Witam,
chcialem sie zapytac (jak w temacie) skad moze brac sie ,,wrodzona" niechec do pracy/nauki, albo do zajmowania sie w zyciu jakas dziedzina i zglebianiem jej (chocby po to, aby miec dobre wyksztalcenie i stabilnosc).
Jakos tak sie stalo, ze od dziecka mialem (i mam) sporo roznych zainteresowan ale nie poszedlem w zadnym zbyt konkretnym kierunku co skutkuje tym, ze troche mi sie nudzi a troche (i to bardziej) mam problem z praca bo do pracy albo potrzebuja osob wyksztalconych w czyms konkretnym i doswiadczeniem albo praca jest malo interesujaca a najczesciej wtedy tzw. podstawowa, ciezka itp. No i z wszystkimi zainteresowaniami tez tak mam, ze dopoki one sa nowe, swietze to jest zapal, energia ale po dluzszym czasie kiedy staja sie jakby rutyna przestaja mnie interesowac, nie czuje juz potrzeby wglebiania sie (stad np. nigdy nie skonczylem szkoly/studiow o konkretnym profilu). Pojawia sie n awet troche leku o ograniczenie mojego zycia jesli bym zajmowal sie tylko jedna rzecza a w glebi twki chec poznawania swiata a nie ciezkiej pracy. Dziwi mnie to, bo wiem ze mam spory potencjal, szczegolnie do dzialania w tzw. wolnych zawodach czy w ogole w materiach gdzie liczy sie indywidualnosc i osobowosc a tutaj nic.
Probowalem to jakos rozwalic i w sumie nic konkretnego do glowy mi nie przyszlo ale jedna osoba zwrocila moja uwage na to, ze taka niechec jakby do egzystencji czy nawet lek przed wejsciem na powaznie w zycie moze byc sprawa tzw. zdarzen okoloporodowych. Z tego, co wiem, to mialem ciezki porod (nie chcialem wyjsc) i od dziecka zawsze towarzyszyl mi taki jakby lek przed swiatem, przed ciezkoscia egzystencji w nim. Np. jako male dziecko strasznie nie chcialem lazic do zerowki a szkola podstawowa to juz w ogole dramat byl. Oczywiscie w miare dorsatania ten lek minal ale jaks intuicyjnie wyczuwam, ze ta moja niechec do ,,wziecia sie za bary z zyciem" i taka proba lawirowania/latania w powietrzu bierze sie wlasnie z tego jakiegos leku przed swiatem. Od zawsze tez czulem czeste okresu nudy, apatii i to tez jakos nie daje mi spokoju.
Zauwazylem tez, ze mam w sobie jakby dwie osobowosci ale to nie tak, ze cierpie na jakies zaburzenia ale ze przez to, ze moi rodzice sa jakby z dwoch roznych swiatow to ,,dostalem" dwa rozne wychowania i teraz troche nie umie wybrac, w jakim kierunku isc. To jakby zamiast osobowosci nadzrednej sa dwie roznorzedne i kazda ciagnie w swoja strone.
Czytalem sporo na temat teorii reinkarnacji (na tym forum tez), ze mozemy miec jakies wzorce ale mnie osobiscie jakos to nie przekonuje, bardziej szukam przyczyn w zyciu doczesnym chociaz nie uwazam, ze reinkarnacja nie istnieje.