Autor Wątek: Śmierć - radykalny koniec i początek  (Przeczytany 17483 razy)

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-03-25, 16:27:25 »
Ciekawa refleksja na temat śmierci i zmartwychwstania do medytacji.

"W tym świecie wydaje się istnieć stan, który jest przeciwieństwem życia. Nazywasz go śmiercią. Jest to jedyna pewna rzecz, na którą mieszkaniec tego świata może liczyć. Wszystkie twoje pozorne sukcesy i porażki; to, co kochasz i to, czego nienawidzisz, twoje straty i zyski, zależą od tego jednego nieuchronnego faktu. W świecie niepewności i chaosu jest to jedyna gwarancja, jaką masz – barometr twojego życia; zegar, który tyka w tyle twojej głowy.
Obecnie na całym świecie jesteśmy świadkami zwiększającej się liczbie zetknięć ze śmiercią. Książki w księgarniach i programy telewizyjne wypełniają się doniesieniami setek ludzi, z różnych ścieżek życia, które opisują niemal to samo wydarzenie:
„Uczucie bycia martwym, następnie stan spokoju i nie odczuwania bólu, spoglądanie z góry na siebie oraz podróżowanie ku niezmiernie jasnemu i pięknemu światłu. Uwolnienie się z łańcuchów fizycznego ciała, ujrzenie całego swojego życia w jednej chwili. Poczucie jedności i całkowitego zrozumienia. Spotykanie ukochanych osób, które zmarły dawno temu. Poczucie opieki i bycia kochanym takim, jakim się jest, bez pytań i osądów. Ostatecznie niechęć, aby opuścić to światło, to doświadczenie nieopisanej miłości”.
Pogranicze śmierci? Piękne światło, miłość, jedność, zrozumienie, pokój i radość! Czy jest to dla ciebie opisem śmierci – tej wielkiej nieznanej, jedynej rzeczy, której boją się wszyscy ludzie? Tego jedynego doświadczenia, przed którym bronisz się przez całe życie? Celem wszystkich medycznych i naukowych badań jest przedłużyć ludzką egzystencję możliwie jak najdłużej, aby uniknąć tego jednego momentu. Momentu – czego dokładnie? Tej chwili, w której doświadczasz „wejścia w niesamowicie piękną wypełnioną światłem przestrzeń, w której czas i miejsce dłużej nie istnieją”. Śmierć można by opisać jako coś tak niesamowitego, tak pożądanego tylko wtedy, gdybyśmy życie uważali za chorobę, ból i samotność. Być może więc życie nie jest stanem, w którym się obecnie znajdujesz. Być może życie w ogóle nie jest żadnym stanem i te piękne opisy doświadczeń „na pograniczu śmierci” są momentami rozpoznania prawdy o wiecznym życiu.
Czyż nie jest szaleństwem myśleć, że życie to rodzenie się, starzenie, tracenie witalności, a na końcu umieranie? Umierasz już w momencie swoich rzekomych narodzin na tym świecie. Od pierwszego dnia zaczyna się proces starzenia się. Przedzierasz się wąską ścieżką poprzez ciągłe niebezpieczeństwa, samotny i wystraszony, mając co najwyżej nadzieję, że śmierć poczeka jeszcze chwilę zanim cię pokona, a ty znikniesz.
Śmierć jest chwilą, do której możesz się zbliżyć, ale nigdy jej nie osiągniesz po prostu dlatego, że jest niemożliwa.
Nadszedł czas, abyś przyjrzał się temu, co nazywasz życiem, i temu, co nazywasz śmiercią, i zobaczył, że całkowicie się mylisz co do nich obu. Że świat, w którym się obecnie znajdujesz, jest tym samym, co idea śmierci, zaś życie jest prawdziwe, piękne, pełne i wieczne. Śmierć nie jest przeciwieństwem życia, lecz po prostu jego zaprzeczeniem, a te doświadczenia na pograniczu śmierci to momenty, w których puszczasz ideę śmierci i wchodzisz do rzeczywistości życia wiecznego.
Możesz być pewien, że nie lękasz się śmierci, która jest twoją własną niemożliwą do zrealizowania ucieczką od samego siebie. Ty tak naprawdę boisz się własnego zbawienia! Gdy nacisk twojej tożsamości staje się dla ciebie zbyt silny, rozpadasz się pod grawitacją swojego oporu. I nagle szybujesz przez tunel w kierunku pięknego światła: ciepłego, znajomego i przywołującego cię. Przypomina to powrót do domu, do którego wiesz, że przynależysz – tylko po to, aby potem powrócić jeszcze raz do tego chaotycznego świata samotności i śmierci.
