym, stylu są niektóre tezy poniższego art.:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Przemoc-seksualna-w-Polsce-to-norma-Cierpi-ponad-90-proc-Polek,wid,18468903,wiadomosc.html?ticaid=11799e&_ticrsn=3
Oczywiście, idąc dalej tym tokiem rozumowania, w Polsce przemocy seksualnej ze strony mężczyzn doświadczają nawet zakonnice, lesbijki i kobiety żyjące bez żadnych związków (choć tego nie napisano, to jednak, z zasad matematyki musi to wynikać).
Art. jest na portalu, który tylko sugeruje, jakoby był polski.
Według danych z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku (dotyczących osób w wieku 15 lat i więcej) mężatek wśród kobiet jest nieco mniej (54 proc. kobiet) niż żonatych wśród mężczyzn (58 proc. mężczyzn). Co trzeci mężczyzna jest kawalerem (34 proc.), a co czwarta kobieta panną (24 proc.)
http://www.express-miejski.pl/wiadomosc/23050,ile-panien-i-kawalerow-w-powiatach-prezentujemy-statystyki
-
Dzieci jako mściciele karmiczni.
Mozliwe ? Częste ?
Są tak silne związki karmiczne, że taka duszyczka tylko czeka aż rodzic bedzie zdolny do posiadania dziecka i ... siup :)
Duszyczka chciała akurat DO TEJ osoby, do tej mamy i już :)
I niekoniecznie jako mściciel. Czasem znały się tuż tuż. Niedawno. I jest tęsknota jednej za drugą. A często przeplatały się - matka/córka, córka/matka, ojciec/syn etc, itp.
A mogło być pięknie. Mimo że karmicznie .... :(
-
Moda na przewrażliwienie z powodu "molestowania" seksualnego przyszła do nas z USA. Tam ma to sens, bo za "molestowanie", czy "przemoc seksualną" można wyłudzić za pomocą sądu sowite odszkodowanie. A wystarczy się tylko na kobietę popatrzeć nie tak, jak jej się podoba i ... już to jest uznawane za akt przemocy.
W tym, stylu są niektóre tezy poniższego art.:
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Przemoc-seksualna-w-Polsce-to-norma-Cierpi-ponad-90-proc-Polek,wid,18468903,wiadomosc.html?ticaid=11799e&_ticrsn=3
Nie jest to przewrażliwienie i nie bagatelizowałbym tego zjawiska. Co przytomniejsi i bardziej zorientowani ludzie widzą, że żyjemy w czymś co nazywane jest kulturą gwałtu. Dopóki kobiety się nie obudzą doputy tak będzie, więc artykułu w takiej sytuacji bym nie krytykował, bo kobiety są gwałcone w związkach i nie zdają sobie z tego sprawy. Jeśli kobieta dostaje odszkodowanie za molestowanie w pracy, to pewnie była molestowana, od tego jest sąd by to oceniać. Może to być tylko powtarzający się gest, może być sugestywne spojrzenie. Nie jest mi trudno uwierzyć w to czego kobiety mogą doświadczać na co dzień i dobrze że USA dały przykład jak się z tym postępuje.
Oczywiście, idąc dalej tym tokiem rozumowania, w Polsce przemocy seksualnej ze strony mężczyzn doświadczają nawet zakonnice, lesbijki i kobiety żyjące bez żadnych związków (choć tego nie napisano, to jednak, z zasad matematyki musi to wynikać).
Art. jest na portalu, który tylko sugeruje, jakoby był polski.
Według danych z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku (dotyczących osób w wieku 15 lat i więcej) mężatek wśród kobiet jest nieco mniej (54 proc. kobiet) niż żonatych wśród mężczyzn (58 proc. mężczyzn). Co trzeci mężczyzna jest kawalerem (34 proc.), a co czwarta kobieta panną (24 proc.)
http://www.express-miejski.pl/wiadomosc/23050,ile-panien-i-kawalerow-w-powiatach-prezentujemy-statystyki
Co ma stan cywilny do tego , że 90% przebadanych kobiet doznało w życiu przemocy seksualnej ? Przecież nawet zakonnica mogła być molestowana mając 15 lat.
-
Kiedyś byłam świadkiem jak dorosłe zakonnice szły brzegiem plaży nad morzem, a pijany facet składał im namolnie propozycje seksualne i głośno, wulgarnie komentował. To tez jest molestowanie, również gdyby to nie były zakonnice w habitach, tylko kobiety w strojach kąpielowych. Ocieranie się w komunikacji miejskiej, obmacywanie obcych kobiet, niewybredne żarty w pracy w podtekstem seksualnym, publiczne onanizowanie, obnażanie, to też molestowanie, bo naruszanie prywatnej przestrzeni kobiety.