Śmierć, chwila uwolnienia się od bólu nadanej sobie tożsamości. Chwilowe odwrócenie uwagi od nieznośnego poczucia winy samoskonstruowania się. Moment, który przeżywasz wciąż na nowo. Pojedyncza chwila, która, dla ciebie, wydaję się życiem. Czasami rozciągasz ją tak, że wydaje się być trzydziestoma latami lub setkami lat, lub też tylko minutami. Nie ma to znaczenia. Jest ona wciąż jedynie pojedynczą chwilą, przelotnym momentem, w którym się zatrzymałeś, aby zaprzeczyć temu, kim jesteś.
Każdego dnia i w każdej minucie każdego dnia, i w każdej chwili, którą zawiera w sobie każda minuta, przeżywasz jedynie na nowo tę pojedynczą chwilę, kiedy czas przerażenia zajął miejsce miłości. I tak umierasz każdego dnia, by znowu żyć, dopóki nie przekroczysz luki pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, która wcale nie jest luką. Takie jest każde życie: pozorny odstęp od narodzin do śmierci i dalej, znowu do życia, powtarzanie chwili dawno minionej, która nie może być przeżyta na nowo. A cały czas jest tylko szalonym przekonaniem, że to, co się skończyło, jest wciąż tu i teraz.
Jeśli przyjrzysz się teraz ponownie ludzkim opisom doświadczeń na pograniczu śmierci, może zrozumiesz, że twoja tożsamość, czyli ten świat, jest tym samym, co śmierć, oraz że te doświadczenia na pograniczu śmierci są tak naprawdę przypomnieniem sobie pogranicza życia. Może zaczniesz widzieć, że uwolnienie twojej tożsamości, którą teraz postrzegasz jako śmierć, jest twoim oddaniem się życiu. Życiu, które jest wieczne, które nie ustaje i które się nie zmieniło tylko dlatego, że ty mu zaprzeczasz. Ty – jako jedyny – odczuwasz skutek swojego zaprzeczenia rzeczywistości, a jest nim twoje własne cierpienie. Skutek, który nie ma przyczyny, ponieważ nie stworzyłeś sam siebie.
Będąc więc skutkiem skutku, możesz stworzyć jedynie odzwierciedlenie życia, odzwierciedlenie życia jako śmierci, nieustanne cierpienie zatrzymane chwilą, którą ty nazywasz śmiercią, i która uwalnia cię od samego siebie. W chwili, w której uwalniasz swoją ograniczoną tożsamość, widzisz przebłysk rzeczywistości – tylko po to, aby ponownie przeżyć ideę, która znikła w momencie, gdy o niej pomyślałeś. Śmierć jest chwilą, do której możesz się zbliżyć, ale nigdy jej nie osiągniesz po prostu dlatego, że jest niemożliwa.
Nadszedł w końcu czas, abyś doświadczył „pogranicza życia”, bez konieczności tracenia swojego ciała. Chodzi oczywiście o fizyczne zmartwychwstanie! Jakże proste jest zbawienie! Nie opóźniaj tego, co nieuniknione. Przeżyj śmierć teraz. Przeżyj śmierć tej idei, że życie jest walką o przetrwanie, samotnością i bólem. Przeżyj śmierć, aby narodzić się na nowo! Spałeś snem śmierci, a teraz nadszedł czas, abyś obudził się w rzeczywistości życia wiecznego. Pieśń nieba nie straciła nic ze swego rytmu z powodu tego, że spałeś.
Istnieją drzwi, lub tunel, jeśli wolisz, przez który zawsze mogłeś przejść, poza ten świat śmierci do rzeczywistości życia wiecznego. Szukaj owych drzwi i znajdź je. Ale zanim spróbujesz je otworzyć, przypomnij sobie, że nie może nie udać się temu, kto usiłuje dotrzeć do prawdy. A taką właśnie prośbę masz dzisiaj. Wyciągnij dłoń i spójrz jak łatwo te drzwi otwierają się za sprawą twego pragnienia, aby przez nie przejść. Aniołowie rozświetlają drogę tak, że znika wszelka ciemność, a ty stoisz w świetle tak jasnym i wyraźnym, że potrafisz zrozumieć wszystkie rzeczy, które widzisz. Może mała chwila zaskoczenia sprawi, że zatrzymasz się, zanim uświadomisz sobie, że świat, który widzisz przed sobą w świetle, odzwierciedla prawdę, którą znałeś i której całkiem nie zapomniałeś błądząc w snach.
Mitch
(tłum. artykułu z pisma Out of time, wyróżnione kursywą cytaty pochodzą z Kursu Cudów)"