Kobieta powinna móc przejść nago ulica i co najwyżej być spytana, czy wszystko w porządku lub wezwana jakaś pomoc, jeśli by dziwnie się zachowywała.
Ani nagość, ani kobiecość sama w sobie nie jest seksualna. Dopiero czyjeś zachowania, energie i skojarzenia mogą ją taką uczynić.
-
"Dopiero czyjeś zachowania, energie i skojarzenia mogą ją taką uczynić. "
niby tak ale chyba w praktyce jak ktoś się wybierze nago na spacer po mieście to nie wierzę żeby nie miał intencji prowokować :-)
Sa cywilizacje (również na Ziemi plemiona w lasach tropikalnych) gdzie wszyscy chodzą nago i nie jest to prowokacją. Tyle że dla nich nie istnieje pojęcie nagości bo gdzie wszyscy sa nadzy tam nikt nie jest nagi - jak facet patrzy na kobitkę to widzi kobitkę która gotuje albo spaceruje ale nie widzi nagiej kobitki :-)
-
niby tak ale chyba w praktyce jak ktoś się wybierze nago na spacer po mieście to nie wierzę żeby nie miał intencji prowokować :-)
Do czego prowokować? Gdy kobieta wyjdzie nago w centrum miasta na ulice większość facetów będzie conajwyżej sprowokowana do tego by się nauczyć , że nie wszystko co widzą jest dla nich. Jakaś część by to komentowała. Jest mało prawdopodobne by była zgwałcona w centrum miasta nawet w takiej sytuacji dzięki prawu które póki co jeszcze nie zostało zniesione, bo muzułmanie jeszcze stanowią mniejszość.
-
Mariusz
Podałam taki przykład, że nie wiadomo z jakiego powodu ta kobieta jest nago;)
Są też miejsca gdzie chodzi się nago np. sauna i to nie jest forma prowokacji, tylko forma relaksu. Jak ktoś szuka tam prowokacji nagością tzn., że nie rozumie kultury saunowania.
-
Kobiety, które się czują molestowane wzrokiem, uśmiechem, oblizywaniem się, i innymi gestami, powinny się ubierać jak żony mułłów. Tak zresztą powinny wygladać przawdziwe chrześcijanki, zgodnie z chrześcijańską modą obowiązującą już od ok 2 wieku ne.
Jeśli ubierają się wyzywająco, to nie powinny się oburzać na facetów, którzy się na nie gapią.
Np. wczoraj w metrze na przeciw mnie siedziała panienka, która wystawiła do podziwiania pół biustu i czuła się zażenowana, że faceci na to zwracają uwagę. A czy nie poowinni?
Innym razem leciałem do Edynburga z dziewczyną, która miała taką miniówę, że jej było widać majtki. Czy ubrałaby się tak, żeby paradować po polskiej wsi?
Większosc kobiet ubiera się prowokująco w określonuym, znanym im celu. Jednakże są i takie, które chciałyby ubierać się bezmyślnie (nie zastanawiając się nad konsekwencjami), bo im się tak podoba, albo tak jest modnie. Te zresztą najgłośniej krzyczą,. żeby przyjmować muzułmanów.
Mam kolezankę, która w wieku 16 lat reklamowała swoje śliczne piersi nosząc koronkową lub przeźroczystą bluzkę. Chłopaki nie potrafili opanować odruchów genitalnych. Ale nikt jej nie zgwałcił, bo to ona decydowała, kto ją ma wziąć :)
Jak to mówią specjaliści od reklamy:
Nie reklamuje się tego, co nie jest na sprzedaż!
Ba, jest też i druga możliwość: mężczyźni w ogóle powinni unikać kobiet i zachowywać się jak mnisi, kiedy te im podtykają pół gołe pośladki, czy piersi pod nos. :)
-
Może jak facet jedzie Ferrari - w znanym sobie celu - też nie powinien go reklamować i nie prowokować do bycia okradzionym ?
Gapić na ulicy się jeszcze wolno, na to co widać, choć źle to świadczy o facecie. Za to jeszcze nikt nikogo w USA nie pozwał. To sygnał dla kobiety że facet nie kontroluje swoich popędów i jest niezrównoważony pod tym względem = nieatrakcyjny.
-
miś
A słyszałeś coś o podrywach "na furę"?
To raczej nie jest prowokacja do okradzenia :)
W Saskim ogrodzie koło fontanny
Jakiś się frajer przysiadł do panny
Była niewinna jak wonna lilia
Na imię miała panna Cecylia
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek
Tak z nią flirtował aż przebrał miarę
Skradł jej całusa, ona mu zegarek
Nad modrą Wisłą goniąc spojrzeniem
Siedzi Marianna ze swoim Heniem
On jak to mówią jest chłop morowy
I bezrobotny jest zawodowy
Raz ją poklepie, raz ją pobije
I chwalić Boga jakoś się żyje
Raz ją poklepie, raz ją pobije
I chwalić Boga jakoś się żyje
Jak pokochałem swoją Walerię
To jej kupiłem los na loterię
Moja Walerio w twe szczęście wierzę
Jak wygrasz stawkę to się pobierzem
Na los wypadło 20 tysięcy
I jam jej odtąd nie ujrzał więcej
Na los wypadło 20 tysięcy
I jam jej odtąd nie ujrzał więcej
Ojciec Edmunda miał wzniosłe cele
Na dobroczynny cel dawał wiele
I nieraz mawiał mój przyjacielu
Człowiek powinien dążyć do celu
I posłuchali ojca synowie
Każdy ma cele lecz w Mokotowie
I posłuchali ojca synowie
Każdy ma cele lecz w Mokotowie
-
Przeciez o tym pisze. Facet w Ferrari prowokuje i frustruje wiele osob, nawet jesli wybierze sobie jedna z ktora sie podzieli bogactwem. Mimo to ze wielu na ten widok piana leci z pyska, kazdy wie ze to czym on dysponuje jest nietykalne. Nie ma tu jakis glupich dyskusji i watpliwosci, nie trzeba nikomu tlumaczyc.
-
Ludzie sa na poziomie na jakim są, prowokują by zdobyć partnera itd. nasza zwierzęca natura, samice różnych gatunków wydzielają dany zapach mający wabić samców, samce się o nie biją, ale nikt ich nie gwałci, ani nie zabrania wabić tylko celebruje życie.
Nie warto w Iranie chodzić w mini i w Europie chodzic samej po nocy, co nie znaczy , że "tak już jest" , komentowane (przez facetów!) jako norma do której nie pozostaje nic innego jak sie dostosować.
We Francji na plazy (na większości, to nie plaze dla nudystów) kobiety chodziły koło mnie i koło innych facetów z gołym biustem i jakoś nie były ani obmacywane, ani gwałcone, ani komentowane. Można ? Można. Widać to wielkie osiągnięcie jest w zakresie męskich możliwości i jest bardziej normalne niż wymogi by się zasłaniać.
-
No więc podsumujmy
W relacjach na odległość prowokowanie ubiorem, wyglądem, zachowaniem, raczej nie przynosi skutków w postaci ulegania prowokacjom przez drugą stronę. Faceci czy kobiety potrafią się zazwyczaj opanować. Problem pojawia się, kiedy przynajmniej jedna ze stron jest po alkoholu, czy po zażyciu. Stąd w niektórych środowiskach młodziezowych moda na narkotyki, tabletki gwałtu, czy nadmiar alkoholu na prywatkach (domówkach).
No, ale to nie dą bliskie relacje, choć uczestnicy takich imprez mogą się znać.
W bliskich relacjach jest inna baza mentalna i emocjonalna do gwałtu.
Przede wszystkim, podczas ślubu kościelnego małżonkowie składają sobie przysięgę. Może ktoś pamięta, co jest jej treścią?
No właśnie, po złożeniu przysięgi często jedna ze stron zapomina o niej i nagle przestaje traktować ją poważnie, a duga strona domaga się wyegzekwowania swoich praw mażłeńskich.
Zresztą, domaganie się swoich praw w związku (a szczególnie prawa do seksu) nie musi czekać do ślubu. Często, kiedy jedna ze stron jest zmęczona, przepracowana, czy nawet chora, zdarzają sie szantaże, albo nawet użycie przemocy fizycznej, bo druga ma ochotę na seks.
Seks nie jest jedynym powodem do zachowań agresywnych w związkach. Rzecz w tym, że w wielu rodzinach dzieci nauczyły się przemocy w egzekwowaniu "swoich praw" wobec oporu drugiej strony i nie poznały żadnych innych sposobów rozwiązywania konfliktów. Po prostu, silniejszemu ustępuje słabszy, a jak nie, to dostaje w...ol. Nie ma znaczenia, czy to młodsza siostra, młodszy brat, żona, dziecko. Aż przychodzi czas, że od dziecka obrywa matka, a potem ojciec. To są typowe zachowania zwierzęce, usankcjonowane w wielu społecznościach, głównie rodowych czy plemiennych.
Powiedzmy, ze nie jest to dobry przykład do budowania szczęśliwego, harmonijnego związku rozwojowców. To temat do uzdrowienia, podobnie jak i inne związane z przemocą.
Inną sprawą jest w..ol wychowawczy, "żeby dziecko wyrosło na porządnego człowieka". Efekt jest taki, że dziecko trzyma się swego oprawcy, ale ... tylko do czasu (czasami trwa to nawet kilkadziesiąt lat), aż poczuje się pewne i bezpieczne, by odlecieć w świat, jak najdalej od prześladowcy. A potem już do końca życja go nie spotkać!