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-06, 19:31:54 »
Kiedyś Magda Żądło zajmując sie moją wnuczką, powiedziała, że mała ma 'plan' na życie na ok 8 lat.
Tak jakby chciała odcierpieć za swoje realne i urojone winy i zakończyć sprawę. Po egzorcyzmach u Magdy chęć życia  sie wydłużyła. Już ma teraz dziesięć lat :)
Jest w sumie, w głębi duszy, cudnym UA w kolorze blue.

Tylko to, co daje sie teraz  zaobserwować, to tak  jakby ona nie bardzo wiedziała, co z tą szansą robić.
I na wszelki wypadek pozwoliła sobie wrócić do połączenia z matką-strzygą.
Wyglada to w realu tak, że mieszka z ojcem, ma wizyty u matki i .... wszystko jej na bieżąco relacjonuje.
Kto i co robi w domu. Regularnie, codziennie telefonicznie przekazuje jej relacje, ale nie z tego co ona robi, tylko z tego co inni robią. Nagrywa na komórkę mnie i panie do pomocy.Taki mały, bezmyślny 'kabel'. Inwigilacja ta jest zdalnie sterowana przez strzygę. Sprytną jak to strzyga.
Rzecz jest nie do wytrzymania !

Ratowaliśmy ją kiedy była malutka, bo cierpiała, płakała i ...schła. Po prostu odchodziła. I relacjonowała co jej robią i gdzie ją matka wozi i co jej robi. jak ją niszczy. Konsekwentnie. Każdego dnia.
Błagała w sumie o pomoc.

Poza tym, żaden przyzwoity egzorcysta nie wykona zabiegu bez zgody WJ. Zgoda była.
I teraz, wracając do pytania, jak to może być z tą energią życiową, zabieraną na dane wcielenie ?

Jej ilość jest ustalona, czy sie waha ?
Czuję, że to drugie. I to w obie strony.
Bo  jeżeli ktos ma tak trudne przeżycia, że stana sie nie do wytrzymania, to może zdecydować, że zakończy tą przygodę. I decyzja ta może byc podjęta nagle. Chociaż to 'nagle'może sie akumulować .
A energii było ponoć dużo.
Ciekawe zresztą co z tą energią potem ?

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-06, 18:49:50 »
Według Taoizmu nie można jej zwiększyć. Masz tyle ile dostałeś, ale można spowolnić jej upływ zdrowo żyjąc

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-06, 18:47:55 »
Tak.
Ponoć dokładniej w nadnerczach.

No i teraz ciekawe :
- czy można ją zwiększyć ?
- zmniejszyć ?

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-02-06, 18:45:38 »
W Taoizmie jest coś takiego ta energia jest zgromadzona w okolicach nerek i ma starczyć na całe życie, nie można jej poziomu zwiększyć np ćwiczeniami. Pewnie chodzi to o długość zaplanowanego życia.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-06, 18:32:53 »
...
 Ja mówiłem o tym, że jak ktoś się Oświeci po śmierci to już nie będzie miał ochoty reinkarnować.