Wiele dziewcząt ucieka z domu przed takimi lub ciągle pijanymi rodzicami. Za czasów "złego" PRL, dziewczyna mogła uciec do OHP, do pracy w mieście, a mogła zamieszkać w hotelu pracowniczym. Dziś może najwyżej zamieszkać u kochanka, czy męża. (miara postępu?). Zdarza się, że może zamieszkać u pracodawcy, ale w jego prywatnym domu.
Pod względem zmiany miejsca zamieszkania faceci mają jeszcze gorzej, bo kobiety raczej niechętne do utrzymywania kochanków.
Osoba przyzwyczajona do domowej przemocy prędzej czy później zacznie podświadomie prowokować.
Ale dlaczego? Przecież uciekła od przemocy!
No właśnie!
Najciekawszą sesję miałem z kobietą (z dobrego domu, a jakże), która prowokowała partnera do ataków zazdrości, podczas których dochodziło nawet do przemocy (raczej słownej). W trakcie sesji okazało się, że ona nie potrafi sobie wyobrazić "miłości bez zazdrości" i w przypadku, kiedy partner nie robi jej scen zazdrości, nie czuje się kochana i b oi się, że to już zbliża się koniec związku. A żeby się upewnić, że jest kochana, musi prowokować do zazdrości. I kółko się zamyka.
Pewien mój znajomy (koszmarny klient, który jedno uzgadnia z terapeutą, a drugie robi), przez 30 lat usiłuje uzdrowić swój związek z żoną, która go odrzuca i traktuje gorzej niż psa. A próbuje, bo to jej porzysięgał przed ołtarzem, a ponadto "nie ma gdzie pójść". Po wieloletniej pracy dostał wreszcie od zony buziaka (po 30 latach) i uznał to za ogromny sukces, na którym zaczął budować nadzieje! (A co, nie można się łudzić, jak tak wspaniałe efekty terapii się widzi?). Tymczasem ten związek jest dla niego źródłem wszelkich nieszczęść, bo jest ciągle atakowany energetycznie z życzeniami, "żeby mu nic w życiu nie wychodziło i żeby wreszcie zdechł".
Każdy z nas ma swoje ulubione zajęcia, czy notorycznie powtarzane zachowania, których świadomie może nie lubi, lub nie zauważa, ale podświadomie boi się bez nich żyć. A terapia jest po to, by wreszcie to uzdrowić i stać się harmonijną pełnią! (mówię tu o terapii humanistycznej, bo chrześcijańska ma inne cele).
-
A słyszałeś coś o podrywach "na furę"?
To raczej nie jest prowokacja do okradzenia :)
Parafrazują:
A czy słyszałeś o podrywaniu na atrakcyjny wygląd?
To raczej nie jest prowokacja do molestowania, przemocy i gwałtu.
Bardzo dobre skojarzenie wyszło, można podawać jako przykład:)
-
Za czasów "złego" PRL, dziewczyna mogła uciec do OHP, do pracy w mieście, a mogła zamieszkać w hotelu pracowniczym. Dziś może najwyżej zamieszkać u kochanka, czy męża. (miara postępu?).
Bardziej naturalne, że facet zapewnia kobiecie bezpieczeństwo materialne. Abstrahując od tego, że dziś też może uciec do pracy w mieście, a nawet do innego kraju.
-
Temat częściowo powiązany z przemocą w rodzinie.
MÓZG DZIECKA NIE RADZI SOBIE BEZ MIŁOŚCI. PORÓWNANIE ZDROWEGO I ZANIEDBANEGO MÓZGU.
http://www.psychologiawygladu.pl/2015/10/mozg-dziecka-nie-radzi-sobie-bez-miosci.html
-
Nie tylko bez miłości. Też bez dotyku, czułego przytulenia. Ukojenia w małych-wielkich sprawach.
Rodzice są często zajęci, zapracowani, zalatani. Brak im czasu.
Dziadkowie są tu niezastąpieni . Na wagę złota wręcz !
I nie powinno się im zabraniać porozpieszczać maluszków. Poprzytulać, nosić na rękach - bo np małe, tu cytuję, "samo umie chodzić" !
-
Ludzie sa na poziomie na jakim są, prowokują by zdobyć partnera itd. nasza zwierzęca natura, samice różnych gatunków wydzielają dany zapach mający wabić samców, samce się o nie biją, ale nikt ich nie gwałci,
Także jednak w naturze reklamuje się również to, co nie jest na "sprzedaż" :-)
-
Przemoc:
https://www.facebook.com/424549504378282/photos/a.467305490102683.1073741829.424549504378282/683647628468467/?type=3&theater
-
O radzeniu sobie z trudnymi ludźmi - Ajahn Brahm
https://www.youtube.com/watch?v=gPz6-oAxM7Q