Jeśli ktoś oświeci się w ciele materialnym to jest trochę inna sytuacja - będzie działał w tym ciele i świecie aż wyczerpie się energia zabrana (wcześniej przy procesie reinkarnacyjnym) na to wcielenie. [Zmniejszanie lub zwiększanie poziomu tej energii to wybory podyktowane karmą. Akceptacja jej ilości to akarma.]
Te działania będą emanacją radości wolności, mądrości i jeszcze czegoś więcej :-)

Ciekawe to o energii zabranej przy procesie reinkarnacyjnym na dane wcielenie.
Czy na podstawie zbadania ilości i jakości tej energii można wnioskować na temat długości życia człowieka ?


Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-04, 10:37:56 »
Tak jeszcze do mnie teraz przyszło: najpierw jest wibracja, dusz, a potem cala reszta sie kształtuje :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-04, 10:37:03 »
Inga

Wiesz, ja u siebie w rodzinie tez pełniłam taka rolę "kozła ofiarnego", czyli inaczej czarnej owcy co
sie obwinia za całe zło, koncentruje na niej wszelkie frustracje. Gdy odpuściłam, to reszta rodziny
zaczęła się kotłować miedzy sobą. Moje siostra do dziś nie rozumie, czemu nagle rodzice jej się
zaczęli czepiać, brat podobnie. Ano dlatego, że wcześniej przez 20 lat ja byłam takim trochę parawanem dla reszty członków rodziny ;) Zbierałam cały syf na siebie.

Wiesz co, nie wiem jak to możliwe ;) Ale slyszałam o osobach, które np wedrowaly po astralu i zdarzało sie ze nie wracaly juz do ciała bo sie zagubily, albo tak im sie spodobało. I znajdowano martwe ciało. Tylko ze smierc mogłaby byc spowodowana np odwodnieniem. Ciezko mi powiedziec.
Ale czuje ze jest to mozliwe. Poza tym jak patrze sobie na ciało to mam wrażenie, że wszystko co w nim zyje to dusza ktora napedza je swoją energią. Ono samo w sobie jest tylko materią.
Uwazam że tak samo rośliny i zwierzęta, żyją bo napędza je ich rodzaj duszy. Reszta to materiał.
No i może kiedy dusza podejmuje decyzje odejscia z ciała, to ciało zamiera, bo odplywa z niego energia. Czuje ze to mozliwe. Ale co by sie mialo potem dziac z takim cialem biologicznie to nie wiem.
Lubie tak sobie wnikać w temat struktury tego czym jestesmy, przegladac kazda warstwe:)
I co jak działa na zasadzie przyczyny i skutku. Fascynujaca jest ta strukturalnosc od materii poprzez przestrzenie wibracyjne.

To mi przypomina naukę historii, najpierw trzeba sie nauczuć jak działają poszczególne fragmenty,
a potem zaczyna się kojarzyć fakty i ogarniać całość, jednocześnie wyjaśniają się brakujące elementy :)

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-04, 08:22:03 »
gdyby moja rodzina nie znalazła duszy chętnej do wcielenia się do niej, to moja mama pełniła by w niej rolę ofiary. Ja chcąc ratowac mamę przed tak strasznym losem, sama zgodziłam się przejąć te cierpienia na siebie.

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-04, 07:42:31 »
Laka
A jak praktycznie miałoby wyglądać to świadome opuszczenie ciała przez duszę? W jaki sposób miałoby umrzeć młode i zdrowe ciało? Ja tego nie widzę.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-03, 20:28:45 »
Laka
Też czasami mam podobne przemyślenia. Ciekawe jak by to było gdbym wychowywał się w całkowicie innym świecie, gdzie nie było by z góry narzuconego tego wszystkiego, mentalności społecznej.. Pewnie było by innaczej. Na tą chwilę żyjąć w aktualnym społeczeństwe potrzeba dużej świadomości i zaparcia by się przebić i żyć poza narzuconym systemem. To może powodować spory opór otoczenia, więc siłą rzeczy.. no sam nie wiem czy czasem nie trzeba by było zmienić otoczenia i wybyć gdzieś na zgiełk świata.
Też mi się wydaje że mając już tak wysoki pooziom rozwoju na naszej planecie że otwiera się następny etap, jest możliwa decyzja o tym by z niego odejść i wskoczyć na kolejny level. Im wyższa świadomość tym śmierć staje się bardziej świadomym wyobrem. Czytałem i słyszałem o joginach którzy świadomie planowali swoją śmierć na określony czas i odchodzili w medytacji.
Co do wcielania się na innych planetach, myślę że najpierw trzeba przerobić i zebrać większość ziemskich doświadczeń, chyba że to samo można było by doświadczyć, przerabiać na innych planetach.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-03, 16:49:04 »
Inga

Ja bym powiedziała więcej, wcale nie jest też tak, że jak się wcieliło raz na planecie Ziemi to już
trzeba tu się wcielać cały czas :)
To oczywiście zależy od indywidualnej karmy :)

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-03, 16:38:09 »
Mam takie przemyślenia dotyczące śmierci po ostatniej sesji w temacie, że ludzie umierają niszcząc swoje ciało w jakiś tam sposób, czy to starzejąc się, chorując, albo ginąc w wypadku, a umrzeć można świadomie, będąc młodym, pięknym, zdrowym, poprostu podejmując decyzję świadomą i podświadomą o końcu danego wcielenia, bo jest coś innego, lepszego i jest to zgodne z ND.
Jako kolejny etap.
Miałam wrażenie, że to nasze wyobrażenia, ze trzeba to zrobić w taki a nie inny sposob powodują, że
tak się dzieje, a jest też możliwość opuszczenia zwyczajnie ciała przez duszę, na zasadzie decyzji.

Ludzie też starzeją się bo otoczenie się starzeje, bo tak trzeba, albo boją się że zostaną sami, a wszyscy wokolo się zestarzeją. Czasem są to tez przekonania i oczekiwania, ze tak musi być.
Jest tez pś oczekiwanie, skoncze tyle i tyle lat to moje cialo musi miec zmarszczki, być i takie i takie,
zuzywac sie, bo tak to działa i "tak musi byc".
« Ostatnia zmiana: 2016-02-03, 16:47:17 wysłana przez Laka »

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-03, 14:29:26 »
Uświadomiłam sobie że wcale nie musi tak być że konkretna dusza musi się wcielic do konkretnej rodziny. Dusza musi na to wyrazić zgodę. A do rodziny może wcielic się ktoś inny ale o takich samych wzorcach, po to aby mogł w niej pełnic tę samą rolę, na którą jest miejsce w danej rodzinie. U mnie było to tak że moja rodzina poszukiwała kogoś kto zechce się do niej wcielić i pełnic role ofiary. I mnie sie zrobiło ich żal, chciałąm im pomóc a szczególnie mojej mamie i wyraziłam na to zgodę. Po przyjściu żałowałam, bo ni e mogłąm wytrzymać z tym piekle, ale było juz za późno n a odwrót. Chrzest był podpisaniem umowy z nimi i zamknięciem pamieci skąd przyszłam. 

J034

  • Wiadomości: 599
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-12-11, 10:55:15 »
Mariusz, zobaczyłam teraz Twoją wcześniejszą wypowiedź :)

"ja raczej w tym sensie, że prawie doskonały jogin jak opuści ciało na powiedzmy 35 erd to moze wtedy albo wybrać pełnię uzdrowienia, boskości itp i to kończy się Oświeceniem - albo wybrać misje (muszę uzdrowić cała ludzkość, doprowadzic do Oświecenia mamusię ) i wtedy sie inkarnuje"

Sądzę, ze taki jogin może się inkarnować, po śmierci na poziomie 35 ERD, nie tylko z poczucia misji - może również z niespełnienia, także w materii. Niespełnienia w różnych dziedzinach - czy to związku, bliskości, czy to bogactwa materialnego - elementów tak często odrzucanych przez "mistrzów". I dopiero po pozwoleniu sobie na spełnienie - w pełni się oświeci w kolejnej inkarnacji :)

Podpisuję się pod tym w 100 % to mój pogląd, wspomnienia i przeczucia i karma.